Teraz jest środa, 14 stycznia 2026, 17:55

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kopalnia magnezytu - Grochów II
PostNapisane: piątek, 8 kwietnia 2011, 16:33 
Offline
Szeregowy
Szeregowy

Dołączył(a): piątek, 18 lutego 2011, 11:19
Posty: 6
Lokalizacja: Wrocław
Kopalnia magnezytu - Grochów II

Dwa dni temu WPR zaproponował mi "nocną akcję" z łopatami w ręku - bez chwili wahania odpowiedziałem "czemu nie ;)". Dowiedziałem się tylko, że kopiemy na naszym ulubionym terenie - okolice Braszowic, nie zadawałem więc zbędnych pytań, przygotowałem szpej i łopaty i w czwartek o 19 wyjechaliśmy z Wrocławia w 3 osobowym składzie - Kobi, WPR i ja. W Braszowicach zgarnęliśmy Krzycha "KWK" - lokalnego eksploratora z którym już nie raz współpracowaliśmy - stwierdził, że moje łopaty są za długie i wziął swoje ;) Ruszyliśmy w las. W trakcie krótkiej przejażdżki dowiedziałem się, że jedziemy do kopalni Grochów II - Krzychu działał tam od jakiegoś czasu walcząc z pierwszą tamą ale parę dni temu się ona znów zawaliła. Parkujemy w lesie, przebieramy się, idziemy do sztolni. Większość niepotrzebnych gratów zostawiamy przy pierwszym "jeziorku" z lewej strony - dalej widzimy glinianą tamę. Z lewej strony widać już działania Krzycha - odwalił kawał dobrej roboty - niestety połowa przecisku się znów zawaliła - ta dalsza połowa. Ustalamy schemat prac i od razu przystępujemy do łopat. Warstwa tamy to nic innego jak bardzo wilgotna gleba - prawie gliniasta od czasu do czasu przepleciona większymi kamieniami - tama wygląda identycznie jak ta w kopalni Kojancin - więc i wzięliśmy się za nią w ten sam sposób. Kobi wślizgnął się pierwszy - pracować trzeba na leżąco w bardzo niewygodnej pozycji - nie ma jak operować saperką czy łopatą - nie można jej nawet obrócić.. miejsca jest na tyle aby wcisnąć się w ciasny półtora metrowy przecisk i lekko operować rękami - a ziemie trzeba przecież cały czas wybierać. Idzie mozolnie, ale jakoś idzie.. drugi zmienił Kobiego WPR.

[ img ]

Też idzie.. ale wolno. Trzeci poszedłem ja. Wpadłem na pomysł wybierania tej glinkowatej ziemi.. wbijam mocno łopatę w tamę - następnie cofam ją pod siebie tak aby osoba, która leży za mną mogła tą łopatę wybrać i urobek wyrzucić do sztolni - następnie oddaje mi łopatę a ja znów kopię tak żeby było co wybrać - niby mozolne jednak znacznie szybciej idzie nam kopanie - pomysł został nazwany "systemem RATalnym" ;> Co jakiś czas obsypuje się natłok większych kamieni z prawej strony.. tak na prawdę nie wiemy ile tego jest jeszcze na górze i czy nagle nie zgniecie osoby będącej w pozycji leżącej - dodam, że cała leży w przecisku bez możliwości ekspresowego wycofania się w sytuacji zagrożenia. Co jakiś czas się zmieniamy żeby osoba będąca w zacisku mogła zmienić niewygodną pozycję - cały czas w mrówczym tempie ale posuwamy się na przód. Po jakimś czasie widać już sztolnie za zawałem.. podejmuję próbę przejścia - niestety nie jestem w stanie jeszcze się przecisnąć. Mija kolejne 15 minut gdzie oczyszczam sobie dalszy ślizg.. dochodzę już do momentu kiedy kamienie i błoto mogę wrzucać do środka nowej sztolni zamiast wybierać do siebie - po chwili wślizguję się do środka bardzo ciasnym jeszcze wówczas przeciskiem. Jestem.. wołam Kobiego żeby pomógł poszerzyć mi wejście - podobnie zrobiliśmy na Kojancinie - stąd też sprawdzona metoda - ja będąc już w sztolni wybieram urobek w swoją stronę a Kobi leżąc w zacisku - wypycha do mnie zalegające kamienie poszerzając tym samym wejście.

[ img ]

[ img ]

Po około 20 minutach przechodzi Kobi. Udało się - w około 2 godziny przekopaliśmy połowę niedostępnego zacisku - do przeczołgania się jest jakieś 3,5 metra w bardzo ciasnym przecisku w glinkowatej ziemi. Robimy rekon nowo przekopanej sztolni - za dużo tam nie ma.. mała sztolenka w bok na prawo - metr głębokości - zalana.

