|
Starożytna Polska, Kokowski Andrzej, Warszawa 2006.
"(...) Szlak, to przecież pojęcie niezwykle pojemne. Oznacza dość swobodną strefę przenikania przez poszczególne kraje i krainy, z zachowaniem kierunku oraz celu wędrówki. Nie było jeszcze na terenie środkowoeuropejskiego Barbaricum warunków dla wytyczenia drogi, którą można by poruszać się tak, jak czyniono to w rzymskich prowincjach. Nie było też takiej infrastruktury, która wymagałaby na trwałe połączenia za pomocą wytyczonych dróg poszczególnych osad. Były zresztą zbyt małe, zbyt mało miały mieszkańców, by byli oni zdolni podołać trudowi i kosztom utrzymania drogi. Prowadziły więc do nich szlaki, które zależnie od pory roku kierowały ludzi wzdłuż koryt rzek lub przecinały ich wododziały. Tak naprawdę, nie było wtedy możliwości powtórzenia raz przebytej drogi. Zbyt wiele zależało nie tylko od ludzi, ale również od przyrody i jej kapryśnej natury. Starano się jednak wytyczać szlaki, na swój sposób je chronić oraz utrzymywać. Było to trudniejsze, niż w przypadku szlaków żeglugowych, które miały oparcie w stałych punktach nawigacyjnych i były niezależne od tubylców, obsiadających gęsto szlaki lądowe.(...)
Jerzy Wielowiejski, jeden z najwybitniejszych badaczy dziejów i znaczenia Szlaku Bursztynowego, wyznaczył jego główny przebieg między 17 a 19 stopniem długości geograficznej. Prawie cały jego odcinek, biegnący przez terytorium kultury przeworskiej, wyznaczono wzdłuż osiemnastego południka, niemal w linii prostej prowadzącej z południa na północ.
Badacz ten uważał, że miastem, które dawało początek szlaków, było naddunajskie Carnuntum. Biegł stamtąd przez kraj Markomanów w Kotlinie Czeskiej ku Bramie Morawskiej. Wzdłuż Odry miał się kierować ku Praśnie, skąd przez Kujawy, wzdłuż wielkich rynnowych jezior usytuowanych również południkowo, docierał do Wisły. To chyba najbardziej logiczna wersja jego biegu.
Inna odnoga szlaku miała mieć początek w jednym z kastrów (warownych obozów rzymskich) nad górnym Dunajem (Lentia lub Lauriacum). Wiodła stamtąd najpierw wzdłuż Wełtawy nad górną Łabę w północno-zachodnich Czechach, skąd przez Kotlinę Kłodzką kierować się miała na Dolny Śląsk, aby nad środkową Prosną połączyć się z wariantem szlaku opisanym wcześniej.
Jerzy Wielowiejski nie poprzestał na tych propozycjach, ale na mapie, załączonej do swojej monografii "głównego szlaku bursztynowego", nakreślił wiele dalszych propozycji i wskazań dotyczących możliwości jego przebiegu. Uznał, że praktycznie każda większa rzeka w Europie Środkowej mogła znakomicie prowadzić do celu, jakim były leżące nad Bałtykiem wioski.(...)"
Po więcej szczegółów odsyłam do naprawdę świetnej książki p. Kokowskiego.
Pzdr.
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
|