https://poszukiwanieskarbow.com/forum/

Wykopywanie pieniędzy z ziemi ["Rzepa"]
https://poszukiwanieskarbow.com/forum/viewtopic.php?f=63&t=37365
Strona 1 z 1

Autor:  ms [ piątek, 12 stycznia 2007, 13:31 ]
Tytuł:  Wykopywanie pieniędzy z ziemi ["Rzepa"]

"Przed rozpoczęciem budowy nowej drogi lub budynku inwestor ma obowiązek sprawdzić na własny koszt, czy inwestycja nie zagrozi ukrytym w ziemi zabytkom archeologicznym. Badaniami takimi coraz częściej zajmują się prywatne firmy, których właścicielami wcale nie muszą być archeolodzy"

Więcej:

"Rzeczpospolita" - Wykopywanie pieniędzy z ziemi

Cytuj:
TEMAT TYGODNIA Tematygodnia
Wykopywanie pieniędzy z ziemi


Przed rozpoczęciem budowy nowej drogi lub budynku inwestor ma obowiązek sprawdzić na własny koszt, czy inwestycja nie zagrozi ukrytym w ziemi zabytkom archeologicznym. Badaniami takimi coraz częściej zajmują się prywatne firmy, których właścicielami wcale nie muszą być archeolodzy

Jeszcze chyba nigdy nie prowadzono w naszym kraju badań archeologicznych na tak wielką skalę i tak systematycznie. Odbywa się to dzięki zmianie przepisów chroniących dobra kultury (w ustawie o ochronie zabytków z 23 lipca 2003 r. i aktach wykonawczych), a także, zwłaszcza od chwili przystąpienia do UE, ich ściślejszemu egzekwowaniu. Inwestorzy są obecnie jednoznacznie zobowiązani do pokrycia kosztów ratowania zabytków archeologicznych, jakie mogą zostać zagrożone w wyniku inwestycji.

Przepisy przewidują, że w miejscach, gdzie można spodziewać się ukrytych pod powierzchnią gruntu dawnych budowli, osad czy cmentarzysk, wszelkie prace ziemne mogą być prowadzone jedynie pod nadzorem archeologa. Jeśli natrafi się podczas nich na zabytki archeologiczne, inwestor jest zobowiązany do pokrycia kosztów tzw. badań ratunkowych. W przeszłości badaniami takimi - jeśli w ogóle znajdowano na nie pieniądze - zajmowały się instytucje państwowe, najczęściej muzea lub pracownie konserwacji zabytków. Obecnie coraz częściej zastępują je prywatne firmy. Zawód archeologa, w przeszłości wyjątkowo niepraktyczny, staje się fachem, z którego można nieźle żyć. O czym świadczy m.in. to, że w firmy usług archeologicznych inwestują ostatnio nawet osoby, które same nie są archeologami. Do prowadzenia takiej firmy wystarczy bowiem zatrudnienie specjalisty z uprawnieniami, który odpowiada za fachową stronę działalności przedsiębiorstwa - podobnie w odniesieniu do aptek.

- Jest całkiem dobrze. Każdy student archeologii myśli dziś o własnej firmie. Interesują się tym też ludzie spoza naszego środowiska - przyznaje Izabela Mianowska, właścicielka przedsiębiorstwa usług archeologicznych w Krakowie.

W Krakowie i okolicach firm takich jest już kilkadziesiąt. Powstały nie tylko dlatego, że w starych dzielnicach miasta żadnych prac ziemnych nie można prowadzić bez nadzoru archeologicznego, ale przede wszystkim dzięki licznym w ostatnich latach w tym regionie inwestycjom budowlanym i drogowym. Najważniejszym źródłem ich dochodów jest autostrada A4, gdzie prywatne firmy działają jako podwykonawcy Krakowskiego Zespołu do Badań Autostrad. Izabela Mianowska badała na zlecenie zespołu stanowiska archeologiczne na odcinku autostrady między Krakowem a Bochnią. Ale, już na własną rękę, nadzorowała także m.in. prace ziemne i prowadziła badania przy nowej linii światłowodowej na Podkarpaciu i obwodnicy drogowej Białobrzegów w woj. mazowieckim.

