arturborat napisał(a):
Sprzedać zabytek to nie taka prosta sprawa. Pewnie dobrze o tym wiesz. Mnóstwo ich czeka na klientów, ale mało kto się na to porywa. Wpis do rejestru odstrasza. Dlatego twoją odpowiedź nie mogę uznać za zadowalającą lub rozwiązującą problem. Rozwijając ją, uważam jednak, że mógłby istnieć mechanizm np. w postaci funduszu państwowego, który wykupywałby w krytycznych sytuacjach od właścicieli zabytki wpisane do rejestru i dbał o nie (robił tam muzea, szkoły, przedszkola itp.). To mogłoby realnie rozwiązać problem.
Na dzień dzisiejszy jest właśnie odwrotnie. Sprzedać zabytek jest bardzo łatwo i na rynku wcale nie ma tak wielu dobrych ofert. Ludzie się nie porywają jednak na szybki zakup tylko dlatego że w 99% przypadków cena jest nieadekwatna do stanu obiektu. Np Baszta Stągiewna wystawiona początkowo za 4 mln zł po bumie na rynku nieruchomości bez żadnego wkładu własnego w postaci dodatkowych renowacji skoczyła do kwoty niemalże 8 mln zł. I to jest powód dla którego zabytki nie są kupowane od ręki.
arturborat napisał(a):
Co do Twojego przykładu z dziećmi -jest trochę nieprzemyślany, bo akurat na opiekę społeczną tak czy owak wszyscy się składamy, jak również na domy dziecka czy pogotowie opiekuńcze.
Mnie nie chodziło o skrajne przypadki zaniedbania po których dzieci są dobierane rodzicom ale o próbę osiągnięcia za pieniądze podatników idealnego modelu życia dzieci w którym zawsze są dożywione, mają komplet książek, pomocy naukowych, godne warunki egzystencji, zawsze są odprowadzane do szkoły przez osobę dorosłą itd. Próba zapewnienia tego z środków państwowych w każdej rodzinie skończyłaby się kompletną katastrofą.
Tak samo z zabytkami ... dokładanie z budżetu Państwa do każdego obiektu których są dziesiątki tysięcy to byłoby bankructwo nas wszystkich.
arturborat napisał(a):
Każdemu może się noga potknąć... Poza tym naprawdę tego typu argumenty z twoich ust nie powinny padać.
Oczywiście że każdemu może. Ale nie może być tak że każdemu też od razu pomaga Państwo bo to pogłębia model społeczeństwa uzależnionego od pomocy społecznej. Ostatnie badania w tej materii wskazują iż ponad 80% osób korzystających z pomocy państwowej nie robi nic żeby poprawić swoją sytuację. Latami wegetują w tym stanie dostosowując swoje potrzeby do wymiaru wsparcia jakie otrzymują za darmo. Wielokrotnie zatrudniałem pracowników z MOPSu żeby im pomóc. Pomijając fakt że kompletnie olewali pracę to do tego wszystko od razu przepijali mając rodziny na utrzymaniu. Najdłuższy czas zatrudnienia oscylował w granicach 1-2 tyg. Potem już w ogóle nie przychodzili bo praca była za ciężka i pensja za mała ;)
Z zabytkami byłoby tak samo ... skoro dałoby się wyciągnąć z Państwa pieniądze na ich renowację to po co samemu płacić. Skoro Państwo utrzyma Ci obiekt to po co samemu improwizować.
arturborat napisał(a):
Jesteś w końcu archeologiem - osobą zarabiającą tylko dlatego, że państwo zmusza niektórych do płacenia ci. Gdybyś funkcjonował w gospodarce prawdziwie wolnorynkowej, gdzie nie istniałby przymus nadzorów archeologicznych, zapewne musiałbyś zmienić zawód....
