Teraz jest wtorek, 30 czerwca 2026, 05:24

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: O tym, co działo się w 1945 w wyzwolonej Polsce...
PostNapisane: piątek, 20 czerwca 2008, 17:56 
Offline
Generał Brygady
Generał Brygady

Dołączył(a): czwartek, 26 maja 2005, 10:01
Posty: 701
Lokalizacja: gdzie chcę
Witam,

Zachęcam do lektury bardzo ciekawej relacji Gerdy Feyerabend, byłej mieszkanki Iławy, którą spisał w 1994 iławski historyk Wiesław Niesiobędzki. Całość dotyczy wkroczenia wojsk radzieckich do Iławy. Naprawdę polecam!

„;Pierwsze dni roku 1945 pamiętam lepiej od tego, co działo się w Iławie pięć albo dziesięć lat potem. Moja mama podczas wojny pracowała w księgowości Infanterikasserne (koszary piechoty na terenie obecnych IZNS-ów).
- Na pytanie: –;Skąd się wzięły tak wielkie zniszczenie Iławy, czy Niemcy tak zaciekle się bronili, że centrum miasta prawie całkowicie legło w gruzach? Pani Gertruda odpowiedziała. „;Nic podobnego, broniono tylko dworca Iława-Główna, skąd do końca odjeżdżały transporty wojskowe. Od działań wojennych spaliła się też Essigfabrik (fabryka octu) i skład węglowy, które mieściły się na terenie dzisiejszych warsztatów Technikum Mechanicznego. Tam spadło kilka bomb w nocy 18 stycznia.
Zrzucił je samolot rosyjski nadlatujący od Lubawy. Na skutek bombardowania spłonął też tartak na Rotkrugu i powylatywały szyby w oknach starego miasta. My mieszkaliśmy na Lindenstrasse, w domu stojącym tuż nad jeziorem, teraz na tym miejscu jest ośrodek wodny PKP. Po bombardowaniu burmistrz zarządził alarm i zwołał mieszkańców na rynku starego miasta. Było to około godz. 200 w nocy, był duży mróz i śnieg, burmistrz wezwał mieszkańców do opuszczania miasta drogą na Susz, bo Rosjanie są już blisko.
Drugiego dnia, 19 stycznia moja mama jeszcze poszła do swojej pracy w koszarach, 20 stycznia też poszła do pracy, ale wtedy wzięła ze sobą mnie i mojego młodszego brata. Wzięliśmy wtedy ze sobą zapasy żywności, odzieży, pierzyny i pościel. Po drodze do koszar przyłączyło się do nas pięć kobiet, które do Iławy przyjechały aż z Hamburga, aby tutaj szukać schronienia przed nalotami Anglików. W koszarach wszyscy razem ukryliśmy się w dobrze chronionej piwnicy. Rosjanie weszli do miasta 22 stycznia.
Na wieść o wejściu Rosjan wszyscy razem: Mama, ja, mój brat i te pięć kobiet z Hamburga wyszliśmy z naszego ukrycia w koszarach i pod osłoną nocy przez podwórka a potem aleją nad Małym Jeziorkiem przedostaliśmy się do naszego domu. Zbliżając się do naszego domu na Lindenstrasse usłyszeliśmy głośne krzyki i strzelaninę. Byli tam już Rosjanie i plądrowali mieszkania na wszystkich piętrach. W obawie, aby nie wpaść im w ręce mama zabrała nas na Fischereistrasse ( ul. Rybacka, dzisiaj już nieistniejąca, ciągnęła się wzdłuż Iławki od obecnego domu Cechu Rzemiosł do końca cypla), żeby ukryć się z nami w domu swojej przyjaciółki Frau Wischniewski.

