|
Witam.
Przeznaczyłem kiedyś weekend na kapliczki. Pogrzebałem w dostępnej literaturze i skonfrontowałem odnalezione informacje z austriackimi mapami. Wybrałem się najpierw na rekonesans bez wykrywacza i zacząłem od okazałych obiektów przy szlaku pielgrzymkowym, ale miejscowi szybko udzielili mi informacji: 'Panie, byli tu tacy rok temu z okrągłym na kiju, ale zupełnie bez sensu, bo to przecież odnawiali i pełno ziemi nawiezionej i kawałków blachy miedzianej, co to dach robili. Patrzyłem, ale nic nie znaleźli i wk... się tylko, że nic nie ma'. Postanowiłem zatem odszukać obiektów zapomnianych, które ostały się głęboko w lesie. Udało mi się odnaleźć bardzo ciekawą figurę z końca XVII w. na postumencie, do którego niegdyś przymocowany był żelazny pręt, aby podróżny mógł obracać figurę w kierunku, w którym podążał, zapewniając sobie tym samym pomyślność. Błądziliśmy wiele kilometrów, ale kiedy dotarliśmy na miejsce, prawie oszalałem ze szczęścia. Sygnał obok sygnału, po godzinie kopania miałem pełną kieszeń monet. Żadnych śmieci, o miejscu ewidentnie zapomniano grubo przed nadejściem panowania króla Polmosa. :1 Dodatkowo obok ziemia pocięta rowami strzeleckimi, o których nie omieszkałem poinformować od razu kolegi 'od militarów'. Przy kolejnej kaplicy kilka kilometrów dalej, również w lesie, nie było już tak wesoło - miejscowi notable pozostawili po sobie kilka puszek tudzież kapsli, niemniej jednak i tak wyskoczyły spod ziemi 3 monetki oraz fragment krzyża. Dodatkowo, kiedy kopałem nadjechał leśniczy i z pobłażliwym uśmiechem na twarzy pytał czy są skarby, przy okazji polecając resztki pobliskiego zamku. :)
Pozdrawiam
|