https://poszukiwanieskarbow.com/forum/

Muzeum otrzymało 50 skrzyń ze skarbami sztuki
https://poszukiwanieskarbow.com/forum/viewtopic.php?f=63&t=66868
Strona 1 z 1

Autor:  rafal [ wtorek, 21 lipca 2009, 20:48 ]
Tytuł:  Muzeum otrzymało 50 skrzyń ze skarbami sztuki

Pięćdziesiąt skrzyń z dziełami nieprofesjonalnej sztuki ludowej trafiło wczoraj do Muzeum Etnograficznego. To tylko fragment bezcennej kolekcji Ludwiga Zimmerera

na filmie Andrzeja Wajdy z 1987 r. zaglądamy do domu kolekcjonera przy Dąbrowieckiej 28. Wnętrze jest niesamowite. Wszędzie obrazy naiwnych malarzy, drewniane rzeźby, tkaniny. Widzimy wreszcie samego Zimmerera. Ubrany w wyciągnięty wełniany sweter, łysawy, z brodą, której pozazdrościliby mu rosyjscy staroobrzędowcy, od razu budzi sympatię.Wygląda jak polski intelektualista lat 70. Z pasją opowiada o artystach ludowych w Polsce. Mówi o swojej kolekcji i wyznaje, że chce ją przekazać narodowi polskiemu.

- W tym domu wszystkie przedmioty wykonane były przez ludowych artystów. Ludowe były meble, nawet kubki i talerze - mówi Agnieszka Kasprzak-Miller ze stołecznego urzędu konserwatorskiego.

Zimmerer był dziennikarzem, od 1956 r. pierwszym korespondentem pray zachodnioniemieckiej w Polsce.

Jego pasją stała się polska sztuka ludowa. - Stworzył najcenniejszą po wojnie, prywatną kolekcję nieprofesjonalnej sztuki ludowej - opowiada dyrektor Muzeum Etnograficznego dr Adam Czyżewski. Zimmerer zmarł w 1987 r. Pochowany jest na warszawskich Powązkach. Wykonanie testamentu powierzył swojej córce Katarzynie, ale dom z ogromną liczbą zabytków przejęła jego druga żona. Przez wiele lat nikogo do środka nie wpuszczała. Postępowanie spadkowe do dziś nie zostało zakończone. Sama kolekcja w 1997 r. wpisana została do rejestru zabytków. - Dom nie należał do wdowy po Zimmererze. Został wcześniej sprzedany. Nie zamierzała się jednak wyprowadzić. Dopiero kilka miesięcy temu komornik zmusił ją do opuszczenia budynku. Pozostawiła część kolekcji. Około 1000 obiektów. Wtedy wkroczyliśmy z komornikiem. W jego obecności zabytki troskliwie pakowne były do skrzyń - mówi Ewa Nekanda-Trepka, stołeczny konserwator zabytków.
Wczoraj w Muzeum Etnograficznym uroczyście rozpakowano jedną z takich skrzyń. W środku ukazały się skarby.

Najpierw kapliczka ze św. Franciszkiem, potem malowany na szkle naiwny obraz św. Jana Chrzciciela z Barankiem, wreszcie pełen uroku obraz Ostatniej Wieczerzy Katarzyny Gaweł. - To była niezwykle pobożna, biedna chłopka z podkrakowskiej wsi. Mieszkała w małej izdebce w chałupie brata. Wymalowała cały pokój - łącznie z sufitem - w chmurki i postaci świętych. Żyła tam prawie jak w niebie. Została odkryta na początku lat 70. - opowiada Jadwiga Migdał i dodaje, że Zimmerer zamawiał u niej kolejne dzieła. - Dla niego nieważny był wyraz artystyczny. Równie istotny był sam człowiek. Dopiero artysta i jego dzieło tworzyli całość. Znał ich wszystkich i im pomagał - mówi Jadwiga Migał.