Tam jednak Rosjanie zdążyli przed nami i z daleka było słychać ich wrzaski. Została nam tylko droga przez zamarznięte jezioro. Moja mama pomyślała, że znajdziemy schronienie w letniej restauracji Scholtenberg na Wielkiej Żuławie. Do jeziora szliśmy poprzez Weis-Russe Lager, obóz kobiet Białorusinek, które pracowały w tartaku na Rotkrugu. Codziennie je widziałam, jak rano wychodziły do pracy a wieczorem wracały. Widywałam je też w sklepie mleczarskim i z chlebem, który mieścił się na parterze naszego domu. One otrzymywały większy przydział chleba od innych, bo ciężko pracowały. Wszystkie te kobiety leżały w śniegu, prawie dwie setki kobiet a do koła śnieg czerwony od krwi.
Moja mama powiedziała, że to Rosjanie zrobili. Byliśmy tak przerażeni tym, co zobaczyliśmy, że ile sił w nogach zbiegliśmy na jezioro i ciągnąc ze sobą sanki z naszymi zapasami uciekaliśmy na wyspę. Do wyspy zaczęliśmy się zbliżać około 6 rano, zaczęło się rozwidniać troszeczkę i już było widać czerwone mury budynku letniej restauracji. Wtedy nas dobiegły krzyki mordowanych ludzi, którzy tam schronili się wcześniej.
To zmusiło nas do dalszej drogi przez jezioro w stronę Szałkowa. W Szałkowie znaleźliśmy opuszczony dom i tam przebywaliśmy do czasu, aż skończyły się nam zapasy żywności. Trzeba było wracać do Iławy, wróciliśmy, więc i przez tydzień prawie kryliśmy się w letniej altance na Fischergebiet (przedmieście rybackie u ujścia Iławki). Rosjanie nas znaleźli, gdy mój brat przekradł się nad rzekę, żeby narąbać lodu do picia.
Całą naszą gromadkę mamę, mnie mojego brata i te pięć kobiet z Hamburga zabrali do Ofiziercassino (późniejszy PDK przy ulicy Kościuszki) tam urządzono więzienie dla schwytanej ludności cywilnej. Prowadzili nas drogą wokół jeziora i przez Uferpromenade ( promenada nadbrzeżna, dzisiaj Bulwar Jana Pawła II), domy na starym miejcie już były spalone a niektóre jeszcze płonęły, płonął także nasz dom, jego właścicielką była Frau Jankowski, po drodze widzieliśmy na jeziorze trupy rozstrzelanych żołnierzy niemieckich, zabici tworzyli regularne kręgi i leżeli na plecach zabici strzałami w tył głowy, żołnierze ci poddali się bez walki.
W kasynie zamknięto nas w dużej sali przeznaczonej dla schwytanej ludności niemieckiej, ludność polską trzymano w sali sąsiedniej. W pewnej chwili wpadł do sali młody Rosjanin mógł mieć najwyżej 17 lat, miał automat i strzelał po ścianach. Bardzo się przestraszyłam i bardzo głośno krzyczałam. Wtedy przyszedł kapitan w rosyjskim mundurze i zapytał:, –; Dlaczego krzyczę? –; Odpowiedziałam; że boję się umierać. Kapitan przegonił tego młodego Rosjanina a nas ukrył w piwnicy. Ten kapitan był z pochodzenia Polakiem, mojej mamie powiedział, że pochodzi z Wilna.
W piwnicy prócz nas było wielu innych ludzi spędzonych z miasta, zwłaszcza właścicieli sklepów, wśród nich rozpoznałam pana Mathiasa właściciela sklepu bławatniczego. To nasze spotkanie to był ostatni ślad po nim. Później dowiedziałam się od jego rodziny mieszkającej obecnie w Szwecji, że moja wiadomość o spotkaniu z nim w piwnicy kasyna, była ostatnim śladem jego życia.
Z piwnicy w kasynie moją mamę zabrali na przesłuchanie do komendantury miasta, do budynku Naprzeciwko kasyna, później tam mieszkali pracownicy UB. W komendanturze mama spotkała kobietę, której w czasie wojny kilka razy pomogła, ta kobieta była tłumaczką i ona wstawiła się za mamą, a ten kapitan z Wilna dał przepustkę, dzięki czemu wypuszczono nas wszystkich.
Gdy szliśmy przez miasto w okolicach późniejszego magistratu przy ul. Kościuszki, tuż przed szkołą zatrzymał nas patrol rosyjski, naszą przepustkę podarli a nas zabrali z powrotem do piwnicy w kasynie. Wtedy też tam widziałam córkę Frau Jankowskiej właścicielki naszego domu, ona była na studiach w Berlinie i do Iławy przyjechała na gwiazdkę,
Rosjanie zatrzymali ją tak samo jak i nas. Tą dziewczynę znaleziono później za rzeką koło cmentarza zgwałconą i zastrzeloną. W piwnicy siedzieliśmy tak długo, aż dowiedział się znowu ten kapitan z komendantury miasta, uwolnił nas po raz drugi, dał przydział na dom na Fischergebiet (wzgórze rybaków) i ostrzegł, żebyśmy stamtąd się nie ruszali, bo w mieście grasują Mongołowie. Z więzienia w kasynie wypuścili nas nocą. Do przydzielonego nam domku na ulicy Rybaków szliśmy po ciemku, a mimo to było widno jak w dzień, tak płonęły domy rabowane przez Rosjan. Dom, na który dostaliśmy przydział był bardzo mały, miał tylko jeden pokój, kuchnię i korytarz, po kilku dniach znaleźli nas tam ci Mongołowie, przed którymi ostrzegał nas kapitan. Wpadli do mieszkania i zaczęli strzelać na oślep, zobaczyli te kobiety z Hamburga, one miały na sobie dobre i drogie ubrania, Mongołowie nas wygnali z domu i rzucili się na te kobiety żeby zdzierać z nich ubrania, słyszeliśmy tylko przerażone krzyki kobiet i wrzaski pijanych mężczyzn a potem strzały.
Gdy po odejściu Mongołów weszliśmy do domu, ściany były tak zakrwawione krwią tych pomordowanych kobiet leżących bez ubrań na podłodze, że w żaden sposób nie można było zmyć krwi i trzeba było ściany okrywać prześcieradłami, bo na miasto baliśmy się wychodzić, wszystko cały czas płonęło i było cały czas grabione. Ci Mongołowie i młodzi Rosjanie, chłopcy prawie chodzili po mieście pijani, a każdy miał broń, szabrowali, plądrowali i podpalali. Codziennie wybuchały nowe pożary, codziennie było słychać wystrzały, codziennie słyszeliśmy dzikie wrzaski pijanych zdobywców Iławy.”;

