Cytuj:
Miłośnicy militariów chcą wydobyć z dna jeziora wrak niemieckiego samolotu, który rozbił się pod koniec wojny. Ma być eksponatem, atrakcją. W kadłubie znajdują się szczątki 72 dzieci, które zginęły w katastrofie.
Wrak niemieckiego wodnosamolotu Dornier Do-24 T3 leży na dnie jeziora Resko Przymorskie (gmina Trzebiatów i Kołobrzeg). Runął do niego 3 marca 1945 r. mając na pokładzie 72 dzieci i kilka sióstr niemieckiego Czerwonego Krzyża ewakuowanych przed Armią Czerwoną. Przeżyła tylko jedna z opiekunek. W maju ubiegłego roku głośno było o odnalezieniu wraku.
- Dotarliśmy do części pogrążonego w mule kadłuba, znaleźliśmy kilka luźnych elementów samolotu leżących na dnie - opowiada Aleksander Ostasz, redaktor naczelny magazynu "Nurkowanie", współorganizator akcji, która posiadała wszystkie potrzebne zgody. - Nic więcej nie robiliśmy i nie zamierzaliśmy nawet robić. To bardzo delikatna sprawa. Tego samolotu nie można traktować tylko jako wrak. To przede wszystkim miejsce tragedii, które należy uszanować tak jak inne podwodne cmentarze, jakimi stały się wraki transportowców "Steuben" czy też "Goya", które zatonęły na Bałtyku z tysiącami uciekinierów.
To ma być atrakcja
Teraz wydobyć samolot chcą dwie grupy miłośników militariów. Mirosław Huryn, prezes Fundacji "Fort-Rogowo", która w starym hangarze wodnosamolotów buduje regionalne muzeum, chce, by dornier był jego największą atrakcją.
- To nasz taki suwenir - mówi Mirosław Huryn, który rozpoczął już starania o legalne wydobycie wraku. Latem spodziewa się uzyskania tzw. operatu wodnoprawnego, pozwalającego na prace na dnie jeziora. Potem będzie starał się o pozwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków, Urzędu Wojewódzkiego i polsko-niemieckiej Fundacji "Pamięć", która na mocy międzynarodowego porozumienia zajmuje się niemieckimi, wojennymi grobami na terenie Polski.
Huryn przyznaje, że ze względu na szczątki dzieci na pokładzie samolotu to "bardzo delikatna sprawa".
- Ale czy jak ktoś pływa na nartach wodnych nad wrakiem, to nie jest to bezczeszczenie tego miejsca? - pyta Huryn.
Szef "Fort-Rogowo" chce wyciągnąć szczątki pasażerów ("o ile coś zostało") i pochować na cmentarzu.
Taki sam plan ma Szczecińskie Towarzystwo Poszukiwawcze, grupa hobbystów, która jest gospodarzem podziemi koło Jeziora Szmaragdowego w Szczecinie.
Skąd pieniądze? Huryn liczy na fundusze gminy Trzebiatów na rewitalizację jeziora. Szef STP Jan Zienkiewicz mówi o "jakiś funduszach". Obie grupy kopią jednak pod sobą dołki. STP wysłał do wojewody pismo z prośbą o zainteresowanie się sprawą i koordynację akcji wydobycia wraku. Mieczysław Huryn twierdzi, że to próba "przejęcia" wraku przez szczecinian.
- Nie wypuścimy go z ręki! - zapowiada szef "Fort-Rogowo".
To miejsce pamięci
Pomysł wydobycia wraku zaniepokoił specjalistów z Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiej Akademii Medycznej, którzy od lat współpracują z Fundacją "Pamięć" przy ekshumacjach ofiar II wojny światowej odnajdywanych np. podczas budowy dróg.
- Wrak dorniera powinien zostać pozostawiony w stanie obecnym i objęty ochroną jako miejsce pamięci, cmentarzysko wojenne - mówi dr Andrzej Ossowski z ZMS. - Prawidłowe podjęcie wraku, na którego pokładzie znajdują się szczątki blisko 80 osób, jest wyjątkowo trudne do zrealizowania i bardzo kosztowne. Należałoby powołać profesjonalny zespół. Delikatny, międzynarodowy charakter sprawy nie ułatwiałby tego zadania. Problemem jest też paliwo lotnicze, które prawdopodobnie znajduje się we wraku, jak i w osadach dennych okalających wrak. Niewłaściwe podjęcie mogłoby doprowadzić do skażenia jeziora.
Zakład Medycyny Sądowej wysłał do wojewody list, w którym apeluje o pozostawienie dorniera i jego ofiar w spokoju. "Usytuowanie wraku, stan w jakim się znajduje, jak i stopień zamulenia powoduje, że jakiekolwiek nielegalne próby eksploracji czy wydobycia są skazane na niepowodzenie" - czytamy w liście.
- Wysłaliśmy do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Fundacji "Pamięć" list z prośbą o ustosunkowanie się do sprawy - mówi Piotr Pieleszek z Centrum Prasowego Urzędu Wojewódzkiego.
Fundacja "Pamięć", od której w tej sprawie zależy najwięcej, poinformowała nas, że swoje stanowisko przedstawi dopiero w połowie kwietnia, kiedy do Polski przyjedzie z Niemiec Thomas Schock, kierownik ekip ekshumacyjnych.
Komentarz
W postępowaniu obu militarnych stowarzyszeń nie dostrzegam ani krzty szacunku wobec ofiar katastrofy dorniera. Liczy się "suwenir", "eksponat" czyli tak naprawdę sterta pogiętych blach zniszczonego samolotu, o które miłośnicy militariów toczą niezdrową rywalizację. Wrak dorniera to leżąca w mule wielka trumna. Jak tłumaczył mi dr Ossowski, za sprawą mułu szczątki dzieci mogły zostać zakonserwowane, co tylko zwiększa makabryczność ewentualnego wydobycia. Rozgrzebywanie tego miejsca w imię zwiększenia atrakcyjności lokalnego muzeum jest, najdelikatniej mówiąc, niestosowne. Tym bardziej że panowie od militariów nie mają na piśmie zgody Fundacji "Pamięć".
Andrzej Kraśnicki jr
Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin
http://wyborcza.pl/1,75248,7694537,Hobb ... z0j8VlHBl4
Co myslicie na temat komentaza?
Wedlug mnie szczatki mozna z nalzeytym szacunkiem przeniesc na cemntaz a taki wrak stanowi pomnik. Pomink, ktory dzieki konserwacja bedzie trawal wiecznie. Wydaje mi sie ze komentaz zmieszczony przez GW jest chyba typowo tendencyjny.