Wg mediów, :cop i prokuratury to ludzie z wykrywkami są złodziejami, szabrownikami itd.
A tak naprawdę... - przeczytajcie artykuł z "Gazety Lokalnej" ("Gazeta Wyborcza" w Kielcach)
Cytuj:
Po kradzieży w bibliotece sandomierskiego seminarium
Ziemowit Nowak 13-02-2006 , ostatnia aktualizacja 12-02-2006 18:21
Co najmniej 50 tys. zł warte były starodruki skradzione z biblioteki seminarium duchownego w Sandomierzu. Więcej wiadomo będzie po zakończeniu inwentaryzacji. Do dymisji podał się dyrektor biblioteki.
W piątek na drzwiach Biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu wisiała kartka, że jest ona zamknięta z powodu inwentaryzacji "do odwołania". Nikt także nie odbierał telefonów. W seminarium usłyszeliśmy, że jedyną osobą udzielającą informacji na temat kradzieży jest kanclerz kurii w Sandomierzu ks. Zygmunt Gil. Niestety, jest chory. - To wszystko nas zaskoczyło. Nikt oprócz księdza Gila nie udziela oficjalnych informacji - usłyszeliśmy w sekretariacie kurii.
W czwartek do dymisji podał się dyrektor biblioteki, ks. Marek R. Według krakowskiej prokuratury jest zamieszany w aferę. Miał wyłudzić z Ministerstwa Nauki ponad 20 tys. zł dotacji na konserwację inkunabułu, którego w rzeczywistości nie było w Sandomierzu. Prokuratura pozostawiła dyrektora na wolności za poręczeniem ks. kanclerza Gila, ale będzie pod dozorem policji.
Tymczasem główny podejrzany, znany krakowski profesor, poszukiwacz i konserwator zaginionych książek Stanisław Sz. przyznał się do kradzieży kilkudziesięciu książek z sandomierskiej biblioteki. Na razie prokuratura postawiła mu zarzut kradzieży trzech dzieł o szczególnym znaczeniu dla kultury polskiej. Chodzi o pochodzący z 1498 roku inkunabuł "Epistolae contra Iudaeorum errores" oraz dwa starodruki - "Expositio hymnorumque interpretatio" Michała Falkenera z Wrocławia z 1519 roku oraz "Alberti magni philosophie naturalis" z 1516 roku. Na wniosek krakowskiej prokuratury Stanisława Sz. aresztowano na trzy miesiące.
W bibliotece odbyła się już wizja lokalna z udziałem profesora Sz. Inwentaryzacja wykazała, że brakuje co najmniej 20 inkunabułów. Na razie wartość skradzionych pozycji szacuje się na co najmniej 50 tys. zł. Zabytkowe księgi trafiły m.in. do warszawskich antykwariatów. Według prokuratury prof. Sz. potwierdził, że sam wystawiał je tam na swoje nazwisko. Z kart usunięto pieczątki i oznakowania świadczące, że pochodzą z biblioteki sandomierskiego seminarium. Kilka z nich już sprzedano. Zabytkową pozycję kupiła na aukcji m.in. jedna z największych publicznych bibliotek w kraju. Ze źródeł policyjnych dowiedzieliśmy się, że część dzieł skradzionych z sandomierskiego seminarium mogła jednak także zostać sprzedana za granicę.
Prokuratura nie potwierdza na razie, że kilkadziesiąt innych pozycji znalezionych w domu profesora także należało do sandomierskiej biblioteki. - Weryfikujemy ich pochodzenie - mówi prokurator Krzysztof Urbaniak.
Prof. Karol Musioł, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, wystąpił w środę do ministra edukacji o zawieszenie Stanisława Sz. Po jego przyznaniu się do winy krakowskie środowisko akademickie jest zszokowane. - Nie chciałem w to uwierzyć, teraz wolałbym, żeby to się w ogóle nie stało. To cios dla profesora, dla uniwersytetu - mówi pragnący zachować anonimowość historyk UJ, były student prof. Sz. Szok jest tym większy, że Stanisław Sz. był ekspertem krakowskiej prokuratury w śledztwie dotyczącym głośnej kradzieży starodruków z Biblioteki Jagiellońskiej.