lis napisał(a):
mój wykrywacz pracuje na 16 akumulatorkach 1800mAh,czyli1,8Ah dając napięcie 20Vpp, chodzę często i ładuję je co PÓŁ ROKU , to jedna z zalet, wada-trochę cięższe niż 4 baterie 3R12,cena zwraca się zgodnie z częstotliwością używania,dokładne łączenia decydują o bezawaryjności-wydaje mi się(jak to mówi Górski) że nic lepszego już nie trzeba-co o tym sądzicie?
Widzę, że kolega się nudzi i zadaje dziwne pytania, ale ja też się nudzę więc udzielę dziwnej odpowiedzi.
Po pierwsze nieścisłości definicyjne. Subindeksu pp używa się do określenia tak zwanego napięcia międzyszczytowego (z angielska peak-peak) i nie ma on zastosowania przy podawaniu stałego napięcia zasilającego. Zresztą przy podawaniu przemiennego napięcia zasilającego też nie ma zastosowania, ponieważ używa się wtedy wartości skutecznej. Najlepszy przykład: wartość 220V w przypadku sieci prądu przemiennego określa napięcie skuteczne. Jeżeli przyjmiemy, że ma ono przebieg sinusoidalny (bo tak powinno być), to jego wartość szczytową liczymy mnożąc przez pierwiastek z dwóch, co daje około 311V, a wartość międzyszczytowa to jeszcze 2 razy więcej czyli około 622Vpp.
Drobna nieścisłość rachunkowa. Znamionowa wartość napięcia akumulatorka to 1.2V. Pomnożone przez 16 daje 19.2V, ale oczywiście nie mam najmniejszego zamiaru spierać się o 0.8V.
Praktyczność rozwiązania. Tu chyba najprościej posłużyć się analogią do zbiornika paliwa w samochodzie. W większości przypadków jest on tak policzony, żeby wystarczał na 400km do powiedzmy 1000km. Jest w tym jakiś sens – z jednej strony nie trzeba tankować wiele razy dziennie podczas dłuższej trasy i z drugiej strony pełny zbiornik kończy się w rozsądnym czasie, a trzeba pamiętać że benzyna się starzeje i trzymanie jej pół roku w zbiorniku to nie jest najlepszy pomysł. Istotne też są wielkość i ciężar zbiornika (dodatkowy ciężar wpływa na wzrost zużycia paliwa).
Analogie do akumulatorków są następujące.
Po pierwsze (a propos ciężaru i wielkości) jeżeli mam do wyboru codziennie dźwigać i machać dużym ciężarem i doładowywać go raz na pół roku, albo dźwigać i machać ciężarem sześć razy mniejszym i doładowywać go co miesiąc to wolę rozwiązanie drugie.
Po drugie (a propos starzenia benzyny) akumulatorki mają tendencję do samorozładowania, czyli tracą swój ładunek nawet bez obciążenia. W zasadzie co jakiś czas (niektórzy producenci podają max 3 miesiące, w przypadku niektórych typów miesiąc) i tak trzeba je naładować więc czas użytkowania 6 miesięcy ma się nijak do tych zaleceń.
Tak jak przeglądam materiały reklamowe wykrywaczy zachodnich, to w większości przypadków czas pracy na jednym komplecie baterii to przeważnie od kilkunastu do 50-60h. W przeliczeniu na "dni wypadowe" brzmi to rozsądnie.
Tak na moje wyczucie na pewno nie jest dobrze jeżeli akumulatorki nie wytrzymują jednego intensywnego dnia w terenie i raczej nie jest rozsądne jeżeli wytrzymują więcej niż powiedzmy dwa miesiące weekendowych, hobbystycznych poszukiwań (no może poza poszukiwaczami "wielkanocnymi" - nie mówię "niedzielnymi" bo większość to właśnie "sobotni" albo "niedzielni" :) ).
Ładowanie. 16 akumulatorków to 4 wsady do ładowarki. W przypadku ładowarki tradycyjnej zalecany czas ładownia 20h, w przypadku ładowarki szybkiej 10h. Pomnożyć przez 4 wsady to minimum 2 do 3 dni niemożności poszukiwań.
Efekt pamięciowy. W akumulatorkach NiCd występuje tak zwany efekt pamięciowy. To znaczy jeżeli akumulatorki doładowuje się przed ich całkowitym rozładowaniem to traci się tę “nierozładowaną” część pojemności akumulatorka (w przypadku NiMH zjawisko to też występuje ale jest mniej uciążliwe i daje się “odwrócić”). Innymi słowy aby w pełni wykorzystać możliwości akumulatorków należy rozładowywać je do końca a potem w pełni ładować. Tak czy inaczej nie zaleca się "doładowywania".
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jest połowa sezonu. Akumulatorki mam rozładowane w 70%. Biorę urlop i jadę na dwa tygodnie w Bieszczady. I co teraz? Te 30% pojemności baterii mi nie wystarczy na dwa tygodnie codziennych poszukiwań. Aby uniknąć efektu pamięciowego muszę rozładować do końca akumulatorki. Czyli włączam wykrywacz na 3 dni non stop żeby się akumulatorki rozładowały, potem akumulatorki kolejno do ładowarki, w sumie 2 dni no i wreszcie mogę jechać. Wzięcie ładowarki ze sobą w Bieszczady to nie jest najlepszy pomysł, bo pełny cykl ładowania to dobre 2 dni a ja tam nie jadę ładować baterii tylko szukać.
Rachunek ekonomiczny. Akumulatorki przyzwoitej jakości kosztują 10-12 zł sztuka. 16 sztuk to lekko licząc 160-190zł. Ładowarka to co najmniej 20zł ale bez problemu można wydać 80zł i więcej. Przyjmijmy łącznie 210zł. Przyzwoitej jakości baterie zwykłe kosztują około 0.50zł sztuka. Pojemność takiej baterii to około 600mAh czyli 3 razy mniej niż akumulatorka. Ponieważ napięcie baterii to 1,5V więc zamiast 16 akumulatorków można założyć 12 baterii. Koszt takiego wsadu to około 6,-zł. Pojemność 3 razy mniejsza więc wystarczą na jakieś 2 miesiące. Przyjmijmy że rok poszukiwacza ma 10 miesięcy czyli potrzebne będzie 5 wsadów czyli 30 złotych. Po mniej więcej 7 latach koszt baterii zrównoważy koszt akumulatorków i ładowarki. W tym czasie akumulatorki się po prostu zestarzeją i też już będą do wyrzucenia i nie ma żadnego znaczenia, że z nominalnych 1000 cykli ładowania zostało wykorzystane tylko 14 (czyli 2 rocznie).
Podsumowując – takie rozwiązanie zasilania czegokolwiek wydaje się dalekie od optymalnego.
Tak więc pisząc tego posta o łącznej pojemności około 5kB udowodniłem, że Pan Górski mówiąc "nic lepszego już nie trzeba" myślał chyba o czymś innym.
PS1) Jak Kenny widzisz w szkole uczyli mnie nie tylko chemii.
PS2) Obiecuję, że na jutro znajdę sobie jakieś pożyteczne zajęcie, nie będę się nudził i nie będę nic dziwnego pisał.
Pozdrawiam