Czy powinny być jakieś granice rekonstrukcji wydarzeń historycznych, czy też już niedługo doczekamy się np. rekonstrukcji zagazowania transportu do obozu Auschwitz???
Dyskusja wokół pomysłu inscenizacji pacyfikacji w MichniowieZdania są podzielone. Jedni chcieliby zobaczyć na własne oczy, jak mogła wyglądać pacyfikacja Michniowa, inni twierdzą, że granica dobrego smaku została przekroczona
Inscenizacja historyczna ma być częścią obchodów 65. rocznicy pacyfikacji Michniowa. To pomysł dyrektora Muzeum Wsi Kieleckiej Janusza Karpińskiego. Są jednak wątpliwości, bo wydarzenia sprzed 65 lat były niezwykle makabryczne. Napisaliśmy o tym we wczorajszej "Gazecie". Artykuł wywołał dyskusję, otrzymaliśmy wiele telefonów zarówno z głosami za tym pomysłem, jaki przeciw. Czekamy na kolejne głosy.
- Jestem osobą, która pamięta czasy II wojny światowej i nie wyobrażam sobie, że ktoś wpadł na taki "genialny" pomysł jak inscenizacja masakry w Michniowie. Ten ktoś chyba nic o tamtych czasach nie wie albo kompletnie nie rozumie. Pamiętam jak ok. półtora miesiąca potem byłam w tamtych okolicach i widziałam hordy hitlerowców, którzy ciągle czegoś tam szukali. Widok tych spalonych domów był przerażający. Jestem też przekonana, że młodzież nic z tego nie zrozumie. Dla nich to będzie kolejne przedstawienie. Przy okazji nie wiem, dlaczego marszałek Jarubas nie chce dać pieniędzy na budowę boisk dla dzieci. A nie lepiej byłoby zabrać pieniądze z tej inscenizacji i dać je właśnie na ten cel?!
- Gratuluję komentarza w sprawie inscenizacji pacyfikacji Michniowa. Najlepsze zdanie, to "żeby wiedzieć, nie trzeba widzieć". Czy ci ludzie zgłupieli do reszty? Jak można robić inscenizację takiej masakry? Obłęd kompletny. A skończy się tak, że zagonią ludzi do stodoły, podpalą, tylko zapomną tych drzwi z tyłu otworzyć. Jestem przeciw! Kategorycznie nie, nie, nie. Mszę odprawić, wieńce złożyć, to tak. A jak chcą hałasu, to niech żołnierze oddadzą salwę honorową.
redakcja@kielce.agora.plŹródło: Gazeta Wyborcza Kielce