Gorączka autostradowa

Dla rozwoju usług archeologicznych - a także samej polskiej archeologii - program budowy autostrad miał przełomowe znaczenie. Teren przekazywany wykonawcom musi być wcześniej przebadany archeologicznie na koszt Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Wartość tych prac w samym tylko województwie małopolskim wynosiła ostatnio 30 - 40 mln zł rocznie. W okolicach Krakowa przebadano dotychczas aż 140 ha gruntów pod przyszłe pasy i węzły drogowe. Z boomu autostradowego korzystają m.in. firmy prywatne, choć uczestniczą w nich dotychczas prawie wyłącznie jako podwykonawcy. Przyjęto bowiem zasadę, że zlecenia przyznawane są bez przetargu instytucjom o największej renomie. W praktyce chodzi tu o konsorcja z udziałem uczelni i placówek naukowych.

Takie rozwiązanie, mające lepiej chronić cenne zabytki archeologiczne, okazało się bardzo ryzykowne. Kilka miesięcy temu pojawiły się zarzuty, że kontrakty przyznawano konsorcjom nie tylko po znajomości, ale także za łapówki - główną w tym rolę miała pełnić dyrekcja (już odwołana) Ośrodka Ochrony Dziedzictwa Archeologicznego, koordynującego wszelkie prace archeologiczne w kraju. Obecnie zapowiada się wprowadzenie przetargów. Czy znajdą się jednak prywatne firmy, które podejmą rywalizację z dotychczasowymi potentatami w walce o kontrakty na badania autostradowe bądź prace poprzedzające inne wielkie inwestycje liniowe, np. gazociągi?

- Nie są do tego przygotowane, ale nadal mogą zarabiać spore pieniądze jako podwykonawcy. Jeśli ożywienie w budownictwie się utrzyma, to przy obecnych przepisach powinny mieć zresztą dużo własnych, mniejszych zleceń. Nawet postawienie płotu na stanowisku archeologicznym wymaga dziś udziału archeologa. Atutem prywatnych firm jest też mobilność. Wiadomo, jak bardzo inwestorom zależy na pośpiechu. Większe i mniejsze firmy będą się na tym rynku uzupełniać - ocenia profesor Aleksander Bursche z Instytutu Archeologii UW.

Budowa pod nadzorem

O wielkości rynku usług archeologicznych i jego lokalnym zróżnicowaniu decydują głównie dwa czynniki. Pierwszy to wartość historycznej spuścizny, wyrażająca się w liczbie zabytków znajdujących się pod ziemią i ich znaczeniu dla nauki i kultury. W regionach o lepszych glebach, wcześniej i gęściej zamieszkanych, jak np. na Dolnym Śląsku i w zachodniej części Małopolski, stanowisk archeologicznych jest więcej niż np. na terenach dawnych puszcz nad Sanem czy na Podlasiu. Inwestorzy są więc tam zmuszeni częściej zwracać się do archeologów. Czynnik drugi to liczba i wielkość inwestycji, czyli koniunktura w budownictwie, zwłaszcza przemysłowym i drogowym w danym regionie. Zwykle zresztą w okolicach, które były lepiej rozwinięte ekonomicznie już w średniowieczu, i dziś buduje się więcej. Na popyt na badania ma wpływ ponadto aktywność wojewódzkich urzędów konserwatorskich - im są sprawniejsze i bardziej w stosunku do inwestorów wymagające (tak jest np. we Wrocławiu), tym jest on większy. Biorąc pod uwagę wszystkie te uwarunkowania, najlepszymi dla archeologów rynkami są, oprócz Krakowa, Wrocław i Poznań oraz ich okolice. I rzeczywiście firm badawczych jest tam najwięcej - we Wrocławiu np. ponad 20.

W całej Polsce można się doliczyć nawet 1 tys. prywatnych firm archeologicznych. Bardzo często chodzi tu jednak jedynie o działalność gospodarczą prowadzoną od przypadku do przypadku i stanowiącą dodatkowe zajęcie zarobkowe dlaarcheologów pracujących na uczelniach czy w muzeach. Firm stale obecnych na rynku, których właściciele traktują badania ratunkowe jako swoje główne źródło utrzymania, jest 50 - 70. A i one w zdecydowanej większości są przedsiębiorstwami jednoosobowymi lub zatrudniającymi najwyżej dwóch wspólników.

