http://www.kurierlubelski.pl/modules.ph ... &sid=20775
HOBBY
Od pięciu lat pracuje w Komendzie Miejskiej Policji w Lublinie. Początkowo w Sekcji Kryminalnej, a od niedawna w sekcji dochodzeniowo-śledczej. Z wykształcenia jest historykiem, pracę magisterską napisał na temat ikonografii monet wczesnopiastowskich. W swojej kolekcji ma nie tylko monety polskie, ale także monety rzymskie czy bizantyjskie, jednak największym sentymentem darzy wszystkie pamiątki z polskich mennic.
Pierwszy łup
Pierwszy kontakt z numizmatyką miał Rafał Skoczylas jeszcze w czasach szkoły podstawowej.
– Nikt w mojej rodzinie nie zbierał monet ani też innych przedmiotów. Pierwsze monety, które zapoczątkowały moje prawdziwe kolekcjonowanie, znalazłem na polu u własnej babci. Dla małego chłopca był to prawdziwy skarb, o jakim można poczytać tylko w przygodowych książkach – wspomina z uśmiechem kolekcjoner. – Teraz wiem, że kopiejki rosyjskie z XIX wieku są bardzo popularne, ale kiedy znalazłem jedną, był to dla mnie chyba pierwszy silny sygnał, żeby szukać. Odkryłem, że stare monety, które ktoś kiedyś miał w rękach, mogę sobie znaleźć zwyczajnie na polu.
Kolejne, starsze i znacznie bardziej wartościowe historycznie odkrycie numizmatyczne Rafała Skoczylasa, także nastąpiło dzięki niewiarygodnemu uśmiechowi losu.
– Pewnego pięknego dnia wujek poprosił mnie o pomoc w czymś tak prozaicznym, jak pielenie grządki z warzywami. Dokładniej chodziło o ogórki. Przyznam się, że nie miałem na to najmniejszej ochoty, bo są przecież ciekawsze rzeczy do robienia niż grzebanie w ziemi. Ale opłaciło się kontynuuje. – Znalazłem szeląga z czasów Jana Kazimierza z 1664 roku. To był mój pierwszy, prawdziwy łup numizmatyczny. Później dowiedziałem się, że szelągi z tego okresu są bardzo często spotykaną monetą na ziemiach polskich.
Monety jak narkotyk
Prawdziwi zbieracze starych monet mają swoje wykrywacze metali. Rafał Skoczylas także często wykorzystywał swój profesjonalny sprzęt do powiększania kolekcji dawnych monet, jednak musiał z tego zrezygnować.
– Trzeba wiedzieć, gdzie i czego szukać. Moje wykształcenie historyczne bardzo pomaga mi w pasji kolekcjonerskiej. Monety są na nieszczęście łatwe do sfałszowania. Jeśli ktoś się na tym nie zna, to może stracić fortunę na bardzo udane fałszerstwa – opowiada Rafał Skoczylas. – Najlepszymi miejscami do poszukiwań okazują się tereny, gdzie kiedyś stały karczmy. Bywa tak, że można w takim miejscu znaleźć w dzbanie czy garnku nawet i po 100 monet. Tak jest, jeśli chodzi o monety z XVII wieku i te wcześniejsze. Nie występują nigdy pojedynczo. Jeżeli już się na nie trafia, to są one, a raczej były prawie na pewno, czyimś skarbem, który zakopano dawno temu.
Żeby znaleźć jakikolwiek skarb i wydrzeć go ziemi, potrzeba sporo wiedzy fachowej i tej niezupełnie fachowej: o tym, jak kiedyś żyli ludzie, gdzie mogli zakopywać swoje uciułane z trudem monety. A także czy to, co się wynajduje, ma jakąkolwiek wartość, bo fałszerze monet to nie jest wymysł XX wieku.
– Moi znajomi, którzy zawodowo trudnią się poszukiwaniem monet, potrafią wyszukać prawdziwe unikaty. Odkryli kiedyś monety z czasów Jana II Sobieskiego, które są bardzo rzadkie. Stan tych monet co prawda wskazuje, że leżały w ziemi ponad 400 lat, ale są naprawdę wielkim znaleziskiem. Dla mnie wszystkie dawne polskie monety i te, które trafiają mi się dzięki kontaktom z innymi kolekcjonerami, są trochę jak narkotyk. Kiedyś potrafiłem wydawać dosłownie każde pieniądze na kolejne egzemplarze. Obecnie mam ich dwa tysiące i na pewno nie przestanę ich dalej szukać – obiecuje Rafał Skoczylas.
Marta Szewczyk
Fot. archiwum Policji