https://poszukiwanieskarbow.com/forum/ |
|
| Amerykanin w bitwie pod Grochowem. https://poszukiwanieskarbow.com/forum/viewtopic.php?f=63&t=109842 |
Strona 1 z 1 |
| Autor: | mab1978 [ sobota, 23 marca 2013, 23:55 ] |
| Tytuł: | Amerykanin w bitwie pod Grochowem. |
Niedawno wszedłem w posiadanie egzemplarza tygodnika „The New Yorker” z dnia 8 września 1838 roku, wydawanego, jak głosiła stopka redakcyjna, w każdą sobotę rano przy 127 Nassau Street N.Y. Na stronie czwartej zamieszczono fragment najnowszej książki p.t. „Incidents of travel”, której autorem był, jak podała redakcja, Mr. Stephens. Umieszczony tekst nosił tytuł „Bitwa pod Grochowem”: Bitwę pod Grochowem, największą w Europie od czasu Waterloo, stoczono dwudziestego piątego lutego 1831 roku, i z miejsca, gdzie stałem roztaczał się widok na na całe pole bitwy. Rosyjska armia dowodzona przez Dybicza, składała się ze stu czterdziestu tysięcy piechoty, czterdziestotysięcznej kawalerii trzystu dwunastu armat. Ta potężna siła została rozmieszczona w dwóch liniach frontu i trzeciej w odwodzie. Jej lewe skrzydło, między Wawrem a bagnami Wisły, składało się z czterech dywizji piechoty w sile czterdziestu siedmiu tysięcy żołnierzy, trzech dywizji kawalerii w sile dziesięciu tysięcy i pięciuset kawalerzystów i stu ośmiu dział. Na prawym skrzydle stało trzy i pół dywizji piechoty z trzydziestu jeden tysiącami ludzi, czterema dywizjami jazdy w sile piętnastu tysięcy siedemset pięćdziesięciu ludzi i pięćdziesięcioma dwoma działami. Przy brzegu dużego lasu naprzeciwko Lasu Olchowego, właśnie w miejscu gdzie stałem, ukryte były odwody dowodzone przez Wielkiego Księcia Konstantyna. Przeciw tej potężnej armii Polacy wystawili nie więcej niż pięćdziesiąt tysięcy ludzi i sto dział pod dowództwem Generała Skrzyneckiego. O świcie rosyjskie prawe skrzydło, wspomagane strasznym ogniem pięćdziesięciu dział i kolumnami żołnierzy, uderzyło na polskie lewe skrzydło z zamiarem przełamania go jednym miażdżącym wysiłkiem. Polacy, mający w tym miejscu sześć i pół tysiąca ludzi i dwanaście armat, nie ustąpując na krok, i wiedząc, że nie mogli liczyć na wzmocnienia, odpierali ten atak przez kilka godzin, aż do osłabnięcia rosyjskiego ognia. Nagle, około godziny dziesiątej, pole pojawiły się rosyjskie siły, które wynurzając się z leśnego ukrycia, wyglądały jak jedna, niepodzielna masa żołnierzy. Dwieście dział, ustawionych w jedną linię, rozpoczęło ogień, od które zatrzęsła się ziemia, tak straszliwy, że najstarsi oficerowie, którzy walczyli pod Marengo i Austerlitz, takiego nie przeżyli. Rosjanie uderzyli na lewe skrzydło, ale podobnie jak w przypadku ataku na skrzydło lewe, zostali odparci, więc Dybicz skierował siłę swojej armii na Las Olchowy, z zamiarem rozdzielenia polskiego wojska. Ogień stu dwudziestu armat skierowano tylko w to jedno miejsce, i pięćdziesiąt batalionów, nieustannie wysyłanych do ataku, dokonywało masakry nieznanej w annałach wojen. Polski oficer, który brał udział w bitwie, powiedział mi, że małe strumienie płynące w lesie były tak gęsto wypełnione zabitymi, że piechota musiała przechodzić po ich ciałach. Heroiczni Polacy, w sile dwunastu batalionów, przez cztery godziny utrzymywali las odpierając ten potężny atak. Dzięwięć razy byli z niego wyparci i dziewięciokrotnie, dzięki znakomicie przeprowadzonym manewrom wyrzucali Rosjan ponoszących wielkie straty. Baterie armat, nieustannie zmieniały pozycje, i często, jakby w kawaleryjskiej szarży, zbliżały się do nieprzyjacielskich szeregów, by z odległości stu stóp otworzyć morderczy ogień. O godzinie trzeciej po południu, generałowie, z których wielu było rannych, i którzy w większości po utracie koni walczyli pieszo na czele swoich oddziałów, postanowili wykonać manewr odwrotu, aby wciągnąć Rosjan na otwarty teren. Dybicz, przypuszczając, że jest to ucieczka, spojrzał na miasto i wyrzekł, „Wygląda na to, że po tym krwawym dniu, napiję się herbaty w Pałacu Belwederskim.” Sprowokowani Rosjanie wyszli z lasu. Chmury rosyjskiej kawalerii, na czele z kilkoma pułkami kirasjerów, ciężkiej jazdy, ruszyło do ataku. Pułkownik Piętka, którego kierował nieustannym ogniem swojej baterii przez pięć godzin, siedząc z zimną krwią na rozbitej armacie i uparcie prowadząc skuteczny ostrzał, nagle w pełnym galopie opuścił stanowisko, tak długo utrzymywane pod straszliwym ogniem wroga. Ten nagły manewr jego baterii ruszył rosyjskie wojska. Kawaleria kłusem zbliżyła się do linii, gdzie stał oddział rakietników. Potworny ogień skierowany w jej szeregi spowodował, że konie, doprowadzone do szaleństwa przez płomienie, przestały być uległe i rozniosły panikę na wszystkie strony, a cały oddział, rażony ogniem polskiej piechoty został w ciągu kilku minut unicestwiony w takim stopnie, że z pułku kirasjerów, który na czapkach miał napis „Niezwyciężeni”, nikt się nie uratował. Resztki uciekającej kawalerii, ściganej przez ułanów, pociągnęły za sobą kolumny piechoty, rozpoczynając generalny odwrót, a okrzyk „Niech żyje Polska” dotarł do murów Warszawy, wzbudzając radość wśród pozostających w napięciu mieszkańców. Ostrzał tego dnia był tak ciężki, że w polskiej armii nie było ani jednego generała i oficera sztabowego, pod którym nie zabito lub nie raniono konia. Dwie trzecie oficerów i, prawdopodobnie, żołnierzy miało przestrzelone kulami mundury i więcej niż jedna dziesiąta wojska odniosło rany. Trzydzieści tysięcy Rosjan i dziesięć tysięcy Polaków pozostało na polu bitwy, szereg na szeregu ułożeni na ziemi, a Las Olchowy tak był pokryty ciałami zabitych, że nazwano go tego dnia „Lasem Śmierci”. Car był przerażony, a Europa zdumiona, na wieść, że ten który zdeptał Bałkany został pobity pod murami Warszawy. Przez cały dzień, jak powiedział mój przewodnik, kanonada była przerażająca. Tłumy mieszkańców obojga płci i bez względu na wiek, gromadziły się w tym samym miejscu, gdzie staliśmy, z niepokojem obserwując rozwój bitwy i przeżywając jej zmienne koleje, szczególnie w momentach, kiedy poprzez rozwiane dymy można było zobaczyć wycofujących się Rosjan lub Polaków. Opisał wejście resztek polskiej armii do Warszawy jako scenę podniosłą a jednocześnie przerażającą; włosy i oblicza były pokryte prochem i krwią, mundury rozdarte i zniszczone, ale wszyscy, nawet umierający, śpiewali patriotyczne pieśni, a kiedy Czwarty Pułk, który szczególnie wyróżnił się podczas bitwy, i w którego szeregach walczył brat mojego przewodnika, przeszedł przez most i długim szeregiem ciągnął powoli ulicami, z lancami drżącymi przed frontem oczekującej straży, z twarzami czarnymi i splamionymi krwią, niektórzy wyprostowani, niektórzy chwiejący się, a niektórzy ledwo trzymający się w siodle, wśród srogiego chóru patriotycznych pieśni podniósł się krzyk matek, żon, sióstr i kochanek, wypatrujących wśród tych rozbitych oddziałów, droższych nad życie kształtów, których tak wiele pogrążonych już było wtedy we śnie na bitewnym polu. Mój przewodnik powiedział mi, że w owym czasie był siedemnastoletnim chłopcem, i błagał ze łzami, ażeby mógł towarzyszyć swojemu bratu, ale jego owdowiała matka wymusiła na nim przysięgę, że tego nie zrobi. Przez cały dzień, w tym samym miejscu gdzie obecnie byliśmy, trzymając się za ręce stał wtedy z matką, która ściskała spazmatycznie jego dłoń, jak gdyby każdy odgłos działa dzwonił na śmierć jej syna; i kiedy ułani przejeżdżali, rzuciła się w ich stronę, rozpoznając w postaci omdlewającego oficera, trzymającego złamaną lancę, swojego dzielnego chłopca. Chwiał się w siodle, a jego oczy były szkliste i nieobecne; zmarł tej nocy w jej ramionach. całość: http://naszeblogi.pl/37188-amerykanin-w ... aign=blogi |
|
| Autor: | Gryf [ niedziela, 24 marca 2013, 02:51 ] |
| Tytuł: | Re: Amerykanin w bitwie pod Grochowem. |
Pięknie opisana historia, ku pokrzepieniu polskich serc, dla dodania odwagi.... |
|
| Strona 1 z 1 | Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ] |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ |
|