W zasadzie temat niby z działu literatury, ale niekoniecznie na temat literatury chcę pisać.
To lektura szkolna, przynajmniej fragmenty każdy z nas kiedyś wałkował w szkole. Teraz, w zasadzie po wielu latach zechciało mi się wrócić do tej lektury, nie ukrywam z dużą pasją.
Zacytuję taki fragment (Rok Pański 1656)
Jan Chryzostom Pasek napisał(a):
[...]
Ze wszystkich tedy zaginionych nie wiem, jeżeliby się który znalazł, który by nie miał być egzenterowany, a to z tej okazyjej: zbierając chłopi zdobycz na pobojowisku, nadeszli jednego trupa tłustego z brzuchem okrutnie szablą rozciętym, tak że intestina z niego wyszły. Więc że kiszka przecięta była, obaczył jeden czerwony złoty; dalej szukając znalazł więcej: dopieroż inszych pruć, i tak znajdowali miejscami złoto, miejscem też błoto. Nawet i tych, co po lasach żywcem znajdowali, to wprzód koło niego poszukali trzosa, to potem brzuch nożem rozerznąwszy i kiszki wyjąwszy, a tam nic nie znalazszy, to dopiero: "Idźże, złodzieju pludraku, do domu; kiedy zdobyczy nie masz, daruję cię zdrowiem".
[...]
Drastyczny opis, ale nie jak widać dla narratora. Dlaczego to piszę w tym forum? Chyba to jasne - z racji poszukiwawczych. Ten przykład pokazuje skąd czasami biorą się znaleziska. To tak ku refleksji. Kwestia połykania złota to nic nowego, znajdywane przez poszukiwaczy zwinięte w rulonik dukaty są tego dowodem, niedawno takie znalezisko prezentowane było na naszym forum.
Polecam więcej lektury tej pozycji. Świadectwo epoki, nie jakaś tam bajka - samo życie, coś co poszukiwaczom pozwala ruszyć wyobraźnią, myślę że i może to być pomocne w poszukiwaniach.
PS. W ostatni poniedziałek taka książeczka była do kupienia wraz z Życiem Warszawy za 4,99 złotych :) To taka mała reklama, myślę że za te pieniądze jest to warte uwagi.
PS 2. Żeby przypadkiem ktoś tego opatrznie nie zrozumiał i jakiemuś Skandynawowi teraz nożem brzucha nie rozpruwał... :666