|
:) Dawidowi już opowiadałem tę historię ...
( A historii z kamiennego świata słyszałem wiele i bardzo lubię takich opowiadań słuchać )
Część historii oczywiście jest zmyslona, część sporo podbarwiona ...
Ale , czasem... czuje się , w tonie głosu opowiadającego... że opowiadana historia wydarzyły się na prawdę ...
Działo się to jeszcze w latach sześćdziesiątych, na jednej ze ścian wydobywczych mojej kopalni ( jaki pokład, wiek osadów? ... nie wiem.
Eksploatacja rabunkowa , wszystko szybko i jak najwięcej ...
Kombajn ścianowy zaliczył kolejny cykl , przyszło operatorom przesunąć kolejny zestaw obudowy zmechanizowanej.
Za obudową piekny zawał, warstwy stropowe po wybraniu warstwy wegla (idealny, drobnoziarnisty łupek ilasty) lecą wielkimi cienkimi płytami.
W pewnym momencie , spora ława łupku oderwała się tuż przed ścianą . Poleciała w dół , z trzaskiem rozbijając się o metalowe koryta przenośnika zgrzebłowego.
Wyczuleni na takie zachowanie się skał stropowych górnicy odskoczyli na boki...
Szybko spostrzegli niezwykły kształt w stropie... Odspojona bryła odsłoniła 2 metrowy szkielet ...
Brązowe kości kontrastowały z codzienną szarością łupka , masywna czaszka wydawała się patrzeć pustymi oczodołami ...
Zniecierpliwiony sztygar szybko rozgonił towarzystwo , nie wykazując żadnego zainteresowania. Liczyły się tylko metry i tony.
Co niektórzy na pamiatkę podnieśli ze spągu rozbite fragmety kości. Do dziś można usłyszeć "Ja ci mojego kawałka głowy nie oddam...:)"
Tyle...
PS. Oczywiście znacznie trochę bardzo ubarwiłem tę historię :)
Pozdrawiam
Charnia
|