Twardzielom polecam niezmiennie artykuł Krzysztofa Mularskiego "O skarbach de lega lata i de lege ferenda" z Monitora Prawniczego 12/2009 . Tekst trudny, ale wart lektury. Pokazuje w każdym razie, że wykładowcy prawa (autor wykłada na UAM w Poznaniu) mają nie mniejsze kłopoty ze zrozumieniem intencji ustawodawcy niż my. Za skromną kwotę można go w wersji elektronicznej kupić tutaj:
http://www.monitorprawniczy.pl/index.ph ... 20&id=2453Dla zachęty zacytuję fragment dotyczący znacznej wartości:
Cytuj:
Jeśli chodzi o „znaczniejszą wartość materialną [rzeczy]”, istnieć ma ona wtedy, gdy „odbiega od przeciętnej wartości podobnej rzeczy”18. Pogląd ten próbuje zinterpretować „znaczniejszą wartość materialną” na gruncie relacji dwuczłonowej „być podobnym do”. Wydaje się on jednak albo wewnętrznie sprzeczny (jeśli dana rzecz, np. R1, jest podobna do jakiejś innej rzeczy, np. R2, to i jej wartość rynkowa będzie podobna; tu zaś zakłada się, że rzeczy są do siebie podobne oraz [zarazem] zakłada, że mają różną wartość materialną), albo eliptyczny. Eliptyczny, gdyż jeśli relacja podobieństwa przebiegająca zbiór rzeczy nie ma dotyczyć wartości materialnej rzeczy, należałoby wskazać, czego w takim razie ma dotyczyć; ze względu na co rzeczy mają być do siebie podobne. Co więcej, zastosowanie tego kryterium mogłoby doprowadzić do skutków ewidentnie sprzecznych z tymi, które chciał osiągnąć prawodawca. Nie wydaje się przykładowo, że w sytuacji znalezienia korony Bolesława Chrobrego nie należałoby uznać jej za skarb tylko dlatego, że rzecz podobna, np. korona św. Stefana, miałaby większą wartość materialną. W innym ujęciu o ocenie znaczniejszej wartości rzeczy decydować ma jej wartość handlowa, która jest równa wartości rynkowej19. Ta próba interpretacyjna wydaje się popełniać potrójny błąd idem per idem. „Wartość materialna” definiowana jest przez „wartość handlową”, ta zaś przez „wartość rynkową”. Pojęcia te są synonimami, a w każdym razie nie podano kryteriów różnicujących; co najistotniejsze – nie podano, czym jest wartość „znaczniejsza”.
Rozwiązania powyższe trudno więc uznać za zadowalające. Próbę poczynienia jakichś bardziej ścisłych (choć nadal dalece nieostrych) ustaleń należy poprzedzić ustaleniem charakteru syntaktycznego wyrażenia „znaczniejszy”. Wyrażenie to może być uznane albo za funktor, albo za predykat. Uznanie wyrażenia za predykat dwuargumentowy („być znaczniejszym niż”) jest na gruncie art. 189 KC niemożliwe. Predykat ten byłby bowiem elipsą; jednym jego argumentem byłaby wprawdzie rzecz, niemożliwe byłoby jednak wskazanie drugiego argumentu. Stąd należy uznać, że chodzi o funktor nazwotwórczy od jednego argumentu nazwowego. Funktor ten jest notorycznie nieostry, „znaczniejszy” to stopień wyższy od „znaczny”; „znaczny” zaś to tyle, co „»dość duży pod względem liczby, ilości, natężenia; pokaźny, niemały, spory«, w języku potocznym »wyróżniający się czymś, odróżniający się, widoczny«”20. Biorąc pod uwagę powyższe, zasadne wydaje się interpretowanie „znaczniejszej wartości” w kontekście (co nie znaczy: na gruncie) art. 115 § 5 KK definiującego pojęcie „mienie znacznej wartości”. Przy świadomości poważnej ułomności powyższego wyniku wykładni, stanowi on jakąś próbę wyjścia poza dotychczas formułowane elipsy i tautologie; próbę mającą na uwadze problemy prawnokarne (odpowiedzialność karną znalazcy za przywłaszczenie cudzej rzeczy w przypadku nieoddania jej organowi państwowemu21), potrzebę jednoznacznego przyporządkowania rzeczy do określonego podmiotu oraz tradycję prawa rzymskiego, która własność rzeczy przyznaje raczej znalazcy niż fiskusowi. Już w tym miejscu należy jednak podkreślić, że wykładnia ta nie niweluje wielu problemów wiążących się z art. 189 KC, o których zdecydowanie szerzej we wnioskach de lege ferenda.
Krzysztof Mularskie zajmuje się też pojęciem "odpowiedniego wynagrodzenia". Tutaj akurat jest bardziej jednoznacznie i dość pozytywnie dla znalazców. Ale w szczegółach odsyłam do artykułu.