|
No oczywiście można kierować się kryterium wielkości nakładu lub oglądalności i czytać exspresiaka albo słuchać Radia Maryja. W trosce o własną "formację intelektualną" wolę tego nie robić.
<BR>
<BR>He, he. Gdyby dziennikarze zajmowali się tylko tym, na czym się znają, to w każdej redakcji trzeba by było zatrudnić kilkaset osób: jedną od filatelistyki, drugą od kulinariów, trzecią od militariów, czwartą od hutnictwa, piątą od pszczelarstwa, szóstą od wędkarstwa, siódmą od prawa karnego, ósmą od sportu, dziewiątą od budownictwa, dziesiątą od medycyny, jedenastą od astronomii, dwunastą od religii... Mogę wyliczać dalej, ale obawiam się, że zapcha się pojemność serwera. Nawet, jeśli każdy dziennikarz skupi w swych rękach dziesięć różnych działek tematycznych.
<BR>
<BR>Najprostsza i najprawdziwsza definicja dziennikarza: facet, który zna się na wszystkich a jednocześnie na niczym.
<BR>
<BR>Najlepszym przykładem są pisma branżowe, w których teoretycznie pracują ludzie mocno obkuci w bardzo zawężonej tematyce. I jakie są efekty? Wystarczy przejrzeć jedno z pism dla eksploratorów, na które ostatnio słyszy się tyle narzekań.
<BR>
<BR>Pozdrawiam [addsig]
|