http://biznes.onet.pl/0,1363398,wiadomosci.html
Poczytajcie sobie ... upaly wybinie skarbowce nie sluza :666 .najlepsze sa komentarze pod spodem ... ;)
Poszukiwacze nadmorskich skarbów powinni wykazać w zeznaniu rocznym wynagrodzenie za znalezione na plaży przedmioty - pisze "Rzeczpospolita".
Nie muszą natomiast płacić podatku od rzeczy, które - po bezowocnych poszukiwaniach właściciela - przejdą na ich własność. Tak wynika z wyjaśnień Ministerstwa Finansów przesłanych do "Rzeczpospolitej".
Sezon wakacyjny w pełni, a na plażach widać coraz więcej osób z tajemniczymi przyrządami w rękach i słuchawkami na uszach. To tzw. saperzy, a dziwne urządzenia to wykrywacze metalu. Ich łupem padają łańcuszki, pierścionki, zegarki i pieniądze pozostawione przez rozprężonych słońcem plażowiczów. Saperów nie zniechęcają tabliczki z zakazami znajdujące się na niektórych plażach, np. w Dębkach.
Można więc swobodnie penetrować plażę, nie liczmy jednak na łatwe zyski. Rzeczy znalezione trzeba oddać właścicielowi. Mówią o tym przepisy kodeksu cywilnego, a szczegóły znajdziemy w rozporządzeniu Rady Ministrów z 14 czerwca 1966 r. w sprawie rzeczy znalezionych.
Jeśli przez dwa lata nie znajdzie się chętny do odbioru, przedmiot staje się własnością poszukiwacza. Nie dotyczy to jednak pieniędzy, papierów wartościowych, kosztowności oraz rzeczy mających wartość naukową lub artystyczną. Te bowiem przechodzą na własność państwa.
Profity za wykopane z piachu gadżety trzeba jednak opodatkować. Jak wyjaśnia Ministerstwo Finansów, "zarówno kwota znaleźnego, jak i kwota wynagrodzenia za znalezienie "skarbu" stanowią dla znalazcy przychód z innych źródeł". Trzeba go wykazać w zeznaniu rocznym. Nie zapłacimy natomiast podatku od rzeczy, która stała się naszą własnością. Zdaniem ministerstwa wynika to z definicji przychodów, którymi są pieniądze i świadczenia "otrzymane lub postawione do dyspozycji podatnika".
Więcej w dodatku "Prawo co dnia", w sobotnim wydaniu "Rzeczpospolitej".