To jest prawda. I wiesz co zrobiłem ... skończyłem dwa różne kierunki studiów żeby zabezpieczyć się na taką okoliczność i w sytuacji kryzysowej dla archeologii nie narażać swojej rodziny na niedostatek.
arturborat napisał(a):
A współfinansowanie przez państwo pewnych dziedzin to wcale nie musi być rozdawnictwo pieniędzy. Dofinansowuje się np.ocieplanie prywatnych budynków, dzięki czemu spada zapotrzebowanie na energię, spala się mniej węgla w elektrowniach i zyskuje środowisko a więc my wszyscy. Tak samo jest z przydomowymi oczyszczalniami ścieków.
Wątpliwe oceny związane z ocieplaniem klimatu pominę ale zakładając że ostatnia zima to przypadek i cała ta akcja ma sens to trzeba wiedzieć że wiele z tych dopłat idzie z UE. Bardzo dużo też idzie pieniędzy z UE na zabytki tylko trzeba wystartować w konkursach i je wygrać. To dużo lepszy moim zdaniem mechanizm niż rozdawnictwo.
arturborat napisał(a):
W przypadku zabytków rachunek nie jest tak prosty, ale uważam, że zabytki tworzą najistotniejszą część tkanki wspólnej przestrzeni - po prostu ja zdobią, dzięki czemu oddziaływują pozytywnie na naszą psychikę, ogólne samopoczucie. Piękno uspokaja i łagodzi obyczaje. Osobiście nie muszę wchodzić do jakiegoś pałacu, wystarczy że jest częścią mojego krajobrazu, że mogę podziwiać go z daleka. Ale czułbym się lepiej tylko, gdybym miał możność podziwiać zadbane mury tonące wśród drzew starego zadbanego parku, a nie ruinę wśród chaszczów. I dal tej różnicy gotów byłbym łożyć na to jako podatnik. Ty zapewne nie. Dlatego musimy się zadowolić murami kamienic wpisanych do rejestru, które sypią się ze starości i są zabezpieczone rusztowaniem z desek, aby komuś nie zawaliły się na głowę - jak to opisywał kolega wyżej.
To co wyżej to mój pogląd idealistyczny.
Wizja bardzo ładna i też bym chciał żeby się zrealizowała ale moim zdaniem z pieniędzy podatników tego się nie da zrobić. Brakuje na podstawowe sprawy w tym kraju nie dlatego że jesteśmy bardzo biedni tylko bardzo niegospodarni. Ta niegospodarność pożarłaby też pieniądze na zabytki. Najpierw trzeba wyjść z komuny, stworzyć mechanizmy kontroli przepływu finansów a dopiero potem myśleć o nowym podziale budżetu.
arturborat napisał(a):
Bo z drugiej strony gotów byłbym też zaakceptować drugie rozwiązanie - skrajne ale skuteczne. Jak najmniej państwa w życiu obywatela. Minimum zakazów i nakazów. Won z zabytkami i rejestrami. Jak ktoś lubi, ma ochotę i go stać to niech sobie zabytki remontuje. Jak nie chce to niech sobie burzy i stawia co mu się podoba. Współczesne budynki też mogą być piękne i być dziełami sztuki. Precz ze skansenem zwanym Polską. Archeologów oderwać od koryta - żadnych obowiązkowych badań na prywatnym terenie. Jak chcą badać - niech sami płacą za to, a znaleziska muszą oddać właścicielowi terenu. A że pewnie nikt archeologów nie będzie wtedy potrzebował i nie będzie wtedy żadnych badań? To co z tego? Niektórzy mają gdzieś rodziny z dziećmi borykające z biedą, można mieć gdzieś archeologów i ich badania. Stracimy wiedzę o naszej przeszłości i i dziedzictwie kulturowym? Pal je licho, można bez tego żyć. Może w końcu zaczniemy tworzyć własne dziedzictwo -wolni od absurdów przeregulowanego państwa.
Artur
Nie zaczniemy niczego tworzyć dlatego, że każda inwestycja polega na obniżaniu kosztów i maksymalizacji zysków. Archeologia zawsze podniesie koszty a zyski jakie może zapewnić są nie dość że niewielkie to do tego jeszcze mocno niepewne. Ten model spowodowałby natychmiastowe i całkowite zniszczenie stanowisk archeologicznych znajdujących się w obrębie miast.
Pozdrawiam