Jedynie nieliczne najsilniejsze przedsiębiorstwa mają stałych pracowników. Należą do nich np. Akme z Wrocławia, gdzie pracuje 10 osób, i lubelska firma Edmunda Mitrusa, zatrudniająca trzech archeologów. Niezależnie od formy prawnej firmy prowadzącej usługi archeologiczne za przebieg badań odpowiada uprawniony specjalista, archeolog z dyplomem i stażem przy takich pracach, i on firmuje je swoim nazwiskiem. Ale nawet firmy należące do osób, które nie mają uprawnień do prowadzenia badań (na razie jest ich bardzo niewiele) i zmuszone są korzystać z pomocy specjalistów, tylko wyjątkowo proponują im etaty.

Inwestor zobowiązany jest zwrócić się do archeologów, gdy budowa połączona jest z pracami ziemnymi na terenach wpisanych do rejestru zabytków lub - to mniej ścisła forma ochrony - leżących w strefie znajdującej się pod opieką urzędu konserwatorskiego. Konserwator w każdym konkretnym przypadku decyduje o sposobie postępowania archeologa. Jeśli chodzi o stanowisko wpisane do rejestru zabytków, najczęściej od razu podejmuje się badania tzw. wyprzedzające. Na terenach, gdzie mniejsze jest prawdopodobieństwo, że w ziemi przetrwały obiekty zabytkowe, zadanie archeologów polega zwykle na nadzorowaniu przebiegu robót. Jeżeli w ich trakcie zostaną ujawnione zabytki archeologiczne, inwestycja zostaje wstrzymana i rozpoczyna się badania ratunkowe. Obowiązkiem badacza jest zabezpieczenie znalezisk oraz opracowanie dokumentacji stanowiska i sporządzenie raportu o wykopalisku dla konserwatora. Prace te, naukowe i papierkowe, zajmują z reguły więcej czasu niż same wykopaliska. Jeżeli nie ma pilnych terminów, firmy archeologiczne starają się wykonywać je zimą.

Szela z łopatą

Nadzorem lub dokumentowaniem badań zajmują się głównie sami właściciele firm. Zupełnie czym innym są kampanie w terenie. Jednoosobowa mikrofirma archeologiczna staje się w ich trakcie sporym przedsiębiorstwem, zatrudniającym 30 - 50 pracowników. A zdarza się, że ekipy liczą nawet ponad 100 ludzi. W większości są to tzw. kopacze z łopatami - bo tylko niekiedy do zdejmowania wierzchniej warstwy gleby można posłużyć się małą koparką. Oprócz nich trzeba zatrudnić grupę techników, tj. wykwalifikowanych pracowników (najczęściej są to studenci archeologii), którzy bezpośrednio kierują pracami i zajmują się m.in. wydobywaniem i wstępnym zabezpieczaniem znalezisk. O techników bywa ostatnio dość trudno, bo bez trudu znajdują podobną pracę w Irlandii. Stawki dla kopaczy nie są wysokie (w biedniejszych regionach kraju już od 4 zł za godzinę). Pomimo to wynagrodzenia stanowią główną pozycję w wydatkach firm archeologicznych - często ponad 70 proc. kosztów badań.

- Nikt nie zaoferuje nam zaliczek. Dlatego nie można podejmować się usług archeologicznych, jeśli nie posiada się środków na wynagrodzenia na co najmniej miesiąc. A najlepiej na dwa miesiące - podkreśla Marcin Bednarz, właściciel firmy Archeopus z Krakowa.

- Opóźnianie ludziom wypłat jest ryzykowne. Kiedyś, gdy coś takiego się zdarzyło, kopacze zaczęli domagać się pieniędzy z łopatami w rękach. A ja pracuję w okolicach, z których pochodził Jakub Szela - wspomina inny krakowski przedsiębiorca.

Konieczność zgromadzenia pieniędzy na wynagrodzenia jeszcze przed rozpoczęciem badań sprawia, że środki te są traktowane jako swego rodzaju inwestycja, wliczana w koszty startu firmy. To co najmniej 30 - 50 tys. zł. Inne wydatki, które trzeba ponieść na początek, zamykają się kwotą jedynie 10 - 12 tys. zł. W firmie archeologicznej potrzebne są 1-2 aparaty fotograficzne średniej klasy, podstawowy sprzęt geodezyjny, łopaty i trochę drobnych narzędzi, np. szpachelki. I to właściwe wszystko, nie licząc oczywiście samochodu. Najlepszy to oczywiście terenówka, ale w praktyce większość archeologów korzysta z używanych na co dzień aut osobowych.

