Paser mimo woli?
Czy "przeklęty skarb" zamknie w więzieniu dwóch torunian?
FOTO TOMASZ BARAŃSKI
- Nie wiedziałem, że kupuję skarb. Jestem ślusarzem, nie historykiem sztuki - mówi Ryszard K.
FOTO TOMASZ BARAŃSKI
Warte fortunę średniowieczne kosztowności Ryszard K. pokazywał handlarzom, rozdawał ich zdjęcia. Chciał wiedzieć, co kupił jesienią 2002 r. na giełdzie staroci w Warszawie. Czy tak zachowuje się groźny dla dziedzictwa narodowego paser?
- Kupiłem te rzeczy, bo mam sentyment do takich drobiazgów - zeznawał w śledztwie Ryszard K. (59 l.), bezrobotny ślusarz-spawacz z Torunia. Trzy złote elementy "skarbu średzkiego" nabył przed laty za 800 zł.
22 kwietnia br. Ryszard K. wsiadł do swego daewoo espero (na raty) i wyruszył do Olsztyna. W wyuczonym zawodzie nie pracował od lat (brudna robota - małe pieniądze), rozwiódł się z żoną (niezgodność charakterów), miał długi. Jednym z pomysłów, żeby z nich wyjść, było malowanie obrazów, rzeźbienie i handel antykami. Okazji szukał w różnych częściach Polski. Do Olsztyna pojechał z synem Adamem (20 l.). Spotkał się z jubilerką, której ponad rok temu pokazał skarb. Wcześniej poinformował ją przez telefon, że chce za te kosztowności 50 tys. zł.
Spotkali się, a kilka minut później, o godz. 16.35, Ryszarda K. i jego syna Adama zatrzymała policja. W podręcznej saszetce ojca policjanci znaleźli złote precjoza należące do "skarbu średzkiego" z XIV w.: orzeł, kwiaton i pierścień wycenione w sumie na 680 tys. zł.
- Od policji dowiedziałem się, co przez ponad dwa lata w domu trzymałem - tłumaczy nam oskarżony.
Słabość do orłów
Toruń. Skromne trzy pokoje w bloku. Drzwi otwiera Ryszard K. Delikatne dłonie, artystyczne zamiłowania: maluje, rzeźbi, pisze wiersze.
"Czy pech mnie ściga czy Bóg nie lubi ,
Jest pytań wiele bez odpowiedzi.
Nieraz głupota człowieka gubi,
I choć bez winy w więzieniu siedzi" - pisał w areszcie, który po 5 miesiącach śledztwa właśnie opuścił.
- Życiowy błąd! - podsumowuje krótko. - Nie jestem z tego dumny, ale też się nie wstydzę. Kupiłem "skarby" w dobrej wierze - dorzuca. Opowiada o akcjach charytatywnych, w których uczestniczył i o Bogu, który zawsze pomagał mu unikać dróg wzbogacania się na skróty. Uwielbia malować Kościuszkę i Piłsudskiego orazÉ orły. - Wtedy, na Kole, to właśnie orzeł mnie podkusił - wspomina.
Było tak. Ryszard K. przyjechał na giełdę staroci ok. 9. Wyruszył na obchód. Na jednym ze stolików zobaczył żółtego orła wysadzanego jakimiś kamieniami i inne drobiazgi. - Rzeczy te wyglądały na mosiężne. Były uszkodzone, niekompletne i bez prób. Sprzedający chciał za nie 1000 zł. Utargowałem na 800 - mówi Ryszard K.
Cacka wylądowały w pudełku. Po 1,5 roku zaczął się nimi interesować.
- Jeździłem po giełdach staroci, rozdawałem zdjęcia, pytałem i prosiłem o ocenę. Ktoś powiedział mi, że to imitacja tzw. skarbu średzkiego, rzeczy współczesne robione na stare i kazał szukać szczegółów w Internecie - opowiada Ryszard K.
Informacje teraz są dowodem oskarżenia. Być może przesądzą o tym, że Ryszard K. wiedział, co kupił. Sam oskarżony nie może się z tym zarzutem pogodzić. - Nie doczytałem się nigdzie, że korona jest niekompletna. Skąd mogłem wiedzieć, że moje detale są jej brakującymi elementami. Jestem ślusarzem, a nie historykiem sztuki - tłumaczy. Syn, na którym ciąży również zarzut paserstwa, dodaje: - Nie mam z tym nic wspólnego. Byłem kierowcą. Nie rozumiem, czemu jestem po sądach ciągany.
Przeklęty skarb
O "skarbie średzkim" mówi się czasami "przeklęty skarb". W średniowieczu zginął przez niego bogaty Żyd o imieniu Mojżesz. 650 lat później w niewyjaśnionych okolicznościach życie stracił dolnośląski cinkciarz, w którego ręce wpadł orzełek - fragment korony. W tym samym czasie kilkadziesiąt osób miało kłopoty z prawem, wielu urzędników straciło stołki. - Gdy czytałem o tym w Internecie, aż dreszcze chodziły mi po plecach. Teraz już wiem, dlaczego - mówi Ryszard K. Grozi mu 10 lat więzienia.
Skarb średzki
Podczas prac wykopaliskowych w Środzie Śląskiej 8 czerwca 1985 roku koparka rozbiła garnek z 4 tys. praskich groszy. 15 m dalej ziemia kryła cenniejszy skarb - garnek z klejnotami. Trzy lata później gruz z wykopu trafił na podmiejskie wysypisko śmieci, gdzie zaczęto znajdować pierwsze złote ozdoby. Według muzealników, część skarbu wciąż znajduje się w rękach paserów. Skarb należał do Mojżesza, średzkiego Żyda. Miał go otrzymać od króla Karola IV jako zastaw pod pożyczkę. W połowie XIV w., w obawie przed pogromami, Mojżesz ukrył swój skarb.
autor: Tomasz Barański TOMI
http://www.se.com.pl/se/index.jsp?place ... position=1