Pozwolę sobie wkleić linka :1
http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/ ... ikami.htmlWypowiedzi pani Ewy i Oskara sprawiły, że na forum poszukiwaczy zawrzało. - Nie widzę powodu, byśmy mieli przyklejoną łatkę plażowych szkodników. Ludzie często nas zaczepiają, ale nigdy nie zdarzyło mi się, by ktoś miał o cokolwiek pretensje. Zwykle to życzliwe zainteresowanie - pytają o to, jak działa wykrywacz metalu, czy łapie złoto i ile dziś znalazłem. Zdarza się też, że ktoś coś zgubił i prosi o pomoc w odnalezieniu, jak na przykład para ludzi w Sobieszewie - dziewczyna zgubiła zaręczynowy pierścionek. Nawet straż miejska i policja nie przeszkadzają - mówi Kuba Kowalski, od dziesięciu lat przeszukujący piasek na plaży w Jelitkowie. - A to, co mówi Oskar dziś, też absolutnie nie ma racji bytu. Realia są takie, że 50 zł dziennie to naprawdę dobry wynik, złota i srebra nie znajduje się prawie nic, najwięcej jest śmieci, które wybieramy i tak naprawdę to dzięki nam, a nie dzięki maszynie przesiewającej, plaża jest czystsza. Maszyna zostawia w piasku ogromną ilość kapsli i otwieraczy od puszek, nie wspominając o niedopałkach i papierkach.
Aby pokazać, jak naprawdę wygląda życie poszukiwacza, Kuba proponuje spotkanie na jelitkowskiej plaży. Jest piątkowe popołudnie, niewiele osób siedzi na kocach. Chłopak ma za sobą dwie godziny poszukiwań z wykrywaczem. Drugim podstawowym narzędziem jego pracy jest zielone plastikowe sitko. Wysypuje na koc garść monet. Liczymy: - 15, 16, 18 i pół złotego. - Do tego metalowy pierścionek. I to wszystko. Złoto? Trafia się raz na rok, dwa. Poza monetami najwięcej jest kapsli - mówi Kuba. - A Jelitkowo to i tak dobra plaża, przy nadmorskich barach zawsze się coś trafi. Ale na Przymorzu czy w Brzeźnie to już nie ma sensu szukać. Kiedyś Stogi były dobre, ale nie wiem, czy to konkurencja, czy ktoś z czystej złośliwości wysypał całą masę pociętych na kawałeczki puszek. Lepiej bywa w Sopocie, przy dobrej pogodzie zdarza się, że uzbieram 60 zł. Chcesz spróbować?
Przez dziesięć minut krążymy wzdłuż brzegu, ja wymachuję wykrywaczem. To frustrujące, ale nic nie pika. W końcu jest! Sprawdzamy - ale to tylko kapsel. Parę minut później jeszcze jeden, za chwilę kolejny. Zniechęcona oddaję Kubie sprzęt.
Czy w takim razie warto w ogóle się tym zajmować? - Pewnie. Jedni łowią ryby, inni zbierają znaczki, ja lubię poszukać kasy na plaży. Takie hobby - uśmiecha się Kuba. - Bo żyć się z tego nie da. Dlatego niektórzy jeżdżą za granicę: do Niemiec albo do Francji.
- Dużo jest w Gdańsku plażowych poszukiwaczy? - pytam. - Macie jakieś stowarzyszenie?
- Nie, nie zrzeszamy się. Jest tylko forum eksploratorów - odpowiada Kuba. - Poszukiwanie to samotnicze zajęcie, grzybiarze też nie lubią konkurencji. Z moich obserwacji wynika, że w sezonie na plaży od Sopotu do Brzeźna regularnie szuka około 50 osób. Czasem do kogoś zagadam, zapytam, jak minął dzień, ale rzadko chcą rozmawiać. Lepiej się czują w pojedynkę.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Więcej...
http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/ ... z1PpcxeG00