I jeszcze kilka słów z podobnej relacji Mikołaja Czernego, także spisanej przez Wiesława Niesiobędzkiego:

Mikołaj Czerny pochodzący z Pińska, miasteczka na wschodnich Kresach II Rzeczypospolitej Polskiej do Iławy przyjechał 2 sierpnia 1945 roku z Antonim Rybackim i jego rodziną, których poznał po drodze do Iławy z Włocławka. miezdy innymi córką Alicją po mężu Czwarnóg,później nauczycielką w SP nr 1
Oto jego opowieść zanotowana w jego mieszkaniu przy ul. Konopnickiej nr 3, dnia 6 maja 1994 roku. O tym co wtedy działo się w Iławie.
„;Do osiedlenia się w Iławie namówił mnie Maksymilian Grabowski, poznałem go jeszcze w niemieckim obozie pracy przymusowej w Janowie na Polesiu. On był pierwszym powojennym burmistrzem Iławy i napisał do mnie żebym zaraz przyjeżdżał do Iławy. Jedynymi śladami wojny, jakie zobaczyłem po przybyciu do Iławy, były spalone dachy, strychy i górne piętra domów na starym mieście i na głównej ulicy, dzisiaj od 1957 roku nazywa się ul. Niepodległości. Niektóre domy były wypalone aż do parteru, inne nie miały tylko dachów i górnych pięter. Wiele domów jeszcze cały czas się tliło, nad miastem unosiły się dymy i czuć było swąd spalenizny. Ogólnie jednak miasto było niezniszczone i było widać, że Iławy nikt nie zdobywał poprzez walkę. Ruskie wojska tylko przeszły przez Iławę i poszły dalej zostawiając w mieście swoją komendanturę i obsadzając swymi oddziałami poniemieckie majątki w Kamieniu, Lipowym Dworze, Nowej Wsi, Szymbarku i Gardzieniu.

