Zamieszczam artykuł p.t. "Dzban pełen denarów" o przypadkowych odkryciach.
Muszę jednak czytelników ostrzec.
Autor w dobrej wierze zachęca do zgłaszania znalezisk, zapewne nie wie, że niestety uczciwi znalazcy bywają nękani, choć ci przypadkowi mają chyba lżej.
Jako historyka zirytowała mnie też ignorancja w kwestii królów Czech - nie było żadnego Fryderyka II !
Przypuszczam, że forumowicze zweryfikują jeszcze to i owo. ;) Z tych powodów wahałem się, czy wrzucać, ostatecznie jednak to zrobiłem.
Cytuj:
Dzban pełen denarów
Poszukiwanie skarbów
W najmniej spodziewanych okolicznościach, podczas sadzenia drzewka na działce lub budowy drogi, można stanąć oko w oko z historią. I znaleźć skarb.
W Denkowie koło Ostrowca Świętokrzyskiego pracownicy firmy remontowej robili, co do nich należało. Układanie przewodów wymagało drobnych prac ziemnych. Łopata zgrzyta nieraz, gdy trafia na kamień, starą cembrownię. Tym razem zgrzytnięcia jednak nie było, rozległ się raczej tępy dźwięk, a na łopacie, razem z ziemią, pojawiły się skorupy rozbitego garnka i pieniądze.
Znalazcy postąpili tak jak należy, zawiadomili najbliższe muzeum, a przybyły na miejsce archeolog wydobył ponad 200 miedzianych monet z czasów Zygmunta III Wazy. Ten, kto je ukrył, nie był bogaczem, najwyżej drobnym ciułaczem. Nawet gdyby ten ciułacz odzyskał swój skarb, nie wystarczyłoby mu na odmienienie losu. Nie odzyskał go jednak. Dlaczego? Co się wydarzyło? Coś dramatycznego. Może śmierć? Każdy odkrywany współcześnie skarb świadczy bowiem o jakiejś ludzkiej tragedii.
Dziś ludzie odkrtywają skarby sprzed stuleci w nieoczekiwanych okolicznościach, ale przed stuleciami wcale nie było inaczej: "Jadąc z targu z Krakowa, znalaz przy drodze pieniądze. Szynkiel [oś wozu] zawadził o brzeg przekopy, ziemia, jak odpadła, ukazał się żeleźnik miedziany. Z wozu zsiadłszy, jego żona odkryła płaszczem, że ludzie jechali, a koło wozu w rzeczy leca, co poprawiał woźnica. Tymczasem pieniądze wybierali" Takie zdarzenie opisał w XVII w. Walerian Nekanda-Trepka.
Gdyby ci znalazcy żyli obecnie, powinni postąpić jak robotnicy remontujący XIX-wieczny dworek w Kruszynie pod Sulechowem. Wykopali oni szkliwiony dzban z uchem, biało-niebieski, zdobiony roślinnym ornamentem. Takie naczynie nie było tanie, naśladowało luksusowe wyroby z majoliki. Robotnicy nie czekali na archeologa, sami "rozprawili się" z dzbanem, ktoś włożył do niego 2455 srebrnych i miedzianych monet. Dzban i jego zawartość można oglądać w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. Najmłodzą monetę wybito w 1756 r., dlatego skarb nie mógł być ukryty wcześniej.
Ten skarb jest dziwny, zawiera bowiem groch z kapustą, czyli monety bite w mennicach polskich, czeskich, morawskich, austriackich, węgierskich, szwedzkich, francuskich i niemieckich. Kim był właściciel, skoro dysponował tak różnymi pieniędzmi: najemnym żołnierzem, kupcem, marynarzem, domokrążcą, sprzedawcą relikwii i odpustów? I dlaczego ukrył swój skarb? Z powodu wojennej zawieruchy, a może skrył go przed swoimi bliskimi, swoją rodziną? Pole do konfabulacji ogromne, ale nie dla naukowcóe.
