|
W moim osobistym mniemaniu temat prawa własności znalezionego zabytku podlega szczególnej uwadze. Wszyscy to przemilczają, jednak według mnie, należy to poruszyć, w tym dążyć do rozsądnych regulacji prawnych.
Pokrótce przedstawię jaka jest teraz rzeczywistość, jakie są problemy i co należałoby uczynić, aby zmienić tą sytuację.
Otóż obecnie właścicielem znalezionych przedmiotów, których nie udaje się ustalić prawowitego właściciela jest Skarb Państwa (ktoś oblatany w prawie przytoczy odpowiedni paragraf Kodeksu Cywilnego). W praktyce wygląda to tak, że do Skarbu Państwa należą zarówno znalezione na ulicy 5 złotych (tudzież wykopki plażowe) jak również wszelkie znalezione zabytki (przez poszukiwaczy, przez przypadkowych znalazców oraz także przez archeologów w ramach normalnych wykopalisk archeologicznych). Co by nie było - wszystkie znalezione rzeczy powinniśmy oddać Państwu. To czy Państwo to chce, czy Państwo ma co z tym zrobić, czy ma instrumenty czy to przejąć - to odrębna sprawa. Istotne jest jednak to, że w trakcie wszelkich sporów Skarb Państwa potrafi się upomnieć o swoje.
Rzeczywistość wygląda tak, że pieniądze znalezione każdy chowa do kieszeni, że zabytki znalezione w ziemi poszukiwacze sobie zatrzymują, tudzież wprowadzają w obieg kolekcjonerski (sprzedaż, wymiana), że z zabytkami znalezionymi przez archeologów odpowiedzialni za ich ochronę konserwatorzy nie mają co robić, upychają je po niezbyt chętnych do tego muzeach.
Dużo się gada w kontekście współpracy poszukiwaczy z archeo, ale na konferencji padł jeden fakt "co z tego, że poszukiwacze będą współpracować z archeologami i będą razem kopać, skoro znalezione przedmioty i tak należą do Skarbu Państwa i będą oddane Państwu, że poszukiwacze nic sobie nie zatrzymają". I to jest niestety prawda, a każde odstępstwo od tego to w świetle prawa zwykła kradzież - nieważne, czy to kawałek skorupy, czy to dukat, czy połamana boratynka.
Dalej: w swoim referacie VW postulował prawo poszukiwaczy do znalezisk, czyli, że to co znajdziemy to będzie nasze. No dobrze, ale jakoś należy to usankcjonować prawnie. Wyjścia są dwa - albo zmieniamy prawo i Skarb Państwa nie jest właścicielem wszystkiego co w ziemi, albo tworzymy prawną furtkę, na podstawie której będzie istniała ścieżka, że Skarb Państwa zrzecze się prawa do własności zabytku na rzecz jakiejś osoby/instytucji.
Osobiście jestem za zniesieniem prawa własności wszystkiego co w ziemi przez Skarb Państwa. Uważam, że znaleziska powinny należeć do właściciela gruntu (w końcu to jego ziemia), poszukiwacz owszem może się z nim dogadać (fajnie aby regulowało to prawo, np. na wspomnianej zasadzie 50:50). To będzie bardziej uczciwe, bo obecne rozwiązanie to komunizm w czystej postaci.
Tu pojawia się problem ochrony dziedzictwa narodowego, cenniejszych znalezisk itp. Oczywiście powinny istnieć również jakieś uregulowania na takie przypadki - wg mnie wystarczyłoby wpisywanie co poniektórych takich rzeczy do rejestru zabytków i dalej wszelkie sankcje związane z tym faktem. Niemniej jednak nie zakładam wywłaszczenia właściciela tego zabytku, lecz ograniczenie jego praw do tego i nałożeniu mu obowiązków (w celu ochrony zabytków), ale tu zdaje się są odpowiednie obecnie istniejące uregulowania.
Jakie są zagrożenia tej zmiany własności zabytków? Na pewno strach jest przed faktem, że nagle wszyscy mogą kupić wykrywacze i wykopywać "swoje" zabytki. No niby fakt, ale rzeczywistość jest obecnie taka, że jak rolnik wie co leży na jego polu to i tak to bierze bez pytania się nikogo o zgodę. Stąd nie widziałbym wzmożonej eksploracji dóbr z ziemi.
Pochodna takiej zmiany prawa - wspominana przez VW abolicja obecnie posiadanych zabytków. To musiałoby stać się faktem, bo taka jest rzeczywistość, że chyba 99.99% obywateli tego kraju kiedyś coś znalazła i sobie przywłaszczyła. Nie chodzi tylko o znalazców średniowiecznych skarbów - chodzi również o osoby, które podniosły 5 groszy z podłogi w sklepie mięsnym. Oczywiście taka abolicja nie obejmowałaby zabytków pochodzących z przestępstwa.
Kolejna pochodna - usankcjonowanie obrotu zabytkami, tj. handlu we wszelkiej postaci - targowiska, giełdy, aukcje internetowe, aukcje stacjonarne, sklepy itp. Prawda jest taka, że większość zabytków obecnie w obrocie nie ma legalnego pochodzenia, mało rzeczy jest rzeczywiście z przysłowiowej kolekcji dziadka. Stąd wiele osób możnaby oskarżyć o paserstwo...
Jeszcze kolejny pomysł - być może część z zabytków magazynów muzealnych powinna zostać sprzedana. Powstałyby pewne fundusze (wiadomo, że można to wykorzystać na wiele sposobów), rynek dostałby zastrzyk kolekcjonerskich fantów, a muzea obniżyłyby sobie koszty funkcjonowania (magazynowanie kosztuje). Po co trzymać zabytki w pudełkach, po piwnicach, komórkach itp.? Oczywiście nie oznacza to faktu sprzedaży wszystkiego z muzeów, lecz rzeczywiście nie potrzebnych rzeczy. Na takiej zasadzie jak AMW sprzedaje część wojskowego mienia.
Poruszyłem parę spraw - bardzo krótko i płytko to poruszyłem, czekam na dyskusję. Być może uda nam się razem wypracować jakieś stanowisko. Wg mnie jest to niezmiernie ważne, bo nawet po legalizacji poszukiwań z wykrywaczem i tak nic nam to nie da, bo nie oddając znalezionej boratynki konserwatorami staniemy się złodziejami.
|