Teraz jest sobota, 31 stycznia 2026, 23:18

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 8 grudnia 2002, 18:14 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): sobota, 16 lutego 2002, 01:00
Posty: 3389
Lokalizacja: Bytom
Akurat bylem po lekturze "Spalona ziemia"Wladyslaw Jarnicki. <BR> <BR>


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 8 grudnia 2002, 18:39 
Offline
Plutonowy
Plutonowy

Dołączył(a): poniedziałek, 8 lipca 2002, 00:00
Posty: 42
Skoro was to interesuje to polecam "TAK BYŁO W BIESZCZADACH" G.Motyki. Bardzo uczciwie potraktowano tam sprawy UPA i w skrócie naświetlone zostały zaszłości z okresu IIRP, które miały ogromny wpływ na stosunki polsko-ukraińskie. Wiele spraw niestety pozostaje niewyjaśnionych, często z powodu przemilczania całej kwestji w okresie PRL. Ale myślę że można uznać tę książke za podstawowe zródło wiedzy na temat Akcji Wisła i spraw z nią związanych. <BR> <BR>Pozdrawiam
[addsig]


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 17 grudnia 2002, 13:36 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): sobota, 16 lutego 2002, 01:00
Posty: 3389
Lokalizacja: Bytom
Wroce do tematu-tresc ze strony: <BR><!-- BBCode auto-link start --><a href="http://www.genocide-pl.prv.pl/" target="_blank">http://www.genocide-pl.prv.pl/</a><!-- BBCode auto-link end --> <BR> <BR>PRZEDMOWA DO PRACY <BR>Władysława Siemaszki i Ewy Siemaszko <BR> <BR>LUDOBÓJSTWO <BR> DOKONANE PRZEZ NACJONALISTÓW UKRAIŃSKICH <BR>NA LUDNOŚCI POLSKIEJ WOŁYNIA 1939-1945 <BR> <BR> <BR>I. Monumentalna praca Władysława i Ewy Siemaszków (ojca i córki) o ludobójstwie ukraińskim na Wołyniu w okresie II wojny światowej jest jakby woluminem w nieistniejącym wielotomowym dziele o całokształcie ludobójstwa na Polakach w tamtych latach. Polacy byli wówczas obiektem ludobójstwa - w różnych postaciach i rozmiarach - niemieckiego, sowieckiego oraz ukraińskiego. Dwa pierwsze są nieźle znane i udokumentowane. Natomiast ludobójstwo ukraińskie, jak dotąd - znacznie gorzej. To ostatnie, terytorialnie, nie ograniczało się zresztą, jak wiadomo, do obszaru Wołynia (i części południowego Polesia), lecz objęto również całą Małopolskę Wschodnią, a nawet część powiatów południowowschodniej Polski w jej obecnych pojałtańskich granicach. Ale trzeba pamiętać, iż teren byłego województwa wołyńskiego był pierwszym obszarem ukraińskiego ludobójstwa na Polakach, z ilością zamordowanych znacznie wyższą niż na terenach poszczególnych byłych województw Małopolski Wschodniej (województwa: tarnopolskie, stanisławowskie i wschodnia część lwowskiego) (1). Zatem słusznie Autorzy wzięli to właśnie województwo w pierwszym rzędzie na warsztat. <BR> Pojęcie i sam termin "ludobójstwo" (angielskie genocide) stworzone zostały we wczesnych latach czterdziestych przez Rafała Lemkina. Lemkin (1901-1959) był w latach trzydziestych podprokuratorem Sądu Okręgowego w Brzeżanach (woj. tarnopolskie), później delegowanym na równorzędne stanowisko w Warszawie, wreszcie adwokatem i wykładowcą Wolnej Wszechnicy Polskiej tamże. Nad problematyką ludobójstwa (określaną przez niego wówczas jako "akty barbarzyństwa") pracował już przed wojną. Do Stanów Zjednoczonych przedostał się w 1941 r. i tam w 1944 r. wydał swoje przełomowe dzieło (2). Był również głównym twórcą podstawowego w tej dziedzinie traktatu międzynarodowego: Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 9 grudnia 1948 r. W związku z tym w latach pięćdziesiątych dwukrotnie proponowano go do Pokojowej Nagrody Nobla (3). Zapisy cytowanej K o n w e n c j i , która jest ratyfikowana przez olbrzymią większość państw świata, muszą być dziś traktowane jako ius cogens, innymi słowy takie, od których "nie może być odwrotu" (przeciwieństwem jest ius dispositiuum) (4). Jednocześnie zbrodnia ludobójstwa wpisana jest do większości kodeksów karnych państw współczesnego świata (5). <BR> W rozumieniu art. II tej K o n w e n c j i "ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich", dokonanych w różnych postaciach: na pierwszym miejscu (art. II, pkt a/) figuruje, rzecz jasna, "zabójstwo członków grupy", dalej jednak (punkty b/-e/) ujęte są również: "b/ spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy; c/ rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego; d/ stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy; e/ przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy". <BR> Trzeba tu wyraźnie powiedzieć, że ludobójstwo ukraińskie na Polakach ma w stosunku do ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego szereg fatalnych wyróżników (okoliczności obciążających): <BR> Po pierwsze, w swoim założeniu obejmowało ono jak najszybszą eksterminację fizyczną (wymordowanie) - "tam i wtedy" - wszystkich Polaków, których udało się dosięgnąć (6), od niemowląt po starców, bez jakiejkolwiek różnicy płci lub wieku. Pod tym względem porównywalne jest ono jedynie do niemieckiego totalnego ludobójstwa na Żydach - lecz nie na Polakach (7). Zresztą, dodajmy, jeśli chodzi o eksterminację Żydów - obywateli polskich - na Kresach południowowschodnich RP, Ukraińcy mieli nie tylko olbrzymi udział we wszystkich masowych aktach ludobójstwa wspólnie z Niemcami lub samodzielnie pod niemieckim nadzorem (8), ale dokonywali również podobnych aktów na własną rękę, już latem 1941 r. w momencie wkraczania wojsk niemieckich (9). Później, już po wspólnej z Niemcami likwidacji gett, a więc głównie od drugiej połowy 1942 r., Ukraińcy wyłapywali i mordowali jeszcze pojedynczych ukrywających się Żydów (10). Wszystkie te "akcje" połączone były, przypomnijmy, z olbrzymim rabunkiem mienia (11). <BR> Po drugie, ludobójstwo ukraińskie połączone było z reguły ze stosowaniem najbardziej barbarzyńskich tortur. Chodzi tu o sięgające XVII i XVIII w. tradycje hajdamackie (powstania Chmielnickiego (12) i "koliszczyzny" (13)), stosowane już wtedy rąbanie ofiar siekierami, wrzucanie rannych do studzien, przerzynanie piłą, wleczenie koniem, wydłubywanie oczu, wyrywanie języków itp. (14). Takich barbarzyńskich czynów Niemcy, a nawet Sowieci (z reguły) nie dokonywali. Oczywiście było bicie i często bestialskie znęcanie się w czasie śledztw (15) oraz w obozach koncentracyjnych (gdzie dochodziło jeszcze wielkie głodowanie i praca ponad siły, zbrodnicze eksperymenty medyczne u Niemców etc.), ale nie miało miejsca mordowanie połączone z obcinaniem czy wyrywaniem części ciała, przepiłowywaniem, rozpruwaniem brzuchów i wywlekaniem wnętrzności itp. (16). <BR> W ogóle, dodajmy, w skali europejskiej - rozpatrywane pod kątem stosowanych straszliwych tortur - ukraińskie ludobójstwo na Polakach porównywalne jest jedynie częściowo z ludobójstwem chorwackim (ustasze Ante Pavelicia) na Serbach w okresie II wojny światowej od wiosny 1941 r. Jednak tam praktykowano szeroko masowe wypędzanie oraz "nawracanie" na katolicyzm, co oznaczało pozostanie przy życiu dużej większości Serbów, którzy znaleźli się w granicach stworzonego w kwietniu 1941 r. - z łaski Niemiec i Włoch państwa chorwackiego (17). Natomiast w przypadku ludobójstwa ukraińskiego praktycznie wszystkich Polaków, którzy wpadli w ręce siepaczy - mordowano. Bowiem, wbrew kłamstwom strony ukraińskiej, całkowicie obalonym w pracy Siemaszków, nie było żadnych "wezwań do opuszczenia" Wołynia przez Polaków czy wprost ich "wysiedlania". Odwrotnie, bardzo często Polaków chcących uciekać przed ludobójstwem mającym już miejsce w sąsiednim powiecie czy gminach zachęcano do pozostania, "gwarantując" im bezpieczeństwo <BR>(sporadycznie nawet na piśmie!) lub wręcz grożono, że ucieczka traktowana będzie jak "zdrada" wobec Ukraińców - wszystko po to, by ich wszystkich na miejscu wymordować! (o czym jeszcze dalej). <BR> Po trzecie, o ile ludobójstwo niemieckie i sowieckie dokonywane było wyłącznie przez "wyspecjalizowane" zbrodnicze formacje mundurowe: po stronie niemieckiej w szczególności tzw. Einsatzgruppen der Sicherheitspolizei oraz SD (Sicherheitsdienst); po stronie sowieckiej wojska NKWD - to inaczej było jeśli chodzi o ludobójstwo ukraińskie. W tym przypadku obok dominującej scenę banderowskiej Ukraińskiej Powstańczej Armii i (na Wołyniu) konkurencyjnych formacji bulbowców i melnykowców oraz stworzonej przez Niemców w drugiej połowie 1941 r. policji ukraińskiej (która w początkach 1943 r. zdezerterowała), zwłaszcza przy większych ludobójczych akcjach, uczestniczyły w nich również w sumie dziesiątki tysięcy lokalnych ukraińskich chłopów, w tym tzw. Somooboronni Kuszczowi Widdiły (formalnie wiejskie oddziały "samoobrony", które jednak w praktyce stanowiły siły pomocnicze UPA w ludobójstwie na Polakach), sąsiedzi, bandy uzbrojone w siekiery, widły itp. - rodzaj ukraińskiego pospolitego ruszenia. Mało tego, towarzyszyły im czasem kobiety, wyrostki, a nawet dzieci ukraińskie, zajmujący się masowym rabunkiem mienia, podpaleniami i dobijaniem rannych Polaków (18). Działo się tak mimo nieraz wzajemnej wieloletniej rzekomej przyjaźni, czy wręcz istniejących w stosunku do pewnych Polaków długów wdzięczności (19). <BR> Dlatego ludobójstwo na Wołyniu w okresie II wojny światowej określam jednoznacznie jako ludobójstwo u k r a i ń s k i e (a nie, na przykład, jako dokonane przez UPA, banderowców, nacjonalistów ukraińskich, czy podobnie). Wbrew bowiem temu, co niejednokrotnie zaznacza w swych publikacjach Wiktor Poliszczuk (pochwalnie cytowany dalej w tej Przedmowie), genocyd na Wołyniu - jak to dokumentuje praca Siemaszków - dokonany został przez szerokie rzesze tamtejszych Ukraińców, nie tylko "bojowników" UPA, ale również grube tysiące zwykłych chłopów (często zresztą do tego przez UPA przymuszanych), oraz nieraz niestety wspomagających ich w dobijaniu, podpalaniu, a zwłaszcza rabunku masy kobiet, wyrostków, a czasem nawet dzieci. <BR> Dla całkowitej jasności: 1) Nikt nie twierdzi, że w ludobójstwie i zjawiskach temu towarzyszących uczestniczyła większość Ukraińców wołyńskich, tym bardziej iż, jak już o tym była mowa (por. przypis 6), ludobójstwo na Polakach ograniczyć się musiało w zasadzie do terenów wiejskich; niemniej chodziło tu o poważny segment ludności ukraińskiej Wołynia. A więc fakty oraz pewna uczciwość nakazują, a co najmniej pozwalają mówić w tym przypadku o Ukraińcach tout court, podobnie jak cytowany dalej prezydent RFN Roman Herzog mówi nie o zbrodniach popełnionych przez nazistów czy podobnie, ale o zbrodniach popełnionych przez Niemców. 2) Jednocześnie trzeba wyrazić wysokie uznanie dla tych Ukraińców, którzy-dość liczne takie przykłady znajdujemy w pracy Siemaszków - pomagali Polakom przez ostrzeżenie, krótkie ukrywanie, czy przetransportowywanie do najbliższego miasta. Za taką pomoc fanatycy z OUN i UPA (zwłaszcza tzw. Służba Bezpeky) często karali swoich rodaków śmiercią (por. np. Rozdział V, wieś Lisznia, gm. Uhorsk). Ale cała ta pomoc była, niestety, tylko kroplą w morzu wobec dziesiątków tysięcy wymordowanych wówczas Polaków. <BR> Po czwarte, osobnej wzmianki wymaga zjawisko szczególnie zbrodniczego podejścia do małżeństw mieszanych polsko-ukraińskich. W takich mianowicie przypadkach ukraińscy ludobójcy nierzadko mordowali - gdzie się dało - całe takie rodziny, łącznie z dziećmi (!), lub dochodziło co najmniej do mordu na polskim współmałżonku. Mało tego, niekiedy pod groźbą kary śmierci zmuszali ukraińskiego męża czy nawet ukraińską żonę do własnoręcznego zamordowania polskiego współmałżonka (20) (!!). Takie barbarzyństwo nie miało, w podobnych sytuacjach małżeństw mieszanych (na przykład polsko-rosyjskich), nigdy miejsca u Sowietów (21), lub w przypadku małżeństw niemiecko-żydowskich u Niemców. U tych ostatnich w przypadkach maleństw mieszanych niemiecko-żydowskich (mimo quasi totalnej Ausrottung niemieckich Żydów) wydaje się, że większość owych małżeństw, choć mocno szykanowanych i doprowadzanych do stanu głodowego, jednak przetrwała do końca wojny (22). Jako charakterystyczny można tu przytoczyć znany casus prof. Karla Jaspersa, który ożeniony był z Żydówką; jednak małżeństwo to było przez lata w tragicznej Suizidbereilschafl (gotowości do popełnienia samobójstwa) (23). Zaś żądanie zabicia przez Niemca czy Niemkę swego żydowskiego współmałżonka - było nie do pomyślenia. <BR> Po piąte, w przypadkach ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego na Polakach chodziło o zbrodnie dokonane przez okupantów. Tymczasem ludobójstwo ukraińskie dokonane zostało przez Ukraińców - obywateli polskich, mieszkańców tamtych terenów w okresie II RP, którzy nie wykazali choćby minimalnej lojalności (24). Ale, dodajmy, gdy było to dla nich korzystne, Ukraińcy nadal skwapliwie na polskie obywatelstwo się powoływali (25), albo wręcz, posługując się zrabowanymi dokumentami osobistymi zamordowanych Polaków, "repatriowali się" pod ich nazwiskami do Polski lub przemieszczali na Zachód (26). <BR> Po szóste (tu wątek poboczny) z ludobójstwem ukraińskim związana była przeważnie barbarzyńska "taktyka spalonej ziemi". Po zrabowaniu ruchomości i inwentarza zamordowanych Polaków, ich budynki byty przeważnie palone (wycinano nawet sady!), często niszczono także budynki publiczne, np. szkolne. W tych ramach zniszczono też całkowicie dużą liczbę zabytkowych polskich dworów z zabudowaniami gospodarczymi oraz kościołów i kaplic katolickich (27). Takiego dodatkowego barbarzyństwa nie demonstrowali na ogół ani Niemcy, ani Sowieci (28). <BR>Wreszcie po siódme, Niemcy od dawna przyznają się do swoich zbrodni i publicznie za nie przeprosili. Tak np. prezydent RFN Roman Herzog przemawiając w Warszawie na uroczystościach związanych z 50-leciem Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1994 r. powiedział wyraźnie: "Pochylam głowę przed bojownikami Powstania Warszawskiego jak też przed wszystkimi polskimi ofiarami wojny. Proszę o przebaczenie za to, co wyrządzili Niemcy" (podkreślenie R. S.) (29). Na parę gestów zdobył się również prezydent Rosji Borys Jelcyn, m. in. kiedy składając 25 sierpnia 1993 r. hołd ofiarom Kalania na Powązkach w Warszawie, pocałował w rękę prałata Zdzisława Peszkowskiego i wyszeptał słowo "przepraszam". Wieczorem pokazała to całej Polsce nasza Telewizja (30). Także w literaturze niemieckiej i od 10 lat - rosyjskiej, omawia się otwarcie ludobójstwo na Polakach. Natomiast zachowanie Ukraińców w tym względzie jest na ogól kompletnie inne: demonstrowane jest milczenie, wielkie krętactwo lub wręcz grube kłamstwo. Ten aspekt będzie jeszcze rozwinięty dalej. <BR> Podsumowując punkt I: ludobójstwo ukraińskie na Polakach w okresie II wojny światowej pod względem swej bezwzględności i barbarzyństwa, a po jego dokonaniu - po dziś dzień! - ze względu na zaprzeczenia lub co najmniej grubymi nićmi szyte relatywizowanie i wykręty - znacznie "przewyższa" ludobójstwo niemieckie i sowieckie. <BR> <BR>II. Byłe województwo wołyńskie, które Autorzy wzięli na warsztat pod kątem ukraińskiego ludobójstwa, było terenem, gdzie przed 1940 r. mieszkało około 350 tys. Polaków, którzy stanowili zaledwie niecałe 17% ludności. Masowe wywózki sowieckie w okresie 1940-1941 zredukowały jeszcze ten procent. Globalne straty Polaków z rąk ukraińskich Autorzy oceniają na 50 do 60 tysięcy. Ale trzeba jeszcze raz podkreślić, że niezależnie od ludobójstwa na Polakach, Ukraińcy uczestniczyli wszędzie, wspólnie z Niemcami lub samodzielnie, dosłownie wszędzie, w ludobójstwie dokonanym na około 200 tys. wołyńskich Żydów-obywatelach polskich - sprawa, do której w pracy również się nawiązuje, choć nie stanowi ona jej właściwego tematu (31). <BR> W pracy metodycznie przebadane są tereny wszystkich 11 powiatów byłego województwa wołyńskiego - od Bugu po granicę polsko-sowiecką z 1939 r. W ramach powiatów uwzględnione są wszystkie gminy wiejskie (łącznie 103) i miejskie, wreszcie - "baza podstawowa" - pojedyncze wsie, osady, kolonie, futory etc., łącznie około 1720 jednostek!, w których zdołano ustalić (często, jeśli nie przeważnie -w sposób niepełny) ludobójstwo na Polakach. Niezależnie od tego przy każdej z gmin odnotowane są te jednostki administracyjne (wsie, kolonie, osady itp.), w których również mieszkali Polacy, ale co do których nie udało się uzyskać jakichkolwiek wiadomości - w sumie jest ich nieco więcej (około 1790), niż owych, o których jakieś wiadomości zostały zebrane. Ponieważ jednak ukraińskie ludobójstwo na Polakach, wyraźnie "centralnie sterowane", przebiegało w 1943 r. metodycznie i globalnie przez wszystkie tereny Wołynia od wschodu na zachód - nie ma najmniejszych powodów do złudzeń, że owe "ciemne plamy" były jakimiś wyspami spokoju. Odwrotnie, jako pewnik przyjąć trzeba, że w znakomitej ich większości Polacy, którzy nie zdołali uciec lub stawić skutecznego oporu, poddani zostali ludobójstwu tak, jak ich rodacy w miejscowościach, w których owo ludobójstwo udało się udokumentować. A więc trafnie, a jednocześnie z ostrożnością, Autorzy przedstawiają dla tych miejscowości ogólne dane szacunkowe. Dodajmy, nie pomijają oni również "delikatnej" sprawy nielicznych polskich odwetów na ukraińskich ludobójcach, gdy zrozpaczeni bliscy okrutnie torturowanych i zamordowanych Polaków atakowali wsie ukraińskie. Na ten temat sprawiedliwie pisze prof. Tadeusz Piotrowski (32): "zaiste byłoby zdumiewające, gdyby nie było takich akcji odwetowych". Zaś Wiktor Poliszczuk stwierdza: "(...) Chociaż były akcje odwetowe ze strony Polaków (...), to one, jeśli chodzi o zasięg, były kroplą w morzu masowych mordów, jakich dopuściła się OUN-UPA na Polakach" (33). <BR> Imponujący jest zakres wykorzystanych przez Autorów źródeł (por. szczegóły w Bibliografii). Wielką wagę mają również umieszczone w Dokumentach liczne relacje świadków ukraińskiego ludobójstwa oraz inne dokumenty. W sumie jest to praca wzorcowa, stanowiąca przykład dla podobnej pracy cry prac o ukraińskim ludobójstwie na Polakach w Małopołsce Wschodniej (34), również pilnie potrzebnych. <BR> <BR>III. Warto rzucić okiem na to, jak owo szczególnie barbarzyńskie ludobójstwo ukraińskie na Polakach potraktowane jest w oświadczeniach ukraińskich i polsko-ukraińskich oraz w literaturze ukraińskiej i polskiej. <BR> <BR> A. Wspomnieliśmy już wyżej o wypowiedziach w sprawę ludobójstwa, ciążącego na ich własnych rodakach, prezydentów Niemiec i Rosji. Nic podobnego dotąd nie miało miejsca ze strony ukraińskiej. Mocno reklamowane "wspólne oświadczenie prezydentów Polski i Ukrainy o porozumieniu i pojednaniu" z 21 maja 1997 r., deklarujące w preambule, że "przyszłość stosunków polsko-ukraińskich należy budować na prawdzie i sprawiedliwości", wspomina jedynie w pół zdania - "nie można zapominać o krwi Polaków przelanej na Wołyniu, zwłaszcza w latach 1942-1993 (...) ", przemilcza jednak dalej całkowicie takąż krew polską przelaną w Malopolsce Wschodniej, zaś przypominając "akcję Wisła" jakby zestawia rzeczy całkowicie nieporównywalne, bo w tej akcji, podyktowanej zresztą stanem wyższej konieczności państwowej (konieczność pozbawienia UPA bazy logistycznej, która funkcjonowała wyłącznie w oparciu o miejscową ludność ukraińską i mogła zapewniać upowcom kwatery, wyżywienia oraz materiał ludzki jeszcze przez dalsze lata), nie było śladu ludobójstwa. W sumie oświadczenie z 1997 r. nie rozwiązuje zasadniczej sprawy przyznania się strony ukraińskiej do ludobójstwa na Polakach i publicznego przeproszenia za to Polaków (35). <BR> Co do stanowiska - w interesującej nas dziedzinie - co najmniej dużego odłamu wysokiego szczebla kleru kościoła greckokatolickiego (obecnie określającego się również nazwą kościoła bizantyjsko-ukraińskiego) wystarczy zacytować wypowiedź mitrata Stefana Dziubiny z Przemyśla w "homilii" na uroczystościach 11 maja 1997 w Jaworznie, gdzie m. in. przedstawił "Ukraińską Powstańczą Armię jako ukraińską samoobronę przed Polakami", którzy "ulegając hitlerowskiej prowokacji mordowali i palili wsie ukraińskie na Wołyniu, wobec czego Ukraińcy uzbroili się i zaczęli bić i Niemców, i Polaków" (36). Takie twierdzenie, które nie mogło być wypowiedziane bez akceptacji głowy kościoła greckokatolickiego w Polsce, padło wobec obecnych tam m. in. prezydentów Polski i Ukrainy (37). Tenże mitrat 7 lipca 2000 r. wygłosił arcykłamliwe, prowokacyjne i wprost bulwersujące polską opinię publiczną kazanie z okazji pochówku członków UPA w Pikulicach na obrzeżach Przemyśla (38). Jak pisaliśmy już w związku z tym parę lat temu: "uważamy, że za taką publiczną perwersję podstawowej i silnie moralnie zabarwionej prawdy historycznej powinno się u nas karać, podobnie jak w RFN karze się tzw. Auschmitzluge... " (39). <BR> Natomiast wśród polskich Ukraińców świeckich w ostatnich latach na czoło wysunął się niejaki R. Drozd z publikacją o UPA, złożoną głównie ze "starannie dobranych" dokumentów i krótkich wprowadzeń (40). Uderza kłamliwość owej publikacji, gdzie na przykład na s. 117-118 czytamy: "Konflikt polsko-ukraiński na przełomie 1942/93 r. przekształcił się w swoistą polsko-ukraińską wojnę partyzancką [!], trwającą do 1947 r., która pochłonęła po obu stronach kilkadziesiąt tysięcy ofiar. (...) Moim zdaniem liczby poniesionych ofiar po obu stronach będą bardzo przybliżone" (po polsku powinno być "zbliżone"). Takiego megakłamstwa nikt z Ukraińców bodaj dotąd nie wysunął! Ocenić to trzeba jako wielką UPA-Luge. <BR> Dalej (s. 118) Drozd następująco próbuje "maskować rzeczywistość": "Oczywiście trudno tutaj wskazać, kto był stroną atakującą, a kto broniącą się, gdyż na napad odpowiadano napadem, mordem na mord, grabieżą na grabież, podpaleniem na podpalenie, a wszystko to usprawiedliwiano przeprowadzaniem akcji odwetowej. Można jedynie przyjąć, że stroną atakującą była ta, która stanowiła większą silę na danym terenie. (...) ". Otóż pomijając już fakt, iż - jak Drozd doskonale wie - na Wołyniu na terenach wiejskich mniejszość polska prawie wszędzie stanowiła mniejszą siłę (a więc nawet według niego musieli atakować Ukraińcy!), praca Siemaszków doskonale dokumentuje, jak to UPA w 1943 r. rozpoczęła ludobójstwo całkowicie nieprzygotowanych Polaków. Ci ostatni byli w stanie zorganizować jedynie ograniczone samoobrony, zaś do odwetów doszło w niewielu przypadkach. <BR> <BR> B. Jeśli chodzi o ukraińską literaturę historyczną, w przeciwieństwie do niemieckiej i rosyjskiej (41), w swej znakomitej większości "twardo" stoi ona na stanowisku nie przyznawania się do popełnionego przez swych rodaków ludobójstwa na Polakach w okresie II wojny światowej. <BR> Totalne kłamstwo w tej dziedzinie zaingurował bezpośrednio po II wojnie światowej sam M. Łebed`, główny herszt ukraińskiego ludobójstwa na Polakach (pełniący obowiązki osadzonego wówczas, w wyjątkowo dobrych warunkach, w Sachsenhausen S. Bandery), w książce o UPA wydanej już w 1946 r. (42) Łebed` zauważa (s. 51), że "dużym ciosem" dla Niemców było przejście do szeregów UPA (w początkach 1943 r.) całej ukraińskiej policji i tzw. szucmanów-Ukraińców na terenie całego Wołynia i Polesia (oczywiście przemilcza, że owa wysługująca się Niemcom policja miała wielki udział w ludobójstwie wołyńskich Żydów, o czym była już mowa wyżej, oraz że zdążyła ona wymordować licznych Polaków). Dalej Łebed` pisze (s. 52): "Na ich miejsce Niemcy zaproponowali Polakom stworzyć polską policję. Wśród polskiej społeczności Wołynia znalazło się wielu ludzi zaślepionych historyczną nienawiścią do narodu ukraińskiego, którzy poszli na usługi Niemców. (...) Z tych polskich oddziałów stworzyli Niemcy odrębne karne oddziały policyjne, które wsławiły się największymi i najokrutniejszymi mordami i grabieżami ludności ukraińskiej. (...) Historyczna nienawiść Polaków wobec narodu ukraińskiego zbierała swoje żniwo. (...) Przekonana przez poprzednie rządy Polski do kolonizacji ziem ukraińskich, wychowana w duchu szowinistycznym i w ślepej nienawiści do wszystkiego co ukraińskie, polska ludność Wołynia i Polesia zdawała obecnie kolejny raz swój egzamin. Do tego trzeba jeszcze wspomnieć, że bolszewickie oddziały partyzanckie otrzymywały pewną pomoc i informacje w polskich koloniach co do ukraińskiego ruchu niepodległościowego. Zatem nic dziwnego, że cierpliwość narodu się skończyła. (...) On przeszedł do samoobrony i odpłacił za wszystkie, wiekami nabrzmiałe krzywdy. - Aby nie dopuścić do żywiołowej masowej akcji antypolskiej i wzajemnej walki ukraińsko-polskiej (...) Ukraińska Powstańcza Armia usiłowała wciągnąć Polaków do wspólnej walki przeciw Niemcom i bolszewikom. Kiedy jednak nie dało to żadnego wyniku, UPA dała ludności polskiej rozkaz opuszczenia ukraińskich terenów Wołynia i Polesia. (s. 73) (...) Latem 1943 r. prawie cały Wołyń znajduje się we władaniu UPA. Polacy, którzy otrzymali rozkaz opuścić teren, przeważnie dobrowolnie ten rozkaz wykonali. Ich majątek nieruchomy przeszedł na własność narodu ukraińskiego. Tym samym przestały istnieć stworzone po 1920 r. polskie kolonie, jak różnego rodzaju Sienkiewiczówki, Ludwikówki itp. (...)". <BR> Dokonajmy, w największym skrócie, przeglądu kłamstw Łebedia. <BR> 1) Przypisywanie polskim "karnym oddziałom policyjnym" "największych i najokrutniejszych mordów" i to jeszcze p r z e d u k r a i ń s k i m l u d o b ó j s t w e m n a P o l a k a c h (bo taką sekwencję Łebed` zastosował) nie znajduje potwierdzenia w pracy Siemaszków, ani w innych poważnych polskich pracach naukowych. 2) Co do rzekomego wychowywania Polaków w duchu szowinistycznym i w ślepej nienawiści "do wszystkiego co ukraińskie", sytuacja przedstawiała się wręcz odwrotnie: w szczególności w świetle setek relacji wykorzystanych w pracy Siemaszków, wyłaniają się dobre, nieraz wręcz przyjazne stosunki między ludnością polską a ukraińską na Wołyniu w okresie przedwojennym, prowadzące do mieszanych małżeństw itp. Te dobre stosunki całkowicie zrujnowała dopiero przeprowadzana na wielką skalę akcja głównie galicyjskich agitatorów OUN-UPA, propagujących skrajny, wręcz ludobójczy szowinizm ukraiński. 3) Fabrykacje wskazane w dwu poprzednich punktach potrzebne były jednak Łebediowi po to, aby wylansować kłamstwo o tym, że na Wołyniu sami Polacy "spowodowali" krwawe akcje ukraińskie. W owej rzekomej "samoobronie", wprost sprowokowanej przez Polaków, naród ukraiński jedynie "odpłacił za wszystkie, wiekami nabrzmiałe krzywdy". Rodzaj tej "odpłaty" nie jest sprecyzowany, nie mniej jest oczywiste, że w sposób nieco zawoalowany usiłuje się tu usprawiedliwiać ukraińskie ludobójstwo na niemal bezbronnych Polakach. 4) Dalej - dość niespodziewanie i jakby chcąc pomniejszyć rozmiary "ukraińskiej odpłaty za wszystko" - Łebed` oferuje dalsze kłamstwa o tym, jak to UPA, "aby nie dopuścić do żywiołowej masowej akcji antypolskiej", usiłowała przyciągnąć Polaków do wspólnej walki przeciw Niemcom i bolszewikom. Tymczasem w rzeczywistości żadnych takich autentycznych prób nie było - poza zdradzieckim "wabieniem", a potem mordowaniem Polaków (43). 5) Co do rzekomego upowskiego "rozkazu", aby ludność polska opuściła teren Wołynia, nigdy - jak wykazuje praca Siemaszków - czegoś takiego nie było. Odwrotnie - perfidnie zachęcano Polaków do pozostania na miejscu, udzielano im nawet gwarancji na piśmie, by ich "we właściwym czasie" wymordować (bliżej o tym dalej). Zresztą sam taki "rozkaz" byłby zbrodniczym bezprawiem. 6) Przechwałki Łebedia o tym, jakoby latem 1943 r. "prawie cały Wołyń" znajdował się we władaniu UPA są kolejną fabrykacją. Bowiem miasta i w większości miasteczka wołyńskie były wówczas nadal obsadzone przez załogi niemieckie (częściowo przez sprzymierzonych z nimi Węgrów) i właśnie dzięki temu tysiącom Polaków udało się uratować, tam się chroniąc. "Konkretna" wiadomość Łebedia (s. 50) o tym, jakoby upowcom udało się zdobyć powiatowe miasto Horochów na południowozachodnim Wołyniu, jest całkowicie sfabrykowana (44). 7) Twierdzenie Łebedia, że Polacy, którzy otrzymali "rozkaz" opuścić teren, "przeważnie dobrowolnie ten rozkaz wykonali" - jest całkowitym zmyśleniem. W rzeczywistości - co znów wykazuje praca Siemaszków - były jedynie nie zawsze udane, gdy rzeź już bezpośrednio zagrażała, ucieczki do miast i miasteczek spod kul, noży i siekier ukraińskich ludobójców. <IMG SRC="/Forum/phpBB/images/smiles/icon_cool.gif"> Wzmiankowane przez Łebedia przejście "majątku nieruchomego" Polaków "na własność narodu ukraińskiego" (pomijając całkowite bezprawie takiej upowskiej "nacjonalizacji") - jak to dokumentuje praca Siemaszków - wyraziło się w tym, że domy i zabudowania polskie były z reguły przez upowców barbarzyńsko palone, pozostawała sama ziemia. Jednocześnie Łebed` przemilcza sprawę wielkiego majątku ruchomego Polaków, który masowo rozgrabiły tysiące Ukraińców i Ukrainek - zjawisko również szeroko udokumentowane w pracy Siemaszków. 9) Wreszcie nacechowana satysfakcją uwaga Łebedia o tym, że "przestały istnieć stworzone po 1920 r. polskie kolonie, jak różnego rodzaju Sienkiewiczówki, Ludwikówki itp. " również zawiera przewrotne fałszerstwo, a mianowicie sprawę tysięcy pomordowanych Polaków oraz ich spalonych domostw sprowadza do powstałych po Traktacie Ryskim 1921 r. "polskich kolonii". Tymczasem owe "kolonie" (cywilne i wojskowe) stanowiły zaledwie niewielką część polskich gospodarstw rolnych istniejących na Wołyniu od pokoleń. Nawet wskazana przez Łebedia Ludwikówka (gm. Młynów, pow. Dubno) była tego rodzaju starą osadą polską. <BR> Podsumowując ten wątek: niemal bezpośrednio po wielkim, dokonanym pod kierownictwem Łebedia ukraińskim ludobójstwie na Polakach na Wołyniu, ów zbrodniarz przygotował i ogłosił w 1946 r. arcykłamliwą publikację, usiłującą całkowicie zanegować owo ludobójstwo. Tymi częściowo zmodyfikowanymi kłamstwami, co najmniej w pewnym zakresie, posługuje się nadal większość ukraińskich historyków, wzmiankowany już grekokatolicki mitrat oraz, na przykład ostatnio, polski autor R. Torzecki (o którym dalej). Dodajmy iż Łebed`, na początku wojny wyszkolony przez gestapo, po kapitulacji Niemiec w 1945 r. ukrywał się w Rzymie, korzystając m. in. z pomocy pewnych grekokatolickich dygnitarry kościelnych z Watykanu. Dość szybko nawiązał kontakt z CIA. W 1949 r. wpuszczono go do USA jako "eksperta" CIA na bazie no questions asked. Żyt tam do chwili śmierci w 1998 r. absolutnie nie niepokojony (45), podczas gdy jego czyny jednoznacznie kwalifikowały go do kary śmierci. <BR> Przyjrzyjmy się obecnie Historii Ukrainy J. Hrycaka, "dyrektora Instytutu Badań Historycznych Uniwersytetu we Lwowie", świeżo wydanej w przekładzie polskim (46). Hrycak pisze m. in. o "... "rzezi wołyńskiej" -wzajemnej i krwawej czystce etnicznej, której ofiarami padło po obu stronach tysiące spokojnych mieszkańców". Dalej czytamy m.in.: "Było to krwawe starcie dwóch nacjonalizmów, posiadających długą listę wzajemnych krzywd i nienawiści. Żadna ze stron konfliktu nie była ani całkowicie niewinna, ani całkowicie winna". Rzuca się w oczy, że Hrycak pisząc o liczbie zamordowanych Polaków wspomina, iż "zawodowi polscy historycy szacują liczbę ofiar z polskiej strony na 60-100 tysięcy osób (z tego około 50 tysięcy przypada na Wołyń), a z ukraińskiej na około trzykrotnie mniejszą" (a więc na około 20-30 tysięcy - sic!) (47). Tak więc, ukraińskie ludobójstwo na Polakach przedstawione zostało jako "wzajemna krwawa czystka etniczna" (podkr. R. S.), rodzaj "bratobójczego konfliktu", albo - jak to określają niektórzy inni Ukraińcy - "wojny domowej", czy wręcz "wojny polsko-ukraińskiej" (sic!) (48). Z równym powodzeniem, jak to ujął prof. T Piotrowski, można byłoby mówić o wojnie niemiecko-żydowskiej! (49). <BR> Podobne pozycje zajmują, w mniejszym lub większym stopniu różni ukraińscy naukowcy, uczestniczący w organizowanych od 1996 r międzynarodowych seminariach historycznych na temat "stosunków polsko-ukraińskich w latach II wojny światowej" (50). Ukraińcy ci (podobnie jak już cytowany Hrycak, który w tych seminariach udziału nie bierze) w sposób skoncertowany mówią przeważnie o obopólnej polsko-ukraińskiej rzezi, mają "wątpliwości", kto tę rzeź rozpoczął, operują nieprawdą, na poparcie swych tez nie