|
Witam!
Bts Ty sie smiejesz z glupoty ludzkiej..I bardzo dobrze...A teraz autentyczna historia...
We wsi K. nad Jeziorem Szeląg Wielki zylo malzenstwo z 9-ciorgiem dzieci bodajże..Niby nic szczegolnego lecz facet ten, nazywany z powodu bardzo ludzacego podobienstwa, Hitlerem przedstawial wedlug mnie cechy typowego polglowka. Potrafil posadzic swoje 3 letnie dziecko na krzeselku, krzeselko to postawic na 5 cm grubosci styropianowej kostce i tak usytuowanego dzieciaka puscic na jezioro..Dzieciak mial frajde bo plywal na tratwie, a mi wlosy sie jezyly jak to obserwowalem...Dzieciak plywal sam.... Do historii wioski przeszly jego polowy pradem oraz wrzucanymi do wody granatami..Skad mial granaty-nie wiem..(Lasy przeczesalem-nie ma nic)...Przyszla jednak kryska na matyska...Facet kradl rybakom sieci i stawial je na jeziorze.Pewnego dnia,3 lata temu, wyplynąl na Szelag zastawic drgawice...Pecha mial, bo stawiana siec sie splątala i poszla na dno...A ze mialo to miejsce na wyspie podwodnej, to glebokosc nie przekraczala 2 metrow...Skoczyl wiec Hitler po tą siec..I tak go znależli...Miesiac pozniej w tym miejscu wyciągnąlem 2 gumaki stojące na dnie jakby je ktos ustawil...Idealnie obok siebie, nurkujac i widzac same czuby butow strasznie sie wystraszylem...Dopiero dziecko ktore widzialo mnie z gumakami na brzegu stwierdzilo :"...przeciez to kalosze tatusia"...Wlos zjerzyl mi sie na glowie... Moral z tego taki, ze kto prowokuje los, tego predzej czy pozniej tel wlasnie los srogo ukaże....
Pozdrowienia oraz slowa przestrogi dla wszystkich, ktorym wchodzi do glowy igranie z losem...
|