Teraz jest piątek, 3 kwietnia 2026, 11:59

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Prawda o Monte Cassino?
PostNapisane: czwartek, 29 kwietnia 2004, 17:51 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): czwartek, 3 lipca 2003, 00:00
Posty: 573
Lokalizacja: Polska
W artykule na Onet.pl. http://polityka.onet.pl/162,1160862,1,0 ... tykul.html


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 29 kwietnia 2004, 19:04 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Kloki, ten link przestanie dzałać za parę dni: w przyszłosci wklejaj w takich wypadkach cały tekst (wszyscy wklejajcie!)
pozdrawiam

Cytuj:
Zwycięstwo wbrew rozkazom
Monte Cassino: za wysoka cena polskiej krwi MACIEJ SZCZUROWSKI


60 lat temu, 18 maja 1944 r., popularny amerykański komentator radiowy Raymond Graham Swing mówił milionom słuchaczy: „Wspaniały manewr oskrzydlający, który spowodował zdobycie Cassino, udał się dzięki natarciu wojsk polskich, najwspanialszych żołnierzy, jakich wydała obecna wojna”. Dziś historycy są zdania, że tych wspaniałych żołnierzy zginęło zbyt wielu.

Bitwa toczyła się o przełamanie niemieckiej Linii Gustawa (zwanej również zimową), która od czterech miesięcy blokowała aliantom drogę do Rzymu. Ta górska barykada ciągnęła się przez całą szerokość Półwyspu Apenińskiego. Obsadzona była przez niemiecką 10 Armię; jej wojska umocniły się szczególnie w jedynym przejściu, prowadzącym doliną rzeki Liri pod Cassino. Z wielu powodów nacierający nie mogli brać pod uwagę wąskich przejść nadmorskich. Nad doliną Liri panują dwa masywy: od północy Monte Cairo, którego Monte Cassino jest ostatnim bastionem zawieszonym nad doliną, od południa zaś Góry Auruńskie. Owe masywy Niemcy nazwali słupami bramy do Rzymu, bramy szerokiej zaledwie na 6–8 km.

Od stycznia 1944 r. sprzymierzeni podejmowali próby przełamania niemieckiej obrony w okolicach Monte Cassino. Pierwsze natarcie wykonała 5 Armia amerykańska w okresie od połowy stycznia do 10 lutego 1944 r. uderzając na pozycje niemieckie nad rzekami Garigliano, Gari, Rapido. W tym czasie 6 Korpus amerykański dokonał desantu pod Anzio na tyłach wojsk niemieckich. Utworzony tam przyczółek, okupiony znacznymi stratami, od tej pory stanowił istotne zagrożenie dla systemu obrony nieprzyjaciela.

Drugie natarcie – w dniach 15–18 lutego – skierowali alianci bezpośrednio na masyw Monte Cassino. W tym przypadku liczono nie tyle na sukcesy terenowe, ile na odwrócenie uwagi Niemców od przyczółka pod Anzio oraz na ewentualną likwidację niemieckich stanowisk obserwacyjnych na Monte Cassino. O ile udało się nieco odciążyć wojska amerykańskie pod Anzio, o tyle zastosowane w olbrzymiej skali bombardowania lotnicze wzgórza Monte Cassino jeśli przyniosły jakiś skutek, to odwrotny do zamierzonego. Bardzo trudny teren masywu i okolic potężne leje po wybuchach ciężkich bomb lotniczych uczyniły całkiem niedostępnym dla broni pancernej.
Od 15 do 23 marca miało miejsce trzecie natarcie sprzymierzonych na kompleks Monte Cassino. Ponownie przeprowadzał je korpus nowozelandzki, mając cel ograniczony jedynie do opanowania wzgórza klasztornego. Trwałą zdobyczą tej akcji (okupionej ogromnymi stratami blisko 2,4 tys. poległych żołnierzy nowozelandzkich, hinduskich i brytyjskich) było jedynie zajęcie części miasteczka Cassino. W toku morderczych walk 20 marca 1944 r. Winston Churchill pisał do dowódcy 15 Grupy Armii gen. Harolda Alexandra: „Chciałbym, aby mi Pan wyjaśnił, dlaczego cały czas uderzacie w przejście przy wzgórzu klasztornym, na froncie długości 2–3 mil. Chyba pięć lub sześć dywizji zostało poharatanych wchodząc w te szczęki”.

