No i wreszcie konkretny człowiek, który broni racji naszego środowiska. Panowie i panie głosujemy na tego człowieka !!!!!
A poniżej wklejam treść tego artukułu jak by przypadkiem kiedyś wsiąkł
Cytuj:
Moje wykopalisko
Janusz Korwin-Mikke
Tygodnik "WPROST" od roku-dwóch zaczął być ponownie pro-rynkowy i nawet ostro krytykuje tzw. Unię Europejską - ale jeszcze czasem trafia mu się tekst pro-socjalistyczny, pro-etatystyczny lub nawet pro-komunistyczny. Ostatnio zdarzyło mi się przeczytać w nim artykuł, który równie dobrze mógłby był zostać napisany w 1985, 1975, a nawet 1965 roku (w 1955 trzeba by go było upstrzyć nazwiskiem Lenina...). Nazywa się "Hieny wykopalisk".
P. Maria Landau, która go popełniła, wzięła się za totalną krytykę wolnego (pardon: "nielegalnego") handlu wykopaliskami. Nielegalnego - gdyż: "Nie istnieje kraj, w którym prywatny kolekcjoner może legalnie nabyć przedmioty z wykopalisk archeologicznych. (...) Wydobywane z ziemi zabytki nie są własnością archeologów, lecz państwa, na którego terytorium są prowadzone wykopaliska".
Autorka wydaje się to rozwiązanie nie tylko akceptować, ale nawet gorąco popierać. Przy okazji myli dwie kompletnie różne sprawy:
- Kradzież dzieł sztuki i obiektów archeologicznych z muzeów, sklepów itd. Jest to zupełnie inna sprawa niż handel wykopaliskami! Jeśli jakiś przedmiot już miał właściciela, to jest on dokładnie znany, opisany, w internecie czy gdziekolwiek znaleźć można jego zdjęcie i charakterystykę - i każdy potencjalny nabywca może to sprawdzić. Oczywiście nie zapobiegnie to sprzedaży takiego obiektu - ale z punktu widzenia Luwru to, czy skradziona mumia znajduje się w rękach Kowalskiego, czy Schmidta, jest zupełnie bez znaczenia. Innymi słowy: kradzież to zupełnie inny problem, bynajmniej nie specyficzny dla wykopalisk. Nie ma zasadniczej różnicy między kradzieżą takiego obiektu a mojej srebrnej zastawy stołowej.
- Zawłaszczenie "skarbów archeologicznych" znajdujących się pod ziemią. I to jest zasadnicza kwestia. Nie wolno przy jej rozważaniu używać argumentów o kradzieżach z muzeów!
Pytanie, którego Autorka w ogóle nie stawia, brzmi: czy wykopaliska powinny być uznawane za własność państwa?
Zastanówmy się: jeśli znajdują się pół metra pod ziemią na gruncie prywatnym - to czy nie powinny być uważane za własność posiadacza gruntu? Czy jeśli zakopałem pół wieku temu coś w swoim ogródku - to teraz to coś nie jest już moje, tylko państwowe? A jeśli zakopał to mój ojciec? A pradziadek? Czy ja mam się tłumaczyć z tego, co mam na swoim podwórku? W tej sprawie jestem absolutnie zdecydowany: prawo powinno stanowić, do jakiej głębokości grunt stanowi własność prywatną, do jakiej wiejską/miejską (tu różnica!), do jakiej gminną (niektóre państwa uznają własność prywatną do środka Ziemi!!) - i tyle. Wszystko to, co jest w moim sektorze - jest moje!
W takim razie - będą twierdzić etatyści - to, co jest na gruncie państwowym, powinno być państwowe.
Tu nie jestem przekonany. Twierdzę, że w interesie państwa leży, by jak najmniej było państwowe... ...
Uznanie, iż znalezione skarby stanowią własność znalazcy (jako dobro wolne, jak np. powietrze), wywarłoby dobroczynny skutek na poszukiwania archeologów. Będąc pewni, że staną się właścicielami znalezionych obiektów, będą znacznie odważniej - i roztropniej - szukać. Będą mogli utrzymywać się za własne pieniądze! Czy nie lepiej, by archeolog - dokładnie tak samo jak poszukiwacz złota z XVIII i XIX wieku - mógł działć dla zysku, bez korzystania z pieniędzy podatnika?
Jestem przekonany, że dziś tysiące archeologów szukają bez większego sensu - bo uniwersytet płaci im za to, że kopią - a nie za to, że coś znajdą. Gdyby musieli sami ponosić większe ryzyko - mniej byłoby zmarnowanych pieniędzy.
Nie znaczy to, że wyniki byłyby gorsze. O ile się nie mylę, śp. Henryk Schliemann odnalazł Troję za prywatne pieniądze? Oczywiście, jedne rządy taką zgodę na kopanie na swoim gruncie by wydawały - inne nie. Część zapewne (jak dawniej) żądałaby udziału - np. 1/4 łupu - dla siebie. Ale to już kwestia dogadania się. Ważne, by wykopaliska po wykopaniu miały prywatnego właściciela. Jeśli człowiek płaci za jakąś skorupę (jak twierdzi Autorka) 100.000 $ - to będzie o nią dbał! Znacznie bardziej niż najemny pracownik muzeum. I z dumą pokaże ją badaczowi - bo przecież chce się pochwalić, że
o jego skorupie piszą - ho, ho! - w samym "Journal of Archeology"!!
Jestem też przekonany (o czym pisałem), że jeśli rozkradziono 100.000 obiektów z muzeów w Bagdadzie, to zapoznało się z nimi i zapozna 100 razy więcej ludzi niż gdy leżały w piwnicach tego muzeum!! Każdy, kto czytał "Małego Księcia", wie, że JEDNA tabliczka z pismem klinowym w miasteczku w Wisconsin - to coś! Sto tysięcy tabliczek w jednym miejscu - to kupa gruzu.
Jestem więc za prywatną własnością.
Osobna kwestia - to powrót dzieł "zrabowanych". Jestem zdecydowanym tego przeciwnikiem. Twierdzę (żartując, jakby się kto pytał...), że gdyby Egipcjanom ukradziono dwie piramidy, to w sumie piramidy obejrzałoby znacznie więcej ludzi niż gdy wszystkie trzy stoją pod Gizeh!! Rabunek - rzecz brzydka - ale po 50 latach (w niektórych krajach: po stu) posiadacz staje się właścicielem - i koniec! Jakaś granica pretensji być musi - bo za chwilę ktoś sobie przypomni, że kolumnę Trajana robiono z marmuru "zrabowanego" z Afryki - i jacyś "potomkowie Kartagińczyków" zażądają zwrotu...
Piszę to - bo niedawno rząd Meksyku zażądał zwrotu czegoś, co król Montezuma podarował Ferdynandowi Cortezowi. Niby dlaczego ktoś miałby to Meksykowi zwracać? Na jakiej podstawie? Że było to kiedyś na terenie, który państwo Meksyk "zrabowało" państwu Azteków??
Węgrzy przybyli do Pannonii z obszarów Azji Środkowej, obecnie zamieszkanych przez, powiedzmy, Czuwaszów; czy jeśli odkryjemy tam skarby z X wieku przed Chrystusem, to mamy oddać je Czuwaszom - czy może Węgrom?
Jest to kompletny nonsens. Prawda jest taka, że młode, prężne państwa, jak Meksyk, wykorzystują po prostu to, że stare, zmęczone życiem państwa europejskie oddają, co tylko mogą i jeszcze przepraszają. Jak są frajerzy, którzy dają - to trzeba brać - to jasne.
Ale ja nie chcę, by Polska była jeszcze jednym państwem do oskubywania!