Skarb to nie zawsze pieniądze
27 maja 1961 r. archeolodzy prowadzili wykopaliska na wczesnośredniowiecznym grodzisku w Skrwilnie koło Torunia. Wydobywali fragmenty naczyń, ostrogi, szklane paciorki z X w., a także węgle po pożarze, który w XII w. całkowicie zniszczył gród - od tamtej pory było to miejsce odludne. Dlatego archeolodzy byli zaskoczeni, gdy natrafili na żelazny skorodowany skobel, ale z XVII w. Zamykał drewnianą skrzynię, po której został tylko ślad w ziemi. Ktoś ją zakopał w miejscu, które od poł tysiąca lat było uroczyskiem. Ten ktoś bardzo się spieszył, skrzynia tkwiła zaledwie 50 cm pod powierzchnią. Nie było w niej pieniędzy, kryła jednak bogactwo: bransolety, łańcuchy na szyję, pierścienie, zawieszkę, 16 guzów do żupana, 51 pereł naszyjnika, misę z dzbanem do mycia rąk, kufel, dwie pary świeczników, nożyce do obcianania knotów świec i tuzin łyżek. Wyroby ze złota ważyły 2 kg, srebrne 5 kg. Biżuteria w większości pochodziła z warsztatów jubilerskich w Polsce, naczynia powstały natomiast u złotników w Toruniu i Brodnicy.
Tej skrzyni nie napełnił złodziej, on nie odkręcałby bowiem od świeczników tulejek podtrzymujących świece i nie schowałby ich w podstawach świeczników. A właśnie tak zrobił ten, kto pakował skrzynię. Był nim Stanisław Piwo herbu Prawdzic, podczaszy płocki. Pomagały mu żona Zofia, córka Jana Loki herbu Rogala, starosty borzechowskiego. Wiadomo o tym, ponieważ na wielu wyrobach zachowały się insygnia właścicieli, herby. Na misie do mycia rąk widnieje wygrawerowana data "1617".
Rodzina Piwów nie należała do krezusów, ale też nie narzekała na ubóstwo. Piwowie mieszkali w Płockiem, Bełskiem i w ziemi dobrzyńskiej. Sprawowali pomniejsze urzędy ziemskie.
Co skłoniło podczaszego płockiego do zakopania skrzyni? Czy ma to związek ze szwedzkim potopem za panowania Jana Kazimierza? Czy skrzynię zakopano w pośpiechu, na przykład podczas ucieczki, czy może ją zgubiono, zapomniano o niej po noclegu na odludnym grodzisku i dlatego schowana była tak płytko, po prsotu zasypana przez siły natury w ciągu trzech stuleci? Już zawsze zostanie to w sferze hipotez.
To nie jedyny skarb odkryty przez archeologów podczas wykopalisk na grodzisku. Aż dwa wydobyli z grodziska w Czermnie (woj. lubelskie) badacze z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Co ciekawe, spoczywały obok siebie, w odległości zaledwie 20 m. Jeden tkwił w glinianym garnku, drugi spoczywał bezpośrednio w ziemi - co nie oznacza, że zakopano go bez żadnego zabezpieczenia, prawdopodobnie owinięty był w jakąś tkaninę, skórę, ale ten materiał organiczny nie przetrwał kilkuset lat.
Dwóch niewolników albo 5 tys. kur
Skarby z Czermna to m.in. wspaniała srebrna biżuteria z XIII w., łącznie 40 luksusowych wyrobów: pierścienie, bransolety, wisiorki noszone przy skroniach. Analizy laboratoryjne wykazały, że bizuteria jest wykonana ze srebra wysokiej próby. Zachowały się złocenia i ślady inkrustacji miedzią. Takie precjoza mogły należeć tylko do ludzi z najwyższych warstw społecznych, do ówczesnej elity. A to z kolei wskazuje, że miejsce to też było wyjątkowe, wyróżniało się znaczeniem w XIII w. Biorąc to wszystko pod uwagę, archeolodzy są przekonani, że skarby wskazały im to, czego szukali od dawna - że to słynny Czerwień, najważniejszy z tak zwanych Grodów Czerwieńskich. Domyślają się także, w jakich okolicznościach skarby trafiły do ziemi - ukryto je podczas najazdu Mongołów w 1240 r.
