|
Witam,
Panie Grzegorzu. O ile wiem, jest Pan elektronikiem więc komu jak kumu nie muszę chyba tłumaczyć na czym polega analiza fazowa i czasowa. Ale spróbuję. Po kolei.
Minelab pisze, że jego wykrywacze pracują na iluś tam częstotliwościach (operataing at). Nie znaczy to wcale, że analizuje odebrany sygnał na nich wszystkich. Sądzę że odbywa się to najwyżej na 3 dla Sovereigna. Być może w przypadku Explorera jest tego więcej. Nie piszą o tym, a w reklamie pomijają istotne szczegóły. Garrett aby nie być gorszym wybrał tą samą ścieżkę dezinformacji (jeszcze nie kłamstwa) pisząc, że ich Infinium działa na 98 częstotliwościach. Być może w widmie impusu generowanego przez ten wykrywacz jest aż tyle znaczących prążków. Wiadomo, że im krótszy impuls, tym widmo szersze (dla delty diraca jest ono nieskończone). Kłamstwo rozpoczyna się w momencie gdy Garrett wprost sugeruje, że wykrywacze wieloczętotliwościowe to nic nowego, że to są zwykłe wykrywacze PI znane od dziesiątek lat.
Tak może napisać ktoś kto się na wykrywaczach nie zna, ale kto jak kto, inżynierowie Garreta znają się doskonale. Więc świadomie kłamią. Robią to po to żeby deprecjonować osiągnięcia konkurencji.
O co zatem chodzi? Nazwa PI (ang. Pulse Induction) nie jest precyzyjna, ale przylgnęła do wykrywaczy w których nadawany sygnał nie jest sinusoidalny, lecz prostokątny (tak naprawdę prąd zmienia się liniowo). Skokowa zmiana pola elektromagnetycznego powoduje wyindukowanie się prądu w metalu, który zaczyna emitować tym samym własne pole elektromagnetyczne (tzw. wtórne) które analizowane jest w wykrywaczu. W tym miejscu tak naprawdę zaczyna się różnica w działaniu wykrywaczy TD praz FD. Otóż w wyrywaczach PI sygnał odpierany jest najczęściej próbkowany (sprawdzany, mierzony) po zaniku sygnału nadawczego (są odstępstwa od tej reguły) i ważna jest jego amplituda w określonym momencie czasu. Czas próbkowania mógłby być nieskończenie krótki, ale ze względu na możliwość "łapania" przypadkowych zakłóceń wydłuża się go do kiku-kilkudziesięciu mikrosekund). Tak czy owak, nie jest on uzależniony bezpośrednio od długości impulsu nadawczego czy częstotliwości ich powtarzania.
W przypadku analizy fazowej, nie mamy do czynienia z próbkowaniem ale z demodulacją fazoczułą w której odbierany sygnał sinusoidalny jest rozkładany na dwie składowe (synfazową i kwadraturową), które wykorzystane są do dalszej analizy (dyskryminacja, identyfikacja, pomiar głębokości). Jeśli sygnał nie jest sinusoidalny, lecz np. prostokątny to w swoim widmie i tak zawiera szereg składowych sinusoidalnych, które są oddzielnie demodulowane. Przykładowo, seria Fisher CZ wytwarza falę prostokątną o częstotliwości 5kHz. Analizowana jest pierwsze i trzecia harmoniczna. W wykrywaczu tym zasadniczo znajdują się więc 4 demodulatory synchroniczne (po dwa na każdą częstotliwość). W Sovereignach jest tego więcej (ile – nie muszę wszystkiego zdradzać)
Jak działa demodulator synchroniczny opisano w każdym podręczniku elektroniki. Inżynierowie Garretta doskonale zdają sobie sprawę czym się różni zwykłe próbkowanie od demodulacji synchronicznej.
To tyle tytułem odpowiedzi panu Grzegorzowi.
Dla innych czytających, nie mających pojęcia o elektronice przybliżę temat używając porównania które użył Garrett. Pobudzenie wieloczęstotliwościowe możemy porównać do głosu wielu ludzkich gardeł. W wykrywaczach PI sprawdzamy czy po pewnym czasie pojawiło się "odbicie" (czy coś usłyszeliśmy), natomiast analizując w dziedzinie częstotliwości wiemy także kto krzyczał i który dźwięk najlepiej się "odbił"*
:pa
proscan
* pisząc o odbiciu użyłem cydzysłowa, gdyż fala elektromagnetyczna rozchodzi się z prędkością światła, co na dystansach rzędu kilkudziesieciu cm sprawia, że sygnał wtórny pojawia się natychmiast. "Opóźnienie" bierze się własności inercyjnych przedmiotu metalowego.
PS
Odnośnie ilości demodulatorów wspomnę tylko, że wszystko może odbywać się w procesorze. Wystarczy tylko, że procesor jest na tyle mocny by był zdolny w sensownie krótkim czasie obliczyć współczynniki transformaty Fouriera.
|