Teraz jest środa, 8 kwietnia 2026, 16:42

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Regulamin działu


Kliknij, aby przejrzeć regulamin



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 28 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wrak spoczywającego na dnie Bałtyku "Wilhelm Gustloff&
PostNapisane: poniedziałek, 8 listopada 2004, 12:18 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): środa, 1 września 2004, 14:18
Posty: 513
Lokalizacja: Pomorze
Penetrowanie wraków statków, na których zginęły tysiące ludzi, stało się dochodowym biznesem
Pamiątka z sali balowej
WOJCIECH CIEŚLA, BERTOLD KITTEL
Wrak spoczywającego na dnie Bałtyku niemieckiego okrętu "Wilhelm Gustloff" jest systematycznie rozkradany. - Giną bulaje, latarnie pokładowe, nawet umywalki - mówi współwłaściciel gdańskiej firmy, organizującej wyprawy na wraki. Szabrowników inspirują pogłoski, że za drobiazgi z zatopionych w 1945 roku niemieckich okrętów można dostać fortunę od niemieckich kolekcjonerów.
Okręt, na którym utonęło ponad sześć tysięcy pasażerów, stał się legendą. Ostatnio pamięć o tej tragedii odżyła dzięki powieści GŸntera Grassa "Idąc rakiem". Spoczywająca na dnie morza jednostka została uznana za cmentarzysko wojenne. Penetrowania go zabrania prawo. Mimo to wyprawy na "Gustloffa" stają się popularną rozrywką. W Internecie można znaleźć filmy, zdjęcia, adresy organizatorów ekspedycji, a fora dyskusyjne pełne są relacji z takich wypraw. - Czym dla alpinistów jest Mount Everest, tym dla nurków "Gustloff" - mawia Jerzy Janczukowicz, szef gdańskiego Klubu Płetwonurków Rekin.
- Trzeba wyraźnie powiedzieć, że ludzie nurkujący nielegalnie, by przeszukiwać "Gustloffa", nie różnią się niczym od hien cmentarnych - uważa Henryk Koszka z gdyńskiego Urzędu Morskiego. - Przecież niejednokrotnie kradną dobytek uchodźców, którzy zginęli na tym okręcie.
Bulaj na pamiątkę
W porcie w Łebie pełno reklam firm organizujących wyprawy podwodne. Cumują przy nich stateczki przerobione z kutrów rybackich.
Dzwonimy pod numer telefonu komórkowego podany przez jednego z organizatorów. Zaprasza nas do eleganckiego domu na przedmieściach Łeby. Podajemy się za przedstawicieli firmy, która przygotowuje imprezy integracyjne dla dużych firm.
- Najpopularniejsza wycieczka to zwiedzanie "Gustloffa". Organizujemy nawet 14 takich wypraw w miesiącu, dlatego trzeba wcześniej ustalić termin - mówi nasz rozmówca.
Pytamy o zezwolenie. - Da się załatwić. Powiemy w słupskim oddziale Urzędu Morskiego, że będziemy nurkować obok, to wystarczy. Pod wodą i tak nikt nie sprawdzi, co robicie - zapewnia organizator.
Puszcza nam z płyty DVD film nakręcony w czasie nurkowania i penetrowania "Gustloffa". - On jest mocno zniszczony, cały środek się zapadł - opowiada.
- Można stamtąd coś zabrać na pamiątkę?
- Mało zostało, ale jak się coś znajdzie, nie powinno być problemu - zapewnia. - Jest jeszcze trochę bulajów.

Nie wolno nurkować
Na co dzień w Urzędzie Morskim w Gdyni wrakiem "Gustloffa" zajmuje się Henryk Koszka. Ma gruby segregator z pismami z ostatnich kilkunastu lat, które napływały do urzędu w sprawie wraku.
- Przepisy mówią, że nurkować we wrakach można wyłącznie po uzyskaniu pozwolenia Urzędu Morskiego. A my zgody na penetrowanie "Gustloffa" nigdy nie wydamy - tłumaczy. Zarazem przyznaje, że od lat docierają do niego sygnały o próbach nielegalnego schodzenia pod wodę. W segregatorze z napisem "Gustloff" można odnaleźć stare meldunki Straży Granicznej. Patrolujące strefę przybrzeżną jednostki doniosły w 1992 roku, że nad "Gustloffem" zacumował niemiecki okręt wojenny. Widać było opuszczone pontony. Nie ma wątpliwości, że ktoś schodził do wraku. Notatka krążyła między urzędami, zanim ktoś zareagował okręt zniknął.
- Nigdy się nie wyjaśniło, po co nurkowali - mówi Koszka.
Tłumaczy, że Urząd Morski nie mają możliwości kontrolowania, czy wraki, w tym "Gustloffa", nie są penetrowane. - Nie mamy technicznych możliwości skontrolowania wszystkich.
Hieny na wraku
- "Nurkowanie" to często zwykły szaber. A w przypadku "Gustloffa", czy spoczywających również na dnie Bałtyku, choć znacznie głębiej, "Goi" i "Steubena" (także na tych okrętach zginęło wielu niemieckich uciekinierów - przyp. red.) - to zwykłe okradanie zwłok. Wielu nurków dorabia do tego ideologię, że robią to z chęci odkrywania historii, przeżycia czegoś wyjątkowego, ale trzeba pamiętać, że wśród nich są zwyczajne hieny cmentarne - mówi jeden z rozmówców "Rz".
Na jednej ze stron internetowych znaleźliśmy relację i zdjęcia z wyprawy na "Gustloffa". "Tragedia tysięcy osób, które straciły życie podczas ostatniego rejsu i plotki o tajemniczych ładunkach wiezionych przez ČGustloffaÇ, podnoszą tylko poziom adrenaliny - pisze autor przedstawiający się jako Michał Domin. "Aż się nie chciało wychodzić. (É) Ale wrócimy niebawem. Po złoto... he, he albo Bursztynową Komnatę".
- Wśród płetwonurków krąży plotka, że za wydobytą z wraku "Goi" popielniczkę niemiecki kolekcjoner zapłacił równowartość mercedesa - opowiada proszący o niepodawanie nazwiska historyk marynista z Gdańska. - Warto zadać sobie pytanie: skąd niektórzy niepracujący nurkowie mają pieniądze na uprawianie tego sportu?
Zejście pod wodę na głębokość kilkudziesięciu metrów wymaga specjalistycznego sprzętu. Mieszanka gazów niezbędna do jednego takiego zejścia kosztuje 200 - 300 złotych. Do tego dochodzi koszt wynajęcia łodzi - kilkaset złotych za dzień.
W znanym gdyńskim antykwariacie z przedmiotami marynistycznymi stary bulaj kosztuje około 2 tysiące złotych. - Czy został on wydobyty z dna? - Nie wiem - mówi sprzedawczyni.
Gustloff spółka z o.o.
O tym, że wydobywanie z wraku części wyposażenia to świetny interes, jest zapewne przekonany Janczukowicz z Klubu Płetwonurków Rekin. W Urzędzie Morskim w Gdyni odnaleźliśmy jego korespondencję z 1992 roku. Zwrócił się wówczas o zezwolenie na wydobywanie przedmiotów z wraku na masową skalę. Powoływał się przy tym na przepisy ustawy o obszarach morskich RP i administracji morskiej, pozwalające na prowadzenie działalności gospodarczej, polegającej na wykorzystywaniu zasobów naturalnych morza. Urząd odmówił zgody.
W rozmowie z dziennikarzami Janczukowicz przyznaje, że, choć nie ma na to pozwolenia, przynajmniej raz w roku schodzi na wrak "Gustloffa". Nie odpowiada na pytanie, czy coś z niego zabiera, lubi się jednak chwalić, że przechowuje w domu kilka pamiątek z tego statku. Na przykład metalowy żyrandol z sali balowej. - Przerobiłem go na stolik pod alkohol - mówi Janczukowicz. Żyrandol jest niezwykłą pamiątką: został uwieczniony na jednej z najbardziej znanych, często publikowanych fotografii sali balowej "Gustloffa".
Kolejną "pamiątką" Janczukowicza jest celownik optyczny kompasu. - Leżał na piasku obok wraku. Dziś też bym go wziął. Jeśli nie wezmę ja, weźmie ktoś inny - mówi i dodaje, że chciałby kiedyś stworzyć muzeum. W domu przechowuje jeszcze lampy z masztu i schody, które jak twierdzi zaczepiły się o kotwicę jego łodzi. - Szkoda było je wyrzucać z powrotem do morza - mówi. Na razie schody niszczeją przed jego domem w Gdańsku Wrzeszczu.
