wiking10 napisał(a):
Gazeta Wyborcza:
"W kilku miastach kresowianie zorganizowali w weekend uroczystości w 66. rocznicę mordów Polaków na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów... Jeśli kresowianie nie potrafią świętować inaczej jak w ostatni weekend, to ich sprawa. Ale państwo nie powinno firmować tych imprez."
nie potrafię tego skomentować...
A tak wygląda ten temat bez skrótów :
Pamięć o tragedii Wołynia jest elementem polskiej i ukraińskiej historii. Nie powinno przemilczać się, że doszło tam do rzeczy strasznych, ze współczesnego punktu widzenia wręcz niepojętych. Ale ważny jest sposób w jaki przedstawia się sens wydarzeń sprzed prawie 70. lat. Ks. Isakowicz robi to sposób jednostronny, wyrwany z kontekstu, przedstawia ukraińskich nacjonalistów jako bestialskich oprawców, a Polaków jako niewinne ofiary ludobójstwa. To prawda, że polskich ofiar podczas konfliktu na Wołyniu i w Galicji wschodniej było kilkakrotnie więcej niż ukraińskich. To prawda, że ukraińscy nacjonaliści mieli plan przeprowadzenia czystki etnicznej na tych terenach, co samo w sobie jest zbrodnią. Ale nie sposób zrozumieć tych wydarzeń - spirali przemocy i masowego poparcia ludności ukraińskiej dla działań UPA - bez przyznania, że przedwojenna polityka II RP wobec Ukraińców i innych mniejszości była fatalna.
Ukraińcy mieszkający na Kresach mieli prawo czuć się poniżani, dyskryminowani, rugowani z ziem przodków przez wspierane przez II RP osadnictwo ludności polskiej oraz politykę polonizacji Kresów. Nie wspomnę już o niszczeniu cerkwi, bibliotek, utrudnieniach dla ukraińskiego szkolnictwa, gospodarczej dyskryminacji ukraińskich gospodarstw, co było w II RP dniem powszednim.
Nie sposób wreszcie zrozumieć Wołynia bez konstatacji, że Ukraińcom nie udało się po I wojnie światowej stworzyć niepodległego państwa, bo nie pozwolili im na to sąsiedzi - Rosja i Polska. Dlatego 20-lecie wojenne było dla ukraińskiej ludności czasem frustracji prowadzącej zawsze do radykalizacji nastrojów.
Nie piszę tego, by usprawiedliwiać nacjonalistów z UPA, ale po prostu próbuję zrozumieć tamte czasy. Ks. Isakowicz tego nie robi. Wystarczy mu jedna - wyłącznie polska - prawda. Tak samo jak Erice Steinbach wystarczy jedna prawda o niemieckich wypędzeniach, kompletnie głucha na polskie argumenty. Głosząc jedną prawdę ks. Isakowicza nie zbuduje się porozumienia między Polską i Ukrainą. Jeśli kresowianie nie potrafią świętować inaczej jak w ostatni weekend, to ich sprawa. Ale państwo nie powinno firmować tych imprez.
Prawda, że trochę inaczej ? Nie rozumiem sensu takiej manipulacji.