Dlaczego ukryto XI-wieczny skarb pod Małogoszczem w województwie świętokrzyskim, nie wiadomo, ale zawieruch wtedy nie brakowało. Podczas drobnych prac ziemnych towarzyszących podłączaniu kanalizacji do domu jednorodzinnego właściciel zauważył, że robotnicy coś wybierają. Podszedł i ujrzał monety. Sądził, że to bezwartościowe kopiejki, dlatego poprosił ich, aby "nie bawili się , tylko zabrali do roboty". Skończyło się na tym, że razme zbierali maóe pieniądze i fragmenty rozbitego glinianego naczynia.
Skarb trafił do rąk specjalistów. Numizmatycy z Muzeum Archeologicznego w Krakowie ustalili, że składa się o z 407 całych monet i dziewięciu fragmentów. Oprócz typowych dla XI stulecia denarów w glinianym garnku znajdowały się monety nietypowe. Jak się okazało, denary bite przez palatyna Sieciecha, postaci słynnej z dziejów Polski piastowskiej, to pierwsze prywatne monety powstałe w naszym kraju. Zgodnie z prawem świeckim i boskim nie powinny być one bite, ponieważ panował wtedy Władysław Herman i jemu przysługiwał ten przywilej.
W naczyniu znalazły się także monety bite w Italii przez cesarza Ottona I oraz węgierskie brakteaty - monety bite tylko z jednej strony. Jaka była wartość skarbu w chwili zakopywania? Na podstawie źródeł z epoki, między innymi relacji arabskiego podróżnika Ibrahima ibn Jakuba oraz "Prawdy ruskiej" czyli średniowiecznego spsiu praw Rusi Kijowskiej, mediewiści szacują, że za taką liczbę monet można było kupić na Rusi dwóch niewolników albo od 4 do 5 tys. kur.
Dziwne przypadki
w 1867 r. w Mózgowie koło Iławy rolnik znalazł skarb na polu po wykarczowanym lesie. Ile tego było, już dziś nie wiadomo - na pewno kilka tysięcy monet i srebrna biżuteria. ówczesna lokalna prasa informowała o skarbie liczącym 4,5 tys. krzyżackich brakteatów. Dziś nie można tego już zweryfikować. Część znaleziska trafiła do muzeum w Brunszwiku, reszta "rozeszła się po ludziach", trafiła do prywatnych kolekcji i zaginęła podczas I wojny światowej.
O znalezisku nie zapomnieli jednak członkowie Iławskiego Stowarzyszenia Badaczy Historii Deutsch Eylau Ylavia. Za zgodą polskich służb ochrony zabytków i właściciela gruntów przeszukali pole pod Mózgowem za pomocą wykrywacza metali. Nie spudłowali, znaleźli ponad 800 srebrnych monet i wyrobów jubilerskich - wszystko trafiło do olsztyńskiego Muzeum Warmii i Mazur. Znalezione monety to w większości zachodnioeuropejskie egzemplarze z XI w. i fragmenty rzymskich denarów oraz arabskich dirhemów. Wśród bizuterii wyróżnia się tzw. enkolpion, czyli pudełkowy krucyfiks służący do noszenia relikwii na piersiach.
Trzeci akt widowiska "Skarb w Mózgowie" odegrali sami archeolodzy. Po prostu przeprowadzili wykopaliska w miejscach, w których wcześniej znaleziono monety. I także znaleźli 350 skarbów z przełomu X i XI w.