W końcu marca nastąpił okres krótkiej stagnacji na froncie włoskim. Jednak sprzymierzeni nie rezygnowali z planu zdobycia Rzymu i zajęcia Półwyspu Apenińskiego. Generalną ofensywę planowano w początkach maja. Rozpoczęła się 11 maja na froncie od Cassino po Morze Tyrreńskie. Operacja była wspólnym dziełem wielu narodów: Anglików i Amerykanów, Polaków, Nowozelandczyków, Marokańczyków, Algierczyków, Francuzów, Kanadyjczyków, Południowoafrykanów i Hindusów. Wszystkie natarcia pokazały dotkliwie, że na żadnym z kierunków działań żołnierzom nie było lekko i że w gruncie rzeczy nie istniały na tym froncie miejsca lepsze i gorsze. Masyw cassiński, na który szli Polacy, był nie mniej trudny od Gór Auruńskich, zaś natarcie Brytyjczyków doliną Liri postępowało pod ogniem niemieckiej artylerii rozmieszczonej na zboczach masywu Monte Cassino.

Powodzenie Brytyjczyków zależało od siły, z jaką Polacy na północ od Cassino zwiążą niemiecką obronę. Mimo że pierwsze polskie natarcie z 11 maja zakończyło się niepowodzeniem, to właśnie ono – maksymalnie angażując niemiecką obronę – pozwoliło Brytyjczykom pójść nieco naprzód, przekroczyć rzekę Gari, zdobyć przyczółki i przełamać czołowe stanowiska Linii Gustawa. Z kolei postęp 13 Korpusu ułatwił Polakom wykonanie zadania w drugim szturmie.

Powodzenie każdego korpusu zależało od determinacji sąsiada i każda ze stron biorących udział w bitwie może mieć satysfakcję zwycięstwa. O przegranej natomiast mówić można przy ogólnej ocenie operacji Diadem. W tej bitwie, zwanej również bitwą o Rzym, bynajmniej nie stolica Włoch była najistotniejszym celem. Chodziło w niej głównie o likwidację całej 10 Armii niemieckiej, co pozwoliłoby nie tylko zająć aliantom Rzym, ale stworzyłoby realne przesłanki dotarcia w ciągu 3–4 miesięcy na północ Włoch, do Lombardii. W ten sposób byłyby spełnione dwa wielkie cele strategiczne. Pierwszy wiązał się z towarzyszącą Churchillowi od początku wojny ideą tzw. miękkiego podbrzusza Europy, czyli zaatakowania Niemców z południa kontynentu; i drugi – realne zagrożenie Rzeszy od strony Lombardii zmusiłoby Niemców do ściągnięcia tam dodatkowych sił, w tym również z Europy Zachodniej. Tym samym ułatwiłoby przyszłe działania sprzymierzonych po planowanym desancie w Normandii.

Dowódca 15 Grupy Armii gen. Harold Alexander zmierzał do likwidacji 10 Armii w kotle pod Valmontone, leżącym 150 km na północny wschód od Cassino. Temu celowi poświęcił od stycznia do czerwca 1944 r. 100 tys. alianckich żołnierzy – poległych, rannych i zaginionych w kolejnych natarciach na Linię Gustawa. I kiedy wreszcie wspólnym wysiłkiem linię tę przełamano, a 2 Korpus amerykański połączył się z 6 Korpusem uwięzionym pod Anzio, plan Alexandra legł w gruzach.

