|
Sie wk..iłem i wysłałem do redakcji GW polemikę. Niżej publikuje jej treść. Jeśli ktoś uważa ją za sensowną i gotów jest się pod nią podpisać, to się zrzekam praw autorskich - można ją dowolnie wykorzystywać, modyfikować i wysyłać. Uważam, że byłaby to wskazana akcja. Wiele grup społecznych robi takie akcje zasypując redakcje i urzędy identycznymi lub podobnymi tekstami. Jeśli nie będziemy reagować i psioczyć tylko we własnym gronie to nigdy nic nie wskóramy i zawsze będą nas obrzucać błotem.
"Czuję się oburzony art. prof.. Urbańczyka w GW pt. “Romantyzm czy może zwykłe złodziejstwo”. Profesor w sposób obraźliwy i nieprawdziwy przedstawia ruch polskich poszukiwaczy skarbów. Incydentalne przypadki stara się zaprezentować jako normę i standard kilkudziesięciotysięcznego środowiska. W środowisku archeologów tez nie brakuje czarnych owiec jednak nie o przerzucanie się negatywnymi przykładami chodzi. Mieszanie przez prof.Urbańczyka do tego wszystkiego hien sprzedających “pamiątki” z katastrofy Tupolewa jest zaś już tylko chwytem poniżej pasa i świadczy jedynie o tym, że na tragedii smoleńskiej próbują żerować nie tylko niektóre środowiska polityczne ale też naukowe.
Pan profesor chyba zbyt dosłownie rozumie nazwę “poszukiwacze skarbów” i każdego posiadacza wykrywacza metalu uważa za osobnika obdarzonego niezwykłym szczęściem, który życie spędza na wykopywaniu skrzyń ze złotymi monetami i kolekcji ozdób z epoki brązu.
Rzeczywistość poszukiwaczy wbrew bujnej wyobraźni prof. Urbańczyka jest bardzo prozaiczna. Gdyby miał okazję być obecnym przy powstawaniu tych dołków kopanych saperkami, które wydają się spędzać sen z jego oczu, przekonałby się, iż 80 proc trudu poszło na odkrycie kolejnych kapsli od wódki lub piwa (wbrew rozpaczliwym apelom profesora: “Dlaczego ich los powinien nas interesować? Dlatego że stanowią one część naszego wspólnego dziedzictwa narodowego, którego zasoby są wszak nieodnawialne“ zasoby te są niestety odnawialne…) , a 19,9 proc. na pospolite monetki, fragmenty sprzączek, łuski itp. Wykrywacz metalu, jak sama jego nazwa wskazuje, służy do wykrywania metalu, a nie zabytków, które w znacznej części mają zresztą charakter nie-metalowy (pradziejowa ceramika użytkowa, urny i popielnice, narzędzia z kości i rogów, krzemienia i kamienia gładzonego). Należy przy tym też zauważyć, iż zgodnie z polskim prawem pozwolenie na poszukiwanie wymagane jest tylko w odniesieniu do miejsc wpisanych do rejestru zabytków, zatem bezpodstawne jest zarzucanie każdemu posiadaczowi wykrywacza metalu łamania prawa tylko dlatego, że używa detektora. Zdecydowana większość poszukiwaczy hobby te traktuje po prostu jako sposób na aktywne spędzania wolnego czasu i obcowanie z przyrodą, oderwanie się od codzienności, a znaleziska są na drugim planie i nie można ich nazywać zabytkami, a co najwyżej starociami, pamiątkami historycznymi. Zabytek to coś szczególnego, wyjątkowego. Zabytkiem zgodnie z legalna definicją z art. 3 pkt. 1 Ustawy o zabytkach jest przedmiot, “którego zachowanie leży w interesie społecznym, ze względu na posiadaną wartość naukową historyczna lub artystyczną”. Ilościowy, a nie jakościowy stosunek prof. Urbańczyka do łusek, hełmów i pocisków (“z jakiegoś powodu uważa się, że te hełmy, łuski i pociski nie posiadają żadnej wartości naukowej” ) deprecjonuje sam sens pojęcia zabytku. Sam fakt, że coś może być obiektem badań naukowych nie oznacza, że posiada wartość naukową i że jest zabytkiem. Warto tu przytoczyć zdanie prof. Michała Witwickiego z „Ochrona zabytków nr 1 /2007, który to artykuł dotyczy co prawda zabytków architektury, ale tok myślenia ma zastosowanie uniwersalne do wszelkich zabytków - ruchomych i nieruchomych:
