Teraz jest wtorek, 7 kwietnia 2026, 06:29

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Regulamin działu


Kliknij, aby przejrzeć regulamin



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Ciekawy artykuł
PostNapisane: wtorek, 21 marca 2006, 12:13 
Offline
Starszy Sierżant Sztabowy
Starszy Sierżant Sztabowy

Dołączył(a): wtorek, 21 marca 2006, 11:46
Posty: 90
Lokalizacja: Szczecin
Ciekawy artykuł, troche stronniczy ale warto przeczytać: http://wiadomosci.onet.pl/1320271,1292,kioskart.html
;) Mniej ciekawe natomiast są komentarze pod artykułem, typu: "Jak taki czlowiek ma prawo spokojnie zyc???" lub "Skąd sie biora ludzie bezduszy" :n

Cytuj:
Niewinny” pomocnik Hitlera
Rochus Misch
Rochus Misch, jedyny człowiek, który może opowiedzieć o ostatnich dniach Adolfa Hitlera, nie cierpi z powodu wyrzutów sumienia. Jeśli zawinił, odpokutował za swoje grzechy w radzieckim obozie pracy. I dziś może bez emocji oglądać swoje cenne pamiątki.
„Mieszkam tu od 1938 roku” – wyjaśnia. Jakby zapomniał, że w międzyczasie pięć lat spędził u boku führera i dziewięć lat w łagrach Związku Radzieckiego, gdzie był „bity i torturowany”, w tym również przez „pułkownika Sterna, Żyda”. Nie, dla niego od zawsze całym światem był krąg przedmiotów, które teraz pokazuje dziennikarzowi upstrzoną starczymi plamami dłonią. Kominek, telewizor, okrągły stół w kącie pokoju. I największy skarb, nadający sens całej jego egzystencji: małe pudełko. Trzyma w nim dokumenty i fotografie – pamiątki ze swego życia, wyjątkowego i banalnego zarazem.

Na kolejnych zdjęciach widnieją: Hitler (jakże by inaczej), Ewa Braun, owczarek niemiecki Blondi i sam właściciel pudełka – Rochus Misch. Oto on w kancelarii führera w Berlinie, w bunkrze w Alpach bawarskich w Berghof (Orle Gniazdo) i w tajnej kwaterze głównej zwanej Wilczym Szańcem w byłych Prusach Wschodnich.

Misch to człowiek, który wszystko widział, a jednak nigdy nie słyszał o żadnych okropnościach. „Byłem dobrym żołnierzem, posłusznym, jak miliony innych. Wypełniałem tylko swoją powinność. Proszę mi powiedzieć, jaka jest różnica między czołgistą na placu boju i osobą obsługującą centralkę telefoniczną Hitlera” – mówi zaczepnie.

Noc kryształowa? Nic mu o tym nie wiadomo. „Naprawdę nic” – podkreśla. Był wtedy zwykłym szeregowcem, jeszcze przed wstąpieniem na służbę do swego przyszłego „szefa” i nikt w koszarach o tym nie wspomniał. Obozy koncentracyjne? „Dopiero w 1954 roku poznałem znaczenie skrótu KZ” – mówi. Czyli wtedy, gdy wracał z radzieckiej niewoli, która w jego odczuciu była swoistą „spłatą” długu wobec historii.

Rochus Misch nigdy nie stawiał sobie żadnych pytań. W kręgu osób pracujących w najbliższym otoczeniu Hitlera znalazł się przypadkowo. W 1937 roku wstąpił do Verfügungstruppe, jednostki znajdującej się w dyspozycji führera. Czteroletnia służba w tej formacji miała zapewnić mu później stanowisko w sektorze publicznym. Ranny na polskim froncie, w kwietniu 1940 roku powołany został do SS Begleitkommando, przybocznej gwardii Hitlera. Od tej pory służył jako jego posłaniec, operator centralki telefonicznej, krótko mówiąc był „człowiekiem do wszystkiego”. Odbierał rozmowy, dostarczał telegramy i bukiety kwiatów.