[ img ]

Przed nami sztuczna tama - nie powstała samoistnie przez błoto jak ta pierwsza - są idealnie prosto położone kamienie, właściwie zrobiona z nich tama na wysokość i szerokość całej sztolni. Mamy niedosyt.. postanawiamy z Kobim rozwalić trochę tej tamy aby zobaczyć co jest za nią. Zwalamy pierwsze kamienie od góry - dalej jest bardzo drobny kamień, właściwie taki piaskowaty. Ściągamy kolejne warstwy kamieni rozbierając pierwszą pionową tamę do połowy - dalej już tylko bardzo drobne kamienie.. Bierzemy łopatę i chcemy zrobić lej aby to wszystko spadło do sztolni w której jesteśmy. WPR i Krzysiek zostali w razie czego przed przeciskiem - nigdy nie wiadomo kiedy może się to obsypać. Z Kobim przystępujemy do dalszego rozwalania tamy. Zaczynamy wbijać szpadel w zalegający urobek - niby cały czas obsypuje się piach ale końca nie widać. Z pionowej ściany zrobił się już lej przez który za każdym ruchem szpadla obsypuje się kruszona podsypka ale nic się nie dzieje. Czas mamy dobry bo jest koło 23:30. Kobi wątpi, że to sie uda - twierdzi, że tama jest zbyt długa żeby dało się to zrobić w jedną noc. Wraca przez przecisk i przysyła mi WPRa. Kopiemy dalej - cały czas obsuwa się piach. Już nawet nie łopatami ale rękami i nogami obsypujemy niekończącą, sypiącą się podsypkę.
[ img ]

Co chwilę lej zapełnia się urobkiem, co chwilę trzeba go zrzucać - robi się z tego górka o coraz łagodniejszym upadzie. Co jakiś czas masa kamieni spada z góry. Zmieniały saperkę na szpadel - jest dłuższy, można dalej go wbić będąc jeszcze w sztolni i nie narażając się, że spadnie nam coś na głowę - najwyżej spadnie przed nas. Co jakiś czas wkładamy głowę do środka i szacujemy co jeszcze wisi w tym miejscu gdzie kopiemy - a wisi całkiem sporo.. fakt faktem nie kamieni ale pokruszonej podsypki.. no ale cały czas nie widać końca prac. Jesteśmy już na metr przekopani a tu zero prześwitu - tak jak by zawał miał ze 4x tyle.. chcemy wykorzystać pomysł z poprzedniej tamy i zrobić tunel z boku zawalonego chodnika ale tutaj niestety skała jest zupełnie inna.. jest bardzo sucha i krucha - co sprawia, że nawet jak coś wykopiemy to zaraz się coś obsypuje i zawala to co zrobiliśmy przed chwilą. Nie jest to mobilizujące przed dalszą pracą.. Szpadel już nie sięga - jeśli chcemy kopać dalej - musimy wejść do zawalonego chodnika mając nad sobą stertę niczego nie trzymających się kamieni i piachu, która w każdej chwili może nas przywalić.. WPR mówi, że dalsza praca nie ma sensu.. ja jestem uparty.. mówię, że jeszcze chwila ale też tracę już powoli morale.. wpadam na nowy pomysł wyciągania urobku. Zamiast grzebać szpadlem, który już i tak nie starcza i wybierać piach ze ściany lub z sufitu zaczynam rzucać większymi kamieniami w ścianę na zmianę z sufitem - dzięki temu co jakiś czas obsypuje się większa część zalegającego czegoś. Idziemy już bardziej w górę niż w przód - chcemy zobaczyć czy to jakiś zawalony szyb i czy dalsze odkopywanie ma sens.. niestety wszystko idzie bardzo mozolnie a rzucanie kamieniami w pozycji leżącej na brzuchu do góry wcale nie jest wygodne.. mamy już kończyć gdy postanawiam jeszcze rzucić dwa ostatnie razy w strop. I nagle jebud. Większe wulgaryzm kamieni i piachu jednocześnie - obsypała się jak do tej pory największa porcja gruzu. Szybko usuwam się z tego miejsca aby poczekać aż wszystko skończy się obsypywać. Wsuwam głowę do tego miejsca i oczom nie wierzę - ukazuję się nam kolejna sztolnia! Ciekawostka bo zamiast być na przeciwko - jest na górze.. byliśmy tak blisko górnego poziomu i nawet o tym nie wiedzieliśmy.