Wydajność z ara

Jak wynika z "Archeologicznego Zdjęcia Polski" - jest to rodzaj katalogu miejsc, w których można spodziewać się zabytków ukrytych pod ziemią - mamy w kraju ponad 460 tys. stanowisk archeologicznych. Zatem - mogłoby się wydawać - to wielki problem dla inwestorów i jednocześnie szansa dla firm archeologicznych. Ale możliwości te są jedynie potencjalne. W rzeczywistości zleceń dla archeologów nie ma zbyt wiele, a przedsiębiorcy muszą się liczyć z silną konkurencją.

Najbardziej stabilna jest sytuacja tych, którzy związali się na stałe z konsorcjami badającymi tereny pod autostrady. W zamian za odstąpienie im części zysków mają w miarę pewną pracę - dopóki w ich regionie trwa program autostradowy. Również firmy działające na własną rękę zabiegają przede wszystkim o zlecenia od drogowców. Warto walczyć np. o pracę przy obwodnicach starych miast, które często przeprowadza się przez tereny chronione przez konserwatorów zabytków. Cenione są także mniejsze inwestycje liniowe - badania gruntów, przez które mają przebiegać linie energetyczne i telekomunikacyjne, wodociągi i sieci kanalizacyjne. Odrębną specjalnością, dość intratną, ale wymagającą dużego doświadczenia, są prace poprzedzające inwestycje w historycznej zabudowie śródmiejskiej oraz w pobliżu starych kościołów czy zamków. Najbardziej kłopotliwa jest drobnica, czyli badania działek pod domy jednorodzinne. Co prawda, jeśli szczęście dopisze, prace wymagające nadzoru archeologa trwać mogą tylko jeden dzień, ale papierkowej roboty jest prawie tyle samo co przy dużej inwestycji.

Zapłata za nadzór archeologiczny przy budowie domu jednorodzinnego wynosi 250 - 400 zł. Takich w miarę stałych cen jest w tej branży bardzo niewiele. Stawki za badania zaczynają się od 2 tys. zł za 1 ar - gdy nie przewiduje się żadnych komplikacji, a archeolodzy mają dotrzeć jedynie kilkadziesiąt centymetrów w głąb ziemi - do nawet 20 - 25 tys. Zależy to m.in. od rodzaju gruntu, typu stanowiska (w starej zabudowie miejskiej prace są z reguły bardziej czasochłonne) i tzw. miąższości warstwy kulturowej. Na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu głębokość wykopów może wynieść nawet 5 m, w obrębie miast średniowiecznych zwykle jest to ok. 2 m. Zawsze można też spodziewać się niespodzianek, które spowodują przedłużenie prac. Dlatego kalkulowanie cen badań archeologicznych jest dość ryzykowne zarówno dla inwestora, jak i wykonawcy.

- Nigdy do końca nie wiadomo, na co trafimy. Dlatego czasem nasz zysk przekracza 40 proc., a innym razem musimy dopłacać do zlecenia - przyznaje Aleksander Limisiewicz z Akme.

Ta zmienność cen i kosztów i ich zależność od przypadkowych czynników sprawia, że większość właścicieli firm nie próbuje nawet określać rentowności w dłuższych okresach. Stosunkowo najłatwiejsze jest to przy autostradach, ale i tu oceny są bardzo różne - od 15 do nawet 30 proc. Przedsiębiorcy są natomiast zgodni co do jednego - dochody z małej i średnio prosperującej firmy archeologicznej wystarczają na ogół tylko na przeciętne życie. Na zyskanie przewagi nad konkurencją, większe zyski i rozwój mogą liczyć te przedsiębiorstwa, które rozszerzają swą działalność poza utarte schematy. Akme oferuje np. inwestorom nie tylko badania, ale bierze na siebie całość pracy związanej z przygotowaniem wykopu pod budowę w terenie objętym ochroną konserwatorską, wraz z przekładaniem instalacji podziemnych i załatwianiem formalności.
GRZEGORZ ŁYŚ



Cytuj:

Finansowe rozczarowanie
Warmia i Mazury to bardzo trudny region dla firmy archeologicznej. Nie dlatego, że mamy mało zabytków. Przeciwnie, większość miast powstała tu w czasach krzyżackich i w każdym można przy pracach budowlanych natrafić na średniowieczne mury. Sporo jest także osad dawnych kultur bałtyjskich. Ale to wciąż biedne okolice, gdzie mało się buduje, a samorządom brakuje pieniędzy na nowe drogi. Mógłbym wykonywać nawet dwa razy więcej zleceń, niż udaje się zdobyć. Zdarzają się lata, gdy zarabiam mniej od średniej krajowej. Zanim w 2002 r. założyłem własną firmę, pracowałem przez parę lat w prywatnym przedsiębiorstwie usług archeologicznych pod Olsztynem. Wiedziałem, że o pracę w tym fachu bywa trudno i że to ciężki kawałek chleba. Pomimo to jestem dość zawiedziony wynikami finansowymi firmy. Najbardziej u nas dochodowe prace to badania związane z inwestycjami drogowymi w miastach. W ich trakcie często natrafia się na pozostałości średniowiecznych budowli. Ale w porównaniu ze Śląskiem czy Małopolską stawki za prace w mieście są na Mazurach nawet 2-3 razy niższe. Ostatnio zdarza się przeprowadzanie badań na działkach, gdzie buduje się domy letniskowe. Powstają one w miejscach, które również przed wiekami uważano za atrakcyjne, jak cypel nad jeziorem, i wybierano je pod budowę osad. Ale są to na ogół niewielkie zlecenia. Właściciele tych domów zwykle bardzo się interesują badaniami, inaczej niż inni inwestorzy, którzy nieraz traktują archeologa jak wyzyskiwacza. Studiując archeologię, wcale nie zakładałem, że będę z tego żył. Ale to wciąga, mimo że zarabia się tylko na dość skromne życie.


Cytuj:
Im głębiej, tym drożej
Badania archeologiczne mogą wykonywać wyłącznie absolwenci archeologii z tytułem magistra oraz co najmniej 12-miesięczną praktyką zawodową w takich badaniach. Zatrudnienie takiej osoby to wydatek ok. 5 tys. zł brutto miesięcznie. Największą pozycję w kosztach firmy archeologicznej, czyli 60 - 70 proc., stanowią wynagrodzenia kopaczy oraz techników, czyli wykwalifikowanych pracowników bezpośrednio nadzorujących badania. W najuboższych regionach kraju stawka dla kopacza wynosi 4 zł/godz., średnio w kraju 5 - 6 zł/godz. Technikom trzeba płacić 7 - 8 zł za godzinę. Ekipy zatrudniane przy wykopaliskach, np. przy inwestycjach liniowych, gdzie chodzi o badania na większych powierzchniach, liczą na ogól 30 - 50 ludzi. Oferując przeprowadzenie badań, trzeba mieć zagwarantowane środki na wypłatę wynagrodzeń na co najmniej miesiąc. Inne koszty na starcie to sprzęt fotograficzny - 2 aparaty średniej klasy, i dodatkowy, np. oświetleniowy (8 - 9 tys. zł), instrumenty geodezyjne (niwelator, łaty - ok. 3 tys. zł). Ponadto narzędzia do prac ziemnych, tj. łopaty, taczki, szpachle itp. Łopata, która powinna wystarczyć na rok, kosztuje ok. 30 zł, taczka 90 - 110 zł. Prowadząc prace w terenie, trzeba wynająć pomieszczenie, które służyłoby za bazę socjalną (z ciepłą wodą) dla ekipy, kwaterę dla techników i podręczny magazyn. To wydatek 500 - 2000 zł.