Już od progu można było dostać zawrotu głowy: setki obrazów, rysunków, rzeźb i ani milimetra wolnej przestrzeni. I tak od piwnic (gdzie ulokowało się królestwo kiczu) aż po poddasze (tam w pokoju dziecinnym zagościły pogodne obrazy raju). Nawet w łazience i klozeciku. Na regałach wśród książek - szeregi Frasobliwych, rzędy Piet, figury wszystkich możliwych świętych, nieprzebrane ilości wyrzeźbionego pieczołowicie ptactwa. Dom na Dąbrowieckiej 28 na Saskiej Kępie, gdzie przez blisko 20 lat mieszkał Ludwig Zimmerer, korespondent zachodnioniemieckiej prasy i radia, twórca wspaniałej kolekcji malarstwa i rzeźby nieprofesjonalnej, wydawał się trwać wbrew prawom natury: z każdym nowym zakupem wyglądało na to, że już nic nowego się w nim nie zmieści, ale w końcu się mieściło. Kiedy zabrakło miejsca na ścianach, zagospodarowano sufity i podłogi. Można więc było, leżąc na dywanie, kontemplować jasne, wesołe pejzaże Marii Korsak albo odsłoniwszy dywan oglądać wietrzne, deszczowe krajobrazy z umieszczonych pod szkłem obrazów Władysławy Iwańskiej. Malarze naiwni, malarze niedzielni, Nikiforzy z Bożej łaski, rzeźbiarze ludowi, świątkarze, schizofrenicy, szaleńcy, emeryci, którzy sięgnęli po pędzel lub dłuto u schyłku życia - wszyscy oni znaleźli w Zimmererze wdzięcznego wielbiciela i mądrego mecenasa. Niektórych odkrył osobiście, wielu pomagał, wszystkich inspirował swoim zainteresowaniem i przyjaźnią. Uważał się za kogoś w rodzaju ich "listonosza", którego zadaniem jest dostarczyć światu ich przesłanie: - Wielcy artyści i ich arcydzieła bronią się same - opowiadał gościom, oprowadzając ich po swoich zbiorach. - Inaczej jest z nieprofesjonalistami. Wielkość ich dzieła często widać dopiero w połączeniu z historią ich życia, cierpienia i marzeń.

Niemal każdy eksponat miał swoją historię i Zimmerer lubił je opowiadać. Wejścia do sutereny, gdzie kiedyś był garaż, ale samochód przegrał z rzeźbami i musiał wynieść się pod gołe niebo, strzegły dwa potężnej postury pingwiny na baczność (skrzydła po szwam) w czerwono-białych kamizelkach. Ich twórca rzeźbił wyłącznie ptaki, kiedy więc dostał zaproszenie, by wziąć udział w konkursie "wojsko polskie w sztuce ludowej", uznał, że organizatorzy wiedzą, co czynią. No więc przytaszczył osobiście swoje pingwiny w barwach narodowych i z generalskim otokiem na podstawce na konkurs i zdziwił się bardzo, kiedy odesłano go z kwitkiem - przecież pingwiny stały na baczność. Na szczęście wiedział o Zimmererze i tak pingwiny wylądowały na Dąbrowieckiej.


Raz w tygodniu był w kolekcji dzień otwarty dla zwiedzających, ale zdarzały się tygodnie, że dzień w dzień ktoś stukał do furtki, choć informacji o kolekcji nie było w żadnym przewodniku. Ale jak tu odesłać od drzwi wycieczkę niewidomych z RFN-u, którym ktoś opowiedział o muzeum, gdzie nikt nie zabrania dotykać rzeźb? Ludwig, jeśli tylko miał czas, sam oprowadzał gości, jeśli nie mógł, wyręczali go pracownicy kolekcji: Marcin Brykczyński, Wolfgang Reder i niżej podpisana.

Miałam wśród tych twórców swoich ulubieńców, których dzieła - wystarczy, żebym tylko zamknęła oczy - mam wciąż pod powiekami. Jak choćby fantastyczne ogrody Bazylego Albiczuka, który na białostockiej wsi wyhodował sobie wspaniałe ponadnaturalnej wielkości kwiaty ("One tak mi rosną - mówił - bo ja je kocham") i malował je o wszystkich porach dnia i roku.

Miałam też swoje ulubione historie do opowiadania. Jak na przykład tę o malarce naiwnej z Podkarpacia, którą skierowano na kurs malarstwa do domu kultury, gdzie dostała temat "Lenin". Zacukała się, bo choć znała wszystkich świętych i bezbłędnie odróżniała Jana Chrzciciela od Jana Nepomucena, o Leninie nigdy wcześniej nie słyszała. By wybrnąć, namalowała postać klęczącego mężczyzny o znanych wszystkim rysach i podpisała "Lenin modli się do Matki Boskiej".

W domu na Dąbrowieckiej poprzez sztukę, która jest wolnością, żyła i mówiła do tych, którzy mieli szczęście zwiedzać kolekcje Zimmerera, jakaś inna Polska, otwarta na piękno, nieskażona i nieprzemakalna na ideologię, zwrócona ku sprawom wiecznym i nieprzemijającym.

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/