Cześć,
spacerowałem sobie wielokrotnie z wykrywką w okolicach wspomnianych przez Ciebie fortów.
Efekty poszukiwań:
Fort VII Cybulice – trochę czubków i zniszczonych łusek od Mośka, gwoździe (kute również), podkowa z hufnalami, siedmiokilowy kilof i kupa mniej lub bardziej interesujących śmieci (popękane fajerki, dziurawe garnki, części samochodowe, żeliwna listewka z kwiatuszkami, cynowy uchwyt od czegoś, no takie tam...). Poza tym garść zardzewiałych, „ślepych” łusek od AK-47 z 1980 roku, co potwierdza, że znajdował się tam poligon i ktoś pozorował pole walki.
Fort V Dębino (Dębina) – teren bardziej zaśmiecony, za to znaleziska ciekawsze, bo poza standardowymi śmieciami (odłamki, odłamki, odłamki...) i pociskami z Mośka trafiają się ołowiane pociski Berdana.
Generalnie teren zjechany maksymalnie, grupy wspinaczkowe, paintballiści, harcerze, rodziny z dziećmi i psami, eksploratorzy, zakochane parki, sataniści i zwykli amatorzy piwa, wina i innych mocniejszych trunków (sądząc po ilości i miejscach odnajdywanych kapsli, zawleczek od puszek i innych drobnych, współczesnych przedmiotów związanych z monopolem, amatorzy alkoholi wywodzą się również z wcześniej wymienionych grup).
Co do aktów wandalizmu (pomijając fakt kradzieży drzwi, okiennic i oczywiście pięknej kopułki), pozwolę sobie zacytować p.Krzysztofa Witkowskiego, autora strony
http://www.forty.phg.pl:
„Na suficie w koszarach szyjowych ciągle można znaleźć oryginalne rosyjskie napisy. Kolorowa cyrylica mówi gdzie była kuchnia 14 Kompanii Nowogeorgijewskiej Artylerii Fortecznej. Jest też coś jeszcze ale mój rosyjski nie jest za dobry. Trzeba mieć tylko nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł spalenia opon w tej kazamacie i napisy przetrwają kolejne sto lat.”
Opon na szczęście nikt nie spalił, ale za to grupa „paintballistów” ostrzelała te napisy kolorową farbą, przez co, delikatnie mówiąc, straciły wiele na uroku. Brak mi (cenzuralnych) słów krytyki... :wq
Pozdrawiam Jaś
P.s. Proponuję wybierając się na forty pozostawić wykrywkę w, no powiedzmy, samochodzie. Zamiast niej zabrać latarkę i przynajmniej bluzę i pozwiedzać wnętrza fortu. Jest tam prawie całkiem bezpiecznie. Należy uważać na otwarte studnie kanalizacyjne (odwadniające?), bo ktoś rąbnął dekle. A i jeszcze jedno miejsce, na prawo od wejścia do kuchni, tego od drogi do Grochal, jakieś 20 m na zewnątrz fortu znajduje się stara studnia z otworem na poziomie gruntu. Niczym nie zabezpieczona i słabo widoczna. Głęboka na jakieś 5 m i zaśmiecona na dnie gruzem, gałęziami i innym syfem.
Uwaga!