„Podstawą ustalenia wartości musi być analiza porównawcza, powołująca inne obiekty, wydarzenia, zjawiska, mogące mieć wpływ na ocenę badanego obiektu. Dopiero na tym tle można umieścić go we właściwym miejscu w hierarchii wartości obiektów historycznych. Ocena wartości zabytkowej wymaga pogłębionej wiedzy, a przynajmniej orientacji w różnych dziedzinach wiedzy historycznej. Z pewnością nie jest to zadanie dla laika, a nawet dla fachowca o wąskiej specjalizacji. Niekiedy wymaga współdziałania specjalistów z kilku dziedzin nauki historii. Zabytkoznawstwo jest wiec bogatą dziedziną wiedzy, służącą do precyzyjnego ustalenia wartości lub ich braku, niezależnie od wieku obiektu. To stwierdzenie jest ważne, nie wszystko bowiem co stare, nie wszystko co się może komuś podobać jako obiekt dawny, a nawet nie wszystko co może być przedmiotem prac naukowych można uznać za zabytek, podlegający ochronie prawnej. „
Rozumiem, że prof. Urbańczykowi bardzo mogą podobać się wszystkie łuski, pociski i hełmy, ale to jeszcze nie powód aby nazywać je zabytkami, a osoby je poszukujące i kolekcjonujące złodziejami. Należy też zaznaczyć, iż w przypadku znalezienia przedmiotów pozbawionych znacznej wartości materialnej, naukowej lub artystycznej, co do których nie ma wątpliwości, iż właściciel porzucił je w celu wyzbycia się ich własności zastosowanie ma art.181 Kodeksu Cywilnego:
„Własność ruchomej rzeczy niczyjej nabywa się przez jej objęcie w posiadanie samoistne.”
Większość przedmiotów znajdowanych przez poszukiwaczy pochodzi zaś z nowożytnych wysypisk śmieci - komunalnych i przydomowych, dołów ze śmieciami usytuowanych w miejscu stacjonowania wojsk, głównie z okresu I i II wojny światowej. Przedmioty te, gdyby nikt się nad nimi nie pochylił, trafiłyby do punktów skupu surowców wtórnych.
Tym niemniej twierdzenia prof. Urbańczyka choć bezpodstawne prawnie i merytorycznie, mogłyby się stać punktem wyjścia do poważnej dyskusji o definicji zabytku. Definicja ta w powszechnym odczuciu jest nieprecyzyjna i pozwala organom administracji publicznej na nadużycia interpretacyjne. W prostej linii prowadzi to do wielu konfliktów i nieporozumień, choćby na placach budów, gdzie inwestor zobowiązany jest o każdym przypadkowym odkryciu zabytku powiadomić wojewódzkiego konserwatora zbytków a następnie pokryć koszt badań archeologicznych. Uznanie za zabytki wszystkich łusek z pewnością pozwoliłoby zarobić niejednej firmie archeologicznej i wstrzymać niejedną budowę, chciałbym jednak wierzyć, że nie to jest celem wydumanych koncepcji interpretacyjnych prof. Urbańczyka….
Faktem jest, iż czasem, bardzo niestety sporadycznie, przedmioty wyjątkowe, zabytkowe są znajdowane przez poszukiwaczy. Ich sprzedaż na portalach aukcyjnych, wbrew histerycznym rewelacjom prof. Urbańczyka, to jednak ostatnia rzecz o jakiej myślą znalazcy. Przedmioty odkryte przez polskich poszukiwaczy wzbogaciły wiele polskich muzeów. Warto wspomnieć choćby kilka przypadków:
1. znaczek rozpoznawczy - tzw. "nieśmiertelnik" generała Augusta Fieldorfa-Nila. Znaczek ten znaleziony został na pobojowisku z kampanii wrześniowej przez poszukiwacza -hobbystę.
