|
Moim zdaniem 1225-X, 1236 X2 i pochodne wykrywacze, to już przestarzałe modele i nie warto w nie wchodzić, jeśli nie jest to podyktowane dodatkowymi przesłankami (dobra okazja itp.)
Oczywiście to wykrywacze które zasłużyły się, są solidnie wykonane i oczywiście znajdą w ziemi to czego będzie się nimi szukać, tylko co z tego? Ich czas już miną.
To jak ze starymi telefonami komórkowymi, dzwonią podobnie jak obecne i w kwestii działania niewiele sie zmieniło, tylko nowe telefony są kilka razy mniejsze i lżejsze niż sztare oraz posiadają rozbudowaną funkcjonalność.
Nowe wykrywacze są zwyczajnie przyjaźniejsze poszukiwaczowi, zwłaszcza takiemu, który od nie dawna jest w tym hobby (sprawa może mieć się inaczej przy wyjadaczach, którzy szukają od 30 lat). Są zdecydowanie lepiej wyważone i można nimi dłużej szukać bez zmęczenia, posiadają takie funkcje jak dyskryminacja wybiórcza, identyfikacja tonalna i wizualna, często posiadają udogodnienia w postaci automatycznego strojenia do gruntu.
W dziedzinie samej dyskryminacji czy głębokości niewiele się zmieniło, wygląda na to, że już 20 a może i więcej lat temu konstruktorzy zbliżyli się do maksymalnych możliwych zasięgów, tak więc w tej kwestii stare i nowe niewiele się różnią. Z nowymi szuka się po prostu przyjemniej i łatwiej. Kwestie przyjazności dla użytkownika, zarówno pod względem ergonomii jak i interface-u zostały przeprojektowane od podstaw z zastosowaniem nowej technologii.
Jeśli ktoś więc nie jest przyzwyczajony do starych rozwiązań (starych drzew się nie przesadza) to nie widzę najmniejszego powodu by wchodził w rozwiązania muzealne, które z czasem coraz trudniej będzie odsprzedać. Kto dziś chodzi z telefonem wielkości cegły, abo małej walizki, tylko dlatego, że da się rozmawiać jak z nowego a fajnie i solidnie wykonany?
|