|
Witam.
Cóż, z dzikami nie ma żartów. A przykład szarżowania i zranienia myśliwego miał miejsce ubiegłorocznej jesieni. Gdyby nie kolega, który dobił dzika i zawiózł rannego do drogi, gdzie czekał już uprzednio powiadomiony zespół pogotowia ratunkowego, mogło się skończyć tragicznie.
Tuż po wyżej wymienionym zdarzeniem, sam miałem przygodę z dzikami i przyznam się, że myślałem już, że nie wrócę do domu.
Wyskoczyłem w teren wieczorem, miałem tylko wysondować pewną miejscówkę, więc nie nastawiałem się na dłuższy pobyt na świeżym powietrzu. Niestety a może stety, zaczęło się robić ciekawie a potem nagle szybko zaczął zapadać zmierzch. Niechętnie zabrałem więc zabawki i udałem się w stronę samochodu. Szedłem sobie przez łąkę i miałem jeszcze do przejścia lasek położony na stoku dosyć stromego wzgórza, gdy nagle prawie spod nóg, z bujnej trawy zerwało sie stado dzików i z głośnym tupotem, kwikiem i chrumkaniem potęgowanym jeszcze przez trzask łamanych gałęzi wpadło do lasku w stronę którego zmierzałem.
Zacząłem zachowywać się głośno, w końcu obraliśmy ten sam kierunek i nie miałem zamiaru odpuścić. Założyłem latarkę czołową, podejrzewając, że w lesie będzie już zupełnie ciemno.
Nagle, trzask w lesie ucichł, by po chwili zacząć się zbliżać w moją stronę. Byłem jakieś dziesięć metrów od jego ściany, gdy nagle z poza drzew wychynęła wielka postać dzika. Może to strach potęgował moje doznania, ale wydawał się wieeelki, jak Fiat 126p prawie.
Stanęliśmy na przeciwko siebie i nagle ów dzik, jak nie przymierzając pies na łańcuchu, zaczął skakać i rzucając się do przodu wydawać z siebie, ni to szczeknięcia, ni to chrumkania.
Prawie zdrętwiały ze strachu, zgasiłem latarkę, mocniej zacisnąłem uchwyt na fiskarsie i pomału zacząłem się wycofywać.
W promieniu 50 metrów ani jednego drzewa. Zaschło mi w gardle a w głowie zaczęło się kłębić tysiąc myśli od „głupio tak zginąć” do „ gdzie najlepiej wymierzyć uderzenie”.
Nagle, koncert dzika ustał, lecz tkwił nadal na swoim miejscu. Widocznie usunąłem się już na bezpieczną odległość i przestałem stanowić zagrożenie. Ulga jaka na mnie spłynęła, niosła nadzieję i radość. Kurczę, to doznanie, jakiego nie doświadcza się codziennie.
Wtem, z prawej strony łąki usłyszałem kwik warchlaka. Wszystko się wyjaśniło. Kiedy stado, sprintem wystrzeliło do lasu, jedno z młodych obrało zły kierunek a stado postanowiło po nie wrócić.
Postanowiłem nie forsować już tego lasku, w związku z czym czekało mnie jego obejście, co ze względu na ukształtowanie terenu i jego podmokły charakter zapowiadało trzy kilometrowy marsz w ciemnościach. Po drodze zadzwoniłem do domu, żeby powiedzieć, że się nieco spóźnię, oraz oznajmić przy okazji, że wszystkich kocham.
|