Janczukowicz przekonuje, że przedmioty przechowuje legalnie. Jak twierdzi, większość wydobył w czasie nurkowania w 1973 r., kiedy za oficjalną zgodą Urzędu Morskiego grupa nurków badała wrak. Wtedy miał otrzymać na przechowanie te przedmioty.
- Prawo jest w tej sprawie jasne - mówi Henryk Koszka z Urzędu Morskiego. - Każdy wydobyty z wraku przedmiot należy do skarbu państwa, reprezentowanego w tym przypadku przez Urząd Morski. Pan Janczukowicz nie ma żadnej zgody na przechowywanie jakichkolwiek przedmiotów z wraku.
Wszędzie widać kości
- "Gustloff" nie był statkiem, lecz uzbrojonym okrętem wojennym. A Niemcy zawyżają liczbę ofiar, by ludzie im współczuli, zapomnieli, kto zaczął wojnę - mówi Janczukowicz.
Nurkowie niechętnie rozmawiają o moralnej stronie penetrowania "Gustloffa", "Goi" i "Steubena", trzech niemieckich okrętów transportowych, z którymi w 1945 roku na dno poszły tysiące ludzi. Chociaż kilku z nich ze zgrozą powtarza opowieści o "Steubenie". Ten okręt zatonął w ciągu kilku minut. Chociaż zabrał na dno mniej ofiar, wszystkie pozostały wewnątrz okrętu lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie. - Tam są całe pola kości, wszędzie widać ludzkie szczątki - opowiada jeden z nurków.
"Gustloff" tonął ponad godzinę. Większość pasażerów zdołała wyskoczyć do wody. Dopiero tam, po jakimś czasie zmarła z zimna albo się utopiła. - Czasem się trafi jakaś miedniczka albo czaszka - opowiada Janczukowicz i tłumaczy, że Niemcy są winni wojny, więc nie mają moralnego prawa zabraniać nurkowania. Jego stosunek do ofiar wojny daleki jest od szacunku. W swojej książce Olga Dębicka "Fotografie z tłem. Gdańszczanie po 1945 roku" opisuje jego trofea: "Drobiazgi z Focke-Wulfa (niemieckiego samolotu myśliwskiego - przyp. red.): kości głowy pilota, kabura pistoletu, dwa magazynki z dziewięciomilimetrową amunicją, cięgło do wyzwolenia spadochronu, łyżka, widelec bez dwóch zębów i klucz do konserw spoczywają w komodzie za szybą, niby zwyczajne bibeloty". -
Śmierć w lodowatym morzu
Zatonięcie "Wilhelma Gustloffa" to najtragiczniejsza z morskich katastrof. Statek wypłynął z Gdyni z kilkoma tysiącami pasażerów na pokładzie m.in. marynarzami Kriegsmarine i uchodźcami z Prus Wschodnich. Nie jest znana ich dokładna liczba, szacunki mówią o 5 - 8 tysiącach. 30 stycznia 1945 roku trafiły w niego trzy torpedy wystrzelone z sowieckiego okrętu podwodnego. W 1994 roku władze Niemiec poprosiły, by uznać spoczywający w polskiej morskiej strefie ekonomicznej wrak za grobowiec wojenny. Polska zgodziła się nie wydawać zezwoleń na nurkowanie w pobliżu "Gustloffa", by nie naruszać spokoju ofiar. Na początku 1945 roku na dno poszły jeszcze dwa inne okręty przewożące niemieckich uciekinierów "Steuben" i "Goya".
Nurkowanie z dynamitem
Leżący na dnie Bałtyku wrak "Gustloffa" od dawna przyciąga nurków. Tuż po wojnie przez kilka lat nurkowali do niego Rosjanie. Badali zawartość ładowni okrętu. Podkładali ładunki wybuchowe i wysadzali ściany i grodzie.
Pierwsza oficjalna wyprawa odbyła się w 1973 roku. Organizował ją Gdański Klub Płetwonurków Rekin, którego prezesem jest od lat Jerzy Janczukowicz. Afiliowany przez Zrzeszenie Studentów Polskich klub rozpętał kampanią propagandową pod hasłem "Na tropie Bursztynowej Komnaty". Było lato, gazety szukały sensacji. W sprawę włączyły się ogólnopolskie gazety. Na pierwszych stronach przez wiele dni ukazywały się relacje z penetrowania wraku. Przedstawiano kolejne wydobyte przedmioty. Tylko w jednej relacji z tamtego okresu odnaleźliśmy informację, że katastrofa okrętu pochłonęła tysiące ofiar.
Oficjalnie nurkowie mieli dokładnie wymierzyć pozycję okrętu. W rzeczywistości penetrowali go w poszukiwaniu kosztowności. Wydobyli wiele przedmiotów, ale dziś znane jest miejsce przechowywania tylko niektórych. Jednym z nich jest dzwon "Gustloffa", który znajduje się w Wyższej Szkole Morskiej.


www.rzeczpospolita.pl


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 listopada 2004, 21:46 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): środa, 1 września 2004, 14:18
Posty: 513
Lokalizacja: Pomorze
... B+ senna atmosfera, może i dobrze....


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 listopada 2004, 23:34 
Offline
Starszy Sierżant
Starszy Sierżant

Dołączył(a): poniedziałek, 25 października 2004, 15:54
Posty: 74
Lokalizacja: GRUDZIĄDZ
Wrak takich okrętów powinno sie zostawic w spokoju,kolejne ekspedycje tylko pogłębiaja ludzka ciekawość


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 9 listopada 2004, 01:33 
Offline
Porucznik
Porucznik

Dołączył(a): poniedziałek, 30 sierpnia 2004, 19:57
Posty: 341
Lokalizacja: Łódź
Tak o północy naszła mnie jedna niepokojąca konkluzja: czym różni się eksploracja cmentarzysk naziemnych czy to podwodnych prowadzonych w imię nauki czy to dla hobby bądź zysku, przecież tak wychodzi na jedno to profanacja takich miejsc w najczystrzej postaci...
Jedni powiedzą dla nauki i dobra pokoleń , drudzy że hobby rzecz święta a jeszcze inni też znajdą jakiś argument dla usprawiedliwenia swoich działań... a według mnie profanacja to profanacja i żadnej innej definicji na takie działania po prosty nie ma...

Abstra...jąc od tematu podwodnego: oglądam sobie na Discovery jak to gdzieś, kiedyś archelogowie w pięknej piramidzce znależli no wprost fantastyczną mumię , a teraz w labolatorium ją tną, biobsują i nagle jeden krzyczy: o rany przed śmiercią jadła... a ozdoby do muzeum... no ludzie ,mnie coś tu nie pasuje ... no bo przecież nie po to ktoś wybudował te cholerne piramidy...
Reusumując, na ziemi i pod wodą, wszędzie i o każdej godzinie ,precz z łapskami od zmarłych i miejsc ich spoczynku... i tyle


Pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 9 listopada 2004, 02:44 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): niedziela, 12 października 2003, 02:31
Posty: 1150
Lokalizacja: Warszawa / Betlahem / Amman
martin napisał(a):
Tak o północy naszła mnie jedna niepokojąca konkluzja: czym różni się eksploracja cmentarzysk naziemnych czy to podwodnych prowadzonych w imię nauki czy to dla hobby bądź zysku, przecież tak wychodzi na jedno to profanacja takich miejsc w najczystrzej postaci...

Na strychu Uniwersytetu Warszwskiego jest magazyn w ktorym magazynuje sie pudelka.Magazynek i jednoczesnie sala wykladowa to jakies 40-60 m powierzchni,trudno ocenic bo pudelka sa wszedzie i zaslaiaja przestrzen.W pudelkach ludzkie kosci wygrzebane z KATOLICKICH CMENTARZY PRZYKOSCIELNYCH (XVI, XVIII w ) ...ponumerowane i dawane studentom do zabawy zeby sobie np kregoslup poskladali albo co innego. Czyz to nie jest profanacja ?? Czy jakis wlasciciel tych kosci mogl przewidziec ze bedac zakopany na sposob chrzescijanski ,na cmentarzu zostanie wygrzebany i dany do zabawy dzieciom ktorzy jego piszczelami beda sobie graly na stole jak na perkusji ? Czy ktorys z nich dal na to zgode?? :ups:


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 9 listopada 2004, 08:46 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): środa, 1 września 2004, 14:18
Posty: 513
Lokalizacja: Pomorze
Szary Wilk masz rację,
...ale wszystkie instytuty archeologii mają na strychach pudła z ludzkimi szczątkami. Mówiąc szczerze to sam się zastaniawiałem po co im te kości. Można przecież na miejscu zmierzyć, określić i zakopać.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 9 listopada 2004, 20:53 
Offline
Młodszy Chorąży
Młodszy Chorąży

Dołączył(a): czwartek, 7 października 2004, 22:38
Posty: 107
Lokalizacja: Poznań
Niemcy bardzo zgrabnie dbaja o swoje interesy. Wystapili o uznanie tych okretow za cmentarzyska, zawyzajac liczbe ofiar oraz podajac ze wiekszosc pasazerow to cywile. To klamstwo, jak rowniez oskarzenie radzieckiego kapitana o ludobojstwo. Sami Niemcy sa winni zatopienia tych statkow, wychdzily one z portu NIEOSWIETLONE, podczas gdy statki szpitalne i majace na pokladzie ludnosc cywilna mialy wychodzic z portow JAWNIE. Uniknieto by w ten sposob zatopienia.
Niemcy wiedza o co walcza, nie wiadomo co jest ta Gustloffie, to znaczy my nie wiemy, a sadze ze strona niemiecka wie dobrze i oczekuje sposobnosci zeby to wydobyc... Nie jest to zreszra jedyna informacja znajdujaca sie w Niemieckich archiwach, do ktorych Polska nie ma dostepu, nawet planu fortyfikacji poznanskich nie mozna od nich wyciagnac.... bo tajne.
a tak na marginesie dlaczego wolno nurkowac na wraku polskiego promu Heweliusz, zatopionego na niemieckich wodach terytorialnych, na ktorym tez rozegrala sie tragedia, nie wydobyto cial kierowcow i marynarzy. Dlaczego ta tym wraku dochodzilo do gorszacych scen okradania ciezarowek z alkocholu i raczenia sie szampanem wyjetym z ciezarowek, przez niemieckich pletwonurkow?

To tak gwoli otrzezwienia, bo obserwuje czasem na forum lekkie przegiecie, w druga strone, jakby zapomnienie kto wywolal wojne i jakie bylo niemieckie poczucie wartosci zycia ludzkiego, rowniez niemieckiego....


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 listopada 2004, 07:37 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): niedziela, 7 lipca 2002, 00:00
Posty: 576
Lokalizacja: ze wsi
Wczoraj krótko przed północą być film o Gustloffie na National Geograpic. Okazuje się, że pierwsza polska wyprawa na wrak odbyła się w 1955 roku, natychmiast po tym, jak Moskwa łaskawie wyraziłą zgodę. Wcześniej wrak był eksplorowany przez nurków sowieckich, którzy usunęli z niego całą zawartość związaną z przewożonymi osobami. Jeden z polskich nurków wspominał, że widział w pobliżu mostka oficerskie mundury Kriegsmarine, ale o rzecza osobistych załogi i pasażerów nie wspominał. Zatem dzisiejsze próby wyciągania z niego ciekawostek przypominają wykopaliska na terenie autobusu miejskiego od 10 lat tkwiącego w rowie. Kierownica, lampki, lusterka wsteczne i masa innego barachła.
Pepe


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 listopada 2004, 12:45 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): niedziela, 12 października 2003, 02:31
Posty: 1150
Lokalizacja: Warszawa / Betlahem / Amman
Baxter 12 - Calkowicie sie z toba zgadzam.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 listopada 2004, 23:53 
Offline
Porucznik
Porucznik

Dołączył(a): poniedziałek, 30 sierpnia 2004, 19:57
Posty: 341
Lokalizacja: Łódź
baxter12 napisał(a):

i jakie bylo niemieckie poczucie wartosci zycia ludzkiego, rowniez niemieckiego....


No podobne pewnie jak rosyjskie i również do swoich obywateli czy chociażby japońskie do wartości życia chińskiego... a tak ogólnie współczesna wojna opiera się na eksterminacji przeciwnika w szerokim tego słowa rozumieniu więc o jakiś wartościach rzadko jest mowa... a według mnie siła rodzi siłę , gwałt rodzi gwałt a na agresję odpowiada się agresją i zemstą i gdzie ktoś w takim przypadku widzi poczucie wartości... i jeszcze jedno najczęściej cierpi ludność cywilna co z wojną nie ma za wiele wspólnego ( kobiety i dzieci) Także tak było z ludnością niemiecką... Oczywiści nie bronię faszyzmu, komunizmu czy jakiegokolwiek innego totalitaryzmu ale trzeba sobie zdawać że totalitaryzm jest domeną bardzo wąskiej grupy oligarchów narzucających swą wolę pozostałym, więc nie można bezkrytycznie wydawać sądów na temat zbiorowych odpowiedzialności całych społeczeństw... także niemieckiego...
aha a na Heweliuszu można nurkować bo nikt prawnie jak na razie nie uznał go za podwodne cmentarzysko.... ale szampana ,jeżeli to prawda, ze zwykłej przyzwoitości pić się nie powinno...
Pozdrawiam :P


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 listopada 2004, 00:07 
Offline
Starszy Sierżant
Starszy Sierżant

Dołączył(a): wtorek, 11 maja 2004, 23:09
Posty: 72
Lokalizacja: Katowice
Baxter12
Zajmuje się chowaniem ludzi już od 10 lat.
Nigdy mnie nie interesowało czy był to Niemiec , Polak , i.t.d
Dla Śmierci wszyscy są równi , mam na cmentarzu gób żołnierzy niemieckich , zapomniany , opuszczony , kiedyś jak przychodziły paczki z nrd to wszystkie polskie niemcy " tak się kiedyś o posiadaczach podwójnych paszportów u mnie mówiło " dbali sprzątali , świeczki świecili , paczki skończyły się , skończyło się dbanie o grób , dla mnie dalej jest to grób ludzi którzy polegli czy z swojej woli czy nie , nie dojdzie się .
Nigdy by mi na myśli nie przyszło kopać tam szukać Bóg wie czego , tak samo powinno być z wrakami okrętów , nie wiemy czy wśród tych cywili , wojskowych , nie było czasem Polaków siłą wcielonych , wywiezionych , powinni zostać tam w spokoju nie ruszani , tak jak ich dobytek czy też resztki statku , okrętu , dajmy im spokój .
Pozdrawiam rastcom


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 11 listopada 2004, 19:35 
Offline
Młodszy Chorąży
Młodszy Chorąży

Dołączył(a): czwartek, 7 października 2004, 22:38
Posty: 107
Lokalizacja: Poznań
Groby nalezy szanowac. Tyle ze gdybysmy tak podchodzili do sprawy to nie mozna by zejsc za zaden wrak...
Co nie znaczy ze nie nalezy szanowac tych miejsc...
Roznica mierdzy grobem w ziemi i w wodzie morskiej jest dosc zasadnicza - z ponkty widzenia "estetycznego"
po prostu po 20 latach z ciala w ziemi, ba po 100 zostaja konkretne, przepraszam za to sformuowanie, resztki.
Z cialem w wodzie sytuacja jest odmienna po 20 latach nie zostaje NIC, wapienne kosci rozpuszczaja sie w wodzie i
stajac sie wlasnoscia neptuna kraza po wszystkich morzach i oceanach... Tak wiec w zasadzie wrak nie jest grobowcem,
to tylko karawan...
Uwazam ze zabranie zyrandola czy bulaja z Goi jest mniej naganne niz picie szampana na Heweliuszu.
A historia jest autentyczna widzialem zdjecia, bylo to przed ostatecznym ustabilizowaniem wraku, w pustkach powietrznych.
Aby uprzedzic niejasnosci na Heweliuszu nurkowalem na Gustloffie jeszczenie. Ale jezeli bedzie okazja na pewno to zrobie. Oczywiscie
znajdujac czas na chwile zadumy..
Pozdrawiam Baxter


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 14 listopada 2004, 01:38 
Offline
Starszy Sierżant
Starszy Sierżant

Dołączył(a): wtorek, 11 maja 2004, 23:09
Posty: 72
Lokalizacja: Katowice
Teoretycznie tak , każde zejście na jakiś wrak powinno być zakazane , gdyż tam mogą leżeć ludzkie szczątki , tyle że jak dla nas nie jest to znowu aż tak odległy czas , zawsze znajdzie się jakiś członek rodziny , który bedzie oburzony że ktos " grzebie w szczątkach jego rodzinny " , i druga sprawa czeba odróżnić chęć odkrywania dla zachowania histori od tylko " łupieżczych wyprach " w myśl zasady , zawsze komuś to można sprzedać z zyskiem .
Pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 14 listopada 2004, 06:02 
Offline
Porucznik
Porucznik

Dołączył(a): niedziela, 14 marca 2004, 11:06
Posty: 310
Lokalizacja: Malbork
Miałem okazję rozmawiać niedawno z człowiekiem który pracował w latach 50 Gdańsku i Gdyni przy oczyszczaniu portu,pływał na holowniku, opowiadał o wyciąganiu niemieckich wraków,niewypałów, zwłok. Twierdzi że nurkowie którzy pracowali przy wydobywaniu zwłok ( Czerwony Krzyż zabierał zwłoki) zgarniali dla siebie mimo zakazu wszystkie cenne przedmioty znalezione przy tych właśnie zwłokach.Oficjalnie na górze czuwał ktoś komu należało zdawać wszystkie precjoza, ale "Polak potrafi!"
Baxter napisał że po 20 latach kości ulegają rozpuszczeniu w wodzie, ale niektórzy nurkowie twierdza że wokół Steubena leży mnóstwo szkieletów, więc jak to jest?


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 18 listopada 2004, 21:09 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): niedziela, 12 października 2003, 02:31
Posty: 1150
Lokalizacja: Warszawa / Betlahem / Amman
Rastcom napisał(a):
czeba odróżnić chęć odkrywania dla zachowania histori od tylko " łupieżczych wyprach " w myśl zasady , zawsze komuś to można sprzedać z zyskiem .

To demagogia. Odkrywanie historii w miejscach cmentarzysk intencjonalnych czy tez nieintencjonalnych np wrakow jest niczym innym jak lupieniem i naruszaniem spokuju pogrzebanych tam ludzi. Bezpiecznie jest oczywiscie lupic te sprzed kilkuset lat bo wtedy krzyku nie podniesie rodzina.
Jaka jest roznica z punktu widzenia etyki czy lupi archeolog czy poszukiwacz ( powiedzmy poszukiwacz o stabilnych wartosciach moralnych) ??


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 28 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL