Zobaczyć podwodny cmentarz
Magda Zydek 10-08-2005, ostatnia aktualizacja 10-08-2005 20:08
Bałtyckie wraki-cmentarzyska przyciągały dotychczas ekipy telewizyjne, płetwonurków i złodziei. Teraz pojawiła się nowa moda - zorganizowane zwiedzanie miejsc tragedii
Na początku br. Urząd Morski w Gdyni zabronił nurkowania w promieniu 500 m od wraków "Gustloffa" i "Goi". Nurków, którzy złamią zakaz, czeka grzywna do 40 tys. zł. Skąd te drakońskie kary? - To mogiły - mówi Henryk Koszka, zastępca głównego inspektora UM w Gdyni. - To dlatego nie pozwalamy na przeszukiwanie wraków w celach rekreacyjnych. Zakaz nie dotyczy tylko ekip naukowych, które mają zezwolenie na badania.
"Wilhelma Gustloffa" Rosjanie storpedowali w styczniu 1945 roku. "Goya" zatonął w cztery miesiące później. Na pokładach obu statków byli głównie Niemcy - cywile i żołnierze, którzy uciekali z rejonu Pomorza Gdańskiego. W obu katastrofach zginęło łącznie ok. 11 tys. osób.
Za cmentarzysko uznano również wrak niemieckiego "Steubena" - spoczywa na wodach podległych Urzędowi Morskiemu w Słupsku. Na tym statku zginęło przynajmniej 4,5 tys. osób.
Tragedie związane z katastrofami tych jednostek doczekały się wielu filmów dokumentalnych realizowanych nawet przez tak uznane firmy jak "National Geographic".
W 1993 roku w katastrofie promu "Jan Heweliusz" zginęło 55 osób. Spoczywający na niemieckich wodach wrak do dziś może być przez przeszkód penetrowany przez płetwonurków, choć nigdy nie odnaleziono ciał 8 ofiar tragedii. Wrak jest celem podwodnych wycieczek. Za 75 euro można skorzystać z oferty jednej ze szczecińskich firm. Wietrząc możliwość zarobku, do organizacji komercyjnych wypraw szykują się kolejne.
Opinie na temat nietypowych wycieczek
Iwona Pomian, Dział Badań Podwodnych Centralnego Muzeum Morskiego:
Każdy wrak związany jest z tragedią. Nie mam jednak nic przeciwko turystyce wrakowej, o ile wraki nie są okradane. W przypadku "Goi" czy "Steubena" jestem za strefą ochronną, ponieważ tam leży mnóstwo ludzkich szczątków, ale "Jan Heweliusz" jest wrakiem pustym.
Ksiądz Witold Bock, sekretarz prasowy Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego:
Wrak to nie jest tylko cmentarzysko, to cmentarzysko symboliczne. Niemoralne jest okradanie wraków, ale jeżeli ktoś w celach poznawczych je zwiedza, nie widzę w tym absolutnie nic złego. Sam wielokrotnie nurkowałem na różnych wrakach, na Bałtyku również, i robiłem to jako turysta, z szacunkiem dla ludzi, którzy zginęli. Zresztą, na cmentarz Rakowiecki też przychodzą wycieczki - to miałoby być niemoralne?
Marek Błuś, kapitan żeglugi wielkiej oraz dziennikarz specjalizujący się w tematyce morskiej:
Zwiedzanie wraków to jak chodzenie po cmentarzach i polach bitew. Obowiązują pewne normy. Brytyjczycy opracowali szczegółowo przepisy na ten temat. W skrócie: nurkuj, ale nie dotykaj. Chodzi o to, że można zwiedzać taki statek, ale nic nie wyjmować, nie podnosić, nie zmieniać - to jest etyka nurkowa. Uważam, że jeśli na "Heweliuszu" znajdują się jakieś szczątki, znajdują się w części leżącej w oddaleniu od reszty wraku. W trakcie katastrofy prom pękł i odpadła od niego nadbudówka mieszkalna. Do niej zajrzeć się nie da, więc płetwonurkowie i tak się nią nie interesują.
Magda Zydek
http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2863996.html