Artur, klasyczny, a zarazem piękny przykład nadgorliwości, a może porażającej bezmyślności i głupoty, warty przypomnienia, o którym w Gliwicach rozmawialiśmy z Jackiem, też ze Szczecina, z 2008 r.
...dużo teksu, ale warto przeczytać, a po przeczytaniu, poddać chwili refleksji i uspokoić się, żeby nie zwariować. :)
http://www.policja.pl/pol/aktualnosci/17903,Policjanci-odzyskali-XII-wieczny-miecz.html Cytuj:
Policjanci odzyskali XII-wieczny miecz
Kryminalni z komendy wojewódzkiej w Szczecinie zatrzymali 34-letniego mężczyznę, który na aukcji internetowej chciał sprzedać średniowieczny miecz.
Piotr P. nie potrafił wyjaśnić, w jaki sposób wszedł w posiadanie eksponatu. Średniowieczny miecz prawdopodobnie pochodzi z Europy Środkowej. Teraz trafi do badań. Jeśli okaże się, że pochodzi on z nielegalnych wykopalisk lub został skradziony, zatrzymanemu mężczyźnie grozi kara nawet pięciu lat pozbawienia wolności.
O tym, że miecz został wystawiony na aukcji internetowej policjanci ze Szczecina dowiedzieli się od funkcjonariuszy z KGP zajmujących się zwalczaniem przestępczości przeciwko dziedzictwu narodowemu. Po sprawdzeniu okazało się, że anons pochodzi ze Szczecina. Sprawę przejęli kryminalni z tutejszej komendy. Szybko namierzyli internautę i zaaranżowali spotkanie. Mężczyzna zjawił się w umówionym miejscu. W przyniesionej ze sobą torbie miał miecz. 34-letni Piotr P. nie potrafił wyjaśnić, w jaki sposób wszedł w jego posiadanie. Został zatrzymany.
Ze wstępnych ocen archeologów wynika, że jest to oryginał. Najprawdopodobniej pochodzi z Europy Środkowej z okresu X-XII w. Dzisiaj przekazany zostanie ekspertom. Dzięki dokładnym badaniom będzie można potwierdzić autentyczność przedmiotu i jego pochodzenie. Od wyników badań zależeć będą zarzuty, jakie usłyszy Piotr P. Za popełniony czyn grozi kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
...i ciąg dalszy:
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/dzieki-dywanowi-odzyskano-xiii-wieczne-miecze/57j6pCytuj:
Dzięki dywanowi odzyskano XIII-wieczne miecze
Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie odzyskali kolejne dwa zabytkowe miecze. Na trop właściwy wpadli, gdy zauważyli, że na zdjęciach mieczy na internetowej aukcji leżą one na charakterystycznym dywanie.
Przypomnijmy, że pod koniec marca br. kryminalni przy współpracy z Krajowym Zespołem do walki z przestępczością przeciwko dziedzictwu narodowemu KGP i Krajowym Ośrodkiem Badań i Dokumentacji Zabytków odzyskali średniowieczny miecz. Zabytek był oferowany do sprzedaży na jednym z portali internetowych. Wówczas policjanci w tej sprawie ustalili i zatrzymali 34-letniego Piotra P., mieszkańca Szczecina.
Śledczy prowadząc postępowanie wpadli na kolejny trop, który doprowadził ich do odzyskania kolejnych dwóch mieczy pochodzących najprawdopodobniej z XIII wieku. Policjanci wnikliwie analizowali wystawiane w internecie przez Piotra P. przedmioty. Uwagę policjantów zwróciły zdjęcia przedmiotów, które wykonywane były w pomieszczeniu, w którym na podłodze leżał charakterystyczny dywan.
Dokładne badania potwierdzą teraz prawdziwość przedmiotów. Pozwolą także na określenie pochodzenia mieczy. Na podstawie ekspertyzy śledczy przedstawią zatrzymanemu odpowiedni zarzut. Piotr P. odpowie za wykopanie zabytku z ziemi lub za kradzież. Oba przestępstwa zagrożone są karą 5 lat pozbawienia wolności.
...i ciąg dalszy:
http://polska.newsweek.pl/awantura-o-miecze,3548,1,1.htmlCytuj:
Awantura o miecze
Ojciec mówi, że Piotr ma dryg do młota. A policjanci dodają, że ten talent może zaprowadzić go za kratki.
