https://poszukiwanieskarbow.com/forum/ |
|
| Wyprawa kanałami https://poszukiwanieskarbow.com/forum/viewtopic.php?f=63&t=112955 |
Strona 1 z 1 |
| Autor: | sprota [ piątek, 31 maja 2013, 23:31 ] |
| Tytuł: | Wyprawa kanałami |
"Dopóki czuję smród, jestem bezpieczna". Wyprawa kanałami Joanna Dzikowska 19.05.2013 , aktualizacja: 19.05.2013 16:5 Południowy to największy wrocławski burzowiec Żeby wejść do kanału, przez trzy tygodnie czekaliśmy na dobrą pogodę. Gdy pada, lepiej nie schodzić pod ziemię ? kanały mogą się szybko wypełnić wodą, przed którą nie tak łatwo uciec - miniatura Jesteśmy w największym wrocławskim burzowcu, który w razie awaryjnego przeciążenia sieci odprowadza nadmiar wody z komory pod przepompownią Nowy Port - miniatura Odra - główny wrocławski kolektor, który przesyła ścieki do oczyszczalni Janówek - miniatura Kolektor Nowy Południowy biegnie od komory pod skrzyżowaniem ul. Głogowskiej z Zachodnią do przepompowni ścieków Nowy Port Kalosze ślizgają się w miękkim błocie, a z ceglanego sufitu kapie woda. Śmierdzi. - Dopóki czujesz ten zapach, jesteś bezpieczna - mówi mój przewodnik. Jesteśmy w największym wrocławskim burzowcu, który w razie awaryjnego przeciążenia sieci odprowadza nadmiar wody z komory pod przepompownią Nowy Port Żeby wejść do przelewu południowego, przez trzy tygodnie czekamy na dobrą pogodę. Gdy pada, lepiej nie schodzić pod ziemię - kanały mogą się szybko wypełnić wodą, przed którą nie tak łatwo uciec. Nikt tam nie pozwoli wejść. Oficjalnie Największy burzowiec Wrocławia znajduje się niedaleko ul. Długiej. Kiedy pytam o szczegóły dojazdu, dostaję współrzędne: 51.12877, 17.010135. Mam ze sobą zabrać wysokie kalosze i latarkę, a moim przewodnikiem będzie Strielok, jeden z wrocławskich kanalarzy. Nie chce podawać swojego nazwiska. - Czasem wpuszczają mnie robotnicy, którzy pracują przy renowacji kanału. Innym razem brama jest po prostu otwarta, nikt jej nie pilnuje - mówi. - Gdybym chciał poprosić o oficjalne zezwolenie na wejście do kanału, nikt by go nie wystawił. MPWiK przecież nie weźmie odpowiedzialności za moje bezpieczeństwo. Spotykamy się w pobliżu grobli Kozanowskiej. Wejście do kanału jest trochę podtopione - woda sięga za kostki. Na otwartej bramie pozaczepiały się stare szmaty i papier toaletowy. Chociaż jest ciepło, czuć chłodny powiew z wnętrza burzowca. Przelew południowy pracuje, kiedy po kilkudniowym deszczu poziom wody się podnosi, a sieć kanalizacyjna nie radzi sobie z nadmiarem wody. Docierają tu ścieki, które wcześniej są filtrowane w komorze krat (tam zatrzymują się największe elementy - buty, owoce, szmaty). Potem nieczystości przepływają przez komorę zasuw, których zadaniem jest odcięcie kolektorów w razie awarii. Stamtąd ścieki trafiają do komory pomiarowej i komory pomp, a następnie są tłoczone rurociągami do kolektora Odra albo do komory syfonu i dalej do przepompowni Stary Port i na pola irygacyjne. 