Pomimo że przy badaniach często są niespodzianki, podjęto próby ich normowania. Uznaje się, że na przebadanie 1 ara na głębokość 40 cm (nie licząc wierzchniej warstwy, humusu) potrzeba 150 roboczogodzin oraz 200 godzin na opracowywanie wyników. Ceny za takie podstawowe badania, gdy nie przewiduje się komplikacji, zaczynają się od 2 tys. zł. Jeśli stanowisko jest bardziej zasobne i trzeba kopać głębiej, mogą sięgnąć nawet 25 tys. zł. Czasem, np. w starej zabudowie miejskiej, stosuje się stawki za metr sześcienny - na ogół od 180 do 300 zł. Cena za udział archeologa w pracach przy wykopie pod dom jednorodzinny wynosi 250 - 400 zł. Niekiedy wynagrodzenie uzależnia się w umowie od liczby obiektów archeologicznych, prawdopodobnie znalezionych lub rzeczywiście wydobytych.


Cytuj:
Cztery tłuste lata
Uważam, że najbliższe cztery lata będą dla archeologów najlepsze od czasu, gdy zaczęły powstawać prywatne firmy oferujące usługi archeologiczne. Już od dwóch lat liczba zleceń na nadzory i badania wyraźnie wzrasta. To efekt ożywienia inwestycyjnego związanego z wejściem do UE. Ten rynek charakteryzuje się jednak dużymi wahaniami koniunktury. Wiem coś o tym, bo firma, którą założyłem z kolegą przed 16 laty, była prawdopodobnie pierwszą komercyjną pracownią w tej branży, należącą do osób prywatnych. Początkowo nie działaliśmy jak biznesmeni, lecz spółdzielcy, bo żeby wystartować, musieliśmy zapisać się do spółdzielni usług specjalistycznych. Po kilku latach, na początku lat 90. przyszło pierwsze załamanie. Zabraliśmy się wtedy za drukowanie bezpłatnych gazetek reklamowych, w czym również należeliśmy do pionierów. Potem, już gdy założyliśmy z żoną własną firmę, koniunktura trochę się ożywiła. Uzyskaliśmy m.in. zlecenia, jako podwykonawcy, na badania przy jednej z najatrakcyjniejszych inwestycji, czyli gazociągu jamalskim. Ponadto wykonywałem dużo prac dla TP, która rozbudowywała swoje sieci i linie światłowodowe. Kolejny kryzys, związany z ogólną stagnacją w gospodarce, trwał aż do chwili, gdy zaczęły napływać do nas dotacje unijne. Ruszyły przede wszystkim samorządowe inwestycje w infrastrukturę. Mamy więc sporo zleceń na najbardziej opłacalne badania przy inwestycjach liniowych, tj. wodociągach, kanalizacji, sieciach ciepłowniczych, liniach telekomunikacyjnych. Jest nieźle. Nie znaczy to, że stałem się bogaty. W tej branży, przy wielkiej konkurencji prowadzącej do stałego obniżania cen, to bardzo trudne. Firma jest nadal dwuosobowa. Ale decydujemy sami o sobie i jesteśmy finansowo niezależni. Moglibyśmy brać jeszcze więcej zleceń, ale chcę mieć więcej czasu na własne zainteresowania naukowe, czyli poszukiwanie skarbów. W ciągu czterech lat odnaleźliśmy siedem skarbów tzw. siekańcowych, składających się z fragmentów monet i cennych ozdób. To właśnie ja znalazłem słynną bullę Krzywoustego.


pozwoliłem sobie dokleić cały tekst. róbcie to sami! - mirek

Autor:  saper3791 [ piątek, 12 stycznia 2007, 14:10 ]
Tytuł: 

Witam , pozdrawiam .

Tak podsumowujac :
- sprawdzic na wlasny koszt
- ewentualnie wydobyc na wlasny koszt
- ewentualnie zalegajacy w ziemi "skarb" nalezy do Panstwa
Czyli lepiej dac w lape komus by napisal , ze sprawdzil i nic nie znalazl niz w przypadku budynku prywatnego pokrywac koszta i jeszcze o moze kilka lat opozniac prace by wszystkie fanty zostaly wydobyte . Ciekawe podejscie do sprawy :drap .
Normalnie juz sobie wyobrazam jaka bedzie rzeczywistosc :
- Prywatni beda placic a wielcy inwestorzy "beda" wynajmowac ludzi , ktorzy sprawdza pas o szerokosci 15-25 metrow i dlugosci xxx Km przed budowa autostrady :jump :1 . Normalka :666

Pozdrawiam - Piotr

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/