Jak niemieccy żołnierze opisywali walki pod Wieżą Spadochronową
Bartosz T. Wieliński 29-01-2004
http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,1891831.html
Padł rozkaz: Działo na nasyp, ckm strzelać do wieży - opisuje oficer dowodzący 1. kompanią batalionu dział przeciwpancernych, świadek walk w parku Kościuszki. To jeden z wielu szczegółowych opisów walk niemieckich żołnierzy w Katowicach i okolicy, jakie znaleźliśmy we Freiburgu
Na meldunek oficera trafiłem, przeglądając teczkę o sygnaturze Rh 26-239/8. Zgodnie z opisem w inwentarzu miała zawierać listę poległych żołnierzy 239. Dywizji Piechoty, która 4 września 1939 roku zajęła Katowice. Miałem nadzieję, że znajdę tam dane na temat strat, jakie Neuling poniósł na Górnym Śląsku. Nic z tego. Lista dotyczyła zabitych podczas walk dywizji na Linii Maginota w 1940 roku. Początkowo nie zwróciłem uwagi na drugi człon opisu teczki: "Erlebnisberichte der unterstellten Einheiten 13.11.1939-27.11.1939" ( w tłumaczeniu: "Wspomnienia podległych oddziałów"). Dopiero gdy spojrzałem na pierwszą stronę, zrozumiałem, co znalazłem.
Co pamięta żołnierz?
Teczka zawierała 29 sprawozdań opisujących walki w pierwszych dniach wojny. Raporty spisali podoficerowie i oficerowie piechoty, artylerii przeciwpancernej oraz jednostki pionierów, które wchodziły w skład dywizji dowodzonej przez Neulinga. Raporty pisano w listopadzie 1939 roku, kiedy dywizję rozlokowano już nad nowo wytyczoną granicą sowiecko-niemiecką. W nagłówkach odczytuję polskie nazwy miejscowości: Iwonicz, Przeworsk, Rymanów. Niestety, nie udaje mi się odnaleźć oryginalnego rozkazu sztabu dywizji, w którym polecono żołnierzom spisywać wspomnienia. Najprawdopodobniej zaginął razem z dziennikiem bojowym. Po dokumencie pozostały jedynie ślady: dowódcy batalionów meldowali zwierzchnikom, że zgodnie z rozkazem przesyłają wspomnienia w trzech kopiach do oddziału wywiadowczego sztabu dywizji (tzw. Abteilung Ic). Na ile wspomnienia są wiarygodne? Na to pytanie będą musieli odpowiedzieć historycy.
We Freiburgu znalazłem opisy tego, co działo się w pierwszych godzinach po przekroczeniu przez 239. Dywizję granicy 2 września 1939 roku. Żołnierze opisują walki w Ornontowicach, strzelaniny w Mikołowie, a także wydarzenia związane z wkroczeniem do Katowic. Wielu żołnierzy wspomina walki w parku Kościuszki i ostrzał z wieży spadochronowej. Kilku bardzo dokładnie je opisuje.
Neuling maszeruje
3 września 1939 roku, godzina 13. Niemcy postanawiają zająć tzw. wschodnio-górnośląski okręg przemysłowy. Z decyzją zwlekają do momentu, kiedy będzie jasne, że polskie wojska w tym rejonie są w odwrocie. Chcą przejąć polskie kopalnie i huty w nienaruszonym stanie. Eksperci, których zadaniem jest wznowienie produkcji, czekają w pogotowiu. Polski Śląsk ma zająć dowodzona przez Neulinga 239. Dywizja Piechoty wespół z pułkiem SS "Germania" i 68. pułkiem straży granicznej.
Od 3 września wojska Neulinga są już w Mikołowie, część jednostek stacjonuje w Mokrem, część w Podlesiu i Kamionce. Stąd pomaszerują na północ. Grenzschutz rusza na Katowice z Bytomia i zajętych wcześniej Bielszowic. Esesmani ruszają zaś z Tychów, mają za zadanie dotrzeć do Murcek, stamtąd do Mysłowic, później przechwycić mosty na Przemszy i wreszcie zająć Sosnowiec oraz Będzin.