30 sekund, żeby krzyknąć Wchodzimy do środka. Strielok pewnie, ja - ostrożnie, bo trudno utrzymać równowagę na śliskich cegłach. Włączamy latarki, ale niewiele to daje, bo oczy nie oswoiły się jeszcze z mrokiem. Kiedy mijamy zakręt, robi się zupełnie ciemno. Kalosze ślizgają się w miękkim błocie, a z ceglanego sufitu kapie woda (przynajmniej taką mam nadzieję). Cegły oklejają stalagmity zbudowane z nieczystości. Słychać szum wody. Przez moment czuję niepokój: wydaje mi się, że hałas robi się głośniejszy, ale to tylko złudzenie. Śmierdzi. - Dopóki czujesz ten zapach, jesteś bezpieczna - mówi Strielok. - Kiedy przestaje śmierdzieć, masz około 30 sekund, żeby bardzo głośno krzyknąć "pomocy". Nie zdążysz wybiec z kanału. W powietrzu jest już trujący siarkowodór, który najpierw poraża właśnie zmysł węchu. Strielok uspokaja: - Tu, gdzie jesteśmy, nie ma się czego bać. Przelew jest szeroki, panuje tu stały ruch powietrza. Cicho, ciemno i chłodno Ceglany tunel ma dzwonowy przekrój, jest szeroki. Dochodzimy do śluzy, za którą znajduje się pierwsza komora przelewu. Można stąd dojść do separatora lub do kolejnej komory, w której zaczyna się syfon przepompowni Stary Port. Podczas marszu oczy przyzwyczajają się do ciemności. Półmrok rozprasza odrobina światła z bocznych studzienek kanalizacyjnych, które wychodzą na teren Nowego Portu. Zatrzymujemy się w komorze przelewu: z prawej strony mamy kamienne łuki separatora i schody, które prowadzą do przepompowni. Przed nami kanał prowadzący do syfonów pod Odrą. To koniec wycieczki, bo dalej woda jest już tak głęboka, że by nas zakryła. - Przychodzę tu czasem, żeby po prostu oderwać się od codzienności, pomyśleć chwilę w ciszy - mówi Strielok. Łatwo to sobie wyobrazić, bo burzowiec przypomina trochę kościelną kryptę: jest cicho, ciemno i chłodno. Na dachach i pod ziemią Na stronie wrocławskiej grupy kanalarskiej im. Festung Breslau breslaudrainers.blogspot.com czytam: "Kanalarz kanalarzowi oka nie wykole, więc podaj łapę - chodźmy sprawdzić jakąś klapę!". - Draining [chodzenie po kanałach - przyp. red.] jest częścią eksploracji miasta, którą zajmowałem się od najmłodszych lat, chociaż wcale o tym nie wiedziałem - mówi Maciej Banyś, założyciel Breslau Drainers. - Na wakacjach w Turcji zamiast leżeć na plaży, uciekałem na dachy hoteli i szukałem innych niedostępnych na co dzień miejsc. W 2010 roku kolega zabrał mnie do przelewu południowego. Pierwsze wrażenie: łał, skąd to się tu wzięło! Spodobało mi się, wróciłem. Dzisiaj mam za sobą kilkadziesiąt zejść. Na początku Maciej miał problem z namierzeniem kanałów. Burzowce znajdował podczas spacerów wzdłuż brzegów rzek, ale brakowało map - poniemieckie dokumenty z lat 40. było trudno odczytać i dopasować do obecnej siatki ulic. Przez pierwszy rok schodził pod ziemię sam, potem wrocławska grupa kanalarska zaczęła się powiększać. - Interesuje nas przede wszystkim architektura i technologia wykonania kanałów - mówi Maciej. - Niemcy budowali je tak samo jak kopalnie: otwierano od góry ulicę, kopano tunel, a potem obudowywano ceglanym murem i zamykano. Te kanały są źródłem legend i mitów, które opowiadają o wrocławskim metrze. Uciec przed deszczem Po wojnie we Wrocławiu mieszkała głównie napływowa ludność, która nie znała dobrze historii miasta. Kiedy przeciętny człowiek widział wybitą w ziemi dziurę, a za nią suchy tunel kolektora, był pewien, że chodzi o korytarz transportowy. Wrocławskie Stowarzyszenie Fortyfikacyjne prowadziło razem z "naocznymi świadkami" badania pod dworcem Wrocław Główny, ale znaleziono jedynie maszynownię windy, krótkie tunele techniczne i podziemne wejścia do kiosków. - Niestety, niektóre kanały są w coraz gorszym stanie. Klamry w studzienkach, po których można wyjść na powierzchnię, są czasem zupełnie przerdzewiałe - mówi Maciej. - W kanałach nie ma zasięgu, więc do tych bardziej niebezpiecznych zabierałem ze sobą linę - żebym mógł wyjść, jeśli zarwą się klamry. Czy się boję? Nie, wystarczy być ostrożnym i stawiać bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Nieszczęśliwy wypadek może przecież zdarzyć się wszędzie. Maciej opowiada historię znajomych z Warszawy: grupa eksploratorów weszła do kanału, którym podczas drugiej wojny światowej uciekali Żydzi. Była piękna pogoda. Po przejściu kilkunastu metrów zauważyli, że kanał paruje - to znaczy, że na powierzchni robi się chłodniej. Rozpętała się ulewa. Zaczęli uciekać, ale każda kolejna studzienka, do której dochodzili, była zapieczona. W końcu udało im się dotrzeć do przelewu. Kiedy wychodzili z kanałów, poziom ścieków sięgał im po szyję. Byli trochę podduszeni gazami, odrapani, ale przeżyli. Po paru miesiącach wrócili pod ziemię. Brudna fosa Pierwsze urządzenia do odprowadzania nieczystości pojawiły się we Wrocławiu w drugiej połowie XIII wieku. Dwa stulecia później roczna produkcja ścieków wynosiła już 110 mln litrów. Najpierw nieczystości trafiały do prowizorycznych dołów i zadaszonych studzien (taka toaleta znajdowała się m.in. na ul. Więziennej 11), które przypominały dzisiejsze wiejskie wychodki. Niestety, były mało ekonomiczne: pięcioosobowa rodzina w ciągu siedmiu lat produkowała metr sześcienny nieczystości. Dlatego w 1514 roku miasto nakazało obmurowanie i regularne opróżnianie dołów. Pierwsze kanały pojawiły się prawie 50 lat później - odprowadzały nieczystości wzdłuż murów na lewym brzegu Odry, a potem wpadały do rzeki. Mieszkańcy parcel, które sąsiadowały z fosą, wyrzucali kloakę bezpośrednio do jej koryta. Dzisiaj długość wrocławskiej sieci kanalizacyjnej zarządzanej przez MPWiK wynosi 1171 km. Najstarsze używane jeszcze fragmenty pochodzą z 1850 roku, ale większość obecnego systemu kanalizacyjnego została zbudowana w latach 1900-1940. Wrocław z racji położenia na płaskim terenie ma 25 przepompowni ścieków zlokalizowanych na terenie całego miasta. Wszystkie oprócz przepompowni Stary Port pracują bez obsługi i są monitorowane za pomocą kamer telewizyjnych. Nasze ścieki są oczyszczane na polach irygacyjnych kompleksu Osobowice (79 proc.), w oczyszczalni Janówek (13 proc.) oraz na polach irygowanych Dobrzykowice (4,5 proc.). Lokalne oczyszczalnie pracują jeszcze na Psim Polu, Praczach, w Leśnicy i Ratyniu. Większość kanałów zlokalizowana jest w pasie drogowym, więc remonty sieci kanalizacyjnej najczęściej przeprowadza się przy okazji modernizacji dróg. Jak podaje MPWiK, skanalizowanie wszystkich odbiorców nastąpi najpóźniej do 2015 roku. Z kanalizacji będzie wtedy docelowo korzystać około 97 proc. mieszkańców miasta. Na koniec ostrzeżenie. - Wejście do kanału wiąże się z dużym ryzykiem - podkreśla Konrad Antkowiak, rzecznik MPWiK. - Nasi pracownicy zawsze korzystają ze specjalnego sprzętu i mają zapewnioną asekurację, a kanały są wcześniej wietrzone. Kanał przelewowy przy ul. Długiej jest kilka razy w roku udostępniany turystom, ale wszystkie pozostałe wejścia są nielegalne. Cały tekst: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,3577 ... mi.html#MT#ixzz2UuM0lzZ6 |
|
| Strona 1 z 1 | Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ] |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ |
|