[ img ]

Totalny spontan z rzucaniem kamieni przyniósł niesamowity rezultat. Wojtek wdrapuje się pierwszy na górny poziom - trzeba wdrapać się upadową urobku, który wybraliśmy, następnie stanąć w tym miejscu gdzie był urobek i wdrapać się przez dziurę, którą zrobiłem - ja wracam parę metrów wcześniej krzyknąć chłopakom przed przeciskiem o naszym odkryciu. Następnie wracam do WPRa na rekon górnego poziomu. Okazuje się, że nie ma wiele.. nie są to może setki metrów jak to było w Kojancinie - odkopaliśmy może dostęp do 40-50 metrów wyrobisk na górnym poziomie gdzie różnica jest zaledwie parę metrów. W miejscu w którym wychodzimy tą dziurą jest środek sztolni który idzie w dwóch kierunkach. Idąc w tył - dochodzimy do rozwidlenia gdzie z prawej strony kończy się za 2metry przodkiem a z lewej za tyle samo metrów widać kolejny zawał.

[ img ]

Idąc w drugą stronę schodzimy podsypką i mamy przedłużenie pierwszej sztolni z której zaczynaliśmy wejście - na końcu widać jakieś kości zwierząt i też jest zawał. W prawo leci jeszcze bardzo ciasny, pochyły upad - schodzę tam żeby zobaczyć czy czasem nie ma jakiejś sztolni w bok.. nic.. tylko kolejne zawały ale na tyle ciasne dookoła, że nawet nie do ruszenia. Widać, że druga tama, którą odkopywaliśmy z WPRem była postawiona od góry - tzn. najpierw z dolnego poziomu zbudowana ściana z kamieni a następnie została od góry zasypana kruszywem. Góra też jakiś czas była dostępna - liczne ślady szkieletów wskazywały na to, że kiedyś jakoś wchodziły tam zwierzaki.

[ img ] [ img ]

[ img ]

Wracamy z WPRem pod przecisk - on wychodzi - za niego przychodzi Krzysiek z moim aparatem - on idzie zwiedzać a ja uwieczniam pierwsze wejście do nowych partii kopalni na zdjęciach i filmach. Krzysiek wraca za przecisk i wysyła Kobiego - idziemy razem na górny poziom gdzie robimy kolejne rozeznanie tego bocznego chodnika - niestety bez perspektyw.. wracamy już po kolei na bezpieczną stronę przecisku.. Jest zadowolenie i jest niedosyt. Zadowolenie bo w 4 godziny udało nam się dostać do miejsca, gdzie znów bardzo dawno nikogo nie było.. gdzie pierwszy raz ten zacisk odkopywali w 1994 roku ale druga tama - ta z kamieni - stała nieruszona do dziś - póki się do niej nie dobraliśmy ;] Szczęście jest też z tego, że w sumie siłą przypadku odsłonił się nam górny poziom.. kto by pomyślał, że tak głupi pomysł jak rzucanie kamieniami w strop odsłoni ten poziom wyżej o którym nie mieliśmy pojęcia ?:) Niedosyt jest tylko z tego, że zamiast 500 mamy koło 40 metrów nowych, dostępnych chodników w kopalni Grochów II.

[ img ]

[ img ]

Każdy kto chciałby zobaczyć nowe partie kopalni polecam się spieszyć - zacisk w pierwszej części kopalni najprawdopodobniej niedługo znów się samoczynnie zawali - w końcu jest to mieszanka piasku i mokrej gliny z kamieniami, która znów dokładnie samoistnie się zamknie. Akcje skończyliśmy o 1:00 w nocy. Całkiem niezły czas jak na taki wyczyn ;-) Bardzo chciałem Krzyśkowi podziękować za zaproszenie jako prowodyrowi całej akcji oraz chłopakom - Kobiemu i WPRowi za pomoc w kopaniu i za to, że do końca pozwolili mi robić swoje wbrew temu co myśleli, że się nie da ;> No.. tabliczek z przypiętymi do nich wagonikami niestety nie było ;]

Nie mam talentu rysunkowego ale z tego co było i co zdążyłem zapamiętać narysowałem baaardzo poglądową mapkę.

[ img ]

Poniżej parę scen z przekopywania zawałów oraz pierwsze filmy w internecie dalszej części kopalni Grochów II.
http://www.youtube.com/embed/7MbLY6HEf-4


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Re: Kopalnia magnezytu - Grochów II
PostNapisane: czwartek, 14 kwietnia 2011, 23:02 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): piątek, 16 grudnia 2005, 22:31
Posty: 507
Lokalizacja: Sosnowiec
Ciekawy obiekt choć nieduży.
Hitem jednak byłoby wejście
do pobliskiej kopalni Szczęść Boże.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL