|
Wyprawa zaczęła się dla mnie o godzinie 3.45 bo musiałem dojechać najpierw z Warszawy ( gdzie zamieszkuję) do Zakroczymia po dwóch kolegów - Tadka i Piotrka i dopiero z nimi mieliśmy zdążyć na 7.30 do Pakości za Inowrocławiem bo omówiłem sie z TRUP1 że wpadniemy w Tucznie pogadać z księdzem by zrobić dobry klimat.
Wychodziłem z domu po czwartej z radością wymalowaną na twarzy, bo zawsze jak się wybieram na wykopki to jestem napalony jak małpa na banany......
W miarę zbliżania sie do Zakroczymia mój humor topniał jak bałwanek na wiosnę ponieważ temperatura - owszem - dopisała, ale pogoda zaczęła się zmieniać z drobnego kapuśniaczka w regularny deszcz......Koledzy dosiedli się punktualnie i popsuli mi jeszcze bardziej humor prorokując jak mistrzowie pesymizmu. W miarę zbliżania się do Płocka lało coraz bardziej więc obniżyliśmy prędkość co odwzięczyło się bezpieczna jazdą i spóźnieniem na rynek w Pakości gdzie praktycznie już wszyscy na nas czekali.
Chciałbym tu jeszcze raz przemiłe Koleżanki i przemiłych Kolegów przeprosić za nasze spóźnienie!
Niestety proroctwa Tadeusza i Piotrka wypełniały się równo ale skoro już dojechaliśmy do Pakości no to byli byśmy niezorganizowaną grupą o charakterze eksploracyjnym gdybyśmy nie podjechali te parę kilometrów sprawdzić "co w trawie piszczy" z tą Karczmą.
Kolega Pikador miał nawet mapę satelitarną razem z Chrząszem i rozpracowali już temat nakładając (skalując) stara mapę regionu do tej z stelity.
Wytypowali dwa domniemane miejsca gdzie mogła być ta ewentualna górka z karczmą i zajechaliśmy dokładnie w połowie drogi pomiędzy Tucznem a M. do przydrożnego gospodarstwa położonego z jednej strony na obrzeżu jeziora o którym wspomina legenda a z drugiej strony dotykająca ziemią orną do jezdni. Gospodyni zagadnięta przeze mnie powiedziała, że jest za młoda by znać tę legendę ( ;) ) i zawołała teścia który stwierdził.... no właśnie.....co?
Ano to, że właśnie jesteśmy w dobrym miejscu bo to tu była górka o ta! - i tu pokazał wzgórek przecięty asfaltem jezdni - i na niej stała karczma nazywana BYCZEK.
Oczywiście nie ma nic przeciw aby grupa exploratorów badająca tę legendę i pisząca artykuł do jednego z branżowych czaspism (hehe) pochodziła sobie po jego i jego szwagra polu i tu i tam.......
Radość zakwitła na naszych twarzach i w sercach, ale - uwaga!!!! - gospodarz dodał po chwili, że byli tu w zeszłym roku "archeolodzy" i szukali z wykrywaczami śladów tej karczmy...... :evil:
Deszcz plus taka informacja zwaliła by nawet dwudziestometrowego cyklopa z nóg.....ale nie nas.
Swierdzilismy że na pewno będzie fajnie i optymizm wygrał.
Przypomiała mi się w tym momenie "Reduta Ordona" - artyleryji ruskiej ciągna się szeregi........
Jak z pięciu samochodów wyszła jak najbardziej zorganizowana grupa o charakterze optymistyczno-poszukiwawczym i ruszyła tyraljerą na karczmę tak nawet deszcz się wystraszył i w jednej chwili przestał padać ( i tak do wieczora już).
Ja po kilku dosłownie krokach znalazłem 1/360 talara (fotka poniżej) ale znam kaprysy fortuny i co nagle to po diable.... I faktycznie.
Diabeł pilnie strzeże tajemnicy karczmy "BYCZEK" bo ilość skorup - malutkie kawałeczki i może z 10 na całym obszarze czyli mniej niz na pustyni - nie wskazuje by tu kiedykolwiek była karczma. To samo dotyczy metalowych artefaktów, i innych fanciorów.
Diabeł nakrył ogonem karczmę wraz z wszelkimi śladami po niej. Więc postanowilismy nie dac za wygraną i spenetrować wszystkie górki pomiędzy T a M.
Kolejna zniechęciła nas, co prawda jeden z kolegów znalazł rarytas jak na to "bezrybie" a mianowicie SZELĄGA Jana Kazimierza (nie śmiem go w takim wypadku nazwać boratynką) :usta
Zajechaliśmy więc od innej strony i według Chrząszcza - w końcu - od tej co trzeba.
Weszliśmy znów tyralierą i zaczęły się próby zamiany wizualizacji w fakty....
Efekt jak widzicie jest taki jak u Pikadora Który faktycznie jest Królem dnia.
Ja znalazłem dwie boratynki jeszcze, które zamieszczam jako swój efekt ale zamieszczam także ciekawą płytę z miedzi która podreperował mój portfel. Zrzutka na bezynkę była po 40 zet od łebka i to powinno wystarczyć. Tymczasem mi się trafiła przedziwna płytka nabita róznymi literami i napisami o wadze - uwaga!!!!
5,5 Kilograma !!!!!!!!!!!!!!!!! :1 Co razy piatkowy kurs na Złomsreet daje 5,5Kg + 1,2 Kg dodatkowego złomu miedzianego x 17 zet = 113,90 PLN hehe :luv
Wyniki
Nie odnaleźliśmy miejsca gdzie mogła się znajdować karczma ale legenda żyje wśród miejscowych swoim życiem i wierzymy, że może następnym razem ją namierzymy. Na dzień dzisiejszy nie mamy potwierdzenia legendy nawet jedną rzeczą która by była świadkiem owej epoki.
Wynik II
Ponieważ ja i moi koledzy mieliśmy długa podróż powrotną pożegnaliśmy się z całym towarzystwem naszych starych znajomych wirtualnych a zarazem z nowopoznanymi Koleżankami i Kolegami w realu....... i ruszyliśmy w drogę powrotną a ja obiecałem moim współpasażejros, że zajrzymy po drodze do domku na chwilkę na poletko, z którego coponiektórzy moi znajomi wyjęli w sumie ok. 2000 monet (luzem - nie w skarbie) i na którym ja wchodząc każdorazowo znajduje extra fanty nadal.
Tak też zrobiliśmy i po godzince chodzenia - mimo braku chęci na przerywanie idylli wykopkowej ruszylismy dalej bo ja jako kapitan okrętu zarządziłem powrót przed zachodem słońca, co nam się nota bene nie udało.
Koledzy Piotr i Tadek znaleźli po kilka monet srebrnych i po kilka Boratynek.
Ja prezentuję poniżej również wynik z miejscowości K koło Kruszwicy.
Posumowanie końcowe
Zlot zawsze jest zajefajny nawet w pierwszym tygodniu stycznia o ile entuzjazm i pogoda są OK.
Żałujcie wszyscy, którzy nie wpadliście bo przygoda - mimo, że czeka na dalszy odcinek - była przeżyciem, jak zawsze w takich wypadkach, bardzo miłym. Dziekuję wszystkim i każdemu z osobna za wspólne spędzenie niedzieli w Tucznie i piszę się zawsze na kolejne wypady.......
Aha ! No i nareszcie miałem okazję poznać osobiście Sapertoruna !!! :1
Darz dół !!
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
|