Nikogo nie trzeba przekonywać, że Piotr zdolności odziedziczył po ojcu. Edward Pajewski miał 13, może 14 lat, kiedy jego ojciec, a dziadek Piotra, drwal z Podlasia, wysłał go do kowala w Hajnówce, żeby wyklepał jego ulubioną siekierę. Wtedy jeszcze, a był to początek lat 50., koni na wsiach było więcej niż traktorów, kowale mieli pełne ręce roboty i cieszyli się zasłużonym szacunkiem. Patrząc, jak kowal klepie ojcowską siekierę, młody Edward zrozumiał, że las nie dla niego.
Parę tygodni później wsiadł w pociąg i pojechał do Ciechocinka, gdzie mieszkał jego dziadek. Tam znalazł kuźnię, poszedł do kowala na naukę i po trzech latach rozciągania, kucia, gięcia, spęczniania i zgrzewania został czeladnikiem.
Życie rzucało go po kraju od Śląska po Ełk, aż trafił do Szczecina. Przez 22 lata pracował jako kowal w porcie, a po godzinach oddawał się kowalstwu artystycznemu, co przyniosło mu kilka nagród i chwilową sławę w roku 1968, kiedy Irena Dziedzic zaprosiła go do "Tele Echa". W Szczecinie zrobił papiery mistrzowskie, ożenił się i doczekał dwóch synów. Młodszemu z nich - Piotrowi - w pierwsze urodziny rozłożył na stołku kilka przedmiotów, żeby przekonać się, po który sięgnie i jaka go w związku z tym czeka przyszłość. Mały Piotruś sięgnął po młotek, a dumny ojciec pomyślał, że oto ma przed sobą następcę.
Kiedy w podszczecińskim Reptowie otworzył kuźnię, chłopak podpatrywał go, jak pracuje. I chociaż ledwo najmniejszy z młotków w ręku trzymał, kiedy tata kuł, to i on musiał poklepać. Teraz, po latach, ojciec z zadowoleniem może stwierdzić, że Piotr ma wyobraźnię, która jest w kowalstwie ręcznym niezbędna (bo najpierw rzeczy do wykucia pojawiają się w głowie), smykałkę do rysowania (żeby rzeczy wyobrażone na papierze zatrzymać), jest krzepki i - co najważniejsze - ręka go słucha, więc robi z żelazem, co chce. Jednym słowem ma wszystko, co dobry kowal mieć powinien.
Na początku ojciec kazał mu kuć gwoździe, żeby sobie wprawiał rękę, potem pozwalał mu wprawiać się po swojemu. Wtedy Piotr zaczął zawzięcie kuć sztylety, miecze i tarcze, bo te rzeczy zawsze go pociągały. Pamięta, jak w dzieciństwie był z bratem w kinie na "Krzyżakach" i jak potem zrobił sobie zbroję i miecz z papieru. Albo jak robił mieczyki z cienkich płaskowników, które były tak kruche, że ojciec łamał je na kolanie.
O zbrojach i mieczach czytał w książkach, ale kiedy brał kawałek płaskownika do ręki, rozgrzewał go do czerwoności w palenisku, to kuł po swojemu. Na wyczucie. Czasami rysował, co mu wyobraźnia podsuwała: łączył głownie z jelcami i różnymi kształtami kling. Wtedy kuł wedle rysunku miecze własnego pomysłu. Miał tych rysunków cały zeszyt. Teraz nie ma, bo zabrała go policja.
Ten miecz, o który zrobiła się awantura na całą Polskę, wykuł dawno. Może 10, może 11 lat temu. Żadna tam kopia, raczej połączenie miecza wikingowskiego z krzyżackim, jak mówi Piotr. Od początku wyglądał na bardzo stary, bo Piotr wykuwał go w ramach nauki i kuł go tygodniami. A im dłużej miecz wypalał w palenisku, im dłużej go kuł, tym bardziej żelazo się utleniało, w klingę wbijało się więcej tlenku żelaza i z każdym uderzeniem młota miecz wyglądał na starszy.
Dał go wreszcie swojemu kumplowi, a niedawno jakiś człowiek przywiózł go do kuźni, do naprawy. Poznał, że to jego, bo na jelcu odnalazł wycięte przez siebie krzyżyki. Odkupił go za 50 złotych i przekuł na nowo. Miecz wyglądał jeszcze starzej.
Wyglądał tak, że klienci, którzy przyjeżdżali do kuźni w Reptowie, pytali ciągle, ile za niego chce, a on nie wiedział, co im odpowiedzieć. Wystawił go więc na aukcję, żeby się dowiedzieć.
Od razu odezwali się ludzie z całej Polski, a nawet z Niemiec, Słowacji i Czech. Jedni pytali o cenę, inni radzili mu, co zrobić, żeby miecz jeszcze bardziej przypominał oryginał. Sprzedać go nie planował. Twierdzi, że zainstalował nawet specjalny program, który tuż przed zakończeniem licytacji przebija wszystkie oferty, żeby wygrywać. Bo chciał się tylko dowiedzieć, ile za niego mógłby dostać.
Z jednym człowiekiem umówił się na spotkanie. Człowiek był tajemniczy, nie chciał podać nawet numeru swojego telefonu, ale mieczem bardzosię zainteresował. I był ze Szczecina, więc umówili się na jednym z parkingów.
Ledwo Piotr wyjął z samochodu miecz, gdy otoczyli go policjanci. Później dowiedział się, że na miecz zwrócili uwagę specjaliści z Krajowego Ośrodka Badań Dokumentacji i Zabytków, którzy monitorują internet. Na zdjęciach wyglądał jak zabytkowy, więc poprosili szczecińskich policjantów, by sprawę sprawdzili.
W komendzie policjanci pytali go o jedno: skąd ma miecz? Komu go ukradł?
A może wykopał? A jeśli wykopał, to gdzie? Kiedy w końcu im powiedział, że zrobił go sam, odpowiedzieli, żeby sobie nie robił jaj. Nie uwierzyli mu też, kiedy powiedział, że jak za parę dni do niego przyjadą, to im ze zwykłego płaskownika 40 na 20 centymetrów zrobi dwa następne. Takie same.
Wypuścili go po trzech godzinach wypytywania. Następnego dnia rozesłali do dziennikarzy informację, że mieszkaniec Szczecina próbował sprzedać na aukcji
średniowieczny miecz, że nie potrafi wytłumaczyć, skąd go ma i że archeolodzy wstępnie ustalili, że miecz pochodzi prawdopodobnie z Europy Środkowej z około X wieku. I że 34-letniemu Piotrowi P. grozi do pięciu lat więzienia. Chociaż jeszcze nie wiadomo, czy za kradzież, czy za nielegalne wykopaliska, bo tego policjantom ustalić się nie udało.
To wszystko działo się pod koniec marca. Dwa tygodnie później policjanci weszli do kuźni w Reptowie i zarekwirowali dwa kolejne miecze. I chociaż Piotr przekonywał, że wykuł je, by udowodnić, że potrafi to robić, znów zawiadomili prasę, radio i telewizję. Tym razem poinformowali, że znów odzyskali dwa miecze, zabytkowe, a jakże, tylko nieco młodsze, prawdopodobnie z XIII wieku. O tym, że znaleźli je w kuźni, że podejrzany jest kowalem, który twierdzi, że zrobił je sam, ani słowa. Kto ocenił wstępnie wiek znaleziska, też nie wiadomo, bo archeolodzy z Muzeum Narodowego w Szczecinie, na których powołują się policjanci, twierdzą, że żadnej opinii nie wystawiali.
Od wizyty policjantów w kuźni minął miesiąc. Trzy podejrzane miecze pojechały do Torunia, gdzie wybitni specjaliści poddają je szczegółowemu badaniu i przygotowują ostateczną ekspertyzę. Od jej wyników zależy los kowala. Piotr Pajewski wyników ekspertyzy się nie boi. Sam kuł, więc wie, że to nie miecze średniowieczne. Policjanci też już chyba wiedzą, ale do fuszerki się nie przyznają. Zrobili, co mieli zrobić. A przy okazji nie radzą z Piotra P. robić bohatera. Bo nawet jeśli mieczy nie ukradł, to wystawienie jednego z nich na aukcji i udawanie, że to autentyk, podpada pod oszustwo. Niewykluczone więc, że kowal, choć niewątpliwie człowiek w swoim fachu biegły, przed sądem jednak stanie.