Cytuj:
Skąd na lotnisku w Toruniu wziął się bombowiec B-17?
Choć w Toruniu mieszkałem względnie niedługo, to zdążyłem się z tym miastem silnie związać. Pasjonowały mnie jego tajemnice, urok i przeszłość wypełniona niecodziennymi wydarzeniami, czasami wręcz legendami. Jedną z nich była niepotwierdzona informacja o lądowaniu na lotnisku w Toruniu amerykańskiego bombowca B-17, czyli słynnej Latającej Fortecy.
Wielu moich znajomych informowało mnie, że również dotarła do nich ta anegdota, ale ze względu na brak namacalnych dowodów i żelazną logikę (skąd na tym niewielkim lotnisku, które znajdowało się podczas IIWŚ w rękach, odpowiednio, polskich, niemieckich i radzieckich, amerykański bombowiec) traktowałem to jako pewną ubarwiającą rzeczywistość bajkę.
Żeby było jasne, amerykańskich samolotów na lotnisku wcale nie brakowało, jednak były to amerykańskie myśliwce P-39 AirCobra, dostarczone na wschód w ramach Lend-Lease. Jednak program ten nie obejmował zaopatrywania Armii Czerwonej w Latające Fortece…
Tym większe było zatem moje zdziwienie, gdy mój przyjaciel wpadł do mnie z plecakiem i rzucił na podłogę pewien duży, aluminiowy przedmiot. Po krótkich oględzinach okazało się, że jest to sztuczny horyzont z samolotu. Jako że znalezisko pochodziło z okolic toruńskiego lotniska, przyjąłem zrazu pochodzenie radzieckie, niemniej pewien detal wyraźnie do tej tezy nie pasował – pokrętło z napisami ON/OFF. Serce zabiło mocniej, więc w te pędy siadłem przed laptopem w poszukiwaniu zdjęć z kokpitu samolotów amerykańskich. Jako że już wcześniej mieliśmy do czynienia z zegarami z AirCobry, to próbowałem dopasować przechyłomierz do tego samolotu. Był dość podobny, jednak coś wciąż nie pasowało. Bardziej z ciekawości niż wiary zerknąłem na kokpit B-17 i szczęka zaczęła spadać na biurko.
Nie było praktycznie żadnych wątpliwości – mieliśmy do czynienia z częścią z B-17 znalezioną w Toruniu. Skłoniło mnie to rozpoczęcia nieco szerzej zakrojonych działań poszukiwawczych w sieci, aby nadać trochę światła tej wciąż tajemniczej sprawie i efekty przerosły moje oczekiwania.
Jak się okazało, wszystko zaczęło się dnia 3 lutego 1945 roku na lotnisku Grafton-Underwood w Anglii. To właśnie stamtąd loty bojowe na Berlin wykonywała 384 Grupa Bombowców, zaś jednym z biorących udział w nalocie samolotów był B-17G o numerze seryjnym 44-6592, nazwany Stardust. maszyna pilotowana przez podporucznika (Second Lieutenant) George’a F. Ruckmana została podczas akcji trafiona ogniem artylerii przeciwlotniczej. Według raportu ostatni kontakt z załogą został utracony o godzinie 11:04. Uszkodzony bombowiec leciał na wschód, aby w końcu wylądować w Toruniu. Podczas lądowania doszło do dalszego uszkodzenia maszyny – według znalezionych w sieci informacji uszkodzone zostały 3 silniki i podwozie. Według relacji syna operatora karabinu maszynowego przedniej wieżyczki załoga bombowca utraciła kontakt z dowództwem na ponad 40 dni. W tym czasie w Toruniu dokonano napraw uszkodzonego B-17, posiłkując się częściami z innej awaryjnie lądującej Fortecy, usidlonej na polu w miejscowości Bodzanów (okolice Płocka). Wspomnienia mieszkańców wsi mówią o akcji pobrania silników oraz uzbrojenia wraku. Syn pana Johna Young dodaje także, iż załoga B-17 z Bodzanowa odleciała z terenów ZSRR razem z bohaterami tego artykułu. Stardust został przywrócony do sprawności bojowej i mógł kontynuować naloty, a miał ich łącznie na swym koncie 42.
Ta nieprawdopodobna historia być może nie doczekałaby się rozwinięcia, gdyby nie poszukiwacz, jego pasja i trochę szczęścia, zaś dzieje załogi B-17 Stardust i udział Torunia w jej historii zapomniany. Poniżej wstawiam kilka dodatkowych linków do poczytania (w języku angielskim) dla tych bardziej dociekliwych, gdyż dzięki pasjonatom zza oceanu można za pośrednictwem Internetu dowiedzieć się o lotnikach bardzo wiele. No i oczywiście pierwsze zdjęcia sprawcy całego zamieszania, zrobionego telefonem komórkowym.
Źródło i zdjęcia:
http://skarbyhistorii.wordpress.com/201 ... wiec-b-17/Co o tym sądzicie?
Pozdrawiam