Ze swego uprzywilejowanego punktu obserwacyjnego „dwadzieścia metrów od apartamentów szefa” widywał rozmaite sławy nazistowskiego reżimu. Generałów, takich jak von Paulus, człowiek Stalingradu. Organizatorów ostatecznego rozwiązania, jak Bormann. Piękne kobiety, jak Leni Riefenstahl, reżyserka filmowa, propagatorka nazizmu. Lecz nigdy, absolutnie nigdy, nie zadawał sobie pytań.

„Nie miałem nic wspólnego z polityką – mówi. – Wykonywałem należycie swoją pracę”. Jego całkowity „brak zainteresowania polityką” pomógł mu uniknąć kłopotów. W życiu prywatnym, w kontaktach z teściem, „socjalistą jeszcze sprzed pierwszej wojny światowej” . Następnie w pracy, gdzie od początku ocierał się o nazistów, „nie wiedząc nawet, co symbolizuje swastyka”. I w końcu po powrocie z ZSRR, gdy towarzyszył swej małżonce Gerdzie, radnej miejskiej SPD w Berlinie i spotkał tam „Willy’ego Brandta, księcia Filipa i wielu innych”.

W otoczeniu Rochusa „nie mówiło się o wydarzeniach”, jakiekolwiek one były. Dzięki temu świat Mischa jest bezkonfliktowy. Potrafi on szczegółowo przywołać przeszłość, ale nigdy nie wspomina o żadnych potwornościach. Albo mówi o nich zdawkowo. Na przykład o zamachu z 20 lipca 1944 roku Był wtedy w Berlinie i wezwano go nocą, by wzmocnił obsadę centralki w kancelarii. Co sobie pomyślał dowiadując się o klęsce spisku? „Nic” – ucina. A jednak wróci jeszcze do tego zdarzenia w swym długim monologu. Claus von Stauffenberg z pewnością dokonał „zamachu, ale nie przeciwko Hitlerowi” – mówi. Jaki jest tok rozumowania Rochusa? Podkładając bombę zamachowiec „ nie mógł wiedzieć, czy führer będzie w pomieszczeniu akurat w momencie eksplozji. Mógł przecież wyjść ze spotkania, pójść zatelefonować, opuścić budynek z powodu bólu brzucha”. Rzecz w tym jednak, że sprawca „zdobył się na największą dla żołnierza niegodziwość – zabójstwo swych towarzyszy” – mówi urażony. Jak widać, dla pomocnika führera honor pruskiego żołnierza wciąż pozostaje nadrzędną wartością.

Choć sam określa się mianem „nie najlepszego obserwatora”, Rochus Misch jest jednak wyjątkowo cennym źródłem informacji. To dziś jedyny żyjący świadek pewnej epoki, jedyny człowiek, który może opowiedzieć o ostatnich dniach Adolfa Hitlera spędzonych w ponurym bunkrze. 30 kwietnia 1945 roku szef „minął go na korytarzu” po raz ostatni, na kilka godzin przed samobójstwem. Misch nie usłyszał huku wystrzału, gdyż jak zwykle „wypełniał swoją powinność”, „pracował, zamiast się włóczyć” w oczekiwaniu na klęskę. Ostatecznie jednak podszedł dość blisko, by zobaczyć z pewnej odległości „skulone” ciało Hitlera, a obok zwinięte na kanapie zwłoki Ewy Braun, którą führer właśnie poślubił. Dostrzegł też czarne buty dyktatora wystające spod przykrycia w czasie transportowania zwłok na zewnątrz, gdzie zostały spalone. Ale w samej kremacji też nie uczestniczył, gdyż znowu zajął się wykonywaniem swoich rutynowych obowiązków.

Sześćdziesiąt lat później Rochus Misch, 88-letni pan cieszący się wciąż dobrym zdrowiem, nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Zachował tylko wspomnienia. „Nie mogę się uskarżać – mówi. – To były dla mnie dobre czasy. Owszem, rządził Hitler. Ale nie oceniam, czy był dobry, czy zły. Ja po prostu mu służyłem”. Z fatalizmu uczynił sobie tarczę obronną. Zapytany o nazizm i komunizm kwituje: „tak się po prostu złożyło”.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL