Nie należy lekceważyć ważnego aspektu handlu jakim jest marka. Nie raz się mówi, że za markę się płaci. Coś w tym jest. Czemu na adidasy mówimy właśnie adidasy a nie „buty sportowe”? Czemu na starego już mocno walkman-a właśnie tak mówimy, choć wcześniej ta nazwa była zarezerwowana dla Sony? Czemu Ferarri jest synonimem perfekcji samochodowej a Bosch solidności i niezawodności? Na te opinie firmy ciężko pracowały. Dawniej oceniało się wartość firmy po jej infrastrukturze (ilość fabryk, pracowników etc.) dziś infrastruktura w znikomym stopniu wpływa na wartość firmy. Towarem numer jeden jest właśnie marka, nazwa, największe dobro tkwi w symbolach. Domenę
www.business.com (chodzi o samą nazwę) sprzedano za 7,5 mld $ (słownie siedem i pół miliarda dolarów). To sporo jak na 14 liter i dwie kropki, bez serwera, bez fabryk, bez produktów, bez czegokolwiek więcej.
Wracając do meritum – firmy takie jak Fisher, Minelab, Garrett czy White’s wypromowały swoją markę. Każdy poszukiwacz na świecie może być pewien, że jak kupi wykrywacz wymienionych firm to będzie miał sprzęt warty wydanych nań pieniędzy, odpowiadający świadomym standardom (czy będzie to wybór najlepszy z możliwych, lub dopasowany do rodzaju poszukiwań to inna kwestia).
Zatem co właściwie przemawia za zakupem wykrywacza o którym jest ten temat? W zasadzie nic, lub nic wartego uwagi, firma nieznana, brak opinii użytkowników czy innych wspomnianych rzetelnych źródeł informacji. Sprzęt dobry tylko dla kogoś pragnącego się ze wszystkich sił wyróżniać, nie dla poszukiwacza. Oczywiście można argumentować, że sprzęt bardzo dobry, wart swej ceny lub, że 7,5 mld $ za kilkanaście liter to mocna przesada… problem w tym, że takowe argumenty są zupełnie bezwartościowe wobec praw rynku. Ryzyko zakupu nieznanego (dla większości) sprzętu jest niemożliwe do zrekompensowania zapewnieniami. Łatwiej, szybciej i pewniej jest sięgnąć po sprawdzoną markę.