Witam
Znalazłem coś takiego ...
Cytuj:
Jak doposażyć muzea, zlikwidować czarny rynek zabytkami i rozwijać pasję historyczną dzięki poszukiwaczom
Otóż tak, w Polsce istnieje prosta możliwość pozyskania bezcennych reliktów z czasów kultury celtyckiej, rzymskich szlaków handlowych, słowiańskich pradziejów, nie mówiąc już o czasach późniejszych i eksponatach związanych z historią Polski XX wieku. Gros spraw załatwiłoby zwykłe rozporządzenie ministra kultury, co na dniach zaproponuję ministrowi Zdrojewskiemu przedkładając mu konkretną propozycję.
W Polsce, jak w większości krajów cywilizowanego świata istnieje duża grupa tzw. poszukiwaczy różnych znalezisk, skarbów, pamiątek historycznych, którzy z pomocą wykrywaczy metali przeszukują lasy i pola z nadzieją na wykopanie rzeczy zaświadczających o małej i dużej historii Polski i świata. W niemal każdej mieścinie znajduje się przynajmniej kilku takich amatorów historii. Wykopują stare monety, odznaczenia, biżuterię, galanterię, szable, guziki… Nierzadko natrafiają na prawdziwe rarytasy, które jednak z racji beznadziejnego stosowania Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami zamiast do muzeów lub prywatnych ogólnodostępnych zbiorów trafiają na czarny rynek (często zagraniczny) lub też są chowane po piwnicach ze strachu przed policyjną rewizją (coraz częściej stosowaną w takich przypadkach).
Zachodziłem w głowę jak to możliwe, że w Anglii poszukiwacze z detektorami metali wykopali wspaniały skarb - rzymskie monety i biżuterię, które po odpowiednich procedurach, wykupiło Muzeum Brytyjskie, płacąc pełną cenę rynkową. Nie jest to bynajmniej ewenement, bo codziennie poszukiwacze w Wielkiej Brytanii zgłaszają setki zabytkowych znalezisk, które wzbogacają tamtejsze muzea i poszerzają wiedzę o przeszłości ich kraju. Do tego poza zapłatą wyspiarze potrafią uhonorować znalazców dyplomami, odznaczeniami et caetera. Ba, naturalna sprawa, poświęcali swój czas, swoją wiedzę, wykorzystali swoją pasję i wzbogacili państwowe muzea. W Polsce – zgodnie z naszym prawem – ci sami ludzie nazwani byliby przestępcami i złodziejami. Muzeum Narodowe miałoby figę ze znaleziska, a skarb trafiłby do jakiegoś czarnorynkowego marszanda.
Jak to zmienić? Ustawa o zabytkach w art. 36. mówi, że „Pozwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków wymaga: (…) poszukiwanie ukrytych lub porzuconych zabytków ruchomych, w tym zabytków archeologicznych, przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania.” Warto pamiętać, że z powodu szerokiej definicji „zabytku”, może nim być niemal wszystko. W praktyce wspomniani konserwatorzy nie chcą słyszeć o wydawaniu pozwoleń, albo nakazują poszukiwaczom zorganizowanie nadzoru archeologicznego. Ciekawe skąd go wziąć i kto miałby opłacić tysiące archeologów, którzy będą cedzić z poszukiwaczami piasek na polach i lasach (z wyłączeniem stanowisk archeologicznych, które - poza wyjątkowymi sytuacjami - powinny być dostępne tylko archeologom, a więc wykwalifikowanym fachowcom).A więc wystarczy, aby minister kultury wydał rozporządzenie skierowane do wojewódzkich konserwatorów zabytków z rozsądnymi wytycznymi dotyczącymi wydawania takich pozwoleń dla indywidualnych poszukiwaczy (nie tylko stowarzyszeń czy instytutów).Jeśli ktoś interesuje się powstaniem styczniowym, zlokalizuje potyczkę na terenie obecnego pola rolnego, dostanie zgodę właściciela na eksplorację, tzn. poszukiwanie pozostałości w glebie, niech szuka, a nóż natrafi na cenną rzecz. Wtedy państwo winno mieć prawo pierwokupu po realnej cenie, a jeśli nie będzie zainteresowane znaleziskiem, poszukiwacz powinien mieć prawo uznać je za swoją własność. Proste, logiczne, korzystne dla wszystkich i może dlatego w Polsce wciąż nie wprowadzone w życie…
Tymczasem w naszym kraju można kupić wykrywacz metalu. Powiem więcej, można z nim nawet chodzić. Gorzej już z kopaniem, a znalezienie szeląga koronnego króla Jana Kazimierza, wybitego w ilości ok. miliarda ośmiuset milionów i wartego na allegro 50 groszy to już łamanie prawa, kradzież dobra narodowego… Bezsens.
Tekst pochodzi z
http://s-chruszcz.salon24.pl/92457,index.htmloraz jeszcze to :
Cytuj:
6 kadencja, 13 posiedzenie, 2 dzień (10-04-2008)
Oświadczenia.
Poseł Paweł Suski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Do wygłoszenia tego oświadczenia, przyznam, zainspirował mnie żart primaaprilisowy, jaki zamieściła na swoich łamach lokalna gazeta ukazująca się na terenie powiatu wałeckiego. Przedstawię go w dużym skrócie. Autor tekstu w niezwykle wiarygodny sposób opisał historię odnalezienia grupy Niemców, którzy od czasów wojny żyli w podziemnym mieście znajdującym się pod Wałczem, sięgającym Tuczna, Człopy i Mirosławca. Liczba osób, która dała się nabrać na ten żart, była zaskakująco duża. Oprócz mieszkańców powiatu, którzy przez kilka dni żyli tym tematem, weryfikował informację choćby TVN24.
Tekst ten dotknął tematu, który od zakończenia wojny pobudza wyobraźnię ludzi. Wiadomo, że na terenie Wałcza i okolic znajdują się umocnienia Wału Pomorskiego. O systemach podziemnych korytarzy krążą legendy. Do dziś w samym Wałczu pozostały bunkry, w których od wojny nie stanęła ludzka stopa. Bunkry są zalane wodą i zaminowane, a ich oczyszczenia nie podejmuje się nawet wojsko. To tylko podsyca wyobrażenia o tym, co może być tam ukryte.
Systemy umocnień są turystyczną atrakcją na całym świecie. Miliony ludzi zwiedzają co roku Linię Maginota czy Wał Atlantycki. Wał Pomorski czy Międzyrzecki Rejon Umocniony również mogłyby stanowić atrakcję turystyczną. Z drugiej strony są obiektami historycznymi, które bezpowrotnie niszczeją. Należy je przede wszystkim objąć natychmiastową opieką konserwatora zabytków. Pozostałości umocnień dostarczają bowiem dzisiaj przede wszystkim złomu, który wycinany jest przez zorganizowane grupy zajmujące się tym procederem.
Powinien zostać stworzony system umożliwiający odtworzenie pierwotnego charakteru umocnień, ich oczyszczenie, rozminowanie, co umożliwi udostępnienie ich zwiedzającym. Opieka i uporządkowanie terenu nie muszą być wcale kosztowne. Istnieje szereg formalnych stowarzyszeń pasjonatów umocnień i grup rekonstrukcyjnych, które z przyjemnością zagospodarują teren i przywrócą go wiernie do stanu z okresu wojny. Mam tego doskonały przykład w Wałczu, gdzie młodzież zagospodarowała teren tzw. czapy Hitlera. Własnoręcznie wywiozła kilkadziesiąt ton gruzu z wnętrza bunkra, doprowadziła go do pierwotnego kształtu i powoli kompletuje oryginalne wyposażenie. Uruchomiła niewielkie muzeum, w którym pokazuje zgromadzony przez siebie sprzęt, oraz oprowadza wycieczki, tłumacząc dokładnie zasadę funkcjonowania i przeznaczenie poszczególnych części umocnień. Co kilka miesięcy organizuje inscenizacje bitew o przełamanie Wału Pomorskiego w różnych jego rejonach, zapraszając podobnych sobie zapaleńców. Poza robiącymi niesamowite wrażenie inscenizacjami z wykorzystaniem autentycznego wyposażenia, takiego jak czołgi, wozy pancerne, motory i oczywiście mundury oraz broń, młodzież, choć nie tylko, ma doskonale zagospodarowany czas wolny.Rejony umocnień ściągają szereg poszukiwaczy militariów czy wręcz poszukiwaczy skarbów, którzy wyposażeni w wykrywacze metalu i szereg innych urządzeń penetrują rejony walk. Jest to oczywiście niezgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, choć z drugiej strony w żaden sposób nie da się tego wyeliminować. Myślę, że wskazane byłoby stworzenie regulacji prawnych umożliwiających legalne poszukiwania. Z doniesień prasowych wynika, że takie możliwości istnieją i na niektóre poszukiwania zawierane są umowy z prywatnymi poszukiwaczami.Na pewno jednak umocnienia wymagają ze strony państwa i samorządów zainteresowania i ochrony. Budowle z żelbetu nie są wieczne, a szkoda byłoby, żeby to, czego nie zniszczyły bomby czy materiały wybuchowe, zniszczyli dzisiaj złomiarze. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
tekst pochodzi z
http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/os ... enDocument
Co o tym sądzicie ? Na innych forach trwa na ten temat już dyskusja , zdania są podzielone ...