Witam!
W ANGLII KOPIĄ SKARBY, A W POLSCE POSZUKIWACZY
Uwolnić skarby!
Polacy wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, aby legalnie szukać skarbów z użyciem wykrywaczy metali. Ci sami pasjonaci historii w kraju nad Wisłą nazywani są przez rządzących i policję złodziejami, bandytami i przestępcami.
ROBERT WIT WYROSTKIEWICZ
„Najwyższy CZAS!” dotarł do dokumentów Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które udowadniają, że państwo polskie zdolne jest do postrzegania swoich obywateli jedynie przez pryzmat domniemanej winy lub złych zamiarów. Tymczasem w Anglii wystarczyła odrobina normalności, aby tysiące ludzi (poszukiwaczy, archeologów, muzealników i zwykłych „Brytoli”) czerpały korzyści z prawa dotyczącego poszukiwań.
W normalnym kraju
18-20 września, podczas największej, corocznej imprezy poszukiwawczej w Wielkiej Brytanii – The Weekend Wanderers Summer Rally – odbył się zlot polskich poszukiwaczy. Po raz pierwszy oprócz Polaków mieszkających na Wyspach na legalne „wykopki” wybrało się około 20 poszukiwaczy z Polski.
W trakcie zlotu natrafiono na skarb anglosaski z VI wieku n.e. (o czym informowały angielskie media), którego być może jeden z elementów (kobieca brosza) odnalazł niżej podpisany (wartość tej rzeczy dla archeologii analizują obecnie brytyjscy specjaliści z tej dziedziny). Na imprezie można było zobaczyć młodzież, ludzi w średnim wieku, całe rodziny, kobiety i mężczyzn, a przy tym nierzadkie były widoki emerytów z plecakami dzierżących w jednej ręce wykrywacz, a w drugiej saperkę. Dla polskiej ekipy był to obraz szokujący. Wszak w naszym kraju takie „zbrodnie” są penalizowane, a poprzez rewizje i konfiskaty skutecznie wybija się z głowy poszukiwaczom chęć realizowania swojej pasji. W Anglii jednak ktoś mądry wpadł na pomysł, że skoro tyle osób pasjonuje się historią i chce odkrywać ją w taki sposób, to może jakoś skanalizować ten potencjał. Jak pomyślano, tak zrobiono. Wprowadzono proste, logiczne i klarowne zasady. Każdy może kopać, gdzie chce, o ile ma zgodę posiadacza gruntu i nie wchodzi na stanowiska archeologiczne. Państwo ma prawo pierwokupu znaleziska (50 proc. dla znalazcy – 50 proc. dla właściciela gruntu). Archeolodzy wprowadzili system dobrowolnego zgłaszania znalezisk, dzięki któremu przedmioty są zgłaszane, katalogowane, nanoszone na mapy, przez co zachowywany jest tzw. kontekst znaleziska.
W Polsce
Rozwiązania angielskie w formie szczegółowej analizy legislacyjnej wykonanej przez Igora Murawskiego, poszukiwacza na stałe mieszkającego w Anglii, znalazły się na początku tego roku na biurku ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego (PO). Dodam, że to on dysponuje instrumentami pozwalającymi zawiesić stan wojny między policją a poszukiwaczami. Dotarliśmy do oficjalnego stanowiska resortu kultury, wyrażonego w piśmie o sygnaturze DOZ-PiA-0810/1/09-TM, podpisanym przez Tomasza Mertę, podsekretarza stanu i Generalnego Konserwatora Zabytków, który pisze o „rabunkowych poszukiwaniach prowadzonych przez tzw. poszukiwaczy skarbów” i „niszczeniu zabytków”, dodając oczywiście, że co w ziemi, to państwowe. Minister Merta jak mantrę powtarza argument archeologicznego betonu o niszczeniu przez poszukiwaczy kontekstu znaleziska poprzez wyjmowanie go z ziemi, zapominając, że gros odnajdowanych przedmiotów zalega na głębokości nie większej niż kilkanaście centymetrów, a większość poszukiwaczy chodzi po prostu po polach ornych, które chłop co roku orze, bronuje, talerzuje i nie ma tu mowy o jakimkolwiek kontekście.
Miast puenty
Z danych Ministerstwa Kultury, które publikujemy jako pierwsi, wynika, że amatorów-poszukiwaczy jest w Polsce ok. 80 tys. Według naszych ustaleń liczba ta może być nawet dwa razy większa. Stąd zrozumiałe staje się groteskowe powiedzenie, że jest to najliczniejsza grupa przestępcza w kraju. Na zlocie w Anglii, na którym miałem okazję „kopać”, odkryto lokalizacje osady rzymskiej i anglosaskiego cmentarzyska, które badają dalej profesjonaliści – archeolodzy. W Polsce każde takie odkrycie nie tylko nie wzbogaci muzeów lecz nie zostanie nawet zgłoszone, bo PO-lski rząd wie lepiej: Polacy to złodzieje i przestępcy, a najgorsi są pasjonaci historii, którzy niczym z kałasznikowami przemierzają pola z wykrywaczami metali...
http://adicom.com.pl/uk/art/
pozdrawiam
Darek