2. sztandar wojskowy 73. pułku piechoty z Katowic zakopany we wrześniu 1939 r. w okolicach Tomaszowa Lubelskiego
3. Niemiecki Transporter Opancerzony , wydobyty w 1996 r. z Pilicy w Brzustówce pod Tomaszowem (uruchomiony później w zakładach remontowych Sobiesława Zasady) ,
4. szczątki amerykańskiego samolotu typu Liberator zwanego "latającą fortecą" znalezione w woj. Zachodniopomorskim,
5. austriacką kopułę obserwacyjną z 1897 .,
6. samolot messerschmitt wydobyty z jeziora koło Drawska Pomorskiego.
7. sztandar rosyjskiego 144 pułku ukryty na polu Biwy z okresu pod Dannenbergiem w czasie I wojny światowej,
8. sztandar 59 pułku piechoty zakopany 19 lub 20 września 1939. Odnaleziony na obrzeżach Puszczy Kampinowskiej w okolicach Wólki Węglowej.
9. Wydobycie z wydmy koło Darłowa 35-tonowego fragmentu supertajnego doświadczalnego hitlerowskiego bunkra. Pancerna kopuła trafi do powstającego w Malechowie, pow. Sławno, prywatnego muzeum techniki wojskowej.
Listę tą można by ciągnąć bardzo długo. Wielu poszukiwaczy utworzyło też prywatne muzea lub izby pamięci gromadząc przedmioty związane z historią regionalną. Tworzone są też tysiące prywatnych kolekcji składających się z przedmiotów pozbawionych wartości materialnej, naukowej lub artystycznej, a jednak posiadających pewną wartość sentymentalną i dopełniające na swój sposób obraz naszej historii. Są to kolekcje składające się z odznaczeń wojskowych, guzików, elementów wyposażenie wojskowego, rzeczy osobistych i narzędzi użytku codziennego jak żelazka na duszę czy naczynia ceramiczne. Kolekcje te są tworzone, eksponowane i konserwowane za pieniądze prywatne, często kosztem wielu wyrzeczeń.
Niejednokrotnie poszukiwacze weryfikują też efekty pracy archeologów. Grupa poszukiwaczy przyczyniła się do odnalezienia starego Siewierza czego archeolodzy nie potrafili zrobić od kilkudziesięciu lat. W hałdach po archeologach jak i samym terenie poszukiwań znaleźli kilkaset artefaktów świadczących o tym, że właśnie tam znajdował sie Stary Siewierz. Przyjęło je pod swój dach muzeum Sztygarka w Dąbrowie Górniczej. W miejscach gdzie archeolodzy wykazali calec (czyli najniższe warstwy archeologiczne) okazało sie że pół metra głębiej zalegają współczesne śmieci i kawałki rur stalowych. Tych zasług i osiągnięć nie przekreślają pojedyncze przypadki motywowanych komercyjnie działań rabunkowych i grabież chronionych prawnie stanowisk archeologicznych wpisanych do rejestru zabytków. Osoby tak postępujące w środowisku poszukiwaczy skarbów traktowane są jak przestępcy i wykluczane z niego.
Wobec ustaleń raportu NIK 11 /2009/P/08/75/KNO w sprawie stanu zabezpieczeń zbiorów muzealnych, gdzie stwierdzone szereg nieprawidłowości w dysponowaniu zabytkami znajdującymi się w zbiorach muzeów państwowych i samorządowych , w tym tajemnicze znikanie wielu eksponatów i brak inwentarzy, rodzi się pytanie, czy przyznanie prawa własności Skarbowi Państwa w odniesieniu do zabytków znalezionych w ziemi ma jakikolwiek sens i czy nie jest tylko reliktem komunizmu? Przepis ten został wprowadzony dopiero w roku 1964 r. Wcześniej wszelkie znaleziska zabytkowe, podobnie jak w większości krajów, należały po połowie do znalazcy i właściciela terenu, gdzie zostały znalezione (zasada ta wywodzi się jeszcze z prawa rzymskiego) . Może zło tkwi w tym, że Państwo przyznało sobie prawo do czegoś co nigdy do niego nie należało, co zostało odkryte bez jakichkolwiek wydatków z jego strony i czym nie potrafi w sposób odpowiedzialny się opiekować? A może w braku zaufania do obywateli? Obywateli Państwo uważa za dojrzałych jedynie, gdy demonstracyjnie okazują żałobę po narodowych tragediach. Kiedy samodzielnie chronią przed nieuchronnym nieraz zniszczeniem pamiątki przeszłości nazywa ich złodziejami…."
|