Spacery sprzyjają nie tylko zdrowiu. W Prabutach koło Olsztyna Zbigniew Krysiński szedł leśnym duktem, pasem zaoranej ziemi zabezpieczającym leśną połać przed ewentualnym rozprzestrzenianiem się ognia. Prowadził rower. Gdyby na nim jechał, nie zauważyłby srebrnych monet, całych i siekańców, oraz ozdób. Pozbierał je (155 monet) i przekazał olsztyńskiemu muzeum. Muzealnicy dotarli do tego miejsca, ale wydobyli z ziemi już tylko fragmenty glinianego garnka, wktórym ktoś w XI w. ulokował skarb.
W czerwcu 1985 r. w Środzie Śląskiej, przy ulciy Daszyńskiego 16, operator koparki zahaczył łyżką o gliniany średniowieczny garnek z monetami: 3424 grosze praskie z XIV w., bite za panowania trzech czeskich władców - Wacława II, Jana Luksemburskiego i Fryderyka II. Archeolodzy skleili i zmierzyli garne: pojemność dziewięć litrów, wysokość 33 cm, szerokość 26 cm.
Trzy lata później, przy tej samej ulicy, na sąsiedniej posesji podczas prac przy fundamencie budynku robotnicy znowu znaleźli skarb, tym razem 1,2 tys. srebrnych groszy praskich. Czy jednak tylko to? Po wielogodzinnych pertraktacjach, ale jeszcze tego samego dnia, archeolodzy w asyście funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej odzyskali osiem złotych florenów, też z XIV w. W przesianym piasku z dna fundamentowego wykopu znaleźli jeszcze 46 praskich groszy i skorupy rozbitego dzbana. Wielkością przypominał dziewięciolitrowe naczynie odkryte trzy lata wcześniej. Jeśli zawierał podobną liczbę monet, to gdzie one są? Czy tam,gdzie wywożono ziemię z wykopu, na jakimś wysypisku? Czy może w mieszkaniach tych, którzy tę ziemię wywozili? Ta historia nadaje się na scenariusz jednego z odcinków serialu kryminalnego. Dość powiedzieć, że w Środzie Śląskiej monety znajdowali przez jakiś czas zarówno archeolodzy, jak i funkcjonariusze MO. Zatrzymano osoby, które usiłowały sprzedawać zabytkowy bilon i zloty pierścień ze średzkiego skarbu. Milicja Obywatelska przeprowadzała rewizje w domach mieszkańców miasteczka, z dobrym skutkiem. Ogłoszono nawet abolicję dla tych, którzy dobrowolnie oddadzą przywłaszczone elementy skarbu. Kuszono ich też nagrodą pieniężną trzykrotnie przekraczającą wartość kruszcu, z którego wykonane są monety znalezione w naczyniach. Państwo polskie dotrzymało słowa, wypłacono wiele nagród za wiele odzyskanych monet. Są eksponowane w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej.
Interes państwa
Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi, każdy może zostać, zupełnie nieoczekiwanie, odkrywcą skarbu - miedziaków, srebrnych denarów, złotych dukatów. Co wtedy? Znalezisko wsadzić pod poduszkę , umieścić w bankowym sejfie, sprzedać w antykwariacie? Żaden antykwariat legalnie takiej transakcji nie przeprowadzi. Wszystkie ruchome zabytki archeologiczne z terenu Polski (nieruchome zabytki archeologiczne to kurhany grobowe, grodziska, wały obronne itp.) bez względu na sposób ich zdobycia, okoliczności i miejsce odkrycia, są własnością Skarbu Państwa. Nie ma żadnego znaczenia, czy narzędzia krzemienne z epoki kamienia, sztylety z epoki brązu, średniowieczne ostrogi żelazne, barokowy skarb monet w saganie zostały znalezione na terenie państwowym czy prywatnym. Tak stanowi ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z 23 lipca 2003 r. O miejscu przechowywania zabytków archeologicznych, w tym także skarbów, decyduje wojewódzki konserwator zabytków.
Źródło: "Uważam Rze", 1-7 X 2012, numer 40(87)
Autor: Krzysztof Kowalski