Komendantem wojskowym miasta był major Konstantinow, siedzibą komendantury był hotel miejski na ul. Niepodległości. Za gazownią w domu nad Iławką stacjonowała dowodzona przez lejtienanta Nikołaja, kompania ochrony miasta, służyło w niej coś ze stu Kałmuków takich ze skośnymi oczami jak Chińczycy. W szkole czerwonej był chirurgiczny szpital wojenny, zwożono tutaj rannych żołnierzy z frontu zachodniego i w nieludzkich warunkach krojono ich albo amputowano kończyny. W budynku późniejszego PDK-u był lazaret wyższych oficerów Armii Czerwonej, na budynku tym i innych służącym Rosjanom były malowane białą farbą napisy: "Dobro pożałowat", co znaczyło, że służą one nowym władzom i chroniło przed podpalaniem. Wojskowe szpitale były też na ul. Kościuszki w późniejszej Powiatowej Radzie i w budynku dzisiejszej komendy policji ( ul. Kościuszki), a na parterze obecnej Biblioteki Miejskiej był szpital cywilny. Zaszedłem tam jednego razu i z ciekawości zajrzałem. Poznałem wtedy jedną z pierwszych powojennych pielęgniarek Irenę Zalewską i jedynego cywilnego lekarza dr Maksymilina Vettera, później pojawił się w Iławie dr Jan Goertz. Tu gdzie potem na ul. Kościuszki była apteka, (obok poczty) wtedy był posterunek milicji, komendantem MO był Walerian Komorowski.
Tak jak mówiłem, miasta nikt nie zdobywał, było gdzie niegdzie spalone, gdzie niegdzie nadpalone i zniszczone przez ogień, ale ogółem stało w całości. Przy ul. Kościuszki obecnie, a wówczas Józefa Stalina mieścił się Urząd Bezpieczeństwa, urząd aprowizacji, kwaterunku i kwatery gdzie mieszkali ruscy oficerowie, polscy pracownicy milicji, urzędu bezpieczeństwa oraz urzędnicy cywilni. To, dlatego ta ulica ocalała całkowicie i bez żadnych strat dotrwałąd do dzisiaj. Ludzie wtedy najchętniej osiedlali się przy dzisiejszej ulicy Mickiewicza, na Gajerku i na Ostródzkiej w domkach jednorodzinnych, po biednej ludności niemieckiej.

Najbogatsi mieszkali przy obecnej Niepodległości i na starym mieście, tam w dużych mieszkaniach, sklepach i magazynach, było co rabować Mnie przydzielono mieszkanie zaraz za mostem na Iławce, a mój kolega z podróży Rybicki wziął poniemiecką stolarnię z zabudowaniami, potem sprzedał tą stolarnię i dom stelmachowi Michałowi Węgorzewskiemu. Działań wojennych żadnych tu nie było, ja o takich nie słyszałem i nie słyszałem też, żeby ktoś wtedy o takich opowiadał. Komendantura miasta mieściła się przy obecnej ul. Niepodległości w budynku, gdzie potem był hotel miejski i rest.”;Hotelowa”;.. Poza majorem Konstantinowem mieszkało tam coś około 15 chłopaków w wieku 15 do 17 lat. Ruscy nazywali ich sierotami i synami pułku. Chłopcy ci włóczyli się jak szarańcza po mieście całą gromadą z innymi bezdomnymi, mieli pepesze wyładowane amunicją zapalającą. Wywlekali z mieszkań, co się dało, a jak tylko gdzieś w mieszkaniu zauważyli jakieś portrety, wołali: "Eto Gitler" i strzelali bez opamiętania, wzniecając pożary.
Nikt im w tym nie przeszkadzał. Eto wsio po giermańcam. Mówili Ruscy z komendantury miasta. Tak jak sierotki nazywane synami pułku robili sami Rosjanie, im pomagali w tym szabrownicy z Polski, którzy razem z Ruskimi rabowali miasto ze wszelkiego mienia i odkupywali to od Ruskich. Najbardziej jednak szabrowano tartaki, mleczarnię nad jeziorem, browar i zakłady pracy poniemieckie. Wywlekano stamtąd maszyny, urządzenia, pasy transmisyjne, motory, kadzie na mleko i do warzenia piwa, ładowali to na wozy i samochody i zawozili na dworzec kolejowy. Do miasta zjeżdżali też konnymi brykami niczym panowie dziedzice komendanci podiławskich majątków ziemskich. Przywozili ze sobą wszystko, co tylko mogli zabrać i handlowali tymi dobrami z majorem Konstantinowem. On miał całą ekipę, byli w niej także Polacy z UB i cywile, punkt zborny tego szmuglu był u ogrodnika na ul. Kościuszki, tam się zbierali u tego Ejgierta dzielili łupy, handlowali i pili razem wszyscy, a to, czego nie przehandlowali zawozili na dworzec kolejowy i stamtąd to szło koleją dalej do ich naczalstwa.
Potem jak już Ruscy miasto wyszabrowali i spalili miasto, to przyszedł czas usuwania gruzów z ulic. Zakłady pracy, urzędy i instytucje, wszyscy dostawali przydziały odpowiednio wielkie do ilości zatrudnionych i przydzieloną im część miasta musieli w wyznaczonym terminie rozebrać, cegłę ustawiać w słupki, potem z rozebranego terenu usunąć gruzy i posprzątać. Wszędzie wtedy stały tablice informujące, że tu odgruzowuje miasto jakiś zakład pracy czy inna instytucja i pozyskuje cegłę na odbudowę stolicy, a ludzie na mieście i tak po cichu czasem sobie dopowiadali, że nie wiadomo czyjej. Dzisiaj też jeszcze lepiej za głośno o tym nie mówić, bo niejeden z tamtych, co wtedy szabrowali i rządzili miastem, nadal żyje i rządzi”;.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 21 czerwca 2008, 02:33 
Offline
Podporucznik
Podporucznik

Dołączył(a): wtorek, 3 czerwca 2008, 21:37
Posty: 288
Nic nowego, dzikie hordy azjatyckich komunistów robiły to samo wszędzie jak Polska i Niemcy długie i szerokie... to esencja barbarzyństwa, które dziś niektórzy nazywają "wyzwoleniem" i sugerują natarczywie szacunek dla tych arcybandytów.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 21 czerwca 2008, 11:15 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): niedziela, 7 lipca 2002, 00:00
Posty: 576
Lokalizacja: ze wsi
Według mojej wiedzy Iława została zajęta przez wojska sowieckie, a nie wyzwolona. Przed wojną to miasto leżało w Prusach, więc nie podpada pod wyzwalanie.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 21 czerwca 2008, 20:21 
Offline
Główny Administrator
Główny Administrator

Dołączył(a): wtorek, 15 kwietnia 2003, 00:00
Posty: 4353
Lokalizacja: Gliwice
Korup ma rację to "ziemie odzyskane" gdzie administracja polska przejęła je dopiero we wrzesniu 1945 roku bo do tego czasu w ramach porozumień mogli rabować w zamian za utracone mienie na swoim terenie.
Nic nie tłumaczy bestialstwa ale robili dokładnie to samo co hordy niemieckie na wschodzie.
Na terenach polskich nie wolno było im rabować pod groźbą rozstrzelania gdzie sporo takich wyroków w tym czasie wydano.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 22 czerwca 2008, 01:59 
Offline
Starszy Chorąży Sztabowy
Starszy Chorąży Sztabowy

Dołączył(a): wtorek, 1 sierpnia 2006, 09:45
Posty: 203
Lokalizacja: Kraków
Proszę nie stosować retoryki"GW" która na fakty odpowiada "tak ale..."
Czy można wymienić poglądy bez obowiązkowej "poprawności"?
Wart Pac Pałaca ale temat(hordy sowieckie i niemieckie) i ich
poczynania da się przedyskutować bez odbijania piłeczki
"że oni też!"
Z sympatią!
Witek


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: O tym, co działo się w 1945 w wyzwolonej Polsce...
PostNapisane: niedziela, 22 czerwca 2008, 08:11 
Offline
Generał Brygady
Generał Brygady

Dołączył(a): środa, 17 sierpnia 2005, 23:20
Posty: 791
" Dzisiaj też jeszcze lepiej za głośno o tym nie mówić, bo niejeden z tamtych, co wtedy szabrowali i rządzili miastem, nadal żyje i rządzi”;."

to o Ruskich czy o Nas???
pozdr j


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bing [Bot] i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL