https://poszukiwanieskarbow.com/forum/ |
|
| Odkopali kawał historii. Znaleźli ludzkie szczątki https://poszukiwanieskarbow.com/forum/viewtopic.php?f=63&t=103430 |
Strona 1 z 1 |
| Autor: | Aliens [ sobota, 6 października 2012, 13:42 ] |
| Tytuł: | Odkopali kawał historii. Znaleźli ludzkie szczątki |
Cytuj: Metrowej głębokości wykop. Na dnie ludzkie kości: piszczele, uda, żebra... I stopy. A na nich radzieckie buty. Skóra, z których zostały zrobione, musiała być bardzo dobra. Przetrwały pod ziemią od 1945 roku. Do dziś.O istnieniu dawnego radzieckiego cmentarza na rogatkach Kostrzyna wiedziało wielu mieszkańców. Utworzono go na płycie przedwojennego boiska. Do dziś można tu znaleźć pomnik i bramę wjazdową. Ale pochowanych w tym miejscu żołnierzy, jak podają dokumenty, wykopano w 1953 r. W sumie około 1.000 czerwonoarmistów. Ich szczątki trafiły na nekropolie w Gorzowie i Cybince. - To było osiem lat po wojnie. Ciała jeszcze się rozkładały. To musiała być koszmarna praca - mówi Julian Wierzbowski z grupy poszukiwawczej Witeź. To część międzynarodowej organizacji Patriot, zajmującej się poszukiwaniem poległych żołnierzy radzieckich i polskich. W czwartek przyjechali do Kostrzyna. Wcześniej, w maju, pracownicy miejscowego Muzeum Twierdzy znaleźli na dawnym cmentarzu kości, elementy mundurów, nagrobków. - Prace sondażowe wykazały, że pod ziemią, na głębokości około dwóch metrów, wciąż leżą szczątki. Prawdopodobnie ekshumacja w 1953 roku nie była zbyt dokładna - dodaje Krzysztof Socha, archeolog. Władze muzeum nie chciały ogłaszać majowego znaleziska. - W obawie przed tymi, którzy w lasach szukają pamiątek z II wojny światowej. Najpierw chcieliśmy załatwić wszystkie formalności związane z ekshumacją (m.in. powiadomić Polski Czerwony Krzyż, wojewodę, stronę rosyjską, sanepid, nadleśnictwo - dop. red.) i poinformować ludzi dopiero, gdy przystąpimy do prac - wyjaśnia Ryszard Skałba, dyrektor Muzeum Twierdzy. Do Kostrzyna przyjechało kilkanaście osób - Polaków, Litwinów i Łotyszy. Zaczęli w czwartek. Pomagali im wolontariusze, mieszkańcy miasta. Najpierw trzeba było wykarczować las, potem przekopać się przez korzenie. Po kilku godzinach ziemia zaczęła odkrywać pierwsze tajemnice: elementy nagrobków, metalowe gwiazdy, spinki, elementy mundurów... I kości. Całą masę kości. W jednym z wykopów znaleziono kości udowe, piszczele i stopy, na których wciąż były wojskowe buty. Ten widok robił wrażenie. Wśród szczątków nie było korpusów i czaszek. Wykopano tylko jedną. Co się stało z resztą? To kolejna historyczna zagadka. Być może w czasie powojennej ekshumacji skoncentrowano się tylko na wykopaniu czaszek, a resztę pozostawiono. Brak czasu? Niechlujstwo? A może jeszcze inne powody. - Nigdy nie spotkaliśmy się z czymś takim, a pracowaliśmy naprawdę na wielu podobnych cmentarzach - przyznaje Wierzbowski. W jednym z wykopów znaleziono łyżkę. Była w cholewie żołnierskiego buta. To popularny wśród czerwonoarmistów schowek na sztućce. Była na niej swastyka, więc łyżka prawdopodobnie wcześniej służyła Niemcom. W drugim dole po jednym uderzeniu saperki znaleziono kilka garści naboi. Prawdopodobnie były w papierowych pudełkach, które zgniły pod ziemią. Do tego guziki radzieckie i niemieckie, elementy umundurowania, spinki, klamry od pasów. Część kości znaleziono już niespełna metr pod ziemią. Żeby dotrzeć do innych, trzeba było kopać ponad dwa metry w głąb. - Kości jest bardzo dużo. Kopiemy kilka godzin, a już znaleźliśmy szczątki ponad dziesięciu żołnierzy. Prawdopodobnie będziemy musieli wrócić w to miejsce w przyszłym roku - nie ukrywa Wierzbowski. Wykopane w Kostrzynie szczątki trafią na cmentarz radziecki w Gorzowie. To nie jedyna zbiorowa mogiła, która została do odkrycia w Kostrzynie. Historycy są niemal pewni, że na terenie miasta jest ich jeszcze co najmniej kilka. Jedna może się znajdować na Starym Mieście, w okolicy zamkowych ruin. W czasie wojny był tu lazaret. Żołnierzy, którzy nie przeżyli, chowano w pobliżu. http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.d ... /121009639 |
|
| Autor: | eme [ sobota, 6 października 2012, 14:15 ] |
| Tytuł: | Re: Odkopali kawał historii. Znaleźli ludzkie szczątki |
Cytuj: Wrocławski IPN znalazł na Opolszczyźnie szczątki kilkunastu osób Autor PAP – wczoraj 05.10. Wrocław (PAP) - Szczątki kilkunastu osób znalazł w Dworzysku w powiecie nyskim (Opolskie) wrocławski Instytut Pamięci Narodowej. Badacze poszukują tam miejsc pochówku partyzantów z oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego, ps. Bartek.Pracami ekshumacyjnymi na Opolszczyźnie kieruje dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, naczelnik oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu i pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego. Jego zdaniem trudno na obecnym etapie prac stwierdzić, że znalezione fragmenty kości czaszek i kończyn, fragmenty butów czy paska to szczątki żołnierzy Bartka. Zdaniem Szwagrzyka należały one do kilkunastu osób. "Ile dokładnie będziemy mogli podać dopiero w przyszłym tygodniu po przeprowadzeniu badan i dokładniejszych oględzin" - zastrzegł Szwagrzyk. Szwagrzyk poinformował, że w czwartek, po kilkunastu godzinach ekshumacji, zakończono prace w Dworzysku. "W piątek nasi archelodzy jeszcze tylko dokładnie przesypią ziemię, w której były szczątki, tak by nie umknęły nam nawet najmniejsze ich cząstki" - dodał przedstawiciel IPN. Wśród szczątków znaleziono też łuski po pociskach. Ze wstępnych ustaleń wynika, że znalezione kości należały do bardzo młodych ludzi, którzy zginęli w latach 40. ubiegłego wieku w gwałtowny sposób. Zdaniem Szwagrzyka wskazuje na to fakt, iż koło Dworzyska nie znaleziono ani jednej całej czaszki. Wszystkie były we fragmentach z widocznymi śladami pęknięć. "Sądząc po rodzajach zniszczeń kości, ci ludzie mogli zginąć np. na skutek strzałów oddanych z bliska" - wyjaśnił. Szczątki, które znalazł w czwartek IPN, znajdowały się w szambie na terenie dawnej posiadłości Sharfenberg. Trafią do Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu. "Póki co nie potrafimy określić czyje to są szczątki, której z grup partyzanckich. Na pewno są to ofiary komunizmu" - stwierdził Szwagrzyk. Jak poinformowała rzeczniczka wrocławskiego oddziału IPN Katarzyna Maziej-Choińska, badacze na zbiorową mogiłę w pobliżu miejscowości Dworzysko na Opolszczyźnie na terenie dawnej posiadłości Sharfenberg "z bliżej nieokreśloną jeszcze liczbą ofiar" natrafili w wyniku prowadzonych wcześniej przez IPN na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku prac poszukiwawczych miejsc pochówku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Flamego. Maziej-Choińska wyjaśniła, że celem podjętych badań jest wydobycie szczątków i potwierdzenie, czy należą one do poszukiwanych partyzantów, czy może do ofiar działań lokalnego Urzędu Bezpieczeństwa. "Poszukiwań żołnierzy Bartka na pewno jeszcze nie skończyliśmy. Będę teraz szukał pieniędzy, by jeszcze w tym roku móc wrócić do Wierzbia, gdzie prowadziliśmy badania i w okolice Starego Grodkowa" - zapewnił Krzysztof Szwagrzyk. IPN poszukuje grupy ok. 150-200 partyzantów z oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego ps. „Bartek”, która w latach 1945-1946 działała na Podbeskidziu i - zdaniem Szwagrzyka - została w wyjątkowo „perfidny sposób wymordowana, a ślady ich pochówku starannie zatarto”. Do oddziału Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wprowadziło swoich ludzi. Mieli oni udawać agentów z Zachodu, którzy przerzucą oddział za granicę. Partyzanci zostali przetransportowani na Opolszczyznę, gdzie mieli przekroczyć granicę. Tu poczęstowano ich kolacją i alkoholem ze środkami nasennymi. Następnie śpiących partyzantów wymordowano. Najprawdopodobniej zostali pochowani w dwóch mogiłach. Prace poszukiwawcze i ekshumacyjne prowadzone na Opolszczyźnie i Górnym Śląsku to wynik porozumienia zawartego pomiędzy IPN, Ministerstwem Sprawiedliwości i Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Realizowane są w ramach ogólnopolskiego projektu badawczego IPN "Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956". (PAP) http://www.google.com/hostednews/epa/ar ... d=12360464 |
|
| Autor: | Protoavis [ czwartek, 18 października 2012, 20:11 ] |
| Tytuł: | Re: Odkopali kawał historii. Znaleźli ludzkie szczątki |
Na orliku znaleźli szczątki. Prac nie wstrzymali Ludzkie kości wykopano w środę na budowie orlika przy Szkole Podstawowej w Rudnie na Lubelszczyźnie. Mimo odkrycia prace trwają. Policja szczątki co prawda zabezpieczyła, ale w ziemi wciąż widać kolejne. A mieszkańcy mówią wprost: tu było kiedyś wielkie cmentarzysko Robotnicy odkopali ludzkie kości w trakcie przekopywania terenu. W czasie prac koparką ziemia odsłoniła tajemnicze znalezisko: szczątki prawdopodobnie kilku osób (mówi się nawet o 10). Ale prac nie wstrzymano; w czwartek od rana na miejscu byli robotnicy. Wójt nie powiadomił archeologów, choć - zgodnie z prawem - powinien. - Jest artykuł 32 Ustawy o ochronie zabytków. I tam jest jasno powiedziane, że jeśli podczas prac prowadzonych przy jakiejś inwestycji zostaną znalezione warstwy kulturowe, a tu z takimi mamy do czynienia, to my powinniśmy być o tym powiadomieni - mówi Dariusz Kopciowski, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków w Lublinie. Jak dodaje, przy różnych inwestycjach w regionie konserwator zawsze jest powiadamiany o takich odkryciach. - O odkryciu w Rudnie nic nie wiemy. A wójt powinien powiadomić konserwatora, jeśli taką informację powziął - mówi Kopciowski i zapowiada, że przyjrzy się sprawie po naszym interwencji. "Nie przejmujcie się, kopcie dalej" Robotnicy, którzy budują kompleks boisk, nie kryją oburzenia. W nieoficjalnych rozmowach mówią wprost: chcieliśmy wstrzymać prace, ale powiedziano nam, by iść dalej, bo terminy gonią. Jeden zdecydował się na oficjalną rozmowę z reporterką TOK FM. - Powiedziano nam: nie przejmujcie się, kopcie dalej - mówi pan Maciej. Twierdzi, że usłyszał to z ust kilku osób. - Że nie powinienem tego w ogóle nigdzie zgłaszać, że to powinno być zostawione. Ale ja przecież nie będę kopał w ludzkich szczątkach - oburza się nasz rozmówca. Jak dodaje, nie pozwala mu na to sumienie. - To jest chore. Z jednej strony się woła o szacunek dla drugiego człowieka, a z drugiej strony tak się postępuje ze szczątkami osób, które przecież kiedyś żyły - mówi. Pan Maciej zgłosił fakt odkrycia znaleziska na policji. Policjanci pod nadzorem prokuratora w środę wszystko zabezpieczyli. - Spakowali kości do kilku worków - mówią robotnicy. Śledczy zabrali wszystko do szczegółowych badań. Jak powiedziała nam prokurator Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, teraz sprawą zajmą się biegli. Wiadomo, że kości były wymieszane, wyglądało to tak, jakby ktoś przed laty złożył je w jednym miejscu. Jak było naprawdę? Trudno dziś odpowiedzieć. Pewne jest jedno: w czwartek, w dzień po odkryciu, reporterka TOK FM widziała w ziemi kolejne kości. Przysypane, ale widoczne. Ludzie: tu było wielkie cmentarzysko Najstarsi mieszkańcy Rudna nie są zaskoczeni faktem, że za szkołą dokonano takiego, a nie innego odkrycia. - Tu było cmentarzysko - mówi nam Alfreda Ciołek, która od kilkudziesięciu lat mieszka niedaleko szkoły. - Ja już od maleńkiego to słyszałam, to było wiadome. A dziś jest to zapomniane. Ludzie o to nie dbają - dodaje. O cmentarzu słyszał też Mieczysław Kowalski, 89-letni mieszkaniec Rudna. - Od moich dziadków, ojców o tym już dawno wiedziałem. Tam był kościół i cmentarz, i może stąd te kości. To było ze sto lat temu na pewno albo i więcej - mówi pan Mieczysław. Przyznaje, że przed laty, gdy budowano szkołę, też odkopano jakieś kości. - Ale co się z nimi stało, nie wiem - mówi. Na wsi usłyszeliśmy też głosy, że być może to szczątki ofiar jakiejś zarazy, która nawiedziła okolice wiele, wiele lat temu. - Były takie opowieści przekazywane - przyznają ludzie. Wójt nie wstrzymuje prac. A powinien? Na terenie inwestycji prace trwają, choć koparki przesunęły się nieco dalej od miejsca odkrycia szczątków. Wójt gminy (to gmina jest inwestorem) jest na zwolnieniu, a sekretarz początkowo nie chciał z nami rozmawiać, twierdząc, że nic o sprawie nie wie. Po kilku godzinach poinformował nas, że prace nie będą wstrzymane, bo nie ma ku temu podstaw. - Był tam prokurator, zebrali szczątki, rozkopali jeszcze plac budowy, nie znaleźli nic więcej i prace się toczą. Prokurator nie przerwał prac - mówi nam sekretarz Artur Karpiński. W prokuraturze słyszymy jednak, że śledczy nie mają takich uprawnień. To wójt powinien zawiadomić służby konserwatorskie. Gdy niedawno w Lublinie, przy remoncie jednego ze skrzyżowań, dokonano podobnego odkrycia, od razu poinformowany był konserwator, na miejsce wkroczyli archeolodzy. Inwestycja się nieco przeciągnęła w czasie, ale teren został przebadany. W Rudnie nikt o tym nie pomyślał. - Spieszą się, bo to pieniądze na orlika, trzeba zdążyć przed zimą. I udają, że problemu nie ma - mówi nam jeden z mężczyzn. Jest jeszcze coś: gdyby na miejsce wezwać służby archeologiczne, za takie badania trzeba byłoby zapłacić. Źródło: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,1269 ... FOTO_.html |
|
| Strona 1 z 1 | Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ] |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ |
|