Chyba sam sobie odpowiem. Wychodzi na to, że jest tylko jedna wieża. Na początku różne źródła podawały różne info i dlatego powstały dwie historie o wieży z tygrysa z Dziewoklicza i wieży pantery z nasypu kolejowego. :ups:
Link do artykułu:
http://www.mmszczecin.pl/361001/2011/2/ ... ej-panteryautor: Marek Jaszczyński, dziennikarz
Cytuj:
Gdy 10 lat temu odkryto wieżę pancerną przy Dziewokliczu. Była to informacja, która zelektryzowała nie tylko szczecińskich miłośników militariów.
- To bardzo rzadki egzemplarz, drugie oryginalne stanowisko zachowało się na granicy francusko–niemieckiej, na stanowiskach Wału Zachodniego – mówi Jacek Kosiński z Muzeum Technik i Komunikacji. – Początkowo, gdy natrafiono na znalezisko to myślano, że jest to kompletny czołg.
To Pantherturm, czyli wieża Pantery, którą odkryto w rejonie Dziewoklicza, we wrześniu 2001 roku. Wieża znajdowała się przy torowisku i została przypadkiem odkryta podczas prac ziemnych, chociaż według niektórych relacji znajdowała się na planach kolejowych. Odkrycie było wyjątkowo, okazało się, że była to wersja fortyfikacyjna wieży czołgowej z armatą 75 mm. Znajdowała się w ziemnym stanowisku zbudowanym z drewnianych bali.
Chcieli postawić na czołgu
- Pasjonaci historii, którzy śledzili losy wieży od czasu jej odkrycia obawiali się, że wieża zostanie wykorzystana w niezgodny z prawdą historyczną sposób – wyjaśnia pan Jacek. – Chodzi o to, że wieża mogłaby być ustawiona na kadłubie czołgu Pantera a przecież jej wersja fortyfikacyjna była znacznie cięższa: miała pogrubiony pancerz. Takich wież nie montowano na czołgach. Ochotę na przejęcie zabytku miało m.in. Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
Chociaż należy wspomnieć, że także wieże uszkodzonych lub zniszczonych Panter były montowane przez niemiecką armię na stałych umocnieniach. Wieża po odkryciu trafiła do koszar 12 batalionu remontowego.
Czeka w koszarach
- Byłem przy porządkowaniu wieży, która wcześniej została wysadzona, wnętrze było dosłownie sprasowane, brakowało włazów – relacjonuje Jacek Kosiński, który pracował przy czyszczeniu wieży. – Brakowało przyrządów celowniczych, nie było też karabinu maszynowego, chociaż nie mamy pewności czy w ogóle był zamontowany. Lufa armatnia była skrzywiona, ale to z tego powodu, że znajdowała się pod torowiskiem. Po wymyciu okazało się, że wieża była pokryta dziwnym kamuflażem – jakże innym od naszych wyobrażeń o niemieckim kamuflażu - zielone plamy połyskującej farby, rzec można używanej do malowania ławek, na brązowej farbie podkładowej.
Obecnie wyremontowany zabytek znajduje się w koszarach w Czarnem. Ma trafić do Muzeum Techniki i Komunikacji, prawdopodobnie stanie się to jeszcze w tym roku.
- To będzie kolejny eksponat do działu militariów – mówi pan Jacek.
Pantherturm używany w fortyfikacjach
W przypadku wieży specjalnej zlikwidowana została kopułka dowódcy czołgu, a górną płytę pancerną pogrubiono z 16 do 40 mm. Podstawę stanowił schron wykonany ze spawanych arkuszy stalowych (stanowisko Pantherturm I OT Stahlunterstand), bali drewnianych (stanowisko Pantherturm II Holzstand i taka wersja stała w Szczeicnie) albo płyt pancernych wzmocnionych betonem (stanowisko Pantherturm III Betonsockel). Łącznie, do marca 1945 roku ukończono około 300 egzemplarzy tego rodzaju broni.
- W Szczecinie były dwa takie stanowiska z wieżami, obok Dziewoklicza, drugie znajdowało się bliżej Odry, poza tym wspomina się o kilku stanowiskach, na których można było zamontować Pantherturmy, bo w zależności od potrzeb można było przewozić i stawiać na gotowych fundamentach – wyjaśnia pan Jacek.
Marnowali wieże na umocnienia stałe
Teraz wypada się cieszyć, że po tylu latach, odrestaurowana wróci ponownie do Szczecina.
Pantherturm umieszczono w ramach umocnień zlokalizowanych we Włoszech na Linii Gotów, na Wale Zachodnim oraz w części miast, między innymi: Królewcu, Szczecinie, Berlinie. Była to groźna broń przeciwpancerna wyposażona w działo kalibru 75 mm, która, doskonale zamaskowana, trudna była do zlokalizowania i zniszczenia.
- Jakby nie patrzeć było to marnowanie wież z dobrych czołgów jakimi były Pantery – mówi Jacek Kosiński. – Poza tym była to specyfika niemiecka, wykorzystano wieże ze zdobycznych czołgów francuskich.
Członkowie ze Stowarzyszenia Miłośników Archeologii Militarnej na swojej stronie internetowej wskazują na jeszcze jedną ciekawostkę związaną z wieżą Dziewoklicza standardowa, ponad 5-metrowa armata KwK42 L/70 została zastąpiona krótszą armatą od wozu PzKpfw IV (długości 48 kalibrów) o tym samym kalibrze 75 mm. Według pasjonatów historii wieża uczestniczyła w walkach podczas przeprawy armii czerwonej przez Odrę w kwietniu 1945 roku, potem została opuszczona przez załogę. "Saperzy wysadzili w powietrze drewniany schron, a ciężka kopuła pancerna wpadła do tak utworzonego krateru. Ze względu na brak środków technicznych nikt w owym czasie nie myślał o wydobywaniu ciężkiego zawalidrogi."
Darioushz napisał(a):
TomaszDobr napisał(a):
hokan napisał(a):
Przypomniało mi się niemieckie przysłowie adekwatne do w/w sytuacji:
"Tylko małych złodziei wieszają,wielkim się kłaniają..."
Dodam jeszcze jedno przysłowie : "Mały złodziej wisi bo ukradł, nie miał gdzie posiać i zgniło, a dużemu się kłaniają bo ukradł posiał i pomnożył ku dobru ogólnemu.." :666
No ale to już nie jest niemieckie przysłowie, tylko polskie.
Powiedziałbym że polska złota myśl, polska mądrość życiowa, wzór którym należy się kierować w życiu. :h
No i jest jak jest.
tu jeszcze do kolegi Dariousha.
Gdyby to faktycznie była polska złota myśl i wzór którym się należy kierować to myślę, że moglibyśmy być celtyckim tygrysem 2, ale każdy garnie do siebie i dla siebie. I jest jak jest.
Nie wiem dlaczego tak napisałeś, myślę, że nie do końca zrozumiałeś mój sarkazm.
Metoda postępowania "po polsku" jeśli chodzi o artefakty typu tanki i inne polega na zachłannym zagarnianiu sprzętów przez wszelakiej maści instytucje mieniące się dumnie muzeami i mające szlachetne idee, ale niestety nie mające za dużo finansów na realizację tychże idei. Końcem końców te pojazdy, sprzęt i wyposażenie gnije sobie po cichu pod chmurką będąc z grubsza opłukanym z mułu tudzież innego badziewia i "zabezpieczonym" minią. Czekając aż KIEDYŚ pojawią się extra fundusze. Patrz przykład który podałem powyżej.
Także uważam, że czasami jest lepiej jeżeli znajdzie się pasjonat dysponujący gotówką z chęcią wydania ładnej sumki na profesjonalną renowację i (teoretycznie) nie zobaczę już tego sprzętu na oczy. Wydaje mi się, że wolę tą opcję niż możliwość oglądu gnijącego, wrośniętego w glebę sprzętu i tak nie zawsze zresztą udostępnionego do zwiedzania.
Tak jak napisałem powyżej, nie znoszę marnotrawstwa.
Myślę, że to powinno rozjaśnić wszelkie wątpliwości.
Pozdrawiam