https://poszukiwanieskarbow.com/forum/

Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."
https://poszukiwanieskarbow.com/forum/viewtopic.php?f=63&t=134053
Strona 1 z 1

Autor:  xdamianx [ wtorek, 3 czerwca 2014, 13:27 ]
Tytuł:  Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

http://tokis.pl/?p=17848

Cały artykuł bez szaty graficznej:

Czy tucholscy policjanci wypowiedzą wojnę „złodziejom historii”? Cz1(Wideo)
maxresdefault
Być może, ale wpierw muszą przejść kolejne szkolenie. W miniony piątek (30 – 05-2014) w tucholskiej komendzie, odbyło się niezwykle ważne szkolenie – konferencja, na którą i ja zostałem zaproszony przez p. Komendanta Bodzińskiego.


Tematem szkolenia była ochrona zabytków traktowana wielowątkowo. Wykład przeprowadzili archeologowie z Bydgoszczy, jak wynika z tonu ich wypowiedzi nie urzędnicy, a ludzie pasji. To niezwykle istotne w procesie porozumienia, kiedy wspólnym celem jest ochrona tego, co stanowi o historii Polski. Każda ingerencja pospolitych hien prowadzi do nieodwracalnych strat w procesie poznania. Do tematu powrócimy już wkrótce, omawiając go troszeczkę szerzej, utrzymując w kategoriach kompletnie obcych laikom. Ci ostatni być może mają najważniejszą misję do spełnienia, choć nie zdają sobie z tego sprawy. Wraz z moimi przyjaciółmi już za kilka dni wyjaśnimy to bliżej.





Złodzieje historii

Ilekroć powracam do tej sprawy, bezradny załamuję ręce, wobec niezbitych faktów. Od dłuższego już czasu chciałbym szczegółowo opisać pewien szokujący fakt z historii ostatniej wojny, który dotyczył produkcji i prób słynnej „Wunderwaffe” Hitlera. Dotychczas poznaliśmy kilka epizodów, które nierozerwalnie związane są z Peenemunde i Blizną. Powstało wiele publikacji, mnożono filmy dokumentalne i fabularne, poświęcone tym miejscom. Niestety, współcześni historycy nie mają przysłowiowego zielonego pojęcia o tym, że na ziemiach polskich istniał poligon równie wielki, a być może znacznie większy, niż oba wymienione wcześniej, razem wzięte. Kluczem do poznania tej historii są słynne Bory Tucholskie.

O tym miejscu można pisać bez końca, fakty, znaleziska, dowody, poszlaki, relacje, daremnie szukać ich w bibliotekach, książnicach. Pozostali wyłącznie, albo prawie wyłącznie potomkowie dawnych oddziałów okupanta, którzy zachowali część informacji głównie dla siebie. Istnieją również ustne przekazy mieszkańców, którzy byli świadkami pewnych zdarzeń i prób, dzisiaj pozostała ich zaledwie garstka.

Nikt ze świata nauki wydawał się nie być zainteresowany sprawą, którą większość z nich traktowała jak zło konieczne, lub podchodzili do sprawy, jak do wymysłu grupki oszołomów. Chyba tylko Duch Święty wie, ile czasu pochłonęło ustalenie faktów i niezbitych dowodów. I chociaż specjaliści – archeologowie w dalszym ciągu są sprawie obojętni, pojawili się na kwestionowanym terenie pospolici złodzieje, którzy wydzierają ziemi resztki przedmiotów, one już dawno powinny znaleźć się w polskich muzeach. Inną sprawą jest to, że obecne toną w niekompetencji, trawiąc to, czego dopuszczano się, wobec zabytkowych przedmiotów w nieodległej przeszłości. Jednak to temat na osobną opowieść, i to z wątkiem kryminalnym w tle.

Każdym prawdziwym miłośnikiem historii powinno wstrząsnąć kilka spraw, abstrahując od większości, skupmy się na środowisku ludzi, którzy wspierają się wzajemnie, wymieniają poglądy i techniki „wydobycia” artefaktów przeszłości, szacując od razu ile mogą na tym wszystkim zarobić. Ba! Mało tego mają jeszcze czelność piętnować każdego, kto śmie się im przeciwstawić! O kim mowa? O złodziejach!

Cóż dodać jeszcze? Państwo boryka się z ogólnym bałaganem, który dotyczy również zabezpieczania znalezisk, historia nie jest dzisiaj priorytetem, zwłaszcza ta z nieodległej przeszłości. Dzisiaj pasjonujemy się aferzystami, skorumpowanymi politykami i…wyborami kolejnych miernot, do rządów, bez przyszłości.

Popełniamy kolejny błąd, który prędzej, czy później okrutnie zemści się na naszych następcach – bezpowrotnie tracimy dowody tego, co przetoczyło się przez polskie ziemie w czasach ostatnich wojen.