Pułki Neulinga wymaszerowują w dwóch kolumnach w kierunku południowych rogatek Katowic o godzinie 3 nad ranem. Pierwsza, kierowana przez płk. Höckera, przejdzie przez Piotrowice i Brynów. Druga, pod dowództwem ppłk. Runnebauma, będzie szła przez Ligotę i Katowicką Hałdę.
Golenie przy samochodzie
Porucznik dowodzący 1. kompanią dział przeciwpancernych (prawdopodobnie nazywał się Trest, ale jego odręczny podpis nie jest całkiem czytelny) wspomina, że ranek 4 września 1939 roku był rześki. Jego oddział zatrzymał się przed Piotrowicami. Artylerzyści stali w małych grupkach przy swoich pojazdach. Jedni przytupywali, by się rozgrzać, drudzy przypalali fajki. Śmiano się i żartowano. Ktoś powiedział: "Szkoda, że tak maszerujemy bez walki".
"Będziemy walczyć szybciej niż myśleć" - odpowiada inny artylerzysta..
Kolumna marszowa rusza dalej. Około 5 dociera na rogatki miasta. Plutonowy Alfred Brzyk, artylerzysta z 3. kompanii tego samego batalionu: "W domach stojących przy ulicy tu i ówdzie były pootwierane okna. Patrzano na nas nieufnie. Ale kontakt został szybko nawiązany". Żołnierze chwycili za mydła i ręczniki i ruszyli w kierunku najbliższego budynku.
Plutonowy Brzyk: "Najpierw musieliśmy czekać u drzwi, ale potem otworzyła nam jakaś młoda kobieta. Marzyliśmy o wodzie do mycia. Zaprowadzono nas do kuchni i tam umyliśmy się jak u mamy".
Kolega Brzyka, plutonowy Hoffrichter: "Lusterko mojej ciężarówki było wręcz oblegane, bo każdy chciał się jak najszybciej ogolić".
Inny artylerzysta, kapral Gustav Gröger, godzinę później dotarł ze swoim oddziałem do Piotrowic: "Zatrzymaliśmy się, by się odświeżyć i przyszykować do uroczystego wkroczenia do miasta. Wziąłem golidełka i pobiegłem do jakiegoś domu, zapukałem w okno, prosząc, by mi pożyczyli miskę do mycia".
Kapral pisze dalej, że w Piotrowicach powitano ich nieufnie. Mieszkańcy dziwili się, skąd w okolicy wziął się Wehrmacht, skoro dzień wcześniej widziano tu polskie wojsko.
Kolumna idzie dalej. Około 8 Niemcy są trzy kilometry od południowego skraju miasta. W końcu wojska docierają na wzgórze Beaty, najwyższy punkt ówczesnych Katowic. Porucznik z 1. kompanii batalionu dział przeciwpancernych zauważa, że wcześniej w tym miejscu stała Wieża Bismarcka, teraz stoi drewniany kościółek. Neuling spodziewa się oporu. Ariergarda doniosła właśnie, że w Piotrowicach pojawili się powstańcy, a oficer z oddziału zwiadu przybył z meldunkiem, że żołnierze utknęli w walkach ulicznych przy linii kolejowej na ulicy Mikołowskiej i potrzebują wsparcia. Polacy strzelają z Domu Powstańca i wieży kolejowej. Z pobliskiego więzienia dobiega śpiew osadzonych tam volksdeutschów. Neuling wysyła posiłki, a do Piotrowic wraca się kompania piechoty. Na wzgórzu rozbija swój sztab, wkrótce dołącza do niego generał Georg Brandt, dowódca Grenzschutzu i oficer odpowiedzialny za zajęcie polskiego Śląska. W dole, na wysokości restauracji w parku Kościuszki, oddziały straży przedniej dowodzonej przez kpt. Metza i 1. kompania pionierów (oddział miał za zadanie oczyszczenie drogi z ewentualnych przeszkód) zostają zatrzymane przez niemieckich mieszkańców Katowic, którzy przybiegli przywitać Wehrmacht z kwiatami w rękach.
Jeden ranny koń
Na wzgórzu Neuling rozkazuje rozstawić działa przeciwpancerne. Obawia się ataku polskich czołgów. Dowódca 1. kompanii dział zanotował: "Ulicę, która prowadziła w dół do Katowic, zabezpieczały dwa działa przeciwpancerne i ciężki karabin maszynowy. Jedno działo ustawiono jakieś 100 metrów na wschód, na drodze, która niegdyś biegła do Doliny Wilhelma (na Muchowiec). Natomiast jedno działo i jeden ckm ustawiono na południowym skraju parku, by strzegło przed atakami z zachodu i od tyłu. Żeby zabezpieczyć się od wszelkich niespodzianek ze strony parku, wysłano tam dwóch ludzi na straż. Przeprowadziliśmy to szybko i podręcznikowo". Do swoich wspomnień załącza szkic sytuacyjny.
Inny oficer wdrapuje się na szczyt drewnianej wieży triangulacyjnej. Będzie obserwował przedpole. Ulica Kościuszki biegnie w dół do miasta, otoczona z obydwu stron skarpami. Po prawej stronie rozciąga się park, znad którego wystaje pięćdziesięciometrowa wieża spadochronowa. Po lewej stronie stoją hale wystawowe targów katowickich. Nagle z wieży spadochronowej padają strzały.
Dowódca pionierów: "Natychmiast wysłałem kilku ludzi na skraj parku. W wieżę strzelają dwa rkm-y. Reszta kompanii schroniła się w pobliskim olbrzymim budynku terenów wystawowych. Mamy jednego rannego konia".
Neuling zanotuje pod wieczór, że serie karabinu maszynowego z wieży na szczęście przeszły nad głowami żołnierzy i sztabowców.
Porucznik dowodzący 1. kompanią dział przeciwpancernych pisze: "Padł rozkaz: Wciągnąć działo na skarpę, karabin maszynowy i strzelać do wieży. Nie było to takie proste. Skarpa wznosząca się przy krawędzi drogi nie dość, że miała 2,5 metra wysokości, to na dodatek była bardzo stroma. Dlatego wszyscy stojący w pobliżu rzucili się pomagać artylerzystom wpychać działo. Już pierwszy strzał okazał się dobrze wymierzony. Po kilku strzałach z wieży odpadły jakieś fragmenty, a karabin maszynowy zamilkł. "Chłopcy - powiedział ktoś za nami, to mógł być generał albo jego adiutant - odwaliliście świetną robotę".
Drugie działo nie wystrzeliło ani razu, po prostu kanonierzy nie byli w stanie wycelować w wieżę spadochronową.
Zaraz potem zaczęli strzelać powstańcy ukryci w parku, ogień dobiegał także ze wschodu, od strony Karbowej. Neuling wspomina, że jego żołnierze wskakiwali do przydrożnego rowu i odpowiadali ogniem. W pobliżu parku stanowisko zajmuje kolejny oddział artylerii. Plutonowy H. Hoffrichter wspomina, że artylerzyści minęli jego oddział w wielkim pośpiechu. Potem słyszał wystrzały.
Bez jeńców
Do parku wkroczyła też kompania piechoty. Kapitan Jalowy, oficer 327. pułku piechoty, który wchodził do Katowic inną trasą, przez Ligotę i Katowicką Hałdę, właśnie przyjechał na motorze do sztabu dywizji. Jalowy meldował, że żołnierze jego pułku zajmują stanowisko między kościołem Piotra i Pawła, a koszarami polskiej piechoty. Ktoś do nich strzela z parku i budynków kopalni Wujek.
Jalowy pisze we wspomnieniach o ataku piechoty: "Przypuszczaliśmy, że ostrzeliwują nas własne wojska. Zdałem meldunek i ruszyłem w drogę powrotną skrajem parku. W tym czasie jedna kompania (5. albo 8.) rozbiegła po parku".
Porucznik z 1. kompanii dział przeciwpancernych: "Jednym powstańcom przecięto drogę, inni albo uciekli do pobliskiej Katowickiej Hałdy, albo wtopili się w potok cywili, który wyszedł naprzeciw naszym żołnierzom".
Według generała nie wzięto ani jednego jeńca. Ilu obrońców zabito? O tym Niemcy nie wspominają ani słowem.
Dywizja wkraczała już do miasta. Około 11 Neuling z karabinem w ręku wjeżdża do centrum Katowic. Niemcy witają go kwiatami. Pół godziny później marsz do centrum miasta rozpoczynają pozostałe oddziały.