Znalazłam coś na poruszony temat na stronie
http://www.gej.net/lifestyle_ubikacja.phtml :) :
"Temat z brzydkim zapachem: Historia toalety
Od greckich marmurów po japońską elektronikę
Generał Felicjan Sławoj-Składowski zasłynął z tego, że kazał budować i utrzymywać w czystości klozety, od jego nazwiska nazwane "sławojkami". Było to przed II wojną światową, kiedy na polskiej wsi panował zwyczaj załatwiania potrzeb naturalnych w polu za stodołą. Generał był w wykształcenia lekarzem, w wojsku pełnił funkcję szefa służb sanitarnych, więc wiedział, jakie znaczenie ma higiena. A z tą Polacy zawsze byli na bakier. Niestety, "sławojki" szybko stały się obiektem wielu dowcipów, a satyrycy w niemiłosierny sposób wyśmiewali się z generała, który w latach 1936 - 39 pełnił funkcję premiera. Sławoj przeszedł do historii jako fatalny szef rządu - ale pozostawił po sobie przynajmniej zwyczaj umieszczania przy każdej wiejskiej zagrodzie latryny. Ponieważ zaś nieliczne tylko wsie posiadają kanalizację, stoją one tam do dziś. Polska latryna to zbita z desek budka, ustawiona nad wykopaną w ziemi dziurą. Dalszych szczegółów czytelnikom oszczędzę.
Dość powiedzieć, że polska kultura toaletowa rozkwitła dopiero w ostatnich latach. Rychło w czas Polacy zrozumieli, że brudny i śmierdzący ustęp odstrasza klientów nawet na stacji benzynowej. Przynajmniej w miastach, polskie toalety nie odbiegają już zbytnio standardem od zachodnich. Przed nami jednak jeszcze bardzo długa droga, a zapóźnienia gigantyczne.
Już 2000 lat temu, w Chinach istniały toalety, wyposażone w spłuczkę i solidne siedzisko. Około 1350 lat przed Chrystusem budowano w Egipcie toalety podłączone do kanalizacji. Ponieważ starożytni Egipcjanie byli fanatykami czystości, najczęściej umieszczano je tuż obok publicznych łaźni. W zależności od liczby mieszkańców, nieczystości odprowadzane były do rowów, lub do dołów asenizacyjnych. Starożytni Grecy cenili sobie toalety jako miejsce spotkań. W niektórych ich miastach, archeolodzy odkryli urządzenia, służące nawet 50 osobom na raz. Załatwianie potrzeb fizjologicznych nie było najwidoczniej niczym wstydliwym, skoro na marmurowej ławie z otworami siedziało obok siebie kilkadziesiąt osób. Ta "społeczna" rola toalety przetrwała do naszych czasów. Także i dziś, w każdym szkolnym kiblu spotkać można dyżurujące towarzystwo, popalające papierosy i dzielące się plotkami. Rzymianie udoskonalili technikę budowania sieci kanalizacyjnej. W Wiecznym Mieście oglądać można resztki Cloaca Maxima, czyli kolektora, do którego spływały nieczystości. Kanał ten był w całości przykryty, co eliminowało nieco straszliwy smród, trudny do wytrzymania szczególnie w upalne lato. Cloaca Maxima wpadała do Tybru, więc jakość wody w tej rzece nie była najlepsza. W tej materii, dzisiejsza Polska dorównuje Rzymowi sprzed 2000 lat, bowiem położone wzdłuż biegu Wisły duże miasta - począwszy od Krakowa, przez Warszawę a na Trójmieście skończywszy - w dalszym ciągu wpuszczają do wody ścieki "jak leci."
Średniowiecze było dla rozwoju higieny okresem niezwykle ponurym. Uważano, że kąpiel jest szkodliwa dla zdrowia a Święty Hieronim głosił, że mycie ciała jest profanacją chrztu. Kiedy słynny podróżnik Marco Polo dotarł do Japonii, zaproszony został wraz z towarzyszami do łaźni. Dzielny odkrywca doszedł do wniosku, że skośnoocy gospodarze dybią w ten sposób na jego życie. Co tu dużo mówić - w arcykatolickiej (wówczas) Europie Zachodniej panował brud i smród. A pogański władca Litwy Jagiełło, któremu swatano polską królową Jadwigę, zaprosił wysłannika z Krakowa do... łaźni, by ten mógł przyjrzeć się jego ciału. W warownych zamkach za toalety służyły otwory w podłodze prowadzące gdzieś do podziemi. W najlepszym wypadku instalowano kanał, który kończył się otworem w murze. Resztę drogi, fekalia przebywały w swobodnym locie w dół, zgodnie z prawem grawitacji. Na brak toalet uskarżali się nawet mieszkańcy Wersalu, luksusowej rezydencji królów Francji. Niejeden przyparty potrzebą strojniś opróżniał zawartość pęcherza prosto na ścianę lub framugę drzwi. Damy miały o wiele łatwiej, ponieważ pod potężnym stelażem, na którym rozpięta była suknia nie nosiły majtek. Wystarczyło więc krótko zatrzymać się w miejscu i... Wniosek z tego, że Wersal nie pachniał fiołkami, chyba że służba rozpyliła wonności dla zabicia natarczywego smrodu fekaliów i brudnych ciał.
Ponieważ średniowieczne miasta nie posiadały kanalizacji, istniał w nich ogromny problem z usuwaniem śmieci i nieczystości. Zawartość nocników wylewano prosto na ulicę - czasami w wyższych pięter. Przechodnie musieli więc bardzo uważać, by na głowę nie spadło im coś brzydkiego. Polskie słowo "kibel" pochodzi od niemieckiego "Kübel" i oznacza "kubeł" lub "wiadro". Z czasem, zaprowadzono zwyczaj wyrzucania śmieci na ulicę z wybiciem godziny dziesiątej wieczorem. Działo się tak nawet w oświeconym wieku osiemnastym! Dopiero król pruski Fryderyk Wilhelm I wpadł na pomysł, by obowiązkiem wywożenia śmieci z miast obciążyć chłopów, którzy przybywali rankiem na targ i wracali wieczorem do domu pustymi wozami. Ten właśnie królewski edykt traktowany jest jako początek praktyki wywożenia śmieci na wysypisko. Z pewnością wielu z Was było w Krakowie i widziało na rynku niewielki kościółek Św. Wojciecha. Żeby do niego wejść, trzeba zejść schodkami kilka metrów w dół. Bierze się to właśnie stąd, że nie sprzątane nigdy śmieci znacznie podniosły poziom Rynku.
Nie wiadomo dokładnie kiedy w Europie pojawił się pierwszy sedes wyposażony w spłuczkę. W każdym razie, jego popularna nazwa WC pochodzi z języka angielskiego i oznacza "Water Closet." Przypuszczalnie, pierwsze takie urządzenie posiadał w swoim pałacu chrześniak brytyjskiej królowej Elżbiety I. Było to w roku 1596! Natomiast jest pewne, że pierwszy nowoczesny klozet ze spłuczką skonstruował Thomas Crapper pod koniec XIX wieku. W zasadzie nie ma większej różnicy między nim, a ostatnim krzykiem mody japońskich konstruktorów z firmy Matsushita. Japoński futurystyczny sedes oferuje co prawda w pełni elektroniczny proces usuwania fekaliów, zintegrowany prysznic analny i suszarkę wraz z rozpylaczem substancji dezynfekującej, ale zasada działania pozostała niezmieniona. Dodatkowo, japoński sedes przeprowadza przy okazji kontrolę stanu zdrowia, której wynik komunikuje za pośrednictwem generatora mowy ludzkiej.
Pisząc o "kulturze toaletowej" i rozwoju higieny, warto wspomnieć o historii artykułu tak dziś powszechnego, jak papier toaletowy w rolce. Wynalazł go pracownik banku, Niemiec Hans Klenk. W wynajętych magazynach Urzędu Prowiantowego w Ludwigsburgu rozpoczął produkcję legendarnej "rolki z gwarantowanymi 1000 listkami." Firma HaKle istnieje do dziś, a jej najnowszym produktem są chusteczki toaletowe, nasączone roztworem mydła i środków pielęgnujących. Co było przedtem? Rzymianie używali gąbek, które czekały na użytkowników nadziane na szpikulce. Prosty lud musiał zadowolić się mchem, suchą trawą lub słomą. Nieco bardziej wyrafinowane były rozmoczone w wodzie kaczany kukurydzy. Królowa Maria Antonina posiadała kolekcję koronkowych chusteczek. Wytworna szlachta europejska posługiwała się wełną z merynosów. Papier, jako nieodłączny rekwizyt każdej toalety, pojawił się dopiero wraz z rozwinięciem przemysłowej produkcji celulozy.
Interesujące jest, że toaleta od niepamiętnych czasów była miejscem spotkań, pogawędek i przekaźnikiem informacji. Także w starożytności na ścianach toalet publicznych pojawiały się napisy, wyznania miłosne, ogłoszenia o charakterze erotycznym lub hasła polityczne. W społeczności gejowskiej, służyły one przez długie dziesięciolecia jako miejsca intymnych spotkań. Nie potępiajmy za to naszych przodków. Nie istniały wtedy lokale gejowskie, homoseksualizm był zakazany i karany. A ludzie - tak jak dziś - starali się jakoś ułożyć sobie życie. Nawet w toalecie.
Opracował: ®OME©"
A z lekcji historii przypominam sobie opowieści o damach z Wersalu które nosiły ozdobne wyszywane woreczki zawierające złote młoteczki i kowadełka którymi w wolnych chwilach ubijały wszy wyłuskane z zakamarków odzieży :) a w kunsztownie upiętych fryzurach miały zainstalowane klateczki z miodem do którego przyklejały się insekty :)