Naród, który nie zna swojej historii…ginie, a wraz z nim narodowa świadomość.

Według szacunków w Polsce działa ok. 60 tys. poszukiwaczy amatorów, którzy używają wykrywaczy metalu. Zgodnie z obowiązującym od 2003 r. prawem każdy z nich powinien mieć pozwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków. – Dotychczas nie wydaliśmy żadnego takiego pozwolenia – mówi Mirosława Dernoga, kierownik wydziału archeologii Wojewódzkiej Służby Ochrony Zabytków w Poznaniu. – Poszukiwacze zwykle pytają, czy zezwolenie może obejmować np. całe województwo i obowiązywać nieograniczony czas. Tymczasem my możemy wydać je tylko na dokładnie określone na mapie miejsce i konkretny dzień – tłumaczy Dernoga. Oznacza to, że prawdopodobnie wszystkie poszukiwania prowadzone na terenie Wielkopolski, a podobnie jest we wszystkich pozostałych województwach, są nielegalne.

Każdy odkryty przez amatora przedmiot powinien zostać zgłoszony w urzędzie konserwatorskim. – Ale kto zgłosi zabytek, skoro według prawa znalazł go nielegalnie? – mówi Wojtek, poszukiwacz amator. Ponadto wszystko, co leży w ziemi, stanowi własność skarbu państwa i znalazca nie ma teoretycznie żadnych praw – ani do znaleziska, ani do jakiejkolwiek rekompensaty.

- Źle skonstruowane prawo zepchnęło poszukiwaczy do podziemia. Oznacza to, że nie wiemy niczego o zabytkach, które znajdują – dodaje Marek Brzeska, numizmatyk.

- Jeszcze kilkanaście lat i z ziemi zniknie ogromna liczba zabytków, które zostaną bezpowrotnie stracone dla nauki – mówi dobitnie „Gazecie” prof. Aleksander Bursche z Uniwersytetu Warszawskiego. – Większość trafi do prywatnych kolekcji lub na internetowe aukcje. Jedyną szansą, by temu zapobiec, jest zmiana prawa. Bez tego nic nie zdziałamy – dodaje prof. Bursche.

Wykrywacz – sprzęt domowy

- Kradzieże zabytków mają historię starą jak świat. Zmieniły się tylko metody – mówi Brzeska. Dawniej rabusie okradali groby faraonów. Dziś wyposażeni w nowoczesne detektory metali wyciągają z ziemi, co się da.

W Polsce długo nikt się tym poważnie nie przejmował, ale sytuacja zmieniła się w latach 90., kiedy dobry sprzęt stał się u nas równie łatwo dostępny jak na Zachodzie. Profesjonalny detektor kosztuje kilka tysięcy, ale najprostszy można dostać już za kilkaset złotych. W małopolskich, lubelskich i śląskich wsiach niemal w każdym gospodarstwie jest wykrywacz metalu – komentuje prof. Bursche.

- Jaka jest skala tego zjawiska, można ocenić dzięki serwisowi, który prowadzi w internecie anonimowy numizmatyk – opowiada prof. Bursche. Notuje on zgłoszone od maja 2004 r. znaleziska monet rzymskich – ze zdjęciem i opisem. Są tam już informacje o prawie 700 monetach, z czego część to niezwykle rzadkie okazy.

Autor serwisu nie opowie o sobie pod nazwiskiem, ponieważ nie chce mieć nieprzyjemności – Kiedyś znalazca szedł do handlarza i informacja o tym, co znalazł, rozchodziła się w środowisku kolekcjonerskim – trafiała do naukowców. Dziś nie potrzeba pośredników, jest internet. Zrobiło mi się szkoda tej wiedzy – mówi autor serwisu. – To świetna inicjatywa. Gdyby nie ta strona, bezcenne z punktu widzenia nauki informacje byłyby stracone – dodaje prof. Bursche.

W tym samym portalu znajduje się też mapa znalezionych w Polsce guzików z numerami pułków z okresu wojen napoleońskich.

- Zabytki, które znajdą poszukiwacze, na masową skalę są sprzedawane na Allegro – mówi Brzeska. – Przybywa ich z każdym rokiem. Aukcje są anonimowe, więc bezpieczne dla poszukiwaczy – dodaje.

Tajemnicą poliszynela jest to, że na aukcjach antykwarycznych w zachodniej Europie wyznaczone są ceny na zabytkowe „zapinki z Polski”.

Zbiory monet często są dzielone na części i wyprzedawane stopniowo. – Wystarczy trochę wprawy, by poznać monety ze skarbów. Mają charakterystyczne rysy, które powstają w trakcie oddzielania ich od siebie – mówi Mirosław Andrałojć, poznański archeolog, twórca programu inwentaryzacji skarbów.

W Poznaniu popularna jest giełda w Starej Rzeźni. – Jeżeli ktoś ma w klaserze jedną, dwie strony takich samych monet na sprzedaż, to wiadomo, że znalazł jakiś skarb – mówi Wojtek, poszukiwacz amator.

Jak to robią inni

Na zachodzie Europy amatorzy skarbów masowo pojawili się w latach 70. Od tego czasu niektóre kraje wprowadziły obostrzenia związane z poszukiwaniami za pomocą wykrywaczy.

Na przykład w Danii przepisy określają, na jakich terenach w ogóle nie wolno prowadzić poszukiwań. Znalezisko musi zostać zgłoszone do ministerstwa kultury, które na podstawie opinii wydanej przez archeologa decyduje, czy zabytek można zostawić w rękach prywatnych, czy też ma go przejąć muzeum. W takim przypadku znalazcy wypłacana jest rynkowa równowartość zabytku, ale pod warunkiem szczegółowego udokumentowania miejsca i okoliczności odkrycia.

Ale rzecz nie tylko w przepisach. – W Danii współpracuje się z amatorami. Dzięki temu sami pilnują stanowisk, przestrzegają wypracowanych zasad i zgłaszają znaleziska. W rezultacie Dania jest obszarem o jednej z największych liczbie znalezisk zabytków w Europie – komentuje prof. Bursche. – Dlatego w Polsce potrzebna jest nie tylko zmiana prawa, ale też stosunku naukowców do poszukiwaczy – dodaje.

- Dość trudno jest dyskutować, jeśli archeolodzy mówią o poszukiwaczach, że są źli, niedouczeni i kradną – mówi Wojtek. – Ale poszukiwacze to samo mówią o archeologach – przyznaje.

- W środowisku poszukiwaczy są ludzie, którym zależy na nawiązaniu współpracy z archeologami. Powoli uda się wypracować zasady tej współpracy – zapewnia Mirosława Dernoga.

Pasjonaci kontra zawodowcy

Największa w Polsce grupa poszukiwaczy skarbów to „militaryści”, którzy szukają wyposażenia wojskowego (odznaczeń, broni, części umundurowania) i „monetaryści”, którzy szukają głównie monet. Ci ludzie traktują poszukiwania, jako hobby. Jeśli jednak znajdą coś, co ich nie interesuje, sprzedają to. – Dlatego właśnie w środowiskach naukowych mówi się o nas, że szukamy w celach komercyjnych, lub mniej eufemistycznie nazywa się złodziejami – mówi Wojtek. – Ale dla nas najważniejsze jest samo szukanie i kolekcjonowanie – opowiada. Tej grupie poszukiwaczy najbardziej zależy na wyjściu z „podziemi”. Sami wypracowali kodeks poszukiwacza, którego podstawowe zasady zakazują m.in. rozkopywania grobów i stanowisk archeologicznych, i raczej go przestrzegają

Druga grupa to zawodowcy, którzy doskonale wiedzą, czego szukają i gdzie tego szukać. Działają dyskretnie, w małych hermetycznych grupach. Często metodycznie i planowo przeszukują stanowiska archeologiczne – mówi Wojtek. Nie są zainteresowani współpracą z archeologami ani żadnymi zmianami w przepisach. Mają dostęp do bardzo dobrego sprzętu, map, często posiadają archeologiczne wykształcenie. Są najbardziej niebezpieczni dla nauki i kultury polskiej. Archeolodzy bronią się przed nimi, rozrzucając na cenniejszych stanowiskach np. kapsle od piwa. We Francji rozpyla się z helikopterów opiłki aluminium, zresztą przeklinane przez archeologów.

Przy kilku instytucjach w Polsce (m.in. przy warszawskim muzeum archeologicznym) powstały już grupy poszukiwaczy amatorów współpracujących z naukowcami przy badaniach. Na razie jednak archeolodzy wypowiadają się o nich ostrożnie. – Zdarza się, że okazane zaufanie jest nadużywane – mówi anonimowo jeden z nich. – Ale coś trzeba ruszyć, bo na razie bezpowrotnie tracimy część naszego dziedzictwa narodowego – podsumowuje prof. Bursche.

________________

(mrf)

Autor:  ADAM2 [ środa, 4 czerwca 2014, 06:50 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Prawdziwy poszukiwacz nie sprzeda swojego znaleziska.Tanie wykrywacze,które sa w ,,w każdym domu" na szczęście też wszystkiego nie znajdą.Prawo trzeba zmienić,aby poszukiwacze wyszli z podziemia,ale czy to kiedyś nastąpi? :?

Autor:  Johny Walker [ środa, 4 czerwca 2014, 07:39 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Za nim zmienią to prawo na naszą czy też nie naszą niekorzyść ,to do tego czasu niewiele artefaktów w ziemi zostanie.Dołki są już wszędzie .

Autor:  Lipek [ środa, 4 czerwca 2014, 07:50 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Kolejny tekst smutnego człowieka niemającego pojęcia, o czym pisze. A ta jego "wielka tajemnica" związana z Wunderwaffe w Borach Tucholskich została przekopana już ponad dekadę temu :lol:

Takie szkolenia policjantów z archeo są w kujawsko-pomorskim na porządku dziennym od jakiegoś czasu. Pytanie tylko, czy coś negatywnego z tego wyniknie, skoro wielu :cop również biega z piszczałką?

Pani z bydgoskiej delegatury WUOZ jest historykiem sztuki z wykształcenia i ma bardzo blade pojęcie zarówno o prawie dotyczącym poszukiwań, jak i samym środowisku poszukiwaczy. Coś tam wie, coś słyszała, ale z czym to zjeść to nie do końca wie :) Generalnie miła osoba, z całą pewnością nie jest nam do końca przeciwna. Odniosłem wrażenie, że dla niej jest to problem nieco z innego świata.

Swoją drogą jestem bardzo ciekaw, jaka była treść tego szkolenia.

Autor:  Ewing [ środa, 4 czerwca 2014, 08:49 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Trzeba będzie dopytać Roberta G. bo jak widzę to on je prowadził :)

Autor:  SirBadFate [ środa, 4 czerwca 2014, 10:08 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Artykuł smutny trochę, ale nawet nie z powodu steku bzdur tylko jako kolejny kamyczek z tych kamieni jakie latają nad naszymi głowami rzucane przez media.
Ktoś niezwiązany z tematem naczyta się takich -_- i w głowie zostanie.

Autor:  gigo75 [ środa, 4 czerwca 2014, 11:02 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Miejmy nadzieję że powoli Ci panowie w krawatach dorosną i zaczną coś w temacie konkretnego robić bo przecież i nam by zależało aby nie być na bakier z jak na razie niejasnym prawem

Autor:  Taktyk [ sobota, 14 czerwca 2014, 09:40 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Dokładnie. W tej chwili nikomu nie zależy na jakichkolwiek zmianach - widać to w wielu dziedzinach życia. Niestety.

T.

Autor:  Lipek [ czwartek, 30 października 2014, 16:48 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Szkoleń dla kujawsko-pomorskiej policji ciąg dalszy. Prowadził je znany przeciwnik poszukiwaczy, Bednarczyk. Oczywiście nikogo z naszej strony (czy choćby posiadającego inny punkt widzenia) na szkoleniu nie było, więc wiadomo jaki zestaw informacji otrzymali policjanci.

Szczególnej uwadze polecam zdjęcia :666

Cytuj:
07 marca 2014 r. w siedzibie Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy odbyło się spotkanie szkoleniowe pod nazwą „Między pasją a prawem” przedstawicieli Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Toruniu z Prokuratorami Okręgowymi i Komendantami Powiatowymi Policji z terenu województwa kujawsko-pomorskiego, z udziałem przedstawiciela środowiska naukowego, wieloletniego badacza stanowisk archeologicznych na Kujawach, dr Józefa Bednarczyka.. Spotkanie miało na celu nawiązanie współpracy z policją i prokuraturą w związku z coraz liczniejszymi przypadkami penetracji cennych dla naszego dziedzictwa stanowisk archeologicznych przez pseudoposzukiwaczy, wyposażonych w wykrywacze metali. W jego trakcie zapoznano przedstawicieli prokuratury i policji z problematyką zarówno merytoryczną, jak i prawną ochrony zabytków archeologicznych, przedstawiono skalę zjawiska niszczenia stanowisk archeologicznych i jakie to niesie konsekwencje dla ich ochrony oraz straty dla dziedzictwa kulturowego. Zostały zaprezentowane także oryginalne ruchome zabytki archeologiczne, będące najczęściej obiektami grabieży przez pseudoposzukiwaczy. Po spotkaniu jego uczestnicy zostali zaproszeni do zwiedzenia ekspozycji archeologicznej w Białym Spichrzu na Wyspie Młyńskiej w Bydgoszczy, gdzie mieszczą się zbiory archeologiczne Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.


http://www.torun.wkz.gov.pl/index.php?p ... zial=1,119

Autor:  Ewing [ czwartek, 30 października 2014, 21:55 ]
Tytuł:  Re: Czytali ? "Czy tucholscy policjanci wypowiedzą..."

Ciekawe jakie dokładnie bzdury nawkładali do głów biednym policjantom :ups:

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/