przedstawiają dowodów etc. Systematyczną krytykę czterech pierwszych seminariów w tej serii dał W Poliszczuk (51). Omawiając wypowiedź jednego z ukraińskich dyskutantów, formułuje on następujące ogólne uwagi (s. 19-20): "Prawie każde zdanie, każda wypowiedź nie tylko tego, ale też innych ukraińskich uczestników seminarium, wymagałaby zasadniczej polemiki, tak one nasycone są propagandą, kłamstwem, wypaczeniami". Jeśli chodzi o stronę polską, Poliszczuk podkreśla często niezbyt dobre przygotowanie, dopuszczanie się "deformacji" (kiedy na przykład cytowany przez nas również R. Torzecki używa w odniesieniu do wydarzeń wołyńskich 1943 r. sformułowania "walki bratobójcze"), kierowanie się nie prawdą, lecz "poprawnością polityczną". W pewnych publikacjach ukraińskich dochodzą do tego nieraz wprost prowokacyjne żądania rewizji obecnych granic z Polską, grube i wręcz niepoczytalne oskarżanie i obrażanie Polaków itp. (52). <BR> Cennym wyjątkiem jest mało znana w Polsce, wydana w Moskwie 270-stronicowa praca ukraińskiego profesora Witalego Masłowśkiego, zatytułowana Z kim i przeciw komu wojowali ukraińscy nacjonaliści w latach II wojny światowej (53). Autor opiera się częściowo na źródłach archiwalnych oraz na literaturze, głównie ukraińskiej i polskiej. W ostatnim rozdziale swej pracy z dużym uznaniem wielokrotnie cytuje Poliszczuka (o którym dalej), zresztą cały ów rozdział zatytułował "OUN-UPA oczyma Ukraińca Wiktora Poliszczuka". Ujawnia i piętnuje ludobójstwo popełnione na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jednocześnie piętnuje niebezpieczną działalność poslupowskich nacjonalistów na obecnej Ukrainie, nie tylko we Lwowie, ale nawet w Kijowie, "galicyjski fundamentalizm" itp. (54), propagowanie "doncowszczyzny", "stawianie pomników SS-owcom 14. Dywizji Strzelców SS-Halyczyna, kierownikom OUN-UPA E. Konowalcowi, A. Melnykowi, S. Banderze, R. Szuchewiczowi i innym, sławienie morderców Polaków, Żydów, Rosjan, Ukraińców jako "narodowych bohaterów Ukrainy", ich nazwiskami nazywa się ulice i place, wydobywa się nienawistny ludziom duch doncowszczyzny i banderowszcryzny" (55). Dodajmy, że prof. Masłowśkyj został zamordowany w październiku 1999 r. we Lwowie przez tzw. "nieznanych sprawców", w rzeczywistości wyraźnie ludzi z kręgów zbrodniczych fanatyków postupowskich, co kojarzy się z podobnymi mordami OUN w latach międzywojennych oraz UPA w latach późniejszych (56). <BR> Prawdomówne i wartościowe są również pewne artykuły ogłoszone w dwóch czasopismach ukraińskich na Wołyniu w latach dziewięćdziesiątych - "Diatoh" (Równe) i "Sprawedływist" (Łuck). Na przykład w pierwszym z nich (nr 49, grudzień 1993) ukazał się artykuł pod wszystko mówiącym tytułem (tłumaczymy z ukraińskiego): Tragedia Wołynia: ludobójstwo na ludności polskiej. Świadczą dokumenty. <BR> Podobnie do Hrycaka i innych autorów z Ukrainy, z drobnymi wyjątkami, przedstawia się literatura ukraińska ukazująca się na Zachodzie, głównie w Ameryce Północnej. Takim duchem przepojony jest np. wydawany od wielu lat w Toronto "Litopys UPA" (57). Cytowany już O. Subtelny pisze o ludobójstwie na Wołyniu m.in. (58): "Według źródeł polskich, w latach 1943-4 około 60.000-80.000 polskich mężczyzn, kobiet i dzieci zostało zmasakrowanych na Wołyniu przez Ukraińców. (...) Ukraińcy twierdzą, że masakry ich rodaków rozpoczęły się <BR>wcześniej, w 1942 r., kiedy Polacy zlikwidowali tysiące ukraińskich wieśniaków w przeważnie zamieszkałych przez Polaków rejonach Chełmszczyzny [!] i że kontynuowali to oni w latach 1944-45 w stosunku do bezbronnej ukraińskiej mniejszości na zachód od Sanu [!]. W każdym razie jest rzeczą jasną, że zarówno ukraińskie, jak i polskie jednostki zbrojne, zaangażowały się w totalną rzeź doprowadzając do krwawego apogeum nienawiść, która wzrastała między oboma narodami przez pokolenia". A więc rzekomo Polacy zaczęli masowo mordować Ukraińców (59), a potem doszło do rodzaju wojny domowej między jednostkami zbrojnymi obu stron. <BR> Wyjątkiem godnym najwyższego uznania są liczne publikacje znanego w Polsce Wiktora Poliszczuka, Ukraińca z Wołynia, doktora nauk politycznych Uniwersytetu we Wrocławiu, od dwudziestu lat zamieszkałego w Kanadzie, ale często odwiedzającego Polskę (60). Z jego prac nas tu szczególnie interesujących wymienić należy cytowane już: Gorzką prawdę. Zbrodniczość OUN-UPA, oraz Manowce polskich historyków, dalej trójjęzyczną Ocenę polityczną i prawną OUN-UPA (61). Ideologię nacjonalizmu ukraińskiego według Dmytra Doncowa (62) oraz Integralny nacjonalizm ukraiński jako odmiano faszyzmu (dwa tomy: 1998 i 2000) (63). Wymieńmy również cytowane już wspomnienia Danyły Szumuka, który służył jako "politruk" w UPA, następnie wiele lat spędził w łagrach sowieckich, a który wspomina krytycznie o mordach na Polakach (64). <BR> Jeśli chodzi o literaturę polską z lat dziewięćdziesiątych, ukazało się parę mniejszych prac, raczej przyczynkowych, odnoszących się do ludobójstwa na Polakach na Wołyniu. Są to przeważnie zbiory dokumentów (zwłaszcza relacji świadków, mających walor dokumentarny) (65); inne z owych prac trajlują o ludobójstwie ukraińskim w poszczególnych powiatach czy wręcz gminach Wołynia (66). Jednak żadna z nich, nawet w przybliżeniu nie dorównuje pracy Siemaszków - nie ma charakteru kompleksowego, nie zawiera takiej ilości przeprowadzonych badań i bogactwa źródeł, żadna z nich nie posiada również walorów definitive work, o czym jest mowa przy końcu tej Przedmowy. Ważna rolę dokumentacyjną spełnia wydawane we Wrocławiu czasopismo "Na Rubieży" (67). Z drugiej strony co najmniej paru zawodowych historyków wypisuje rzeczy, które nieraz są jedynie jakimiś półprawdami lub wręcz kłamstwem, dąży do przemilczania spraw jednoznacznie obciążających stronę ukraińską, usiłuje tworzyć im jakieś alibi. Prace te są inspirowane, jak się wydaje, m.in. duchem "Kultury" Giedroycia oraz jego w tym zakresie eksperta, wzmiankowanego już Osadczuka oraz importowaną z USA, w tym wypadku wprost absurdalną political correctness, "polityczną poprawnością", fałszującą w tym zakresie prawdę. <BR> Można tu wymienić m.in. publikacje W Serczyka (68) i T. Olszańskiego (69), zaś z publikacji ostatnich: H. Dyldgową (70) oraz wręcz głęboko kłamliwy w interesującym nas zakresie artykulik R. Torzeckiego. W tekście tym wprost poraża następujący fragment (71): "Często słyszy się, że konfrontacja była planowym działaniem Ukraińców, którzy chcieli całkowicie pozbyć się Polaków, mordując ich, na co dziś nie mamy żadnych dowodów [!]. Ukraińcy podjęli decyzję usunięcia Polaków ze spornych terenów przez ich wyrugowanie, a nie wymordowanie [!]. Dopiero kiedy się to nie powiodło, a Polacy nie chcieli opuścić terenów, doszło do użycia siły [!]". <BR> Czyżby, jak twierdzi Torzecki, "nie ma żadnych dowodów" na to, że Ukraińcy dokładnie planowali ludobójstwo na Polakach ? Można tu odesłać do pracy zbiorowej pod red. Władysława Filara, w której powołuje się on na dokument z Archiwum SBU Obwodu Wołyńskiego zawierający odnośną tajną dyrektywę terytorialnego dowództwa UPA-Piwnicz, podpisanej przez "Kłyma Sawura" (Roman Dmytro Klaczkiwśkyj) (72). Natomiast praca Siemaszków drobiazgowo dokumentująca przebieg systematycznego ludobójstwa na Wołyniu latem 1993 r. według jednego schematu i obejmującego w tych samych interwałach czasowych duże obszary, w wyniku którego dokonywano miesiąc po miesiącu "oczyszczanie" Wołynia ze wschodu na zachód z ludności polskiej - ostatecznie potwierdza wybitnie planowy charakter tych zbrodni. Dalej - sprawa już poruszona w związku z kłamstwami Łebedia - na jakiej to podstawie prawnej i moralnej rzekomo "Ukraińcy podjęli decyzję [!] usunięcia Polaków" z ziemi, na której oni żyli w większości od pokoleń, "przez ich wyrugowanie" (!?). Chodziło tutaj o całkowicie bezprawne rzekome "ultimatum", co do którego strona ukraińska po dziś dzień rozpowszechnia kłamstwa (np. "na Wołyniu informowano ludność polską, że w ciągu 98 godzin musi wyjechać za Bug, w