Główną postacią tej operacji, a może i całej wojny, zapragnął zostać gen. Mark W. Clark, dowódca amerykańskiej 5 Armii. Postanowił na czele swojej armii zająć Rzym od południa. Zamiast więc uderzać w stronę Valmontone, jak zakładał Alexander, gen. Mark Clark polecił dowódcy 6 Korpusu gen. Truscottowi zmienić kierunek i ruszyć na stolicę Włoch w ślad za wojskami 36 Dywizji z 2 Korpusu. I z tego to powodu kocioł nie został zamknięty, niemiecka 10 Armia uniknęła zagłady, zaś walki na Półwyspie Apenińskim przeciągnęły się do wiosny roku następnego.

Niesubordynacja gen. Clarka spowodowała, że zwycięstwo sprzymierzonych pod Cassino zostało w znacznej mierze zaprzepaszczone. Jednak mimo wszystko ten wówczas najmłodszy generał w historii armii Stanów Zjednoczonych, walczący w dodatku na drugorzędnym teatrze wojny, został idolem Ameryki. W USA okrzyknięto go bohaterem. Niedługo potem Clark został dowódcą 15 Grupy Armii, wszystkich wojsk alianckich we Włoszech. Niesubordynacja opłaciła się.

Wydaje się, że Mark Clark miał jedną wspólną cechę z dowódcą 2 Korpusu Polskiego, obaj generałowie uwielbiali być w centrum zainteresowana. Gen. Władysław Anders, gorący patriota, wielki Polak z ogromem zasług dla ojczyzny i rodaków, miał na punkcie własnej osoby obsesję. Podobnie jak Clark, zarówno w okresie wojny jak i po jej zakończeniu bardzo dbał o to, by wszędzie być postacią pierwszoplanową. Jego wspomnienia „Bez ostatniego rozdziału” są wystarczającym dowodem na wyolbrzymianie własnych zasług i dokonań.

Ze wspomnień Andersa wynika, że to do niego, dowódcy korpusu, fatygował się dowódca 8 Armii gen. Leese, by informować o sytuacji na froncie i planowanych przedsięwzięciach i prosić dowódcę 2 Korpusu Polskiego o przyzwolenie na użycie w przygotowywanej ofensywie podległych mu wojsk. I Anders twierdzi, że po namyśle zdecydował się to zadanie podjąć.

Doprawdy trudno wyobrazić sobie sytuację, w której przełożony prosi podkomendnego o wykonanie zadania bojowego. Wypróbowanym i jedynym sposobem komunikowania się w takich sytuacjach na wojnie jest rozkaz. Gen. Leese nie pytał o zgodę dowódców dywizji i korpusów, wysyłając ich jednostki w poprzednich natarciach, a przecież były one dziesiątkowane i wycofywane dopiero w sytuacjach beznadziejnych. Jakież zatem względy dawałyby polskiemu generałowi prawo decydowania o organizacji tak wielkiej operacji wojennej? W rzeczywistości Anders został wezwany 24 marca 1944 r. do Vinchiaturo, gdzie stacjonował dowódca 8 Armii brytyjskiej, i tam otrzymał rozkaz i 10 minut na jego wstępną analizę. Owego rozkazu nie mógł nie przyjąć zarówno ze względów politycznych, wojskowych, jak i osobistych.

Względy polityczne nakazywały udział korpusu w operacji jako uwiarygodnienie polityki rządu i naczelnego wodza wobec państw koalicji antyhitlerowskiej, a także wobec społeczeństwa polskiego. Nadawało to sprawie polskiej nowe zabarwienie: współuczestnictwem w walkach na jedynym wówczas czynnym froncie Anglosasów w Europie zaznaczano obecność państwa polskiego jako sprzymierzeńca dotrzymującego swych zobowiązań. Sukces wojskowy dałby rządowi atuty polityczne.

Względy wojskowe natomiast były oczywiste: 2 Korpus Polski podporządkowany był operacyjnie dowództwu alianckiemu i rozkazy przełożonych należało bezwzględnie wykonać, zwłaszcza że istniały ku temu racjonalne przesłanki militarne. 15 Grupa Armii, mimo że posiadała w swoim składzie liczne związki operacyjne i taktyczne, działała na całej szerokości Półwyspu Apenińskiego, utrzymując nadto wielkim wysiłkiem przyczółek pod Anzio. Jej dywizje poniosły znaczne straty w poprzednich próbach przełamania niemieckiej obrony. Istniała wreszcie konieczność stworzenia w natarciu niezbędnej przewagi nad przeciwnikiem w sytuacji, gdy nie sposób było wykorzystać w trudnym górskim terenie, o słabo rozwiniętej sieci dróg, całego potencjału sprzętu zmechanizowanego i pancernego.

Nie było zatem żadnych racjonalnych przesłanek po temu, aby dowództwo 8 Armii brytyjskiej miało w sposób szczególny traktować 2 Korpus Polski – jednostkę świeżą, dobrze i wystarczająco długo szkoloną. Dowództwo 8 Armii uwzględniło również w swoich planach stan liczebny 2 Korpusu, który był związkiem stosunkowo małym. W kwietniu 1944 r. liczył 44 300 żołnierzy, z czego stan piechoty, kawalerii (pułki rozpoznawcze) i broni pancernej, to jest wojsk, które spełniają decydującą rolę w działaniach zaczepnych, wynosił zaledwie 15 tys. żołnierzy.

Również względy osobiste pchały Andersa do bitwy; stawała się ona uwiarygodnieniem jego osoby oraz polityki prowadzonej przez niego wobec podległych mu żołnierzy. Jak sam pisze „...wykonanie tego zadania ze względu na rozgłos, jaki Monte Cassino zyskało wówczas w świecie (...), przyniosłoby dużą chwałę orężowi polskiemu”. Czy byłoby spełnieniem marzeń o białym pióropuszu, co wypominał mu naczelny wódz gen. Kazimierz Sosnkowski?

Błędem jest mniemanie, że głównym celem Polaków miało być zdobycie klasztoru na Monte Cassino. Ciężar polskiego natarcia leżał na tyłach klasztoru, na północno-zachodnich stokach masywu. Jednym ze wstępnych celów operacji Diadem było wyparcie niemieckich obserwatorów, głównie artyleryjskich, ze wzgórz panujących nad doliną Liri, obsadzenie tych pozycji przez żołnierzy alianckich i tym samym zdobycie przewagi w ogniu artylerii wzdłuż drogi nr 6. W myśl rozkazu dowódcy 8 Armii, Polacy wiążąc natarciem wzgórza mieli przede wszystkim absorbować niemieckie stanowiska obserwacyjne i uniemożliwić im lub chociażby utrudnić precyzyjne kierowanie ogniem niemieckiej artylerii w dolinie rzeki. Anders, zmieniając rozkaz gen. Leese, spowodował, że oddziały polskie przy frontalnym kierunku natarcia musiały szturmować od czoła ufortyfikowane pozycje niemieckie na wzgórzach.

Była to pierwsza tego rodzaju operacja w nowoczesnej polskiej historii wojen. Dotychczas żaden dowódca ani sztab polski nie podejmował na taką skalę działań, których celem było przełamanie umocnionych pozycji górskich nieprzyjaciela. W maju 1944 r. warunki były całkowicie odmienne od przewidywanych. Sytuację pogarszał fakt, że dowództwo, sztaby i wojska sprzymierzonych, przybyłe do Włoch po kampanii afrykańskiej, były przyzwyczajone do stosowania zgoła odmiennej taktyki walki, niż wymagały tego warunki frontu włoskiego.

Obszar, na którym 2 Korpus wykonywać miał swoje zadania, obejmował zaledwie około 4 km kw. i wykluczał zastosowanie jakiegokolwiek manewru. Zatem nie mogły mieć miejsca spektakularne formy walki. Natomiast przyjęte w bitwie przez dowództwo korpusu pewne wręcz szkolne wzorce działań taktycznych były w tym przypadku nie do zaakceptowania. Przede wszystkim szczegółowy co do minuty program natarcia był pozbawiony niezbędnej w tamtych warunkach elastyczności. Nie zaplanowano żadnych przedsięwzięć na wypadek niepowodzeń, prowadzenie zaś natarcia przy silnym ogniu nieprzyjaciela było wręcz karygodne. To właśnie brak zabezpieczenia prawego skrzydła przysporzył korpusowi największych strat i stał się jedną z zasadniczych przyczyn załamania natarcia 12 maja.
Na skutek braku powodzenia i dużych strat w pierwszym dniu walki powstał poważny kryzys nie tylko wśród żołnierzy na pierwszej linii, ale również w sztabie 2 Korpusu. W tzw. pierwszym natarciu 2 Korpus Polski poniósł klęskę. Dowódca 8 Armii przyjechał w południe 12 maja do sztabu Andersa i zabronił mu jakichkolwiek działań bez osobistej zgody brytyjskiego generała. Oliver Leese oświadczył także, że dalsze decyzje będą uzależnione od postępów, jakie poczyni brytyjski 13 Korpus operujący w dolinie Liri. Podkreślił, że wspólnym zadaniem obu korpusów, polskiego i brytyjskiego, jest izolacja niemieckich obserwatorów na wzgórzu klasztornym.

Na rozkaz dowódcy 8 Armii korpus polski wznowił działania 17 maja o świcie. Następnego dnia rano do sztabu zaczęły napływać meldunki o wycofywaniu się Niemców na kolejną rubież obrony. Wysłany na wzgórze klasztorne patrol z 12 Pułku Ułanów Poznańskich bez przeszkód dotarł do ruin klasztoru, gdzie zatknął najpierw pułkowy proporczyk a następnie biało-czerwoną flagę. Nieco później załopotał obok sztandar brytyjski. Zajęto wzgórze Monte Cassino, lecz walki trwały nadal. Dla 2 Korpusu Polskiego ich zakończenie nastąpiło dopiero 25 maja, po nie mniej trudnych i krwawych walkach o zdobycie miejscowości Piedimonte.

2 Korpus Polski osiągnął zamierzony cel taktyczny bitwy. Okupiono to jednak znacznymi stratami. Korpus stracił prawie 4 tys. żołnierzy, w tym bez mała 900 poległych i około 3 tys. rannych (dla porównania: wojsko gen. Berlinga forsując Wisłę w czasie powstania warszawskiego straciło około 3 tys. żołnierzy).

Gen. Mark Clark w świadomości potomnych funkcjonuje jako zdobywca Rzymu. I nieistotne jest, że uczynił to wbrew rozkazom przełożonych i ze szkodą dla rozwoju działań militarnych nie tylko na Półwyspie Apenińskim, ale w całej Europie. Podobnie dowódca 2 Korpusu Polskiego jest powszechnie uznawany za zdobywcę Monte Cassino. Mimo rozkazu dowódcy 8 Armii i błędów w dowodzeniu największym zwycięzcą spod Monte Cassino został właśnie Anders.

Dr hab. Maciej Szczurowski jest profesorem Akademii Świętokrzyskiej, kierownikiem Zakładu Źródłoznawstwa i Nauk Pomocniczych Historii. Specjalizuje się m.in. w historii wojskowej XX w. Jest autorem książki „Artyleria Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w II wojnie światowej”.


Cytuj:

Dzielni i pachnący
Marek Ostrowski

Oczywiście, mamy żal do społeczeństw zachodnich, iż nie doceniły wkładu naszych bohaterów w zwycięstwo wojenne, ba – często o nim po prostu nic nie wiedziały. Ostatni przykład: Lynne Olson i Stanley Cloud, oboje znani dziennikarze amerykańscy, którzy napisali właśnie książkę o pilotach z Dywizjonu 303 pod wymownym tytułem „Kwestia honoru”, przyznali, że zanim zabrali się do dzieła, nigdy nie słyszeli o udziale Polaków w Bitwie o Anglię.

Dziś, gdy przeglądam jakąkolwiek książkę wojenną, zwłaszcza zachodnią, jak maniak sprawdzam czy oddaje honor naszym. Cóż dopiero książka o Monte Cassino! 456-stronicowa praca Matthew Parkera (autora „The Battle of Britain”) zachowuje pełną pod tym względem wrażliwość i autor powinien być nad Wisłą przyjęty z pełnym szacunkiem. O Monte Cassino toczyły się cztery osobne wielkie bitwy, zginęło tam ćwierć miliona żołnierzy, Parker oczywiście opisuje wysiłek wszystkich – od Kanadyjczyków po Nowozelandczyków i Gkhurów. Przyznaje jednak, że Polacy mają w tej historii miejsce szczególne; kreśli na kilku stronach nieznaną zachodniemu czytelnikowi drogę żołnierzy polskiego Drugiego Korpusu przez głód i mróz Syberii, ewakuację do Iranu, obozy w Palestynie, walki w Tobruku aż do kampanii włoskiej. Polacy nie przypominali w niczym Brytyjczyków; jeden z nich tak wspomina: „Dziwni to byli żołnierze, czyści, przystojni i pachnący perfumami. Palili papierosy przez długie fifki i zadali sobie trud opanowania włoskiego. Miejscowe kobiety traktowali z dużym wdziękiem, co na signorinas robiło wielkie wrażenie. Przy całym swym uroku, Polacy byli nieustraszeni i dzielni, co miało się potwierdzić w kolejnych tygodniach”.

Ich brytyjscy koledzy z 8 Armii (w jej skład wchodził polski korpus) wojnę traktowali na luzie, stąd inny odnotowany aspekt podziwu: Polacy, zdaniem żołnierza brytyjskiego, wojnę traktowali ze śmiertelną powagą, „ich motywacja była tak prosta jak oni sami... chcieli tylko zabijać Niemców i nie dbali o nic innego”. Wzruszający jest też w książce Parkera moment chwały, kiedy 26-letni porucznik Kazimierz Gurbiel z 12 Pułku Ułanów Poznańskich wchodzi z patrolem w ruiny potężnego klasztoru i – ponieważ nie ma polskiej flagi – wywiesza pośpiesznie proporzec pułku, sztukowany z podartych materiałów. Hejnał mariacki, odegrany na miejscu, pobudza łzy tych zatwardziałych w bojach żołnierzy, tak przywykłych do codzienności śmierci. Autor odnotowuje też, że w 1983 r. w telewizyjnym programie nadanym w RFN twierdzono, że tamten polski patrol zamordował trzech rannych niemieckich spadochroniarzy, którzy się poddali. Oskarżenie wywołało skandal międzynarodowy. Dwa lata później usłyszał o tym jeden z rannych Niemców, Robert Frettloehr, i skontaktował się z polskim stowarzyszeniem kombatantów w Niemczech, by na piśmie zaprzeczyć temu oszczerstwu. Gurbiel i Frettloehr spotkali się potem na wzgórzu w 45 rocznicę bitwy jak przyjaciele i obiecali spotkać ponownie, lecz tak już nie miało się stać. Por. Gurbiel zmarł w 1992 r., a jego pogrzeb w Przemyślu był skromny, bez kompanii honorowej. „Takie było odejście oficera dowodzącego, którego ludzie jako pierwsi żołnierze sił sojuszniczych weszli do klasztoru Monte Cassino” – stwierdza melancholijnie autor.

Książka jest relacją imponującego żołnierskiego trudu i sprawozdaniem z wielkiej ofiary. Autor przeprowadził ponad sto szczegółowych rozmów z żyjącymi weteranami tej „najcięższej bitwy II wojny światowej”; prawie wszyscy rozmówcy, osiemdziesięciolatkowie, byli w tamtej kampanii ranni. Z konieczności więc zagadnienia strategiczne zajmują w niej skromne miejsce. Ale oczywiście nie mógł autor nie zadać kilku pytań o sens tej ofiary. Jego przewodnikiem w ocenie był historyk II wojny światowej J.F.C. Fuller, który był zdania, że żadna inna kampania w całej historii wojen nie była tak „pozbawiona sensu strategicznego i wyobraźni taktycznej”. Fuller wini za to Churchilla, autora ataku na „miękkie podbrzusze Europy”, który w założeniu chciał Europie oszczędzić wyzwalania przez Rosjan i może nawet dotrzeć do Polski, sojusznika, który go nie opuścił od pierwszego dnia wojny. Ale nawet takiej koncepcji nie realizowano konsekwentnie. Już po zdobyciu Rzymu (4 czerwca) kampania utknęła. Operacja Anvil (lądowanie sojuszników w Prowansji w połowie sierpnia 1944 r.) zabrała najwartościowsze dywizje z 5 Armii i położyła kres nadziejom Churchilla, by po wyjściu z włoskiego buta skręcić szybko na zachód i przez Lubljanę dojść do Wiednia przed Rosjanami. Nie mówiąc już o Warszawie. Zresztą wszystko to było za późno. 18 maja por. Gurbiel wszedł do ruin klasztoru Monte Cassino, 1 sierpnia w Warszawie wybuchło postanie, a dywizje 5 Armii tkwiły jeszcze na Linii Gotów, niemieckich umocnieniach górskich na północ od Florencji, i nie przełamały ich aż do kwietnia następnego roku, kiedy Rosjanie byli już pod Berlinem.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 kwietnia 2004, 13:44 
Offline
Generał Broni
Generał Broni

Dołączył(a): poniedziałek, 25 lutego 2002, 01:00
Posty: 1115
Lokalizacja: Toruń - Grudziądz
po bitwie..


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 kwietnia 2004, 21:18 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): sobota, 18 stycznia 2003, 01:00
Posty: 762
Lokalizacja: podkarpacie
przed bitwą - to chyba będzie na 593?


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 kwietnia 2004, 21:25 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): sobota, 18 stycznia 2003, 01:00
Posty: 762
Lokalizacja: podkarpacie
i jeszcze: Hotel "Continental" w Cassino, moździerze w klasztorze i MG na 593


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 kwietnia 2004, 21:35 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): sobota, 18 stycznia 2003, 01:00
Posty: 762
Lokalizacja: podkarpacie
a tu jeszcze wspomnienia Roberta Frettloehra
http://www.mindspring.com/~gif212/bobsmemoires.htm
a tak piszą o bitwie inni :ups:
http://www.spartacus.schoolnet.co.uk/2WWmonte.htm
http://en.wikipedia.org/wiki/Battle_of_Monte_Cassino
szkolne wypracowanie?
http://www.rochesterschool.org/pages/sc ... 0Index.doc
hmm...
http://www.tankfive.net/pagine%20ingles ... o_1943.htm
artykuł polemiczny, politycznie niepoprawny
http://www.gazetagazeta.com/artman/publ ... 5053.shtml


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 2 maja 2004, 18:52 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): czwartek, 3 lipca 2003, 00:00
Posty: 573
Lokalizacja: Polska
...


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 12 maja 2004, 07:10 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): sobota, 18 stycznia 2003, 01:00
Posty: 762
Lokalizacja: podkarpacie
Dzisiaj mija 60 rocznica pierwszego polskiego natarcia na linię Gustawa. Widział może ktoś jaką notatkę w necie?


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL