|
Opowiem Wam historię, prawdziwą historię, która dla niektórych osób była nieprawdopodobna, dla nas - jako poszukiwaczy: normalna, a dla wszystkich, mam nadzieję: ciesząca nasze serca. Jeździłem i jeżdżę po towar w pewne miejsce, gdzie poznałem dużo miłych osób. Oczywiście w końcu mówi się o hobby i takich tam, jakoby nawet to nasze hobby wiadomo jak jest postrzegane w naszym kraju. Opowiadając o sprzęcie usłyszałem, że została zgubiona obrączka ślubna przez męża mojej koleżanki. Pechowo. W pracy. Jej mąż mył ręce, wyszedł przed budynek, potrząsnął nimi i brzdęk oraz cisza. Obrączka gdzieś poleciała. Szukali, szukali, flaszkę stawiali za znalezisko - nie znaleźli, albo ktoś udał, że nie znalazł i wziął do siebie. Nie chciał już innej obrączki. Od tego czasu minęło ponad 5 lat. Nikt nie wierzył, że się znajdzie, że w ogóle tam gdzieś jeszcze jest. Mąż już tam nie pracował, ale żona nadal: pokazała mi to miejsce, gdzie została ta obrączka zgubiona i towarzyszyła mi tam prawie godzinę - nie dziwię się wcale.
Teren do poszukania - śmiech: około 30 metrów kwadratowych. Trawa. Pikuś. Niby... Sprawdziłem na E-tracu czytanie złota z obrączki drugiej połowy i jazda. Ta... Jazda była... Sreberka, kapselki, wszystko brzmi podobnie. Chyba sprzęt mnie przerósł. Więcej zacząłem bawić się w ewentualną trajektorię niż czesanie tego małego trawnika, tyle było śmieci. Szukałem ponad 30 minut i co chwilę kopałem sreberka i kapsle... Jego żona jak to widziała, to mówi: ładna balanga, ładnie mył ręce jak tutaj same polmosy :D Wiadomo - żartowała. Mi już zaczęło być głupio, że nie mogę znaleźć nic sensownego, choć też nic nie obiecywałem o pewnym znalezieniu, jedynie, że poszukam, a być może się znajdzie. Właściwie to powiedziałem, że jeśli faktycznie tam spadła i nikt jej nie znalazł, to ją wyciągnę, choćbym miał spędzić tam dzień.
Po obmyśleniu trajektorii poszedłem kawałek dalej, no powiem Wam, że jakieś 8 metrów od domniemanego wylotu tej obrączki z ręki. Oczywiście sygnały są: polmosy... I już chcę odpuścić, prawie 45 minut szukania na 30 metrach w kwadracie!!! Jest sygnał, jakiś taki stabilny! Mam coś w rękach, zasłaniam wzrok koleżanki swoimi plecami, to co właśnie wykopałem. Teraz czujecie ten moment na dłoni z ogarnianiem gleby i wyłaniania się tego obiektu, co znaleźliście. Znalazłem naprawdę sporych rozmiarów złotą obrączkę.
Łzy szczęścia, telefon do męża - dla takich chwil warto żyć :) Niemożliwe stało się możliwe.
Macie jeszcze zdjęcie oraz na koniec dodam, że jej rodzice też zgubili obrączkę jakieś 40 lat temu, więc mam kolejną robotę :D
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
|