PREM napisał(a):
McKane napisał(a):
Jest tylko jeden warunek ... nie wolno złamać na jej terenie prawa.
A nie wiedziałem że kolekcjonerstwo jest łamaniem prawa,
teraz już jestem oświecony w tej materii.
Troszkę nadinterpretowałeś to co napisałem :) Napisałem tylko że jest miła do czasu złamania prawa nie odnosiłem się do problematyki poszukiwań czy kolekcjonerstwa a jedynie do cech charakteru p. Kasi.
PREM napisał(a):
teraz już jestem oświecony w tej materii. przecież nie ma prawa zabraniającego posiadania zabytków i to nie kolekcjoner powinien udowodnić jakiejś pani Kasi że nie złamał prawa tylko odwrotnie, to pani Kasia musi udowodnić że prawo złamał. Tutaj dochodzimy do konkluzji, że większość tzw sukcesów operacyjnych polega na tym, że kolekcjonerzy przyznają się (bo są ludźmi uczciwymi) do tego iż szukali sobie łusek czy boratynek, a to juz i pani Kasi wystarczy by położyć rączkę na wszystkim co ma w domu. chciałbym Ciebie zapytać jako archeologa i człowieka zorientowanego w temacie poszukiwań, na jakiej podstawie (o czym sie czyta ostatnio) ktos składa wizytę w jakimś prywatnym mieszkaniu, ze względu na doniesienie iż ten ktoś ma w domu neolityczne narzędzie??? Dla mnie to śmieszne, że prasa rozpisuje sie iż facetowi grozi więzienie ponieważ na półce ma siekierkę kamienną którą znalazł jego ojciec czy dziadek, a powołany biegły archeolog stwierdza (sic!) iz pochodzi ona ze zrabowanego stanowiska archeologicznego.....
Bo to jest śmieszne i straszne zarazem. Obowiązujące prawo, które cokolwiek by o nim nie powiedzieć w jakimś tam stopniu chroni dziedzictwo archeologiczne, nie uwzględniło wielu rzeczy. Jedną z takich rzeczy jest obowiązkowa rejestracja kolekcji, która wraz z abolicją powinna zostać wprowadzona razem z ustawą o ochronie zabytków i rozreklamowana w mediach publicznych. Zrobiono to ... oczywiście nie bo ustawodawcy zabrakło wyobraźni. Efektem tego są akcje, w których z rąk oprawcy wyrywa się siekierkę, a kolekcjonerzy chowają po piwnicach swoje kolekcje odziedziczone po rodzicach, do których to nie mają dowodów zakupu bo i skąd mieliby je wziąć. Szanowny rodzic bowiem w najśmielszych nawet wizjach przyszłości nie przewidział, że za pamiątki po nim dziecko może iść do więzienia. Inaczej pewnie uwzględniłby je w jakimś testamencie.
A co do tego biegłego archeologa to sprawa jest prosta ... widzi siekierkę więc mówi, że pochodzi ona ze stanowiska archeologicznego. To jest dosyć proste od strony oceny archeologicznej. Ale to nie archeolog wydaje wyrok tylko sąd i to sąd właśnie musi ocenić KIEDY ta siekierka została pozyskana. Bo dosyć ważne w tym przypadku jest t,o czy wygrzebano ją niedawno, czy też leży na półce 100 lat. Jeśli wyda wyrok skazujący za zabytek odziedziczony po ojcu to należałoby od razu zaaresztować wszystkich emerytowanych archeologów, którzy tworząc te naukę robili rzeczy naganne z punktu widzenia obowiązującego dzisiaj prawa.
PREM napisał(a):
Ja oczywiście rozumiem, że można by było mieć pewne zastrzeżenia, gdyby facet szukał z wykrywaczem, został złapany na stanowisku, dodatkowo handlował tym w necie, ale że miał w domu i sam nie wie dokładnie skąd? Toż za okupacji chyba było lepiej. A tutaj na jakimś blogu czy w komentarzach pod artykułem dotyczącym wypowiedzi jednego z archeologów i to bardzo znanego w kraju speca od Herulów, że on sam posiada jakąś kolekcję w domu troszkę dyskusyjna co do legalności posiadania......Gdzie tu sprawiedliwość?
Nie ma sprawiedliwości i szybko nie będzie. Przykro mi to mówić ale nie ma też co liczyć na złagodzenie prawa bo złodzieje stanowisk archeologicznych stają się coraz bezczelniejsi. Pomijam zorganizowane akcje nastawione na zysk. Wczoraj na nadzorze dowiedziałem się od operatora koparki że ten ma znajomego, który zajmuje się tym samym co ja tylko amatorsko. Pytam co to znaczy wg niego amatorsko ... a on ... "no jeździ jak Pan po zamkach tylko że w weekendy bo w tygodniu pracuje i robi na nich wykopy. Panie on potrafi dziurę na 3 metry wywalić jak coś zacznie mu wychodzić fajnego. Cały dom ma w garnkach."
Ja go pytam czy wie że to nielegalne ... a on że przecież krzywdy nikomu ten znajomy nie robi ... po prostu lubi historię.
To tylko taka historyjka z wczoraj. Co wykopy słyszę o takich przypadkach. W tym tygodniu w biały dzień jak siedzieliśmy na wykopie na stanowisko przyszło mi dwóch kolesi ze szpachelkami i zaczęli mi wygrzebywać zabytki po czym chowali je sobie do kieszeni. Jak zobaczyli, że ktoś idzie w ich kierunku to zwiali.
Łatwo sobie więc wyobrazić że w takim natłoku zwykłych złodziei czasami dostanie się też tym niewinnym. Nie powinno tak być oczywiście ale bez abolicji i rejestracji kolekcji nie ma moim zdaniem szans na to żeby było lepiej.