przeciwnym razie będzie ona podlegała likwidacji" - por. Polska-Ukraina..., op. cit., t. 3, s. 83), a którego to "ultimatum", jak praca Siemaszków dokumentuje, na Wołyniu w ogóle nie było. Przeciwnie, jak to wykazują Siemaszkowie, w dużej ilości przypadków Ukraińcy perfidnie odradzali Polakom ucieczkę pod pretekstem, iż "nic im nie grozi", czasem dając nawet "gwarancje" na piśmie (!); niekiedy mówili im, że ucieczka będzie wręcz traktowana jako zdrada (!); lub nawet wabili Polaków, którzy uciekli np. do Krzemieńca, do powrotu na wieś i tych, którzy w dobrej wierze lam powrócili, zamordowali. Wreszcie, według Torzeckiego, dopiero kiedy "Polacy nie chcieli opuścić terenów" - dlaczego i dokąd konkretnie mieli się oni udać na nędzę i poniewierkę na żądanie bandytów? - "doszło do użycia siły" (co znów zostało sformułowane w ten sposób, że mogło by oznaczać "tylko" usunięcie przy użyciu siły!). W taki oto pożałowania godny sposób Torzecki opisał i podsumował ludobójstwo na 50-60 tysiącach wołyńskich Polaków. <BR> Wielu autorów tej grupy, w większym czy mniejszym zakresie, forsuje "naukowo" to, co "praktycznie" postulował były wicemarszałek Sejmu III RP Aleksander Małachowski, który na "Kongresie Ukraińców w Polsce" w 1997 r. oświadczył: "Odkrywanie prawdy o historii jest rozdrapywaniem ran, a my musimy rany goić (...)" (73). Dzieje się to wszystko w sytuacji, gdy jeszcze dzisiaj ludobójstwo ukraińskie jest znane wielu Polakom ze strasznego osobistego doświadczenia (74). <BR> <BR>IV Podsumowując całość: dzieło Siemaszków doskonale dokumentuje całokształt ludobójstwa ukraińskiego na Polakach na Wołyniu w latach II wojny światowej. Stanowi w swej dziedzinie to, co w świecie anglosaskim określa się często jako definitive work - pracę ostateczną w sensie pełnego, dogłębnego i obiektywnego przebadania tematu. Oczywiście w przyszłości potrzebne jeszcze będą pewne uzupełnienia tu czy tam, pewne poprawki tu i ówdzie, badania w archiwach zagranicznych. Ale całość tematu jest już w zasadzie wyczerpana, prawidłowe wnioski wysnute. <BR> Już nikt - z wyjątkiem notorycznych falsyfikatorów- nie będzie mógł mieć cienia wątpliwości co do tego, kto interesujące nas ludobójstwo "zaczął". Nikt nie będzie mógł nadal fabrykować legendy na temat tego, jak to rzekomo na Wołyniu - pomijając zresztą krzyczące bezprawie, które taka akcja musiałaby oznaczać - Ukraińcy najpierw "tylko" żądali, aby Polacy "dobrowolnie" opuścili tę ziemię. Nikt nie będzie mógł kwestionować faktów planowego i szczególnie barbarzyńskiego ukraińskiego ludobójstwa na wołyńskich Polakach, stanowiących tam zaledwie kilkanaście procent ludności, a w dodatku niemal zupełnie bezbronnych. Nikt uczciwy wreszcie nie będzie mógł choćby tylko bezmyślnie określać interesujących nas tu wydarzeń na Wołyniu po prostu jako "wojnę domową", "bratobójczy konflikt", "zderzenie dwu nacjonalizmów", "wojnę polsko-ukraińską" itp. <BR> Praca Siemaszków, produkt ponad dziesięcioletniego trudu, stanowi obszerne i podstawowe dzieło w zakresie podjętej tematyki, zrealizowane na skalę u nas w tej dziedzinie dotąd nie spotykaną, zapełniającą pokaźną lukę w historii Polski okresu II wojny światowej w ogóle, a historii ludobójstwa na Polakach w tamtym okresie w szczególności. <BR> W sumie wyłania się obraz szczególnie bestialskiego ludobójstwa, do którego druga strona nie chce się do tej pory przyznać. Bowiem Ukraińcy, jak dotąd, nie poszli drogą Niemców, ani nawet Rosjan, którzy oficjalnie uznali popełnione przez siebie ludobójstwo. Ukraińcy wybrali tu raczej "metodę turecką" - ponieważ Turcy, jak wiadomo, do dziś nie chcą się przyznać do popełnionego w latach I wojny światowej ludobójstwa na około półtora milionie Ormian (75). Urzędowe czynniki tureckie przez cale dziesięciolecia na ten lemat milczały. Dopiero kiedy młodzi Ormianie zaczęli w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - "dla przypomnienia imperialistycznemu rządowi tureckiemu zbrodni dokonanych na narodzie ormiańskim" - zabijać tureckich dyplomatów (ofiarą padli m.in. ambasadorzy w Wiedniu, Paryżu, Watykanie i Belgradzie), konsulów etc., ruszyła spora turecka "kontrofensywa publicystyczna" (76). W jej ramach usiłuje się przedstawić wydarzenia z roku 1915 i z lat późniejszych jako tragiczną "wojnę domową", w dodatku wywołaną przez mniejszość ormiańską (dziwne podobieństwo do ukraińskich kłamstw odnośnie wydarzeń na Wołyniu!). Padają też takie sformułowania, jak: "Żadna przemoc, żaden w świecie terror nie spowoduje abyśmy prosili o przebaczenie za zbrodnię, która nie została popełniona" (!) (77). <BR> Dzisiejsza, od niedawna wolna Armenia, nie waha się mówić o tym ludobójstwie otwarcie, m.in. w ONZ (78). Apeluje również do Turcji o bezpośrednie rozmowy w tej sprawie (79). Mało tego: potępiają to ludobójstwo publicznie niektóre parlamenty zagraniczne, ostatnio, w listopadzie 2000 r., Senat francuski (80) (w 1998 r. francuskie Zgromadzenie Narodowe), zaś wcześniej parlament Grecji, Senat Belgii i 14 kwietnia 1995 Duma rosyjska. Tymczasem władze III RP wprost "boją się" poruszać temat ludobójstwa ukraińskiego. <BR> Rzuca się wreszcie w oczy brak jakiegokolwiek pryncypialnego, uczciwego ustosunkowania się do interesującego nas ludobójstwa choć części ukraińskiej elity umysłowej, w szczególności pisarzy i uczonych. Przypomnijmy, że chluba literatury niemieckiej, noblista Thomas Mann, w swej powieści "Doklor Fauslus", po wzmiance o tym, jak pewien "transatlantycki" (tj. północnoamerykański) generał w 1945 r. kazał defilować mieszkańcom Weimaru przed krematoriami tamtejszego obozu koncentracyjnego, pisał m.in. (81): "Czyż chorobliwa to jedynie skrucha zadawać sobie pytanie, jak w ogóle w przyszłości "Niemcy" w jakiejkolwiek swej postaci będą się mogły odważyć na zabranie głosu w jakiejkolwiek ludzkiej sprawie? ". <BR> Dalej, późniejszy niemiecki noblista Gunter Grass, już jako młody człowiek, pod silnym wpływem ogłoszonej w 1951 r. pracy wybitnego filozofa i socjologa Theodora Adorno (82), zawsze mocno potępia niemieckie ludobójstwo dokonane w okresie II wojny światowej. Dochodziło do tego, że kiedy w 1990 r. pojawiła się sprawa połączenia NRD z RFN, Grass był temu przeciwny. Argumentował, że to zjednoczone Niemcy (Rzesza) zorganizowały ludobójstwo i przeprowadziły je. Mówił o doświadczeniu, jakie "my kryminaliści, z naszymi ofiarami mieliśmy jako zjednoczone Niemcy", mówił o Auschwitz jako "trwałym stygmacie na naszej [to jest niemieckiej] historii" etc. (83). Powtórzył to podobnie w 2000 r. (84). Często spotykaliśmy się z podobnymi, silniej lub słabiej wyartykułowanymi, wypowiedziami na uniwersytetach w RFN. Śladu czegoś podobnego nie widać wśród ukraińskiej inteligencji twórczej! (85). <BR> Tym bardziej więc praca Siemaszków jest potrzebna i cenna. Zasługuje ona na najszersze rozpowszechnienie nie tylko w Polsce, ale także na Ukrainie i w ogóle na Wschodzie. Zasługuje również na możliwie szerokie rozpowszechnienie na Zachodzie, w tym na staranne wykorzystanie w wyłaniającej się tam dyscyplinie comparative genocide (ludobójstwo porównawcze) (86). <BR> Jeśli wreszcie chodzi o wymiar moralny, widziany zwłaszcza z perspektywy polskiej, nie można wybaczyć tego ludobójstwa nie tylko tym, którzy masowo torturowali, a polem mordowali, ale także owym "naukowcom", a nawet duchownym ukraińskim, którzy przez następne dziesięciolecia - do dziś włącznie! - na ten temat bezwstydnie kłamali lub nadal kłamią, oferują różne półprawdy, świadomie plączą lub "relatywizują", albo demonstracyjnie milczą. <BR> Ale prawda w końcu musi się przebić, również po stronie ukraińskiej: DUCUNT FACTA VOLENTEM, NOLENTEM TRAHUNT. Tego ludobójstwa już po prostu zakłamać się nie da. <BR> <BR> <BR>Prof. dr Ryszard Szawłowski <BR> <BR>Listopad 2000 <BR> <BR> <BR> <BR> <BR>-------------------------------------------------------------------------------- <BR> <BR>Materiały pochodzą z książki Władysława i Ewy Siemaszków pt. "Ludobójstwo". <BR> <BR> <BR> <BR>


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 17 grudnia 2002, 13:58 
Offline
Podporucznik
Podporucznik

Dołączył(a): czwartek, 12 grudnia 2002, 01:00
Posty: 271
Lokalizacja: Prusy - SC
Tak trochę z innej beczki.Brat mojego dziadka był w UPA(wcale nie jestem z tego zadowolony),ale swego czasu opowiadał jak to razem z polskimi milicjantami pędził bimber,a często było tak,że we wsi w jednym domu mieszkał milicjant,a jego sąsiadem był ekstremista z UPA.Napisałem to co usłyszałem,ale wiem dobrze ile zbrodni popełnili Upowcy,gdy próbowałem się zapytac o to brata mojego dziadka,zawsze jakos sie wykręcał i mówił,że był tylko pisarzem w oddziale <IMG SRC="/Forum/phpBB/images/smiles/icon_smile.gif">,choć wcale mu nie wierzę:) <BR>Pozdrowienia dla wszystkich
[addsig]


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 18 grudnia 2002, 10:16 
Offline
Porucznik
Porucznik

Dołączył(a): środa, 29 maja 2002, 00:00
Posty: 341
Lokalizacja: Środa Śląska (Wrocław)
mam znajomych z wschodniej ukrainy - dla nich nacjonaliści z okolic Lwowa to takie same palanty jak dla nas skini Tejkowskiego , miejmy nadzieje że za kilka lat im przejdzie , wtedy może wiele spraw się wyjaśni. Ukraina jest młodym państwem i wiele czasu musi upłynąć by ludzie mieli odwagę przyznać się do zbrodni swojego narodu. Zresztą popatrzcie na sprawę Jedwabnego -- u nas jest to problem , motłoch zabija dla niewielkiego zysku niezależnie od narodowości niestety.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 18 grudnia 2002, 10:45 
Offline
Plutonowy
Plutonowy

Dołączył(a): poniedziałek, 8 lipca 2002, 00:00
Posty: 42
Przeczytałem ten wstęp z zapartym tchem, myślę że cała praca to żetelny i prwdziwy dokument. Ale sprawy takie jak ta czy mord w Jedwabnem nie zostaną do końca wyjaśnione tak długo, jak długo nasz rząd z (pożal się boże) prezydentem na czele nie przyjmą zdecydowanego stanowiska. Bez pomocy i poparcia władz naczelnych, nasza świadomość narodowa nie będzie rosła a wiedza o nas za granicą nie poszerzy się. Ukraina jako naród i państwo wybrały drogę kłamstwa, natomiast my jesteśmy podzieleni. Nie mam wiedzy co do uświadomienia Polaków na temat stosunków polsko-ukraińskich przynajmiej od okresu II RP,ale myślę że spora grupa posiada tę wiedze, a część być może przeczówa prawde. Ale obowiązkiem naszych władz jest posiadanie tej wiedzy i ochrona prawdy i pamięci. W innym wypadku nigdy nie wyplączemy się z powstałego kręgu kłamstw, przemilczeń i pomówień. <BR> <BR>Pozdrawiam
[addsig]


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 25 grudnia 2002, 18:35 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): sobota, 16 lutego 2002, 01:00
Posty: 3389
Lokalizacja: Bytom
O czym milczą Ukraińcy 2002-10-04 (10:14) Nasz Dziennik <BR> <BR> <BR>W "Gazecie Wyborczej" (13-14 kwietnia br.) ukazał się opis przebiegu działań UPA na terenie Małopolski Wschodniej, podany przez stronę ukraińską. W związku z tym zabieram głos, gdyż przeżyłam te koszmarne czasy, a także dlatego, że padło w nim moje nazwisko. Podana przez Ukraińców wersja mija się z prawdą i nie może być dokumentem historycznym dla oceny prowadzonego przez UPA ludobójstwa. <BR>W przysiółku Zady obok wsi Wołoszcza powiat Sambor zamordowano 44 osoby z mojej bliższej i dalszej rodziny. Według Ukraińców, mord miał następujący przebieg: "W nocy 10 IV 44 bojówka złożona z 25 ludzi przeprowadziła likwidację polskiej wsi Zady za karę za donosy miejscowych Polaków (oryginał doniesienia do gestapo w Drohobyczu posiadamy w swoich rękach) na obywatelach ukraińskich. Akcja rozpoczęła się o godzinie 23.30 okrążeniem wsi z czterech stron jednocześnie, piąta grupa weszła na czele z komendantem do centrum wsi (...). Kobiety i dzieci pozostawiono (...). Wszystkie grupy okrążające wieś (...) czyściły wyznaczone domy. Były wypadki czynnego oporu ze strony kobiet, które likwidowano (5). Gdy ze wszystkich stron podpalono wieś, Polacy zaczęli wybiegać z domów i mówić po ukraińsku. Na pytanie komendanta, czy są Ukraińcami, zaczęli krzyczeć: ´jesteśmy Polakami z krwi i kości´. Wszystkich na miejscu zlikwidowano. Najbardziej bronił się nauczyciel Polak Badecki i jego dwie córki, z których jedna (...) krzyczała ´tatusiu nie bój się. Rusini nas mordują, ale i na nich przyjdzie czas. Polski naród pomści naszą śmierć. Niech przepadnie Ukraina´. Zastrzelono ją, a nauczyciel dwukrotnie ranny ratował się ucieczką. Akcję zakończono o 2.30 nad ranem. Spalono wszystkie polskie gospodarstwa (52), szkołę, urząd miejski. Zabito 30 mężczyzn, 5 kobiet (w trakcie czynnego oporu). Nieznana liczba mężczyzn spaliła się w ogniu". <BR>Nieprawdą jest, że były jakieś donosy Polaków z tej wsi na Ukraińców do gestapo w Drohobyczu. Tak podano, aby uzasadnić mordy kobiet i dzieci. Nie było również żadnego oporu ze strony córek Macieja Badeckiego. <BR>Z mojej rodziny w tym czasie zamordowano 44 osoby. Kierownikiem szkoły był mój bliski krewny Maciej Badecki. Jego rodzina to: żona (Ukrainka), starsza córka Genowefa, młodsza Janina oraz 4-letni synek Kazimierz. W nocy, w czasie Świąt Wielkanocnych 1944 r., bandy UPA otoczyły wieś i paliły dom po domu. Gdy weszły do szkoły, zamordowały starszą córkę, gdy schodziła po drabinie ze strychu, bo tam się schowała. Wtedy ojciec wytrącił żonie lampę naftową z ręki i zrobiło się ciemno. Krzyknął: "uciekajcie!". Żadnych prowokujących okrzyków nie było. Donosów ze strony Polaków do gestapo również nie było. <BR>Żona z synkiem i młodszą córką przesiedziała do rana w rowie melioracyjnym w wodzie po pas. Natomiast ojciec przeleżał do rana na polu (nie był ranny). <BR>Rano żona z dziećmi poszła do swoich rodziców do sąsiedniej wsi Łąka. Miała brata, jak się okazało, banderowca, który nie uprzedził siostry o grożącym jej niebezpieczeństwie. Zaniepokojona o los męża odprowadziła córkę na stację kolejową Dorożów, aby szukała ojca w Samborze lub Drohobyczu. Ojciec się uratował, a jego córka żyje do dziś. Jestem z nią w kontakcie. <BR>Druga część tragedii rozegrała się z Marią Badecką i jej synkiem. Przyszli banderowcy, zabrali ją razem z dzieckiem. Zgwałcili ją, obcięli piersi i zastrzelili, a dziecko przywiązali do dwóch ugiętych drzew, które wyprostowując się, rozerwały je. Scenę tę oglądał z ukrycia parobek. <BR>Czy za to mam przepraszać Ukraińców? Jako wierząca mogę przebaczyć, ale nie przepraszać. To oni powinni nas przeprosić. <BR>Nadmienię jeszcze, że we wsi Dorożów została zamordowana w okrutny sposób długoletnia nauczycielka - Ukrainka (moja chrzestna) Aniela Koczówna. W 1944 r. przyjechał do niej siostrzeniec z Drohobycza - Polak, aby kupić trochę mąki. Posłała go do młyna. Tam zatrzymali go banderowcy. Na wiadomość o tym Koczówna pobiegła do młyna. Zastała tam swoich uczniów, którzy odmówili wydania siostrzeńca. Zamordowano ich oboje. Nie pomogła jej narodowość ukraińska ani pozycja szanowanej we wsi nauczycielki. <BR>Aniela Koczówna została zamordowana dlatego, że jej siostra wyszła za mąż za Polaka w Drohobyczu, a ich syn, który przyjechał do ciotki, był Polakiem. Banderowcy mordowali bowiem nie tylko Polaków, ale także małżeństwa mieszane oraz ich dzieci. <BR>A teraz o akcji "Wisła". Dziwi mnie, że oprócz "Naszego Dziennika" nikt nie podaje do wiadomości przyczyny wysiedlenia z Bieszczad Ukraińców, którzy stanowili bazę zaopatrzenia i schronienia dla band UPA (podziemne schrony). Była to baza wypadowa do dalszego mordowania Polaków. To było przyczyną ich wysiedlenia. Podczas akcji wysiedleńczej Polacy nie mordowali Ukraińców, a na ziemiach zachodnich i południowych, dokąd zostali przesiedleni, otrzymali warunki bytowe znacznie lepsze, niż mieli dotychczas w Bieszczadach. <BR>To jest jeszcze jeden powód, dla którego nie życzę sobie przepraszania kogokolwiek za akcję "Wisła". <BR>inż. Jadwiga Badecka


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 27 grudnia 2002, 19:41 
Offline
Chorąży
Chorąży

Dołączył(a): czwartek, 26 grudnia 2002, 01:00
Posty: 135
Witam:) polecam artykuł <BR><!-- BBCode auto-link start --><a href="http://www.lemko.org/rzeczpospolita/rzeczpospolita6." target="_blank">www.lemko.org/rzeczpospolita/rzeczpospolita6.</a><!-- BBCode auto-link end -->


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 28 maja 2003, 14:50 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Raczej niz Siemaszkow, polecam prace Grzegorza Motyki "Tak bylo w Bieszczadach" lub niedawno opublikowana ksiazke Timothy Snyder`a ..."the reconstruction of nations` w ktorej ten amerykanski historyk prezentuje wyniki swoich badan z Wołynia. <BR>MB


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 28 maja 2003, 21:32 
Offline
Kapitan Petersen

Dołączył(a): czwartek, 9 stycznia 2003, 01:00
Posty: 1486
Lokalizacja: Stare Dunajczyska
Nie mogę się zgodzić z opiniami prezentowanymi przez kol. Mashkara (4 posty wyżej). <BR> <BR>Twierdzenie, że "Ukraina jako naród i państwo wybrały drogę kłamstwa" w kwestiach dotyczących naszej wspólnej przeszłości uważam za co najmniej manipulację, godzącą w dobre imię naszych wschodnich sąsiadów. <BR> <BR>Jeśli dalej będziemy w taki sposób obrażać Ukraińców, to zamiast do zbliżenia obydwu narodów dojdziemy w końcu do kolejnego, być może znowu krwawego, konfliktu. <BR> <BR>Znam ukraińskie publikacje historyczne traktujące temat rzetelnie. Oczywiście po obydwu stronach - polskiej i ukraińskiej -zdarzają się skrajne opinie i stereotypy nie mające nic wspólnego z prawdą historyczną. Ale to nie powód, żeby przypisywać kłamstwo całemu narodowi. <BR> <BR>Co do Kwaśniewskiego. Mało jest takich osób wśród polskich elit, które uczyniły tak wiele dla zbliżenia obydwu narodów i rozwikłania trudnej, wspólnej historii. Wystarczy śledzić politykę i publicystykę dotyczącą kontaktów polsko-ukraińskich. <BR> <BR>A jeśli chodzi o jego stanowisko w sprawie Jedwabnego, to nie mam mu nic do zarzucenia. Uważam, że to nie jest wstyd przyznać, że tego mordu dokonano polskimi rękami, bez względu na to, czy były jakieś inspiracje i jakie. <BR> <BR>Inna sprawa. Czasy się zmieniły - to nie władze decydują o nastrojach i wiedzy historycznej wśród społeczeństwa, lecz ono samo. Obowiązkiem każdego obywatela jest utrzymywanie świadomości historycznej. Gdybyśmy myśleli inaczej to do dziś trwalibyśmy w przekonaniu, że tow. Stalin jest największym nauczycielem historii (bo tak niegdyś nakazywały nam uważać władze). <BR> <BR>Dzięki Bogu, że nie oglądaliśmy się na władze i wybraliśmy samodzielne myślenie w sprawach historii.
[addsig]


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 28 maja 2003, 23:33 
Offline
Szeregowy
Szeregowy

Dołączył(a): niedziela, 18 maja 2003, 00:00
Posty: 5
Lokalizacja: Łódź
Ja takze polecam Ksiazke Motyki "Tak bylo w Bieszczadach".a co do terenu walk to obiely one poludniowo wschodnie tereny Polski od okolic Krynicy górskiej po Biala Podlaska.Porozumienie co do zawieszenia broni dotyczylo UPA iWiN-u wiem ze nawet jakas wspolna akcje zmontowali chyba w Hrubiwszowie atak na wiezienie.Ostatnie sotnie a raczej grupy konspiracyjne dzialal na ziemiach odzyskanych do 1950-52 r. <BR>Pozdr.M.J.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 maja 2003, 16:18 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Szanuje uczucia tych, ktorych bliscy zostali zamordowani przez UPA, ale uszanujmy takze pamiec tych, ktorych zamordowali Polacy. Siemaszkowie, Pajak czy Gehrard przedstawiaja zbrodnie ukrainskie i milcza o zbrodniach polskich, naprawde, jezeli ktos chce sie wypowiadac na temat UPA to powinien sie zapoznac z najnowszymi rezultatami badan historykow takich jak Motyka. A tak przy okazji: jednym z miejsc, w ktorym UPA dzialalo najdluzej sa podobno okolice Wlodawy. Czy ktos wie cos wiecej na ten temat? Moze ktos zna ludzi, ktorzy cos moga wiedziec, lub ... cokolwiek. <BR>pozdrawiam <BR>M


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 26 czerwca 2003, 21:59 
Offline
Starszy Szeregowy
Starszy Szeregowy

Dołączył(a): piątek, 2 sierpnia 2002, 00:00
Posty: 14
<!-- BBCode auto-link start --><a href="http://lemko.org/gazeta/Gazeta32901_3.html" target="_blank">http://lemko.org/gazeta/Gazeta32901_3.html</a><!-- BBCode auto-link end --> <BR>


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 26 czerwca 2003, 22:35 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
... brak słów. Ale powinno się czytać takie rzeczy, żeby zrozumieć także Siemaszków ... jak ktoś ma ochotę na więcej wrażeń, to Paweł Smoleński napisał kiedyś taką książkę, „Pochówek dla rezuna". Polecam.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL