Witam,
bodek napisał(a):
Nie mogę Ci powiedzieć. To tajemnica wojskowa.
Oooo tak, zapewne...
Przesadzasz i tyle.
To na pewno nie był jakiś "parciany pasek od spodni" ;) w pracy, na suwnicach przemysłowych mamy pasy do przenoszenia materiałów po 500kg na każdy. I jeszcze nigdy nic nam się nie urwało.
Poza tym, na zdjęciu - niewybuch wygląda raczej na pocisk artyleryjski słusznego kalibru. A takiemu naprawdę wiele potrzeba "czynników zewnętrznych" aby eksplodował.
"Profesjonalizm" o jakim usiłujesz pisać, polega na właściwej ocenie sytuacji, a nie na procedurach! gdyby wszystko odbywało się wg oficjalnych procedur - żyli byśmy w ruinach;
wszak 90% przedmiotów winno się (wg.procedury);
"Nie transportować! Detonować w miejscu znalezienia!" a nalezą do nich; granaty ręczne, miny, pociski moździerzowe, itp.
Tylko dzięki zdrowej ocenie saperów z prywatnych firm, oraz ich doświadczeniu - nie detonują nam pod oknami pocisków bez zapalników, itp "mniej niebezpiecznych" przedmiotów, tylko spokojnie wywożą na miejsce "utylizacji".
A ci Wojskowi "profi od procedur" - ewakuują nierzadko 3 kwartały bloków - bo ktoś znalazł
szkolną betonową bombę lotniczą... gdyż nie są w stanie rozpoznać przedmiotu. A to wszystko kosztuje...
Pozdrawiam.